Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaskinie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaskinie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lipca 2015

Na upał kilka sposobów... inaczej

Temperatury kilka dni temu przekroczyły już 30 stopni Celsjusza i trwają w tym stanie jak zaklęte. A perspektywy na kolejne dni wcale nie napawają optymizmem. W tej sytuacji mnóstwo gazet i portali internetowych publikuje całe tony artykułów o tym, jak chronić się przed wysoką temperaturą i co zrobić, żeby było nam zimniej. Ja przyłączam się do tego trendu, z tym że moje pomysły są nieco bardziej oryginalne.

Propozycja numer Jeden: ucieczka
Jeśli jest nam za gorąco i - co najważniejsze - mamy na zbyciu kilka tysięcy niepotrzebnych złotych, możemy po prostu od upałów uciec. Tylko gdzie? Bądź co bądź, jeśli pojedziemy do Niemiec albo Francji, to wcale nie będzie lepiej - wręcz przeciwnie. Nie pomogą Estonia, Ukraina, Dania, a tym bardziej Włochy, czy Grecja. No więc, gdzie jechać? Cóż, opcji jest kilka. Konstruktywna może okazać się wycieczka na Wyspy Brytyjskie. Tam - ze względu na położenie geograficzne - temperatura zazwyczaj jest o kilka stopni niższa, niż w kontynentalnej części Europy. Ale jest drobny haczyk. Na Wyspach Brytyjskich przez najbliższych kilka dni możemy się spodziewać solidnych deszczy. Coś za coś.
Wet Day at Henlys Corner - geograph.org.uk - 874843
Deszcze w Londynie.
Inną opcją jest daleka północ. Aż trudno uwierzyć, ale na północy Norwegii temperatura sięga teraz porażających 11 stopni Celsjusza. Dla tych, którzy twierdzą, że to za zimno, polecam z kolei Pojezierze Fińskie - tam doświadczymy temperatur o kilka stopni wyższych. Paradoksalnie możemy też uciekać na... Wyspy Kanaryjskie! Układ wyżów i niżów sprawił, że obecnie temperatury są tam nie letnie, a wiosenne. Jedynym, co nam pozostaje do zrobienia jest więc spakowanie walizek i wylot na Teneryfę!
Agaete y Puerto de Las Nieves - panoramio
Wyspy Kanaryjskie z lotu ptaka.
Propozycja numer Dwa: wakacje pod ziemią
Zawsze można też zorganizować sobie wakacje w kraju, tylko pod ziemią. Mamy u nas przecież mnóstwo sztolni, kopalni, jaskiń, tras podziemnych... Nie ma oczywiście sensu jeździć do Jaskini Raj albo Sandomierza (Podziemna Trasa Turystyczna), bo gdy wyjdziemy z podziemi po godzinnej wędrówce napotkamy na pytanie. I co dalej? Kolejne podziemia udostępnione dla turystów są 150 kilometrów dalej. Dlatego warto się wybrać w okolice Kłodzka. Tam pod ziemią można spędzić kilka dni. Podziemna Trasa Turystyczna w Kłodzku, kopalnia złota w Złotym Stoku, Podziemne Miasto Osówka, Sztolnie Walimskie, kopalnia węgla w Nowej Rudzie, Jaskinia Niedźwiedzia, kopalnia uranu w Kletnie... A jeśli pojedziemy tylko odrobinkę dalej natrafimy na Starą Kopalnię w Wałbrzychu, sztolnię w Kamiennej Górze, kopalnię uranu w Kowarach... I wakacje załatwione.

Jeszcze lepiej będą mieli odwiedzający Bochnię i Wieliczkę, oczywiście jeśli okażą się na tyle dokładni, by zwiedzać dosłownie wszystko. W Wieliczce bowiem oprócz trasy turystycznej czeka na nas również Muzeum Żup Krakowskich, trasa górnicza, szlak pielgrzymkowy, a także ekstremalna trasa "Tajemnice wielickiej kopalni" - w sumie jakieś 16 godzin. A w Bochni poza trasą turystyczną mamy do przebycia spływ łodziami i trasę historyczną, a na dole, w specjalnie przygotowanych do tego komorach, możemy spędzić nawet całą noc. I żegnajcie upały!
Wieliczka
Kaplica św. Kingi w Wieliczce.
Propozycja numer Trzy: perswazja
Siła perswazji może być niezwykle przydatna. Zawsze przecież mogło być gorzej! Termiczny rekord Polski, który odnotowano 29 lipca 1921 r. w podopolskim Prószkowie, wyniósł 40,2 stopnie Celsjusza! Ostatni raz naprawdę gorąco było w 2013 r. pod Łodzią - temperatury w cieniu sięgnęły tam 39 stopni. A przecież klimat polski przy afrykańskim, czy też północnoamerykańskim to pikuś! W Dolinie Śmierci, w Stanach Zjednoczonych, takie temperatury, jak dzisiejsza, to normalka. A kiedy jest gorąco? No cóż, 10 lipca 1913 r. temperatura w tych okolicach sięgnęła 57 stopni Celsjusza. I okazuje się, że u nas wcale nie jest jeszcze tak gorąco...
No i jeszcze drobna pociecha. Mogło być gorzej, ale będzie lepiej! To akurat jest niewątpliwe. Takie fale upałów, jak ta z tego tygodnia zdarzają się nieczęsto - zazwyczaj raz do roku i zazwyczaj na początku lipca. Wychodzi więc na to, że wszystko jest pod kontrolą i przebiega zgodnie z ustaloną normą...
Death valley
Dolina Śmierci przy "pięknej" pogodzie.
Propozycja numer Cztery: operacja plastyczna
Abyśmy rzeczywiście lepiej odczuwali rosnące temperatury, musielibyśmy się jednak przerobić dosyć gruntownie. Najlepiej byłoby, gdybyśmy zmienili rasę na czarną, inaczej negroidalną. Jej przedstawiciele są bowiem znacznie bardziej przystosowani do rosnących temperatur, niż my. Po pierwsze, mają ciemną skórę - to chyba dosyć łatwo zauważyć, prawda? Oznacza to, że ich skóra zawiera więcej melaniny. A ta chroni przed działaniem promieni słonecznych, szczególnie tych ultrafioletowych. Pomocne są także gęste, kręcone włosy oraz fakt, iż czarnoskórzy zazwyczaj mają krótkie tułowia, a długie kończyny. Zwiększa to powierzchnię ciała, za pomocą której oddają ciepło do otoczenia, przez co ich ciała się tak nie nagrzewają, jak nasze.

To były moje propozycje na to, jak poradzić sobie z upałami. A Wy jakie macie na to sposoby? :)

czwartek, 11 czerwca 2015

Dzień w Jeseniku

Jesenik to jedna z czeskich perełek, miasto o dużej wartości turystycznej, uzdrowiskowej i artystycznej. Miasto, do którego zawsze warto się wybrać, bez względu na pogodę i porę roku. Miasto, w którym na pewno nie będziemy się nudzić.
Uzdrowisko od północnego-zachodu.
Największą - ale czy najpiękniejszą? - atrakcją Jesenika są Lázně, czyli umieszczone na zboczu jednej z gór otaczających miasto, uzdrowisko. Wiedzie do niego kręta, stroma droga, usiana ze wszystkich stron... parkingami. To my wybieramy, gdzie się zatrzymamy. Ja preferuję spacer z w miarę niskiego punktu, by móc podziwiać piękne widoki, jakie rozciągają się po drodze do uzdrowiska. Jeśli trafimy na dobrą pogodę, dostrzeżemy stąd odległe Czerwonogórskie Sedlo (Červenohorské sedlo), bazę turystyczną dla dłuższych wycieczek górskich.

Historia uzdrowiska sięga lat 20. XIX wieku i postaci Vincenza Priessnitza. Ten pochodzący ze Śląska medyk opracował metodę hydroterapii, czyli wodolecznictwa. Dzięki dobrym rezultatom w leczeniu chorych udało mu się założyć w Jeseniku dom kuracyjny, który w kolejnych latach stopniowo powiększał. Sanatorium nie przestało się rozbudowywać nawet po jego śmierci i dziś jest prawdziwym kompleksem różnego rodzaju parków i budynków. A jego centralną częścią jest Hotel Priessnitz, wielki, pięciokondygnacyjny, długi na kilkaset metrów kolos, którego w sprzyjających warunków zobaczymy jak na dłoni z niemalże każdego punktu w Jeseniku.

Najciekawsze - jak dla mnie - są jednak parki uzdrowiska. Są one wprost usiane wszelkiego rodzaju pomniczkami, źródełkami, skałkami. W miejscach najbardziej reprezentatywnych ustawiono dodatkowo piękne skalne monumenty, wśród których wytyczono ścieżki. I jeszcze jedno - widoki! Gdzie byśmy nie stanęli, zobaczymy przepiękną panoramę Jesenika i otaczających go gór. Wrażenia artystyczne doprawdy sięgają zenitu!
Jesenik z południowego skraju uzdrowiska.
Skalny monument w uzdrowisku.
Nie jest to rzecz jasna wszystko, co ma nam do zaoferowania Jesenik. W okolicy miasteczka zlokalizowane są dwie jaskinie. Takie jaskinie, których cale mnóstwo jest w Czechach, a których w Polsce niestety brakuje. Jaskinie pokroju Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie i Jaskini Raj w Chęcinach.

Pierwsza z nich, na północnym krańcu miasta, nosi nazwę Jaskini na Špičáku (czyt. Szpiczaku). Jest bardzo krótka, lecz jednocześnie niezwykle piękna. Wspaniałe nacieki, stalagmity, stalaktyty, stalagnaty wydają się wystawać ze wszystkich stron, zachwycając swoją urodą. Jaskinia ta była użytkowana już wiele wieków temu, między innymi jako schronienie podczas najazdów nieprzyjaciół. Ciekawostką jest fakt, iż ludzie musieli się wówczas przedzierać wąziutkimi, niziutkimi korytarzami, które w ciągu ostatnich lat zostały znacznie poszerzone, przez co wszelkie malunki, napisy etc., które nasi przodkowie nam zostawili, umieszczone są wysoko nad naszymi głowami. Warto jeszcze wspomnieć, że sprzed jaskini rozciąga się wspaniały widok na Jesenik i jego okolice, równie piękny - o ile nie piękniejszy - od tego, który oglądać mieliśmy okazję spod Priessnitza.
Jaskinia na Szpiczaku, jedna z odnóg korytarzy.
Korytarze w Jaskini na Szpiczaku.
Widok sprzed Jaskini na Szpiczaku.
Druga z jaskiń nie jest już tak wyeksponowana na świat. Ukrywa się na zalesionej przełęczy na południowym-zachodzie Jesenika i nosi nazwę Jaskini na Pomezi. Jest znacznie dłuższa od swojej siostry, a także znacznie bardziej urozmaicona. O ile na Špičáku spacerowaliśmy wyłącznie w poziomie, to tutaj będziemy musieli się nieźle powspinać po schodach. Nasz wysiłek jest jednak wynagrodzony przez wspaniałe formy naciekowe, których w jaskini jest po prostu zatrzęsienie.
Formacje naciekowe w Jaskini na Pomezi.

U wejścia do jaskini.
Atrakcja dodatkowa - nietoperz.
Wycieczka do Jesenika to naprawdę dobrze spędzone godziny, cokolwiek byśmy tam nie robili. Pamiętajcie, że jaskinie to nie wszytko, co czeskie miasto ma nam do zaoferowania. Są też tam rozmaite szlaki turystyczne o różnych profilach, wieże widokowe, wodospady, schroniska, formacje skalne, o których być może w przyszłości jeszcze napiszę :). Jak Wam się podoba Jesenik? Znacie jakieś inne czeskie miasta o podobnym charakterze?