Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odkrywcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odkrywcy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 maja 2015

O Polaku, który chciał przesiedlić naród do Oceanii

Z historiografii zbyt wiele się na jego temat nie dowiemy. Na rynku nie znajdziemy pozycji dotyczących wyłącznie jego i jego pomysłów, a i w w tych ogólniejszych poświęcono mu maksymalnie kilkanaście stron. Jest to jednak postać interesująca, charakteryzująca się niezwykłymi ideami, którym oddawała się w całości. Mowa o Piotrze Aleksandrze Wereszczyńskim, z pochodzenia Kurlandczyku, z sumienia Polaku.

II połowa XIX wieku, jak pamiętamy, była okresem nasilających się represji wobec Polaków, żyjących na obszarze zaborów. Wielu marzycieli poszukiwało sposobu na odrodzenie się ich państwa. Gdy niepowodzeniem kończyły się kolejne powstania na ziemiach polskich, zaczęto poszukiwać rozwiązania również za granicą. Chciano stworzyć namiastkę ojczyzny na obcej ziemi, najlepiej na innym kontynencie. Jeden z pomysłów na realizację tego zamierzenia przedstawił właśnie Wereszczyński.

Karte Neuguinea
Nowa Gwinea. Na wschód od wyspy widoczna jest Nowa Brytania, dalej (poza mapą) leży Nowa Irlandia.
Nasz idealista streścił swoje zamierzenia w Liście otwartym względem założenia osady polskiej niezależnej w Oceanii, który wydano w 1875 r. w Krakowie. Wereszczyński stwierdził na podstawie długich lektur przeróżnych książek o tematyce podróżniczej, że dogodne warunki do stworzenia Nowej Polski panują w Oceanii, przynajmniej w ówczesnych realiach politycznych. W owe rejony zaczęli się bowiem zapuszczać podróżnicy rosyjscy, tacy jak Mikołaj Mikłucho-Makłaj, co zwiastowałoby rychłą ekspansję wpływów państwa carów w tym regionie. Oczywiście nie leżało to w interesie europejskich mocarstw - Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec. Z ochotą mieliby więc poprzeć założenie na jednej z wysp polskiej kolonii, czy raczej polskiego państwa. Troszkę naiwne, ale każdy pomysł jest dobry, czyż nie?

Według Wereszczyńskiego w grę wchodziły Nowa Gwinea, Nowa Brytania i Nowa Irlandia. Wszystkie trzy leżą w pobliżu siebie, na północ, północny-wschód od Australii. Dlaczego akurat te? Dużą rolę podczas wyboru mogły odegrać liczne opisy bogactwa natury, piękna krajobrazu i przychylności tubylców, zamieszczone w pozycjach, którymi - jak wyżej wspomniano - zaczytywał się nasz marzyciel.

Na początek do Oceanii miało wyruszyć 500-1000 Polaków, najlepiej patriotów, katolików, z zaborów pruskiego i rosyjskiego. Mieliby oni założyć osadę i podłożyć podwaliny pod dalszy rozwój polskiego osadnictwa w tym regionie. W perspektywie dobrze by było, gdyby do Oceanii udało się przenieść cały naród.

Wereszczyński omawia również kwestię składu etnicznego projektowanego państwa. Dopuszcza możliwość istnienia, niewielkich co prawda, ale jednak, społeczności Czechów, Słowaków, Łużyczan, Irlandczyków, Belgów i Szwedów. Co do pierwszych trzech, motywy takiej decyzji są łatwe do ustalenia - nieposiadający własnego państwa Słowianie, żyjący w pobliżu ziem polskich, a więc w sprzyjających warunkach mogłoby szybko dojść do ich asymilacji. Irlandczycy mogli uzyskać "wstęp" do Nowej Polski zapewne dzięki temu, że są katolikami, a wówczas również nie dysponowali niepodległością. Belgowie jako katolicy - w ich przypadku pewną rolę mogła odgrywać po prostu sympatia autora. To oni przecież nie tak dawno, bo w 1830 roku sami osiągnęli niepodległość!

Do Nowej Polski wstęp miałby być całkowicie zakazany dla Niemców i Rosjan - aby pozbawić ich rządy ingerowania w wewnętrzne sprawy państwa. Pokazuje to, że Wereszczyński dokładnie przemyślał swój plan i miał pewną dozę wyczucia politycznego. Bądź co bądź, zarówno w przeszłości, jak i przyszłości, oba mocarstwa - i Niemcy, i Rosja - wielokrotnie korzystały z istnienia większych skupisk ich przedstawicieli za granicą.

Karol Estreicher by Krieger no frame
Karol Estreicher
Można wiele mówić o Piotrze Aleksandrze Wereszczyńskim, ale trzeba zwrócić także uwagę na fakt, że był w pełni oddany sprawie. Przez kilka lat bezustannie zabiegał o poparcie. Starał się wyłożyć swoje poglądy w prasie, lecz ta zazwyczaj nie drukowała jego tekstów. Wygłaszał przemówienia w różnych polskich ośrodkach, lecz przeważnie kończyły się one klęską wśród krzyków mnóstwa przeciwników. Próbował przekonać co bardziej szanowane postacie polskiej myśli narodowej, lecz ci po prostu nie zwracali na niego uwagi. Był nawet zdecydowany na poświęcenie większości swojego majątku wraz ze sporą prywatną biblioteką. I to bez skutku.

Wereszczyński zainteresował swoją osobą zaledwie nielicznych. Poparł go między innymi Karol Estreicher, twórca Bibliografii polskiej. Udało się przekonać również kilka postaci, przebywających na emigracji w Stanach Zjednoczonych, takich jak dr Henryk Korwin-Kałlusowski. Ci jednak wprowadzili do projektu Piotra Aleksandra ogromne zmiany. Stwierdzili na przykład, że lepszym miejscem pod kolonizację będzie... Kalifornia. Koniec końców plany Wereszczyńskiego nie powiodły się więc. Wielki marzyciel zmarł w 1879 r.

Projekt Piotra Aleksandra Wereszczyńskiego nie miał w zasadzie najmniejszych szans na realizację. Jego istnienie należy jednak docenić. Był to przejaw polskiego patriotyzmu i stał się elementem narodowego dorobku, narodowej dyskusji. Takie inicjatywy jak ta, mimo że nie przynoszące rzeczywistych rezultatów, pozwalały Polakom rozwijać swoje przekonania, również o tematyce patriotycznej, umożliwiały przetrwanie i rozwój polskiej świadomości narodowej.

sobota, 25 kwietnia 2015

Tragiczna ekspedycja w Australii

W sierpniu 1860 roku z Melbourne wyruszyła ekspedycja dowodzona przez Roberta Burke'a (na zdjęciu po lewej) i Williama Willsa (po prawej). Ich celem było przebycie całej Australii od wybrzeża południowego do Zatoki Karpentaria na północy. Wówczas nikt jeszcze nie spodziewał się, jak tragiczna okaże się ta wyprawa dla grupy niedoświadczonych odkrywców i jak duży wkład w tą tragedię będzie miał zwykły zbieg okoliczności.

Tracks of McKinlay and Party Across Australia 0042, R. O'Hara BurkeTracks of McKinlay and Party Across Australia 0050, William John Wills  
Wszystko zaczęło się w lipcu 1859 roku, kiedy to rząd Australii Południowej wyznaczył nagrodę dla pierwszej osoby, która przebędzie drogę z południa na północ. Na pierwszych ochotników nie trzeba było długo czekać. Wszak dla zwycięzcy przygotowano 2 000 funtów, czyli prawie milion dzisiejszych złotych.

Wyprawa Burke'a układała się początkowo bardzo dobrze. Wprawdzie dotarłszy do Menindee musiał zwolnić część towarzyszy ze względu na spory pomiędzy nimi, lecz eksploratorzy posuwali się w dobrym tempie na północ. Wtedy jednak Burke dowiedział się o konkurencyjnej wyprawie, podążającej z Adelaide w kierunku miasta Darwin, a dowodzonej przez Johna Stuarta. W tym momencie rozpoczynał się więc wyścig, a Burke i Wills nie mogli być pewni sukcesu. Uznali więc, że podzielą grupę na kilka oddziałów, z których pierwszy, złożony z dziewięciu osób, pospieszy razem z nimi w kierunku Cooper Creek. Jak się później okazało, pośpiech ten był dla badaczy zgubny.

Nicholas Chevalier - Memorandum of the Start of the Exploring Expedition, 1860
Ekspedycja wyrusza na północ.
W Cooper Creek dowódcy wyprawy pozostawili w obozie Williama Brahe'a wraz z kilkoma innymi towarzyszami i większością zapasów, a sami wyruszyli w kierunku Zatoki Karpentaria z Charlesem Grayem i Johnem Kingiem. Problem w tym, że ekspedycja była dopiero w połowie swej drogi, a do wybrzeża zostało jej kilkaset kilometrów.

Gdy odkrywcy osiągnęli swój cel i dotarli do wybrzeży Zatoki Carpentaria nie było jednak triumfalnych gestów, nie było kąpieli w morskiej wodzie i obserwacji czystego nieba. Na przeszkodzie stanęły im bowiem gęste lasy namorzynowe, niemożliwe wręcz do przebycia dla zmęczonego kilkumiesięczną wędrówką podróżnika. Czterej panowie rozpoczęli więc odwrót w kierunku Cooper Creek.

Tam czekało na nich rozczarowanie. Obóz był już opuszczony. Jak się później okazało, przekonany o śmierci swoich przełożonych Brahe, zarządził odwrót zaledwie dziewięć godzin przed przybyciem Willsa i Burke'a! Co gorsza, nieświadomi bliskości towarzysza wyprawy, obaj zarządzili podróż w kierunku Adelaide, oddalonej o ok. 250 kilometrów. Po drodze zgubili się na pustyni. Tymczasem do Cooper Creek przybył człowiek Drahe'a, który miał się przekonać, czy przypadkiem dowódcy nie wrócili. Zastał pusty obóz, więc założył, że nie, podczas gdy Burke tkwił zagubiony zaledwie kilkanaście mil dalej.
George Lambert - Burke and Wills on the Way to Mount Hopeless, 1907
Burke i Wills na drodze w kierunku Adelaide.
Ostatecznie z czwórki wędrowców przeżył tylko King, otoczony opieką przez Aborygenów i odnaleziony po kilku miesiącach przez jedną z kilku ekspedycji poszukiwawczych. Wyścig o 2 000 funtów wygrał natomiast Stuart, który dotarł do Darwin siedem miesięcy po kapitulacji Burke'a i Willsa w lasach namorzynowych Zatoki Karpentaria.