Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lutego 2017

Jak działa Cinemascore?

Istnieje wiele sposobów na to, by sprawdzić, czy jakiś film jest warty obejrzenia. Możemy na przykład zajrzeć na jeden z popularnych portali filmowych, takich jak IMDB czy Filmweb, gdzie na bazie ocen tysięcy użytkowników tworzy się rankingi najlepszych produkcji. Możemy też przeczytać oceny krytyków albo dotyczące danego filmu komentarze na internetowych forach. Jeśli zaś nie zostaliśmy jeszcze w pełni pochłonięci przez wirtualny świat i wiemy, na czym polega konwersacja, możemy zasięgnąć rady znajomego. O dziwo istnieje jeszcze jedna, interesująca metoda. Możemy sprawdzić, co o filmie sądzi kilkaset losowo wybranych widzów. I nie będziemy musieli udać się w tym celu do kina i udawać ankietera. Cinemascore zrobi to za nas. :)
Inside a Hobbit hole2
Fragment scenografii do filmu Władca Pierścieni. Filmy zaliczane do trylogii otrzymały oceny
(odpowiednio) A-, A i A+.
Cinemascore jest wyjątkową firmą funkcjonującą od 1979 roku. Jej głównym celem jest sprawdzenie jakości wchodzących właśnie do kin produkcji oraz ich dostosowania do docelowej grupy odbiorców. W tym celu przedsiębiorstwo utrzymuje kilkadziesiąt grup ankieterów w 25 wielkich miastach Stanów Zjednoczonych, takich jak Dallas czy Los Angeles. W każdy piątek kilka grup z losowo wybranych miast rusza do kin i odpytuje pierwszych widzów mających właśnie swoją premierę filmów, używając do tego charakterystycznych formularzy. Każdy z uczestniczących w ankiecie może przyznać filmowi ocenę od A do F, gdzie A - tak jak w anglosaskim szkolnictwie - jest oceną najlepszą, zaś F - najgorszą. Ponadto, ankietowani odpowiadają, z jakiego powodu wybrali się na film, a także czy kupiliby lub wypożyczyli go w formacie DVD. Prowadzone są także statystyki dotyczące płci i wieku.

Opisane wyżej metody ankietowania mają kilka wielkich zalet. Po pierwsze, opinie na temat filmów przekazują najwięksi fani gatunku - osoby, które były w stanie rzucić wszystko inne bo właśnie do kin wchodzi film, który może im się spodobać, i który muszą zobaczyć w pierwszy dzień jego wyświetlania. Dzięki temu sprawdzane jest, czy promocja filmu była przeprowadzona w odpowiedni sposób, czy zachęcono do oglądania odpowiednią grupę odbiorców. Poza tym, na bazie wyników badania Cinemascore można przewidzieć, jak wielki sukces finansowy osiągnie dana produkcja. Można bowiem założyć, że zadowoleni widzowie polecą film znajomym i przyjaciołom, którzy być może skorzystają z tych rad i również przybędą do kin nabijając przychody o kilkanaście złotych.
Cinemascore
Karta Cinemascore.
Marzeniem każdego producenta jest osiągnięcie magicznej noty A+. Nietrudno jednak zgadnąć, iż zdobycie tak wysokiej oceny jest niewiarygodnie trudne. Bądź co bądź, ocena ogólna jest średnią kilkuset ocen. Jeżeli więc jakiś film ma zostać nagrodzony najwyższą notą, zdecydowana większość widzów musi mu właśnie taką notę przyznać. Niemniej kilku filmom rocznie udaje się przekroczyć magiczną barierę. Są wśród nich zarówno wielkie hity, takie jak Titanic, Służące, Odlot, Jak zostać królem czy Avengers, jak również filmy mniej rozpoznawane - na przykład Antwone Fisher albo Ludzie Honoru. Spośród filmów, które wyszły na ekrany kin od marca zeszłego roku, na A+ zasłużyły sobie natomiast Ukryte Działania i Patriots Day.

Choć najlepsza nota jest bardzo trudna do osiągnięcia, to już oceny A i A- przytrafiają się filmom dość często. Rzadko kiedy filmy schodzą zaś poniżej poziomu B-. Prawdziwym wydarzeniem jest natomiast osiągnięcie przez film najniższego z możliwych pułapu, czyli F. Oznaczałoby to przecież, że widzowie, którzy teoretycznie rzecz biorąc są miłośnikami danego gatunku, znienawidzili film od pierwszego wejrzenia. Mimo to na przestrzeni niemalże 40 lat funkcjonowania Cinemascore, aż osiem filmów dokonało niemożliwego. Oceną F nagrodzeni zostali: Solaris (2002), Darkness (2004), Wolf Creek (2005), Robak (2006), The Box. Pułapka (2009), Silent House (2011), Demony (2012) i Zabić, jak to łatwo powiedzieć (2012). Pozostaje tylko zastanawiać się, dlaczego wszystkie te tytuły pochodzą z XXI wieku. ;)

Na koniec przyjdzie nam jeszcze zastanowić się, czy Cinemascore możemy traktować jako wiarygodne źródło informacji na temat jakości danego filmu. Moim zdaniem, absolutnie nie. Musimy bowiem pamiętać, że każdy z nas ma inny gust filmowy, nierzadko znacznie różniący się od przeciętnego. Spośród czterech najbardziej przeze mnie lubianych filmów, jeden uzyskał ocenę A+ (Forrest Gump), jeden A- (Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia), jeden C+ (Atlas Chmur), a jednego w ogóle nie sklasyfikowano (To nie jest kraj dla starych ludzi). Spośród tegorocznych produkcji zaś fenomenalny jak dla mnie Nowy Początek zgarnął słabe B, zaś mocno przeciętna Iluzja 2 otrzymała dobre A-. Pokazuje to, że Cinemascore to przydatne narzędzie, lecz nie możemy mu w pełni zaufać.

Jeżeli jesteście ciekawi, jakie noty otrzymały Wasze ulubione filmy, zajrzyjcie na oficjalną stronę Cinemascore (link). Pochwalcie się też, co tam znaleźliście! :D

wtorek, 7 czerwca 2016

Czasem warto zostać w kinie na napisach

Premiera wielkiego widowiska filmowego. 300 widzów siedzi na sali kinowej i z zachwytem ogląda wspaniałą scenę finałową. Gdy już akcja dobiegnie końca wszyscy podnoszą się ze swoich foteli jakby byli zaprogramowani specjalnie na tą jedną chwilę. Następnie spokojnie kierują się do wyjścia ignorując wyświetlające się na ekranie napisy. Nie ignorują jednak tylko i wyłącznie informacji o twórcach filmu, ale też dobywającą się ze wszystkich głośników muzykę. Nierzadko lepszą od całego filmu. I takim wyjątkowym utworom będzie poświęcony dzisiejszy wpis. Chciałbym Wam przedstawić 12 pojawiających się przy napisach piosenek (i nie tylko), które z całą pewnością zachęcają do tego, by zbyt wcześnie kina nie opuszczać. ;)
座席
12. Still Alice
Dwa lata temu powstał opowiadający o chorobie Alzheimera film Still Alice z wyśmienitą rolą Julianne Moore, za którą zresztą aktorka zainkasowała Oscara. Wspaniałomyślna szkoła polskiego tłumaczenia przekonwertowała tytuł na Motyl Still Alice. Pozwólcie więc, że pozostaniemy przy oryginale ;). Nie chcę Wam zbytnio zdradzać zakończeniu filmu wiedząc, że niekoniecznie mieliście z filmem do czynienia. Dość jednak powiedzieć, że możemy je przeżyć na różne sposoby. Możemy z niego wyciągnąć równie wiele optymizmu, co pesymizmu. I każdy z nas pewnie odczytałby przesłanie zupełnie inaczej. I w tej niepewności pozostawia nas też końcowa piosenka zaśpiewana przez brytyjską wokalistkę Karen Elson. If I Had a Boat jest bowiem utworem bardzo spokojnym, w którym radość zdaje się mieszać ze smutkiem. Ładnie koresponduje to z całym filmem i jest pewnie jednym z czynników, które skłaniają do przemyśleń po seansie.

11. Sędzia
Tym razem bez obaw korzystam z polskiego tytułu. Nie przenosimy się jednak zbyt daleko w czasie, bo Sędzia również powstał w 2014 roku. Specyficzny film o powrocie do korzeni i życiu na amerykańskiej prowincji został opatrzony równie specyficzną piosenką finałową - coverem utworu The Scientist zespołu Coldplay. Wykonawcą jest w tym przypadku amerykański muzyk country Willie Nelson, który zdążył już okryć się legendą. Zaprezentował on widzom i słuchaczom ciekawą aranżację, czyniąc ze wspaniałego kawałka inny wspaniały kawałek, który jednak - w przeciwieństwie do oryginału - doskonale wpisuje się w ogólny nastrój panujący w filmie.

10. Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część 1
Muzyka to ewidentnie jedna z mocniejszych stron trzeciej części młodzieżowej serii science-fiction. W końcu skomponował ją nie kto inny, jak James Newton Howard. I pewnie napisałbym w tej części mojego artykułu co nieco na temat niezwykle nastrojowej piosenki The Hanging Tree, gdyby nie fakt, że pojawia się ona w połowie filmu. Końcówkę skradła natomiast inna gwiazda światowego formatu - Lorde. Yellow Flicker Beat zdaje się jednak pasować bardziej do nowozelandzkiej wokalistki niż do filmu. I tak jest wspaniały, lecz ze względu na tą rozbieżność nie mogę go wywindować w moim zestawieniu na pozycję wyższą niż dziesiąta ;).


9. Alicja w krainie czarów
W przypadku najnowszej wersji wiecznie żywej Alicji w krainie czarów autorstwa Tima Burtona pojawia się drobny problem. Do napisów dołączono bowiem dwa utwory. Pierwszy to bardzo krzykliwa, hurraoptymistyczna piosenka zupełnie niewpisująca się moim zdaniem w cały film. Ale jeśli uda nam się przez nią przebrnąć, otrzymamy coś znacznie bardziej sensownego. A mianowicie, tajemniczą, mroczną kompozycję, w której pierwsze skrzypce odgrywają smyczki i specyficzny chór. Efekt znakomity.

8. Opowieści z Narnii: Książę Kaspian
Trzeba przyznać, że twórcom serii ekranizacji książek C. S. Lewisa wyszła przede wszystkim muzyka. Soundtrack do pierwszej części był już nadzwyczajny, ale kulminacja nadeszła wraz z końcem części drugiej. Długo by szukać piosenki filmowej tak bardzo pasującej do ostatnich kadrów filmu. The Call, bo o niej mowa, został wykonany przez niezbyt rozpoznawalną, ale za to doświadczoną już Reginę Spektor.
7. Grawitacja
Grawitacja to film wyjątkowy pod wieloma względami. Jego akcja niemalże w całości rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej, wiele ujęć zostało nakręconych przy użyciu zupełnie nowych technik, zaś na ekranie zobaczymy twarze ledwie dwóch aktorów. Jednak najciekawszym elementem filmu pozostaje muzyka. Cała ścieżka dźwiękowa jest w zasadzie oparta na jednym motywie, który przemyka niemalże niezauważony przez kolejne sceny, zaś na sam koniec poznajemy go w pełnej krasie. A wrażenie jakie po sobie pozostawia ma siłę, która z całą pewnością wpływa na ogólny odbiór filmu.


6. Gladiator
Gladiator to już klasyka. Podobnie jak klasyką jest muzyka pojawiająca się przy jego zakończeniu. Utwór Now We Are Free został skomponowany przez Hansa Zimmera. Słyszymy w nim głos australijskiej wokalistki Lisy Gerrard. Co ciekawe, tekstu piosenki nie da się dokładnie przetłumaczyć z żadnego języka. Może dlatego zakończenie Gladiatora jest tak niepowtarzalne...


5. Leon Zawodowiec
Wyruszamy teraz w podróż do lat 90. Spotkamy tam film niezapomniany, kolejny klasyk. Leon Zawodowiec został dodatkowo wzbogacony piosenką Shape Of My Heart, która w fantastyczny sposób włącza się jeszcze w trakcie trwania filmu, gdy kamera zaczyna wznosić się w górę i pokazuje nam krajobraz Manhattanu. Idealnie wpasowana sprawia, że nasze emocje związane z przepięknym zakończeniem zostają przedłużone o kilka kolejnych minut.


4. Królewna Śnieżka i Łowca
Czasem zdarza się i tak, że niezbyt udany film może pochwalić się całkiem udaną muzyką. Tak jest w przypadku Królewny Śnieżki i Łowcy, który miał swoją premierę w 2012 roku. Do wykonania piosenki przy napisach została zaproszona popularna brytyjska wokalistka Florence Welch wraz ze swoją maszyną. I oczywiście podołała zadaniu. Breath of Life zaskakuje swoją złożonością. Pierwsze miejsce zajmują w nim oczywiście perfekcyjny wokal Florence i bębny. Gdzieniegdzie usłyszymy jednak smyczki, gdzie indziej klawisze, chór i całą gamę instrumentów, które zidentyfikuje zapewne tylko prawdziwy znawca muzyki. Wydawałoby się, że piosenka powinna być tak naładowana tym wszystkim, że powinna stanowić zwykłą papkę, z której nic nic nie wynika. Ale tak nie jest. Wszystko łączy się w idealną całość. ;)

3. To nie jest kraj dla starych ludzi
Nie boję się użyć stwierdzenia, że To nie jest kraj dla starych ludzi to jeden z najlepszych filmów XXI wieku. Każdy jego element jest doprowadzony niemalże do perfekcji, w tym również muzyka. Tyle że muzyki prawie w ogóle w nim nie ma. I wbrew pozorom, stwarza to niepowtarzalny klimat, tak bardzo pasujący do przedstawionej w filmie rzeczywistości. Ale na sam koniec twórcy obrazu postanowili wprowadzić jednak kilka instrumentów. Wykonali to oczywiście bezbłędnie. Podczas napisów usłyszymy bowiem spokojną muzykę rodem z pogranicza Stanów Zjednoczonych i Meksyku, w której czai się jednak jakaś niepewność, czy nawet - o zgrozo - zgroza. Nie muszę chyba dodawać, że ta zgroza idealnie wpisuje się w konwencję filmu, prawda? ;)


2. Władca Pierścieni: Powrót Króla
Into the West zaśpiewane przez wielką Annie Lennox jest piosenką całkiem udaną, ale nie może się jak dla mnie równać z niektórymi kawałkami, które sklasyfikowałem znacznie niżej. Mimo to właśnie jej przyznaję drugie miejsce. Sukces piosenki tkwi bowiem w momencie, w którym mamy okazję ją usłyszeć. Dziewięciogodzinna przygoda ze światem Śródziemia nieuchronnie dobiega końca wraz z końcem trzeciej części Władcy Pierścieni. Dla każdego miłośnika Tolkiena i jego twórczości jest to moment pełen nostalgii. I wtedy, wraz z napisami, pojawia się Into the West, potęgując dodatkowo przeżycia związane z końcem wielkiej trylogii.


1. Atlas Chmur
Atlas Chmur to film, który potrafi wzbudzić skrajne emocje. Jedni są nim zachwyceni, inni mieszają go z błotem. Jest to całkowicie zrozumiałe, niemniej należę do tej pierwszej grupy. Porywająca jest szczególnie muzyka, która z początku wydaje się bardzo niemrawa, potem z każdą sceną rozkręca się coraz bardziej, aż do zjawiskowego finału i napisów, podczas których usłyszymy ośmiominutowy, przepiękny utwór. I z tym utworem jest dokładnie tak samo, jak z muzyką w całym filmie. Zaczyna się powoli, a potem powoli przeradza się w arcydzieło. I bezsprzecznie przypomina o tym wszystkim, co zobaczyliśmy już w filmie. Musicie przyznać, że jest to nie lada osiągnięciem... ;)

Pewnie zauważyliście, że w moim zestawieniu 3/4 filmów pochodziło z ostatnich pięciu lat. Nie jest to oczywiście przypadek. Chciałem bowiem pokazać Wam, że rynek muzyki filmowej wcale nie wymiera, jak to niektórzy sądzą. Wciąż kompozytorzy mają ogromne możliwości i - co ważniejsze - ogromny talent. I są zdolni do tworzenia wielkich rzeczy.

A Wy jakie filmy umieścilibyście jeszcze w tym zestawieniu? Jaka muzyka dołączona do napisów podobała się Wam najbardziej? Czekam na komentarze :).

Zobacz też:
1. 11 najlepszych albumów muzycznych 2015 roku
2. Wikipedia, Spotify, Firefox - skąd się wzięły te nazwy?
3. Kilka rzeczy, których nie wiedziałeś o Eurowizji

piątek, 13 maja 2016

Chrząszcz imieniem Chewbacca

Na przestrzeni ostatnich kilkuset lat biolodzy udokumentowali istnienie przeszło miliona gatunków owadów. Jest to liczba wprost porażająca, ale i tak blaknie jeśli spojrzymy na szacunki. Zgodnie z nimi naszą planetę ma zamieszkiwać bowiem jakieś - bagatela - 5 milionów gatunków owadów. A Ci badacze, którzy podchodzą do tematu z największym rozmachem, operują nawet liczbami rzędu 30 milionów! Nie pytajcie, jak się tego doliczyli. Ja też nie mam pojęcia. ;) Ale nie zdziwiłbym się, gdyby szacunki te były trafne, gdyż każdego roku naukowcy stwierdzają istnienie setek nowych gatunków owadów. Jest ich tak dużo, że zaczynają się pojawiać problemy z nazwaniem ich. Tak było w przypadku pewnego odkrytego niedawno gatunku chrząszczy...
London Comic Con 2015 - Chewbacca (18056709081)
... i sam Chewbacca. Rażące podobieństwo, prawda?
Trigonopterus chewbacca
Trigonopterus Chewbacca...



















Trigonopterus Chewbacca został odnaleziony kilka tygodni temu na Nowej Brytanii, wyspie położonej na północ od Australii. Nazwa wydaje się dziwnie znajoma, nieprawdaż? Trudno nie zauważyć powiązania z włochatym bohaterem rodem z Gwiezdnych Wojen. Nie jest to oczywiście przypadek, a świadome działanie badaczy. Mający cztery milimetry długości chrząszczyk wydał im się podobny do Chewbacci ze względu na delikatne "włoski" pokrywające jego głowę i odnóża. Komentarzem do tej informacji niech będzie stwierdzenie, że zoolodzy mają bardzo bogatą wyobraźnię... :)

Zaznaczyć w tym miejscu musimy jednak, że nie jest to jedyny tego rodzaju wybryk naukowców. W świecie owadów znajdziemy znacznie więcej powiązań z Gwiezdnymi Wojnami. Warto wspomnieć chociażby innego chrząszczyka - Agathidium Vaderi - nazwanego ku czci Dartha Vadera. Na Madagaskarze żyją sobie mrówki Tetramorium jedi, a jeden z gatunków os nosi imię Polemistus yoda.
.
Nie jest to jednak szczyt kreatywności. Żeby do niego dotrzeć, trzeba odwrócić na chwilkę oczy od owadów i skupić się na skamieniałościach. Gdy w 2005 roku odkryto skamieniałe szczątki nowego gatunku trylobitów, utworzono dla niego zupełnie nowy rodzaj - Han. Sam gatunek nazwano zaś mianem Han solo. Prawdziwa gratka dla każdego fana Gwiezdnych Wojen...
.
Jak więc widzimy, nadawanie nazw nowo odkrytym gatunkom zwierząt może przysporzyć dużo radości. Czy macie jakieś interesujące pomysły na imiona kolejnych chrząszczy, które odnalezione zostaną gdzieś w Oceanii? :D

Zobacz też:
1.  Dlaczego strusie nie potrafią latać?
2. Mamut znowu żywy?
3. Głębiej zejść się nie da

piątek, 21 sierpnia 2015

Kilka rzeczy, których mogłeś nie wiedzieć o Oscarach

Za najbardziej prestiżową nagrodę w filmowym świecie uznaje się niepodzielnie od wielu dekad Nagrodę Akademii Filmowej, czyli potocznie Oscara. Co roku, na przełomie lutego i marca oczy całego globu skupiają się na Hollywood, oczekując na wyłonienie najlepszej produkcji minionych dwunastu miesięcy. Przyjrzyjmy się wielkiej gali i wielkim nagrodom z nieco innej strony.
AMPAS PickfordCenter
Jeden z budynków Akademii.
1. Skąd nazwa?
Odpowiedź na to pytanie jest dość zaskakująca. A to dlatego, że tej odpowiedzi po prostu nie ma. Brzmi to niesłychanie, lecz nikt tak do końca nie wie, dlaczego Oscar nazywa się Oscarem. Wiadomo, że takiej nazwy statuetka nie nosiła jeszcze, gdy po raz pierwszy trafiła do najlepszych z najlepszych, a więc w 1929 roku. Już niedługo później, bo na początku lat 30. XX wieku ta sytuacja diametralnie się zmieniła. O ukucie tego imienia podejrzewa się szereg postaci, w tym aktorkę Bette Davis, pracowniczkę Akademii - Margaret Herrick, czy wreszcie samego Walta Disneya.

Bette Davis in Three on a Match trailer
Bette Davis.
2. Kto głosuje?
Rzadko, gdy słyszymy o przyznaniu jakiemuś filmowi albo osobie Oscara, zastanawiamy się, kto o tym zadecydował. Od kogo zależało zwycięstwo Birdmana podczas tegorocznej edycji nagród? Kto przyznał statuetkę za najlepszy film nieanglojęzyczny Idzie? Może specjalna komisja złożona ze znawców sztuki filmowej, mogących pochwalić się dobrą reputacją? Nie. W głosowaniu udział bierze niemalże 6 tysięcy członków Akademii, a właściwie członków jednego z 16 stowarzyszeń zawodowych, przy tejże Akademii działających. Są wśród nich aktorzy, scenografowie, muzycy, producenci, montażyści, scenarzyści, dźwiękowcy i tak dalej, i tak dalej.
3. Jak wybiera się najlepszy film?
O ile w większości pobocznych kategorii członkowie Akademii głosują w najprostszy możliwy sposób - czyli oddają głos na jednego kandydata - o tyle w kategorii Najlepszy Film przebieg głosowania jest znacznie bardziej skomplikowany. Od 2009 r. nominowanych w tej kategorii może być więcej niż pięciu, lecz mniej niż dziesięciu. W praktyce liczba nominacji nie spada poniżej ośmiu. Każdy z członków Akademii po przyjrzeniu się nominowanym, tworzy listę rankingową, w której najwyższe miejsce zajmuje ta produkcja, która najbardziej przypadła mu do gustu, a ostatnie - ta która spodobała się mu najmniej.

Głosujący wysyłają swoje rankingi do specjalnych komisji, które liczą głosy. Na początek znaczenie mają tylko te filmy, które znalazły się na szczycie rankingów. Lista z filmem Birdman na pierwszym miejscu będzie zaliczana jako głos na właśnie tą produkcję. Jeśli jednak żaden z kandydatów nie osiągnie progu 50% wszystkich głosów, odrzucony zostanie ten, który zajął ostatnie miejsce, po czym księgowi zabiorą się do liczenia po raz kolejny. Tym razem jednak odrzucony film będzie ignorowany. Jeśli w jakimś rankingu zajął pierwsze miejsce, to głos zostanie naliczony temu, który zajął na tej liście miejsce drugie. Procedura ta powtarzać się będzie dopóki jeden z filmów nie zgarnie 50% głosów. Podobno cykl taki ma trwać standardowo od trzech do pięciu rund.

4. Kto ma największe szanse?
Nikt tak naprawdę nie wie, który film zwycięży w oscarowym wyścigu, a każdego roku do Akademii przychodzą setki zgłoszeń walczących o zwycięstwo. Po ostrej selekcji filmów zostaje zaledwie kilka, ale i wówczas trudno jednoznacznie określić faworyta. Jak w każdym aspekcie naszego życia, i tu występują jednak pewne prawidłowości, które sprawiają, że - dajmy na to - film Toy Story 3 albo Sherlock Holmes na Oscara szans nie miały.

Od 1929 r. przyznano 86 nagród w kategorii Najlepszy Film. Aż 52 z tych 86 tryumfatorów zostało zakwalifikowanych do kategorii "Dramat", a kolejnych 17 było melodramatami. Oczywiście mogły też nosić inne tytuły, takie jak western, czy komedia, ale w ich opisie pojawiło się słowo "dramat". Duża w tym zasługa ostatnich lat. Członkowie Akademii nagle stali się bowiem bardzo melancholijni. W XXI wieku tylko cztery nagrodzone filmy nie były dramatami - Chicago (2003), Władca Pierścieni - Powrót Króla (2004), Infiltracja (2007) oraz Operacja Argo (2013). A w tym roku spośród ośmiu nominowanych filmów wszystkie były dramatami, z czego aż cztery dramatami biograficznymi.
Inside a Hobbit hole2
Krajobraz znany z Władcy Pierścieni.
5. Jaki film zdobył najwięcej nagród?
W roku 2015 Oscary zostały podzielone bardzo sprawiedliwie. Filmy Grand Budapest Hotel i Birdman zainkasowały po cztery statuetki, a Whiplash kolejne trzy. Zdarzały się jednak takie sytuacje, w których podczas gali pojawiał się prawdziwy dominator. Trzy filmy w historii mogą się pochwalić aż... jedenastoma Nagrodami Akademii. Są to Ben Hur (1960), Titanic (1998) oraz trzecia część Władcy Pierścieni (2004). Na szczególną uwagę zasługuje pod tym względem pierwsza z tych produkcji. Ben Hur mógł zdobyć bowiem statuetki tylko w 15 kategoriach, podczas gdy pozostałe dwa filmy - w 17 kategoriach.

Ben hur 1959 poster DYK
Plakat filmu Ben Hur.
6. Kogo nagradzano najczęściej?
Filmy mają pewne ograniczenie - nagrody zdobywać mogą tylko w jednym roku. Aktorzy, reżyserzy, scenarzyści, kompozytorzy, montażyści itd. itp. mają natomiast ten komfort, że jeśli nie uda się w danej edycji, będą mieli jeszcze kolejne szanse na tryumf. Ale może się im też udać nawet kilka razy. Rekordzistą w tym zakresie jest Walt Disney, który Nagrodę Akademii odbierał aż... 26 razy! Większość z tych nagród były jednak przyznane nie tyle jemu, co jego animowanym filmom.

Jeżeli więc pominiemy Walta Disneya, na szczycie rankingu pojawią się aktorka Katharine Hepburn oraz reżyser John Ford, którzy czterokrotnie tryumfowali w swoich kategoriach. Po trzy Oscary mają natomiast na swoim koncie aktorzy Jack Nicholson, Walter Brennan oraz Daniel Day-Lewis, a także aktorka Meryl Streep.

7. A kto miał pecha?
Wiele w ostatnich czasach mówi się o pechu niejakiego Leonarda DiCaprio, który do Oscara był nominowany już czterokrotnie i za każdym razem musiał ponieść gorycz porażki. Jak się jednak okazuje, do rekordzistów amerykańskiemu aktorowi jeszcze daleko. Bardzo daleko. Weźmy na przykład takiego dźwiękowca, Kevina O'Connella, który od 1983 do 2007 r. aż dwudziestokrotnie był nominowany do Oscara i nigdy go nie dostał! Może jednak szczęście się do niego jeszcze uśmiechnie. Spójrzmy bowiem na przykład kompozytora Alexa Northa, który 15 razy zdobył nominację i 15 razy musiał objeść się smakiem. Ostatecznie jednak członkowie Akademii przyznali mu Nagrodę Specjalną za całokształt twórczości.

środa, 24 czerwca 2015

Ikony telewizji: Pięćdziesięcioletni doktor

Historia telewizji jest bardzo krótka. W zasadzie jej początek możemy wyznaczyć już na lata powojenne (nie mylić z kinematografią!). W tak krótkim - jakby się wydawało - okresie powstało jednak całe mnóstwo rozmaitych programów telewizyjnych, począwszy od seriali i teleturniejów, a skończywszy na widowiskach rozrywkowych. Wśród tysięcy tytułów pojawia się niewielka ich liczba, które uznać możemy za kultowe. Kultowe nie dlatego, że ogląda je mnóstwo widzów i nie dlatego, że mają już po kilka tysięcy odcinków. Kultowe dlatego, że na przestrzeni ostatnich dekad trafiały do kilku pokoleń, zapisały się w ich świadomości i wywarły znaczący wpływ na historię telewizji. No i oczywiście dlatego, że są jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, oryginalne. I te kultowe programy postaram się Wam przybliżyć w ciągu najbliższych kilku tygodni.

Obiecuję, że pisząc tą serię artykułów będę się starał zapomnieć o własnych sympatiach i napisać sporo również o tych formatach, które mnie nie przekonują, lecz których kultowości nie mogę zaprzeczyć. Na początek jednak sięgnę po serial telewizyjny, którego jestem prawdziwym miłośnikiem. Na dobry początek.

23 listopada 1963 roku na brytyjskim kanale BBC TV pojawił się pierwszy odcinek nowiuśkiego serialu wiodącej angielskiej stacji. Jego producenci nie przypuszczali, iż historia, którą zaprezentują widzom, okaże się wielkim sukcesem i będzie przyciągać przed ekrany miliony ludzi nawet po 50 latach, stając się jednym z najdłużej kręconych programów telewizyjnych w historii. Mowa o Doktorze Who, serialu w którym dopatrywać się można elementów science-fiction, fantasy, dramatu i komedii. Doprawdy wybuchowa mieszanka, czyż nie?

Peter Capaldi as Doctor Who filming in Cardiff June 2014
Kręcenie Doctora Who zza kulis. Po lewej Peter Capaldi w roli dwunastego Doktora. Po prawej Jemma Redgrave jako Kate Stewart, Ingrid Oliver jako Osgood oraz Michelle Gomez, odtwórczyni roli Missy, wroga Doktora.
Zacznijmy jednak od początku. A mianowicie, o czym ten serial-tasiemiec traktuje? Jego głównym bohaterem jest Doktor. Nie znamy jego prawdziwego imienia. Wiemy natomiast, że jest kosmitą. Ma dwa serca, ponadprzeciętną inteligencję i takie tam. Aha. I nie umiera, tylko przechodzi proces nazwany regeneracją, polegający na całkowitej zmianie wyglądu zewnętrznego i osobowości. Bardzo przydatna cecha w perspektywie starzenia się odtwórców głównej roli, prawda? W zasadzie jednak żaden aktor nie utrzymał się przy Doktorze na długo. Najdłużej grał go Tom Baker (1974-1981, a więc 8 lat). John Hurt był natomiast Doktorem aż przez... dwa odcinki. Obecnie gdy włączymy BBC, zobaczymy na ekranie twarz dwunastego Doktora (Doktor Hurta nie był brany pod uwagę przy numeracji), odtwarzanego przez Petera Capaldiego.

Doctor Who cast
Konferencja prasowa twórców i obsady Doktora Who. Od lewej: Steven Moffat (scenarzysta), Matt Smith (jedenasty Doktor), Karen Gillan (Amy Pond), Arthur Darvill (Rory Williams) oraz Beth Willis (producent).
Doktor posiada jeszcze jedną specyficzną cechę - podróżuje w czasie i przestrzeni przy pomocy statku TARDIS, posiadającego wygląd niebieskiej budki policyjnej. I znów przydatna pod względem marketingowym cecha. W każdym odcinku można umieścić Doktora w dowolnym miejscu w całym wszechświecie, w dowolnym czasie, od Wielkiego Wybuchu po kres rzeczywistości. Ba! Można nawet raz na jakiś czas, w mniej lub bardziej oryginalny sposób, przekierować naszego podróżnika do świata równoległego. Przy takich możliwościach trudno wplątać się w jakieś utarte schematy...

Tardis BBC Television Center
Charakterystyczna budka policyjna, w serialu grająca statek TARDIS.
Doktor, rzecz jasna, nie podróżuje sam. Bez przerwy jest u jego boku jakiś pomagier, nazwany na potrzeby serialu towarzyszem. Takich towarzyszy pojawiło się od 1963 roku całe mnóstwo. I nie byli to tylko ludzie. Zdarzały się na tym stanowisku nawet roboty. Zazwyczaj trudno jest nam zrozumieć, po jakiego grzyba postacie te wchodzą z Doktorem w układ i podróżują z nim gdzie popadnie, lecz ich obecność jest przecież dla nas bardzo ważna. Po pierwsze, Doktor musi komuś wyklarować swój plan działania i wytłumaczyć niewytłumaczalne. Nie będzie przecież na okrągło gadał do siebie, prawda? Po drugie, widz musi się z kimś utożsamić, a jako że emocje głównego bohatera są - delikatnie mówiąc - niestandardowe, potrzebny nam jest ktoś normalny... albo prawie normalny.

Doctor Who Experience Cardiff - Rise and evolution of the Daleks (14602025621)
Makiety Daleków, głównych wrogów Doktora, z różnych okresów.
Przejdźmy już jednak do zasadniczego pytania. Co sprawiło, że Doktor Who okazał się dla BBC wielkim sukcesem i mógł przetrwać ponad 50 lat? Musicie wiedzieć, iż ta liczba jest nieco naciągnięta. W latach 1989-2005 mieliśmy bowiem drobną przerwę. Było to wynikiem spadającej oglądalności i braku porozumienia w zarządzie BBC. Fanów serialu było jednak na tyle dużo, że nigdy nie przestano myśleć o wznowieniu emisji. W 1996 r. wyprodukowano nawet pełnometrażowy film przedstawiający perypetie Doktora. Gdy produkcję wznowiono na dobre w 2005 r. popularność serialu przekroczyła wcześniejsze przewidywania. Dziś oglądają go miliony widzów w kilkudziesięciu krajach na całym świecie. Czyni go to jedną z najbardziej dochodowych produkcji BBC, a także najpopularniejszym serialem nie-telenowelą. Tylko w Wielkiej Brytanii oglądalność sięga niekiedy 12 milionów widzów, przy średniej na poziomie 8 milionów na odcinek.

DoctorWhoWorld Map
Państwa, w których nadaje się obecnie nowe odcinki Doktora Who.
Przyjrzeliśmy się już więc historii pierwszej z ikon telewizji. Co myślicie o zaprezentowanym powyżej serialu? Słyszeliście już o nim? A może go oglądacie? Jeśli tak - jakie wrażenia? :)

Zobacz też:
1. Czasem warto zostać w kinie na napisach