Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabytki techniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabytki techniki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 marca 2016

Krzemionki Opatowskie. Niczym w wehikule czasu

Podziemne trasy turystyczne to jak na polskie realia atrakcja dość powszechna. A na pewno, jeśli się mieszka w szeroko pojętej Polsce południowej. Sudety, Tatry i Jura Krakowsko-Częstochowska oferują dostęp do wielu jaskiń, na Śląsku i pod Krakowem można odwiedzić liczne kopalnie, w okolicach Wałbrzycha - pohitlerowskie sztolnie, zaś w niektórych miastach, takich jak Kłodzko, Sandomierz, czy Chełm - stare piwnice o wielu zakamarkach. Wydawałoby się, że w tej kwestii nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Na Kielecczyźnie kryje się jednak pewne miejsce, które nie dość że jest pod ziemią, to jeszcze jest oryginalne. Mowa oczywiście o Krzemionkach Opatowskich.
Korytarze w Krzemionkach Opatowskich.
Przed wieloma tysiącami lat, gdy obszar dzisiejszej Polski zamieszkiwany był przez wiele różnego rodzaju plemion, grupujących się w rozmaite kultury, okolice obecnych wsi Sudół i Magonie były już wykorzystywane górniczo. W miejscu tym wydobywano niezwykle rzadki krzemień pasiasty. Na przestrzeni wielu stuleci utworzono tam całe mnóstwo niewielkich kopalni. Później kopalnie te podupadły, zostały zdeformowane, zasypane, zarośnięte roślinnością i zapomniane przez potomków dawnych górników. Na nowo odkryto je dopiero w 1922 roku. Prowadzone od tego czasu badania wykazały obecność w tym miejscu niemalże 3000 szybów górniczych. Kwestią czasu pozostawało zbudowanie na tej bazie interesującej atrakcji turystycznej.

I rzeczywiście taka powstała. Co prawda nie jest ona jeszcze jakoś strasznie popularna, ale ściągnięcie do Krzemionek Opatowskich większej liczby turystów jest tylko kwestią czasu. Tym bardziej, że istnieje dosyć spore prawdopodobieństwo, iż zostaną one w ciągu najbliższych lat wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. A jeżeli już zostaną wpisane, to będę niezmiernie szczęśliwy, że udało mi się je zobaczyć nim najadą je hordy turystów z całego świata. ;)
Krzemionki 20150519 6496
Krzemionki Opatowskie.
Zaraz po podjechaniu na parking w Krzemionkach rzuca nam się w oczy całkiem spory, niedawno wzniesiony budynek. Oprócz biur mieści się w nim także muzeum, a w nim liczne - nierzadko interaktywne - ekspozycje, przedstawiające historię regionu. Wystrój wnętrz we wspaniały sposób łączy historię z teraźniejszością, a czytając wyświetlane na licznych ekranach dotykowych ciekawostki można naprawdę zapomnieć o upływającym czasie.
Budynki biurowo-muzealne w Krzemionkach Opatowskich.
Wnętrze muzeum.
Jeśli podczas przeglądania muzealnych ekspozycji nie zapomnimy o czasie na tyle, by nie zamienić się w skamielinę, możemy ruszać dalej, tym razem już z przewodnikiem. Początkowo mamy do przejścia kilkaset metrów typowo leśnej ścieżki, na której raczej nie spotkamy żadnych jaskiniowców. Ale już niebawem sytuacja ta ulegnie zmianie. A to dlatego, że wejdziemy na obszar pokryty licznymi zagłębieniami w ziemi, przypominającymi nieco lejki. A zagłębienia te to nic innego, jak pozostałości po dawnych, prymitywnych kopalniach.

Pierwsza część trasy turystycznej wiedzie po powierzchni ziemi. A właściwie to nad powierzchnią ziemi, bo miast łazić po piaszczystym gruncie mamy okazję przejść się specjalnym pomostem. Na obu jego końcach zlokalizowano niewielkie, drewniany chatki, w których zaprezentowano na przykładzie makiet i modeli pracę górnika sprzed kilku tysięcy lat.
Makiety górników sprzed tysięcy lat w jednej z chatek.
Gdy już przywitamy się z kilkoma przedstawicielami Polski prehistorycznej czeka nas wyprawa pod ziemię. Po wąziutkich schodkach schodzimy na poziom 5-6 metrów pod powierzchnię ziemi. Tak, to naprawdę nie jest głęboko. Ale tak na chłopski rozum, przed trzema tysiącami lat ludzie nie mieli czasu, chęci ani możliwości kopania do poziomu kilkuset metrów, nieprawdaż?

Początkowo ścieżka wije się wąziutkimi, krętymi, klaustrofobicznymi korytarzykami, ale już po kilkudziesięciu metrach wchodzimy do strefy niewielkich wprawdzie, lecz całkiem estetycznych komór. Idziemy ścieżką wykutą w skale, a komory owe rozpoczynają się gdzieś na poziomie naszego pasa. Musimy w tym miejscu uważać, by gdzieś nieopatrznie nie zboczyć z trasy, by nie trafić na jakiś ślepy zaułek. Jednocześnie spoglądając w prawo lub w lewo natrafimy na figurki kopiących górników. Podziemna trasa liczy ok. 500 metrów długości, a po jej przebyciu wychodzimy ponownie na powierzchnię, po czym rozpocząć możemy spokojny marsz w kierunku punktu wyjścia, czyli budynku muzealnego.
Początek ścieżki podziemnej.
Ścieżka podziemna nieco dalej.
I jeszcze nieco dalej... ;)
Makieta przedstawiająca górnika sprzed wieków.
Krzemionki Opatowskie to z całą pewnością jedna z moich ulubionych atrakcji turystycznych na Kielecczyźnie. Może dlatego, że jest tam tak cicho i spokojnie? Że nie ma zbyt wielu turystów? Może. A czy Wy słyszeliście już o Krzemionkach? A może kiedyś odwiedziliście to piękne miejsce? :)

Zobacz też:
1.  Moszna. Podopolski Disneyland
2. Co nowego w Opolu?
3. Salto Angel: Wodospad do Nieba

niedziela, 13 marca 2016

10 najwyższych budynków... za 10 lat

Ludzie od zawsze ze sobą rywalizowali. Niektórzy oddawali się przyjemnościom wynikającym ze zwykłej, powszedniej rywalizacji dotyczącej wyników osiąganych na uczelni, wysokości zarobków, czy najlepiej upieczonego ciasta. Niektórym jednak to nie wystarczało i nadal nie wystarcza, więc podejmują rywalizację w dziedzinach nieco bardziej oryginalnych. Jedni prześcigają się w odkrywaniu nowych pierwiastków (o czym nie tak dawno pisałem w artykule Gdy odkrywamy nowe pierwiastki), inni próbują wymyślić lepszy od rywali sposób na produkcję taniej energii. Jeszcze inni starają się imponować monstrualnością tworzonych przez siebie budowli. Ledwie siedem lat temu, w 2009 roku, najwyższym budynkiem świata stał się Burj Khalifa w Dubaju, o ponad 300 metrów prześcigając dotychczasowego lidera - Taipei 101 na Tajwanie. Co ciekawe, dziś tajwański wieżowiec nie jest wcale drugim najwyższym na świecie. W ciągu ostatnich kilku lat został bowiem wyprzedzony jeszcze przez sześć innych budynków! Nietrudno więc zgadnąć, że w ciągu najbliższych 10 lat lista najwyższych drapaczy chmur będzie się przedstawiać zupełnie inaczej. Spójrzmy na to, jak mogłaby wyglądać.

10. Rama IX Super Tower
Budowa dziesiątego najwyższego budynku na świecie za dziesięć lat rozpocznie się w ciągu kilku miesięcy, a zakończy w 2021 roku. Przynajmniej, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Domem dla tego wieżowca będzie Bangkok w Tajlandii. 
Pathumwan rd and Siam area
Krajobraz Bangkoku, póki co bez 600-metrowego wieżowca. Ale do czasu...
9. Al-Aman World Capital Centre, Colombo
Tak się jakoś utarło, że najwyższe wieżowce powstają w krajach średnio rozwiniętych, choć bardzo bogatych. Sri Lanka to jednak nowość w tej materii. W największym mieście tego wyspiarskiego państwa powstać ma Al-Aman World Capital Centre. Budynek ma mieć wysokość 625 metrów, a w jego wnętrzu znaleźć się mają - jak to zwykle bywa - biura i hotele. Stworzenie budowli zaproponowano w zeszłym roku, zaś prace budowlane - jeśli tylko wszystko wypali - ruszą jeszcze w tym roku. Zakończenie robót planowane jest na rok 2020. Co ciekawe, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Al-Aman World Capital Centre przewyższy trzykrotnie najwyższy jak dotąd budynek na Sri Lance.
Colombo City, Sri Lanka
A tak wygląda Colombo na Sri Lance...
8. Shanghai Tower
Pamiętacie ten wysoki wieżowiec z charakterystyczną dziurą niemalże na samym szczycie? Jeśli nie, to zobaczyć go możecie na zdjęciu poniżej. Nazywa się on Shanghai World Financial Center i do niedawna był wizytówką Szanghaju i najwyższym budynkiem w Chinach. Ale już nie jest. Nieopodal powstał bowiem prawdziwy gigant, przewyższający go o niemalże 150 metrów. Shanghai Tower, bo o nim mowa, powstał w 2015 roku i aktualnie piastuje stanowisko drugiego co do wysokości budynku na świecie. Tak, drugiego. Na miłośników ekstremalnych wrażeń czeka hotel usytuowany pomiędzy piętrami 84 a 110. Warto także wspomnieć, że najwyższy budynek Szanghaju może się poszczycić również jednymi z najszybszych wind na świecie - a konkretnie, stu sześcioma windami rozpędzającymi się do 64 km/h.
Lujiazui tallest buildings
Trzy wielkoludy z Szanghaju. Po prawej wspominany Shanghai World Financial Centre, po środku
nieco niższy Jin Mao Tower, po prawej Shanghai Tower. Z tego ujęcia nie dostrzegamy znacznej
różnicy w wysokości, ale...
Shanghai Skyline, Dec2014
... tutaj już tak ;).
7. Wuhan Greenland Center
Ten kolejny znajdujący się właśnie w trakcie budowy chiński wieżowiec będzie miał 636 metrów wysokości i stanie się najwyższym budynkiem Chin... oczywiście do czasu ;). Ukończenie jego budowy planuje się na rok 2018, a prace remontowe już trwają. Już same zdjęcia z placu budowy pokazują skalę realizowanego projektu.
Wuhan Greenland Center on Dec 27 2014 2
Budowa Wuhan Greenland Centre w 2014 roku.
6. Signature Tower Jakarta
Dżakarta to ośmiomilionowe miasto w Indonezji, które wielkie wieżowce buduje od lat. Żaden z nich nie powala swoją wysokością jeśli mielibyśmy porównać go do wyżej opisywanych kolosów. Najwyższy mierzy "zaledwie" 350 metrów wysokości. Ale w przyszłości w stolicy Indonezji może powstać coś o wiele bardziej imponującego. Signature Tower Jakarta ma osiągnąć 638 metrów wysokości, a prace mają się rozpocząć jeszcze w tym roku. Ich ukończenie planuje się na rok 2021.
WsaragihJakarta
Dżakarta nocą.
5. KL 118 Tower
Kuala Lumpur było niegdyś domem dla najwyższego budynku na świecie. Bliźniacze wieże Petronas Tower dzierżyły ten tytuł w latach 1998-2004, po czym przewyższył je o 50 metrów drapacz chmur Taipei 101 na Tajwanie. W ostatnich latach wieże spadły na siódmą pozycję w światowym rankingu, a w najbliższym czasie zostaną zapewne wypchnięte z czołowej dziesiątki. Władze Malezji mają jednak plan na powrót do światowej czołówki. Wieżowiec KL118 ma się charakteryzować nie tylko irracjonalnym kształtem, ale też wysokością dochodzącą do 644 metrów.
KLCCpark-fountain
Kuala Lumpur. Jak myślicie, jak będzie wyglądało z KL 118? ;)
4. Dubai One
Każdy, kto spodziewał się na tej liście prawdziwej dominacji Dubaju, musiał się nieco zawieść. Już nadrabiamy jednak zaległości, bo oto i wieżowiec Dubai One, którego wykończenie planowane jest na rok 2021. Budowla ma mieć wysokość 711 metrów. Ale nie to jest jednak najistotniejsze. W przeciwieństwie do pozostałych budynków na naszej liście, w Dubai One nie mają powstać biura i hotele. Nie, w środku znajdziemy tylko i wyłącznie mieszkania. A jak dotąd najwyższym budynkiem rezydencjonalnym jest nowojorski wieżowiec 432 Park Avenue o wysokości... 425,5 metra. Prawdziwa deklasacja, prawda?

3. Suzhou Zhongnan Centre
Znowu Chiny. Tylko tym razem żaden Pekin ani Szanghaj, tylko miasto, o którym przeciętny zjadacz bigosu nigdy nie słyszał... Suzhou, zwane podobno Wenecją Wschodu, może się pochwalić póki co wyłącznie wieżowcami, których wysokość nie przekracza 300 metrów. Szeroko zakrojony plan rozwoju przewiduje jednak powstanie wielu znacznie wyższych drapaczy chmur, w tym wielkiego Suzhou Zhongnan Centre o wysokości 729 metrów. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, budowa zostanie ukończona w 2021 roku. Nie wiem jak Was, ale mnie rok 2021 już trochę nudzi...
Overcast Suzhou March 2009
Suzhou w roku 2009.
2. Burj Khalifa
Dubaj jest miastem, w którym każdy architekt może spełnić swoje marzenia, a żaden pomysł nie jest na wstępie eliminowany. Dowodem na to twierdzenie jest sam fakt, że od dobrych kilku lat istnieje tam najwyższy budynek na świecie, który za dziesięć lat zapewne nadal będzie na podium. Burj Khalifa ma 828 metrów i jest swego rodzaju wizytówką Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Dubai skyline 2015
Panorama Dubaju wraz z najwyższym budynkiem świata... na razie.
1. Jeddah Tower
Gdy Burj Khalifa został ukończony trudno było znaleźć kogokolwiek, kto rzuci wyzwanie architektom z Dubaju. Jedynym państwem, które mogło podjąć rywalizację o najwyższy budynek na świecie była Arabia Saudyjska. I oczywiście podjęła. Jeddah Tower już powstaje, zaś ukończenie jego budowy planowane jest na 2018 rok. Konstrukcja ma mieć nieco ponad kilometr wysokości. Na wstępie trzeba jednak zaznaczyć, że architekci troszkę oszukują, ponieważ najwyższe piętro zlokalizowane będzie na wysokości 630 metrów, a wszystko, co powyżej, to już tylko wysoka szpica mająca zapewnić przekroczenie kosmicznej bariery. Najbardziej interesujący element znajdować się będzie jednak nieco powyżej ostatniego piętra. Na wysokości 637,5 metra umieszczony zostanie... taras widokowy z przeszkloną podłogą. Wejście na niego to już wyzwanie dla prawdziwych śmiałków! :)
KT Building Progress 07-Jun-2015 02
Początki budowy Jeddah Tower (zwróćcie uwagę na krajobraz) ;)
Zapewne zauważyliście, że wyżej zaprezentowana lista ogranicza się w zasadzie do Azji. Nie jest to oczywiście moim błędem, a tylko i wyłącznie obecnymi trendami w budownictwie. Wydaje się, że szeroko pojęty Zachód zrozumiał, że budowa wielkich konstrukcji nie opłaca się zbytnio i miast stawiać kilkusetmetrowe drapacze chmur lepiej jest zainwestować w kilka mniejszych budynków. Azja natomiast od lat toczy intensywną walkę o prestiż i sławę. Niemniej warto będzie wrócić do tej listy w 2026 roku i przekonać się, czy jestem dobrym wróżbitą. ;) Prawda?

Zobacz też:
1. Gwiazdy na Ziemi, czyli o energii przyszłości 
2. Życie na Grenlandii
3. Państwo w państwie czyli o enklawach

sobota, 21 listopada 2015

Puławy. W cieniu wielkiego przemysłu

Puławy to miasteczko nie takie małe, bo liczące prawie 50 tysięcy mieszkańców. Gdy słyszymy tą nazwę na myśl przychodzą nam jednak przede wszystkim Zakłady Azotowe Puławy. Szczególnie, jeśli mieszkamy na drugim końcu Polski. W zasadzie trudno się temu dziwić. Wszakże Puławy istnieją w dużej mierze dzięki przemysłowi. Z drugiej strony, jest to miejsce o znacznie bogatszej historii i kulturze. Zarówno w miejscowości, jak i w pobliżu zlokalizowanych jest wiele interesujących atrakcji turystycznych.
Pulawy-poland-john-paul-2-monument
Puławy. Pomnik Jana Pawła II.
Zanim przejdziemy do dzisiejszego obrazu Puław, zaproponuję Wam pewną ciekawostkę. Czy zastanawialiście się kiedyś skąd taka oryginalna nazwa, jak Puławy? Na przestrzeni wieków powstało - rzecz jasna - wiele koncepcji, które odpowiedzieć miały na to pytanie. Specjaliści szybciutko powiązali słowo "Puławy" z całym mnóstwem wyrażeń funkcjonujących w starej polszczyźnie. Na przykład "pulwy" to lasy rosnące nad Wisłą (bardziej fachowa nazwa to łęgi), "pławy" to przeprawa przez rzekę, "pława" to mielizna, a "pławia" - prąd rzeczny. Trudno się w tym połapać, prawda? Z ratunkiem przychodzi nam jednak fenomenalna kultura ludowa, która daje znacznie bardziej przystępne i prostsze wyjaśnienie nazwy. Otóż zgodnie z pewną legendą, w okolice, w których dziś znajdują się Puławy, przybyć miał nie kto inny, jak Zawisza Czarny. Postanowił się tam zatrzymać na odpoczynek, wszedł do karczmy, usiadł na ławie... a ta się pod nim urwała! Zaskoczony wykrzyknął więc: "A niech to będzie pół ławy!". I mamy Puławy. ;)

Nie sposób przy okazji nie wspomnieć również o tych okrytych wielką sławą Zakładach Azotowych Puławy. Ten wielki ośrodek przemysłowy powstał w latach 60. Wtedy też rozpoczęto gruntowną rozbudowę mikroskopijnego wręcz miasteczka, która powiązana była z wyburzaniem starych budynków i wznoszeniem na ich miejscu nowych, PRL-owskich bloków. W zakładach produkuje się nawozy azotowe. Jeśli przyjrzymy się mapie Polski, to fabryk o podobnym profilu znajdziemy jeszcze kilka, z których największe zlokalizowane są w Policach koło Szczecina i Kędzierzynie-Koźlu. Miasta te mają zaskakująco zbliżony do Puław charakter. Czemuż się jednak dziwić, skoro wszystkie są dziełem Polski Ludowej?
Zakłady Azotowe "PUŁAWY" S.A.
Zakłady Azotowe Puławy.
Pora już nam przejść to rzeczy znacznie bardziej interesujących dla potencjalnych turystów. Aby to uczynić, przenieść się musimy do ścisłego centrum Puław. Znajduje się tam miejsce, które zupełnie nie pasuje do przemysłowego charakteru miasta, jedna z nielicznych pozostałości po czasach dawno minionych. A mianowicie, Pałac rodu Czartoryskich wraz z rozległym parkiem krajobrazowym. Okazałą budowlę wzniesiono w XVII wieku, a po kilku remontach przybrała ona dzisiejszy, klasycystyczny wygląd. Pałac ma kształt podkowy, a pomiędzy jego skrzydłami zorganizowano piękny placyk ze stawkiem i fontanną. Podczas spaceru wokół niego przyjrzeć się można dokładnie okazałej elewacji dawnej magnackiej rezydencji.
Pałac Czartoryskich.
Pałac Czartoryskich w trakcie burzy.
Tych, którzy spodziewają się długiego zwiedzania zamkowych komnat i wystawnych salonów, muszę jednak zawieść. Zamek nie jest w zasadzie udostępniony do zwiedzania, gdyż znaczną jego część zajmują takie specyficzne instytucje, jak... Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa. Turyści mogą odwiedzić zaledwie jedno pomieszczenie, w którym stworzono niewielką wprawdzie, ale całkiem interesującą wystawę. Dowiemy się na przykład przy okazji jej podziwiania co nieco na temat działalności artystycznej Izabeli Czartoryskiej. Księżna ta pod koniec XVIII wieku założyła w tym miejscu całkiem sprawnie funkcjonujący ośrodek sentymentalizmu, nurtu literackiego opozycyjnego względem klasycyzmu. Na dworze Czartoryskiej tworzyły wówczas takie znakomitości, jak Julian Ursyn Niemcewicz, Jan Piotr Norblin oraz Franciszek Dionizy Kniaźnin.

Z postacią księżnej Izabeli związane jest także powstanie parku krajobrazowego w pobliżu zamku. Dawniej był tam park w stylu francuskim, lecz Czartoryska przekształciła go w stylowy park angielski z dużą ilością rozmaitych budyneczków, pomników i innych monumentów. Do najbardziej znanych i najpiękniejszych należy Świątynia Sybilli uchodząca za pierwsze polskie muzeum narodowe. Budowla w kształcie rotundy wznosi się nad wysoką skarpą i jest otoczona przez kolumny mające postać zbliżoną do tych starogreckich. Zainteresowanie wzbudza również znajdujący się kilkanaście metrów dalej Dom Gotycki z czerwonej cegły. Zarówno do jednej, jak i drugiej budowli nie mamy wprawdzie wstępu, lecz i tak warto stanąć w ich cieniu i przyjrzeć się znakomitym detalom architektonicznym.
Dom Gotycki i Świątynia Sybilli (w tle).
Świątynia Sybilli od dołu skarpy.
Świątynia Sybilli podczas zmierzchu.
Wieża ciśnień w puławskim parku.
Nie jest to jednak wszystko. Warto przejść na przeciwległą stronę parku. W dół, w kierunku jeziora, schodzi tam interesująca konstrukcja zwana Pasażem Angielskim. Trudno tak do końca rozstrzygnąć, czym to jest, niemniej spacer pod ceglanymi łukami potrafi sprawić przyjemność. Wspomnieć jednak należy, iż obiekt traci sporo ze swego uroku ze względu na szczególne umiłowanie miłośników trunków mocniejszych do oddawania się swojej ulubionej rozrywce właśnie w tym miejscu, o czym świadczy wiele leżących na ziemi, rozbitych, szklanych butelek.
Schody Angielskie w Puławach
Pasaż Angielski.
Park stanowi również świetne miejsce na obserwację przyrody. Oczywiście pod warunkiem, że nie trafimy akurat na moment, w którym każdy, nawet najmniejszy postój, będzie się wiązał z przekazaniem odrobiny krwi setkom maleńkich komarów. Bliskość Wisły i szeroko pojętych terenów podmokłych robi niestety swoje... Gdy jednak komary nie przeszkadzają, z całą pewnością uda nam się przyjrzeć z bliska jakiemuś pięknemu reprezentantowi ptactwa. A gdy i to zakończy się niepowodzeniem, zawsze przejść się możemy w bezpośrednie pobliże zamku, gdzie czekać już na nas będą pawie, prawdziwa ozdoba puławskiego kompleksu.
Przyroda w dolnej części parku, u stóp Świątyni Sybilli.
Paw w pobliżu zamku.
Paw w pobliżu zamku.
Gdy już uznamy, że mamy dość sentymentalizmu, angielskich ogrodów i XVIII wieku, przejść się możemy nad Wisłę, gdzie zlokalizowano atrakcję znacznie bardziej funkcjonalną i o jakieś kilkaset lat młodszą od pałacu Czartoryskich. Mowa o stalowym moście im. Ignacego Mościckiego z 1934 roku. Składa się on z siedmiu przęseł, a przejażdżka nim dostarcza wrażeń zgoła wyjątkowych.
Most im. Ignacego Mościckiego.
Pora już pożegnać się z Puławami. Jest to miejsce może i niezbyt przez Polaków poznane, lecz warte odwiedzenia. Jeśli jeszcze tam nie byliście, serdecznie polecam Wam wycieczkę w tą okolicę. :)

piątek, 9 października 2015

Najdziwniejsze pomysły I wojny światowej

W 1914 roku rozgorzał na dobre jeden z największych konfliktów zbrojnych w dziejach, I wojna światowa, na zachodzie zwana częściej Wielką Wojną. Na cztery lata z okładem europejskie i światowe mocarstwa pogrążyły się w bezskutecznej i - w dużej mierze - bezsensownej walce na wszystkich możliwych do zorganizowania frontach. Już w pierwszych miesiącach wojny walki przerodziły się w coś, co nazywamy wojną okopową. Innymi słowy, miliony żołnierzy na długi czas utknęło w rozbudowanych do granic możliwości systemach umocnień, których zdobycie było praktycznie niemożliwe. Raz po raz jednej ze stron udało się zdobyć odrobinę terenu, lecz straty w ludziach z tym związane były ogromne. Obie strony konfliktu - ententa z Francją, Wielką Brytanią i Rosją na czele, oraz państwa centralne, tworzone przez Niemcy, Austro-Węgry, Bułgarię i Turcję - starały się więc pokonać, zmylić lub zaskoczyć przeciwnika na wszelkie możliwe sposoby. Czasem ich pomysły, choć wzięte z kosmosu, spisywały się naprawdę wspaniale. Często bywało jednak i tak, że takie kreatywne idee nadawały się tylko do bajek z gatunku science-fiction. Przyjrzyjmy się najciekawszym spośród owych pomysłów.

1. Wieża Eiffla również walczy.
Wieża Eiffla była w okresie I wojny światowej najwyższym budynkiem na świecie, a status ten miała utrzymać jeszcze na wiele lat po zakończeniu konfliktu. Francuzi nie mogli nie wykorzystać posiadania w swej stolicy takiego skarbu. Jak się okazało, konstrukcja była niezwykle przydatna w prowadzeniu działań zbrojnych. Na jej szczycie umieszczono centrum radiotelegraficzne, które zapewniało siłom francuskim kontakt z oddziałami w różnych częściach kraju. Nie to było jednak najważniejsze. Zlokalizowany na wieży ogromny odbiornik radiowy podczas wielkich ofensyw Niemiec (a właściwie II Rzeszy) emitował niezwykle silne sygnały o określonej częstotliwości, zagłuszając tym samym skutecznie wszelkie informacje, jakie niemieckie dowództwo chciało przekazać drogą radiową swoim oddziałom na froncie. W ten sposób udało się na przykład zapobiec francuskiej klęsce w bitwie nad Marną, we wrześniu 1914 roku.
Rezultat: Sukces
Tour Eiffel 3b40739
Wieża Eiffla w roku 1889.
2. Taksówkarze na froncie.
We wrześniu 1914 roku trwała niemiecka ofensywa w kierunku Paryża. Siły II Rzeszy nieubłaganie zbliżały się do stolicy Francji, a oddziały francuskie, znajdujące się wówczas na kilkadziesiąt kilometrów od miasta, były zbyt małe na efektywną obronę. Ze względu na nieuchronnie zbliżające się wielkie starcie z armią niemiecką, główni dowódcy sił francuskich, Joseph Joffre oraz Joseph Gallieni, zdecydowali się na krok wprost niezwykły. W jak najszybszym czasie zmobilizowali około sześciuset paryskich taksówek. Większość spośród ich właścicieli oddała je dobrowolnie w przypływie patriotyzmu, pozostałe zostały po prostu skonfiskowane. Przy pomocy owych taksówek, 7 września przetransportowano na front kilka tysięcy gotowych do boju żołnierzy. Według specjalistów zabieg ten mógł przeważyć o sukcesie Francuzów nad Marną.
Rezultat: Sukces
Taxi Renault G7 Paris FRA 001
Taksówki uczestniczące w walce w 1914 roku nazwane zostały mianem "Taxis de la Marne". Ich producentem
była firma Renault.
3. Im wyżej, tym lepiej.
I wojna światowa kojarzy się zazwyczaj z okopami, błotem i mnóstwem drutu kolczastego rozrzuconego po równinach i wyżynach północno-wschodniej Francji. Zapominamy tymczasem, że wojna toczyła się także na innych frontach, z których jednym z najbardziej spektakularnych był front włoski, a konkretnie - alpejski. Walki trwały również w najwyższych partiach gór, co wiązać się musiało z przeróżnymi trudnościami. Aby zapewnić sobie panowanie nad określonym obszarem należało po pierwsze zdobyć szczyt nad nim górujący, a po drugie wtoczyć na niego amunicję i uzbrojenie. Dzięki temu można było ostrzeliwać nieprzyjaciół w całej okolicy, gdyż kule tak czy siak polecą w dół, ale w przeciwnym kierunku - już niekoniecznie. Dlatego też nawet te najwyższe masywy stały się domem dla ogromnych wprost dział. Rekordem w tej materii było działo kalibru 149 mm, wciągnięte na szczyt Ortler przez Austriaków. Dla uświadomienia sobie trudności przedsięwzięcia należy podkreślić, że góra ta ma prawie 4000 metrów wysokości n.p.m., a działa tego typu ważą nierzadko po kilkadziesiąt ton!
Rezultat: Sukces
L'Ortler
Szczyt Ortler - wyższy o prawie 1,5 kilometra od polskich Rysów.
4. Superdziało
Jeżeli chodzi o artylerię, to Niemcy podczas I wojny światowej byli megalomanami. Niezwykłego uzbrojenia dostarczały im prężnie rozwijające się zakłady Kruppa. Już w pierwszych dniach wojny zadziwili Belgów użyciem monstrualnych dział, tak zwanych Grubych Bert (od imienia żony Kruppa), które w ciągu kilkunastu godzin potrafiły obrócić w proch ich potężne twierdze. Na tym się jednak nie skończyło. W ostatnich fazach wojny, latem 1918 roku, Niemcy użyli do ostrzelania Paryża prawdziwych superdział, określanych również mianem dział paryskich. "Potwory" te ważyły kilkaset ton, były obsługiwane przez kilkadziesiąt ludzi i wystrzeliwały raz na piętnaście minut ważące tonę pociski na odległość 120 kilometrów. Koniec końców działa owe okazały się bronią nie taką idealną. Celność znajdowała się na tak niskim poziomie, że spośród przeszło 300 pocisków wystrzelonych z superdział, mniej więcej połowa uderzyła w obręb, bądź co bądź nie takiego małego, Paryża. Ponadto, koszty utrzymania owych dział przekraczały wszelkie granice. Po jakiś 20 strzałach połowa mechanizmu była już bowiem tak sfatygowana, że nadawała się tylko do wymiany.
Rezultat: Niezbyt skuteczne
Parisgesch1
Paryskie superdziało transportowane było przy pomocy kolei.
5. Zbudujmy drugi Paryż!
Wraz z rozwojem technologicznym w czasie I wojny światowej pojawiło się zupełnie nowe zagrożenie - samoloty. Nowiuśki wynalazek został przez strony walczące wykorzystany na szereg możliwych sposobów, a wśród nich - poprzez organizowanie bombardowań. Naloty na najważniejsze miasta Europy, w tym również i Paryż, siały przerażenie wśród ich mieszkańców i powodowały mnóstwo strat materialnych. Myśliciele zaczęli więc szukać sposobów na oszukanie wroga. Jeden z nich był doprawdy niezwykle oryginalny. Francuzi postanowili bowiem... zbudować replikę swojej stolicy, przesuniętą nieco na północ od "oryginału"! Odtworzyli w niej wszystkie szczegóły, jakie tylko mogli, a przy okazji oświetlili całość mnóstwem lamp. Prawdziwy Paryż pozostawał tymczasem zakamuflowany przy pomocy organizowania zaciemnień. Wydawało się, że rezultaty będą wspaniałe, lecz niemieccy piloci dość szybko zauważyli fortel przeciwnika. Koniec końców, nawet najlepsza kopia nie jest lepsza od oryginału...
Rezultat: Klapa
Zeppelin-Paris
Bombardowania niemieckie spowodowały w Paryżu wiele szkód.
Na zdjęciu krater po uderzeniu bomby zrzuconej przez sterowiec, tzw. zeppelin.
6. Ptaki bombowe
Na koniec bodajże najbardziej kuriozalny ze wszystkich pomysłów, jakie tylko wojenni myśliciele mogli stworzyć. Nie dziwi zbytnio fakt, iż jego autorami są Brytyjczycy. Wszak to oni byli najbardziej zdeterminowani w urzeczywistnianiu nierzeczywistego, przy czym raz im się udawało, a innym razem nie. W tym przypadku musieli ponieść druzgocącą porażkę. Stwierdzili bowiem, że można by nauczyć kormorany nalotów na niemieckie pozycje. Ptaki miały otrzymywać ładunek wybuchowy, przenosić go o kilka kilometrów, a następnie detonować nad głowami przeciwnika. Na szczęście dla kormoranów, pomysł nie wypalił - dosłownie i w przenośni.
Rezultat: Klapa albo żart
Cormorant (Phalacrocorax carbo) (8210278077)
Kormoran - obiekt zainteresowania angielskich myślicieli.
Sześć najciekawszych pomysłów I wojny światowej za nami. Co o nich sądzicie? Które wzbudzają Wasz podziw, a które wręcz przeciwnie - śmiech? ;)

Zobacz też:
1. Stany Zjednoczone. Kraj, który lubi wprowadzać w błąd

piątek, 14 sierpnia 2015

Muzeum Śląskie w Katowicach

W 2011 r. w samym centrum Katowic, na obszarze dawnej Kopalni Węgla Kamiennego Katowice, rozpoczęto prace nad wielkim projektem. W miejscu, które dotąd znajdowało się w malowniczej ruinie i raczej odciągało wzrok zamiast go przyciągać, zaplanowano powstanie ogromnej Strefy Kultury, kompleksu budynków, wśród których na szczególną uwagę miało zasługiwać otwarte dwa miesiące temu Muzeum Śląskie. Na samym wstępie skieruję do Was apel. Nie wybierajcie się tam... jeszcze.
Poziom -4 z poziomu -2.
Wyjątkowość Muzeum Śląskiego przejawia się głównie w fakcie, iż jego zdecydowana większość znajduje się pod ziemią. Na turystów czeka również trzypoziomowy, podziemny parking. Wjeżdżamy wielkimi bramami na poziomie -1 lub -2, po czym zjechać możemy aż do pułapu -3. Problem w tym, że nie wszystko jeszcze funkcjonuje tak, jak funkcjonować powinno. Na poziomie -3 zatrzymać możemy wprawdzie samochód, lecz - jeśli trafimy na niezbyt odpowiednią chwilę - już z niego nie wyjdziemy, gdyż wrota do muzeum zostaną celowo lub przypadkiem zamknięte. Wówczas czekać na nas będzie wyjście awaryjne w postaci klatki schodowej, wiodącej na sam szczyt, czyli na parter.

Muzeum jest co prawda w całości umieszczone pod ziemią, lecz ponad poziom gruntu wznosi się kilka półprzezroczystych, całkiem sporych konstrukcji. Jedna z nich służy jako wejście do muzeum, jedna to budynek administracyjny, pozostałe mają na celu... lepsze oświetlenie wnętrz.

Wieża widokowa - jedna z atrakcji muzeum.
Najniższym piętrem muzeum jest poziom -4. Natychmiast, gdy znajdziemy się w środku zorientujemy się jednak, że piętra -1 i -3 w praktyce tutaj nie istnieją. Tak więc zwiedzanie odbywa się na dwóch, wielkich poziomach. Na początek czeka na nas zajmująca całe piętro -2 galeria sztuki, prezentująca dzieła polskiego malarstwa i rzeźby począwszy od XIX wieku po czasy obecne. Na szczególną uwagę zasługuje wystawa o szczytnej nazwie "Galeria Sztuki Polskiej 1800-1945", na której zgromadzone są dzieła takich artystów jak Jan Matejko, Wojciech Kossak, czy Aleksander Gierymski.

Na jednej z wielu ścianek działowych umieszczono obraz ostatniego z wymienionych wyżej artystów o nazwie Żydówka z Cytrynami, czy też Pomarańczarka. Dzieło to przypomina bardzo malowidło, o którym głośno było w ostatnich latach w związku z jego cudownym odnalezieniem w pewnym domu aukcyjnym w okolicach Hamburga. Nie dajcie się jednak zwieść. Tamten obraz nosi tytuł Żydówka z Pomarańczami i jest obecnie przechowywany w Muzeum Narodowym w Warszawie. W Katowicach zobaczymy natomiast jego mniej popularną, choć łudząco podobną wersję pochodzącą mniej więcej z tego samego okresu, stworzoną w ramach jednego cyklu.
Aleksander Gierymski Zydowka z cytrynami
Żydówka z Cytrynami
Gdy już napatrzymy się na dzieła zgromadzone na poziomie -2, przechodzimy o dwa piętra niżej za pomocą konstrukcji, którą trudno nazwać w jakikolwiek sposób, a którą zobaczycie na zdjęciu poniżej. Tam czeka już na nas bodajże najbardziej interesująca ekspozycja w całym muzeum, prezentująca historię Katowic od czasów najdawniejszych po dzień dzisiejszy. Ekspozycja ta jest multimedialna, nowoczesna, urządzono nieco w stylu Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie, czy też Fabryki Schindlera w Krakowie.
To coś, czym schodzimy z poziomu -2 na poziom -4.
W kilkudziesięciu dość ciasnych pomieszczeniach umieszczono całe mnóstwo interesujących eksponatów, mających nam przybliżyć dzieje ziemi śląskiej, jej kulturę i dziedzictwo. A wszystko to w niezwykle pomysłowej scenografii. Nagle ni stąd ni zowąd znaleźć się możemy w tradycyjnym ślunskim domu, by niedługo później oglądać wnętrze bloku z wielkiej płyty.
Ekspozycja prezentująca śląską kulturę.
Mieszkanie na blokowisku, jeden z ostatnich punktów wystawy.
Szczerze Wam polecam wizytę w Muzeum Śląskim, ale - jak już wspomniałem we wstępie - radziłbym się z nią jeszcze trochę wstrzymać. W związku z szeroko komentowanym otwarciem ludzi niestety nawaliło. Tylko w pierwszym miesiącu odwiedzających liczono w dziesiątkach tysięcy. Przed muzeum ustawiają się długie kolejki oczekujące na wejście, to samo przed wystawą dotyczącą historii Katowic, na której jednocześnie może znajdować się tylko plus minus 200 osób. No i jest jeszcze wieża widokowa, do której ustawia się długi sznur oczekujących na wjazd. Z tej ostatniej atrakcji - niestety - musiałem z wyżej wymienionych powodów zrezygnować.
Ludzie oczekujący na wejście do muzeum.

środa, 12 sierpnia 2015

Czy będzie w Polsce więcej zabytków UNESCO?

Na liście światowego dziedzictwa UNESCO znajduje się już przeszło tysiąc miejsc na całym świece. Są to obiekty wyjątkowe pod wieloma względami, istotne historycznie, przyrodniczo, kulturowo, krajoznawczo, turystycznie... Innymi słowy, są to po prostu miejsca, które nie tylko powinniśmy, ale wręcz musimy chronić by przetrwały kolejne stulecia jako największe dzieła natury i człowieka. Gdy przyjrzymy się sprawie bardziej pragmatycznie, okaże się również, iż zaistnienie na owej liście może także znacząco wpłynąć na ruch turystyczny w danym regionie. Bądź co bądź, takie miejsca jak kopalnia soli w Wieliczce, krakowska starówka, czy zamek w Malborku to główne cele przybywających do Polski z zagranicy turystów. Dlatego warto zapytać: Czy polski wkład w listę UNESCO ma szanse w najbliższych latach się powiększyć?
UNESCO World Heritage flag
Flaga Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Dla odmiany odpowiedź na pytanie zadane we wstępie podam od razu. Oczywiście, że ma szanse. Tylko co trzeba zrobić, aby cel ten osiągnąć? Zacznijmy więc od początku. Na liście światowego dziedzictwa przebywa obecnie 14 polskich obiektów (a właściwie około 25, lecz część z nich figuruje nie samotnie, a w "grupach"). Oto i one:

1. Historyczne centrum Krakowa, wraz z Wawelem, Rynkiem, Sukiennicami, Kościołem Mariackim, Barbakanem, wpisane na listę najsampierw, czyli w 1978 r.
2. Królewskie kopalnie soli w Wieliczce i Bochni - pierwsza na liście od 1978 r., druga od 2013 r. (więcej o nich przeczytać możecie w artykule Bochnia czy Wieliczka?)
3. Puszcza Białowieska, którą dzielimy z Białorusią.
4. Obóz zagłady z okresu II wojny światowej - Auschwitz Birkenau (Oświęcim Brzezinka).
5. Historyczne Centrum Warszawy, w tym Barbakan, Zamek Królewski, Rynek, Kolumna Zygmunta etc.
6. Stare Miasto w Zamościu.
7. Miasto średniowieczne w Toruniu.
8. Zamek krzyżacki w Malborku.
9. Zespół pielgrzymkowy i architektoniczny w Kalwarii Zebrzydowskiej.
10. Kościoły Pokoju w Świdnicy i Jaworze.
11. Kościoły drewniane południowej Małopolski w Binarowej, Blizne, Dębnie, Sękowej, Haczowie oraz Lipnicy Murowanej.
12. Park Mużakowski, znajdujący się na granicy polsko-niemieckiej.
13. Hala Stulecia we Wrocławiu (o niej więcej w artykule Poznać Halę Stulecia)
14. Drewniane cerkwie w Polskim i Ukraińskim regionie Karpat - wśród zabytków na terenie Polski znajdziemy świątynie w Brunarach Wyżnych, Chotyńcu, Kwiatoniu, Owczarach, Powroźnikach, Radrużu, Smolniku i Turzańsku.

Warsaw - Royal Castle Square
Warszawa, Plac Zamkowy.
Co roku na listę wpisywanych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu nowych pozycji. Odbywa się to podczas dorocznych sesji UNESCO, z których ostatnia miała miejsce w lipcu tego roku w Bonn, w Niemczech. Do listy dodano wówczas 23 nowe obiekty, a wśród nich Suzę w Iranie, Ogrody Botaniczne Singapuru, Efez w Turcji, most Forth Bridge w Wielkiej Brytanii oraz osadę braci morawskich w duńskim Christiansfeld. Wśród obiektów tych nie było wprawdzie żadnego polskiego, lecz po tak krótkim czasie od ostatnich polskich wpisów (które miały miejsce w 2013 r.) było to bardzo mało prawdopodobne.

Forth bridges 2005-06-17 04
Forth Bridge w Szkocji
Jak dotąd w XXI wieku polskie obiekty były wpisywane na listę UNESCO pięciokrotnie (w 2001, 2003, 2004, 2006 i 2013 r.). Co musimy zrobić, aby już za rok lub dwa cieszyć się szóstym takim przypadkiem w tym tysiącleciu? Okazuje się, że droga do tego jest niezwykle trudna i skomplikowana. Aby jakiś obiekt mógł być w ogóle brany pod uwagę podczas dorocznych sesji UNESCO, musi po pierwsze złożyć wniosek z dosyć szczegółową dokumentacją do krajowego organu do tego wyznaczonego (w Polsce jest to Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego) i mieć nadzieję, że organ ten owy wniosek zaakceptuje.

Gdy już wniosek nasz zostanie przyjęty, proponowany przez nas zabytek zostaje wpisany na listę informacyjną UNESCO, a więc oficjalny spis obiektów, które w ciągu najbliższych 10 lat mogą zyskać miano kandydata do wpisu na listę światowego dziedzictwa. Później o wyborze decydują już oficjele z UNESCO, kierując się przy tym bardziej szczegółowymi wytycznymi.

W tej sytuacji pozostaje nam jeszcze tylko zapytać o to, co się na tej polskiej liście informacyjnej znajduje? Są to:

1. Kopalnia rud ołowiu i srebra w Tarnowskich Górach o kilkusetletniej historii, udostępniona obecnie dla turystów jako Zabytkowa Kopalnia Srebra i Sztolnia Czarnego Pstrąga.
2. Pienińska dolina Dunajca, a więc przełom Dunajca wraz z najbliższym otoczeniem.
3. Kanał Augustowski, jeden z najbardziej interesujących zabytków techniki na terenie Polski, o długości przeszło 100 kilometrów, zbudowany w I połowie XIX wieku.
4. Gdańsk - miasto wolności i pamięci, a więc kompleks obejmujący Westerplatte, Stocznię Gdańską oraz fragmenty zabudowy miasta.
5. Lasy Bukowe o charakterze pierwotnym w Bieszczadzkim Parku Narodowym. Propozycja ta jest o tyle ciekawa, iż ma być ona rozszerzeniem już wpisanych na listę światowego dziedzictwa lasów tego typu ze Słowacji, Ukrainy i Niemiec. Wraz z Polską kandydaturę swoich lasów bukowych zgłosiło jeszcze całe multum innych państw, w tym Włochy, Austria, Belgia, Albania, czy Bułgaria.

Augustów, Kanał Augustowski 1
Kanał Augustowski
Jak myślicie, która z powyższych opcji ma największe szanse na wpis do listy UNESCO? ;)

poniedziałek, 20 lipca 2015

Legendy motoryzacji 2

Nie tak dawno przy pomocy artykułu "Legendy motoryzacji" spotkaliśmy się z Fordem T, Maluchem i Trabantem. Samochodów zasługujących na miano kultowych jest jednak znacznie więcej. Dziś poznamy kolejne trzy z tego doborowego grona. No.... W niektórych przypadkach może nie do końca doborowego, ale słynnego na pewno.

Esencja luksusu
Na polskich drogach spotkać można różne samochody, łącznie z tymi ekskluzywnymi. Alfa Romeo to już chleb powszedni, coraz częściej widoczne są Bentleye, czy Chryslery, a jeśli odpowiednio dużo pojeździmy, to może wpadnie nam w oko nawet jakieś Porsche. Są jednak takie marki, których u nas praktycznie rzecz biorąc nie uświadczymy. Jedną z nich jest Rolls-Royce, producent słynący z luksusowego towaru, w którego fabrykach większość takich czynności, jak wstawianie szyb, czy montowanie pomniejszych części, jest wykonywanych ręcznie. W rezultacie tańsze modele możemy kupić dziś już za jakieś - bagatela - milion złotych.

Jedną z najbardziej znamienitych produkcji Rolls-Royce'a jest Phantom. Samochód, który kojarzy się z wieloma rzeczami, lecz przede wszystkim czernią i przeraźliwie długim przodem. Pierwsze modele tej marki opuściły fabryki w 1925 r. A kiedy zniknęły z linii produkcyjnych? Cóż, w zasadzie to nigdy. Po Phatnomie I przyszedł bowiem Phantom II, później Phantom III i tak dalej. Producent tylko dwa razy zarzucił na jakiś czas produkcję Phantomów. Najpierw przy okazji II wojny światowej, później w latach 90. Obecnie z fabryk wyjeżdżają aż trzy rodzaje tego samochodu. Pierwszy - po prostu Phantom - ma dosyć monstrualne rozmiary. Drugi - Phantom Coupé - ma monstrualne rozmiary i do tego... zaledwie dwa drzwi. Trzeci - Phantom Drophead - ma monstrualne rozmiary, dwoje drzwi i rozsuwany dach. Ciekawe o jakie ciekawostki rozszerzono by czwarty typ, gdyby go produkowano, prawda?
1927 Rolls-Royce Phantom I Windover Tourer
Roll-Royce Phantom I z lat 20. ...
SC06 2006 Rolls-Royce Phantom
... i Roll-Royce Phantom z XX wieku.
Może ogóreczka?
Trudno powiedzieć dlaczego PRL-owska popkultura (jeśli można ją tak nazwać) nazwała ten autobus mianem ogórka. Ale nazwała. Właściwie to o jakiej marce mówimy? O Jelczu, choć nie do końca. A to dlatego, że Jelcz 043 był tylko odmianą Skody 706 RTO.

Można powiedzieć, że polskie władze komunistyczne chciały otworzyć prężnie rozwijającą się fabrykę samochodów, lecz nie chciało im się już tworzyć własnych projektów pojazdów. Rozwiązanie okazało się proste. Odkupili po prostu licencję od czeskiego producenta i wytwarzali praktycznie takie same autobusy, co nasi południowi sąsiedzi, z tym że pod innym szyldem. I jeszcze jedna drobnostka - z Czech pochodził nie tylko pomysł, lecz także... większość części...
Gdańsk Wrzeszcz zajezdnia autobusowa (autobus ogórek)
Samochód dla każdego
Volkswagena Garbusa zna prawie każdy. I nic dziwnego - to jeden z najpopularniejszych pojazdów w historii. Konkurować może chyba tylko z... koniem. Mało kto jednak wie, że projekty Garbusa powstały już w latach 30. XX wieku. Nieco ciekawsze jest to, że zaprojektowanie samochodu zlecił Adolf Hitler, poszukujący auta o tak prostej konstrukcji i tak niskiej cenie, że będzie sobie mógł na nie pozwolić każdy. No, to mu nie wyszło. W nazistowskich Niemczech pierwsze modele Garbusa były materiałem dla bogaczy. Jest jednak jeszcze jedna ciekawostka. Kto zaprojektował pierwszego Volskwagena w historii? Ano Ferdinand Porsche. Oryginalnie, prawda?

Ponowną produkcję Garbusów rozpoczęto natychmiast po wojnie, już w 1945 roku. I tym razem do pracy tej się przyłożono. Volswagen stał się tak powszechny, jak chlebek o poranku. W ciągu kilkudziesięciu lat jego produkcji, z fabryk wyjechało ponad 21 milionów egzemplarzy samochodu, w tym kilkaset tysięcy kabrioletów. Produkcję zakończono dopiero w 2003 r. Cóż powstrzymało rozwój wielkiego Garbusa? Cóż... Spadający popyt. I tyle.
Volkswagen Bubbla sista bilen
Ostatni Garbus w historii w pewnym meksykańskim muzeum.
Beetle Cabriolet Final Edition - Flickr - Moto@Club4AG
Nowy pomysł na Garbusa - auto w wersji cabrio z 2005 r.
Drugie spotkanie z legendami motoryzacji mamy już za sobą. Którego z naszych dzisiejszych bohaterów wybralibyście na poranną przejażdżkę? Każdy z kandydatów ma wiele zalet. Garbus jest znany i ceniony, roll-royce luksusowy, a Jelcz... no cóż... duży! No więc?