Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomniki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 listopada 2015

Puławy. W cieniu wielkiego przemysłu

Puławy to miasteczko nie takie małe, bo liczące prawie 50 tysięcy mieszkańców. Gdy słyszymy tą nazwę na myśl przychodzą nam jednak przede wszystkim Zakłady Azotowe Puławy. Szczególnie, jeśli mieszkamy na drugim końcu Polski. W zasadzie trudno się temu dziwić. Wszakże Puławy istnieją w dużej mierze dzięki przemysłowi. Z drugiej strony, jest to miejsce o znacznie bogatszej historii i kulturze. Zarówno w miejscowości, jak i w pobliżu zlokalizowanych jest wiele interesujących atrakcji turystycznych.
Pulawy-poland-john-paul-2-monument
Puławy. Pomnik Jana Pawła II.
Zanim przejdziemy do dzisiejszego obrazu Puław, zaproponuję Wam pewną ciekawostkę. Czy zastanawialiście się kiedyś skąd taka oryginalna nazwa, jak Puławy? Na przestrzeni wieków powstało - rzecz jasna - wiele koncepcji, które odpowiedzieć miały na to pytanie. Specjaliści szybciutko powiązali słowo "Puławy" z całym mnóstwem wyrażeń funkcjonujących w starej polszczyźnie. Na przykład "pulwy" to lasy rosnące nad Wisłą (bardziej fachowa nazwa to łęgi), "pławy" to przeprawa przez rzekę, "pława" to mielizna, a "pławia" - prąd rzeczny. Trudno się w tym połapać, prawda? Z ratunkiem przychodzi nam jednak fenomenalna kultura ludowa, która daje znacznie bardziej przystępne i prostsze wyjaśnienie nazwy. Otóż zgodnie z pewną legendą, w okolice, w których dziś znajdują się Puławy, przybyć miał nie kto inny, jak Zawisza Czarny. Postanowił się tam zatrzymać na odpoczynek, wszedł do karczmy, usiadł na ławie... a ta się pod nim urwała! Zaskoczony wykrzyknął więc: "A niech to będzie pół ławy!". I mamy Puławy. ;)

Nie sposób przy okazji nie wspomnieć również o tych okrytych wielką sławą Zakładach Azotowych Puławy. Ten wielki ośrodek przemysłowy powstał w latach 60. Wtedy też rozpoczęto gruntowną rozbudowę mikroskopijnego wręcz miasteczka, która powiązana była z wyburzaniem starych budynków i wznoszeniem na ich miejscu nowych, PRL-owskich bloków. W zakładach produkuje się nawozy azotowe. Jeśli przyjrzymy się mapie Polski, to fabryk o podobnym profilu znajdziemy jeszcze kilka, z których największe zlokalizowane są w Policach koło Szczecina i Kędzierzynie-Koźlu. Miasta te mają zaskakująco zbliżony do Puław charakter. Czemuż się jednak dziwić, skoro wszystkie są dziełem Polski Ludowej?
Zakłady Azotowe "PUŁAWY" S.A.
Zakłady Azotowe Puławy.
Pora już nam przejść to rzeczy znacznie bardziej interesujących dla potencjalnych turystów. Aby to uczynić, przenieść się musimy do ścisłego centrum Puław. Znajduje się tam miejsce, które zupełnie nie pasuje do przemysłowego charakteru miasta, jedna z nielicznych pozostałości po czasach dawno minionych. A mianowicie, Pałac rodu Czartoryskich wraz z rozległym parkiem krajobrazowym. Okazałą budowlę wzniesiono w XVII wieku, a po kilku remontach przybrała ona dzisiejszy, klasycystyczny wygląd. Pałac ma kształt podkowy, a pomiędzy jego skrzydłami zorganizowano piękny placyk ze stawkiem i fontanną. Podczas spaceru wokół niego przyjrzeć się można dokładnie okazałej elewacji dawnej magnackiej rezydencji.
Pałac Czartoryskich.
Pałac Czartoryskich w trakcie burzy.
Tych, którzy spodziewają się długiego zwiedzania zamkowych komnat i wystawnych salonów, muszę jednak zawieść. Zamek nie jest w zasadzie udostępniony do zwiedzania, gdyż znaczną jego część zajmują takie specyficzne instytucje, jak... Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa. Turyści mogą odwiedzić zaledwie jedno pomieszczenie, w którym stworzono niewielką wprawdzie, ale całkiem interesującą wystawę. Dowiemy się na przykład przy okazji jej podziwiania co nieco na temat działalności artystycznej Izabeli Czartoryskiej. Księżna ta pod koniec XVIII wieku założyła w tym miejscu całkiem sprawnie funkcjonujący ośrodek sentymentalizmu, nurtu literackiego opozycyjnego względem klasycyzmu. Na dworze Czartoryskiej tworzyły wówczas takie znakomitości, jak Julian Ursyn Niemcewicz, Jan Piotr Norblin oraz Franciszek Dionizy Kniaźnin.

Z postacią księżnej Izabeli związane jest także powstanie parku krajobrazowego w pobliżu zamku. Dawniej był tam park w stylu francuskim, lecz Czartoryska przekształciła go w stylowy park angielski z dużą ilością rozmaitych budyneczków, pomników i innych monumentów. Do najbardziej znanych i najpiękniejszych należy Świątynia Sybilli uchodząca za pierwsze polskie muzeum narodowe. Budowla w kształcie rotundy wznosi się nad wysoką skarpą i jest otoczona przez kolumny mające postać zbliżoną do tych starogreckich. Zainteresowanie wzbudza również znajdujący się kilkanaście metrów dalej Dom Gotycki z czerwonej cegły. Zarówno do jednej, jak i drugiej budowli nie mamy wprawdzie wstępu, lecz i tak warto stanąć w ich cieniu i przyjrzeć się znakomitym detalom architektonicznym.
Dom Gotycki i Świątynia Sybilli (w tle).
Świątynia Sybilli od dołu skarpy.
Świątynia Sybilli podczas zmierzchu.
Wieża ciśnień w puławskim parku.
Nie jest to jednak wszystko. Warto przejść na przeciwległą stronę parku. W dół, w kierunku jeziora, schodzi tam interesująca konstrukcja zwana Pasażem Angielskim. Trudno tak do końca rozstrzygnąć, czym to jest, niemniej spacer pod ceglanymi łukami potrafi sprawić przyjemność. Wspomnieć jednak należy, iż obiekt traci sporo ze swego uroku ze względu na szczególne umiłowanie miłośników trunków mocniejszych do oddawania się swojej ulubionej rozrywce właśnie w tym miejscu, o czym świadczy wiele leżących na ziemi, rozbitych, szklanych butelek.
Schody Angielskie w Puławach
Pasaż Angielski.
Park stanowi również świetne miejsce na obserwację przyrody. Oczywiście pod warunkiem, że nie trafimy akurat na moment, w którym każdy, nawet najmniejszy postój, będzie się wiązał z przekazaniem odrobiny krwi setkom maleńkich komarów. Bliskość Wisły i szeroko pojętych terenów podmokłych robi niestety swoje... Gdy jednak komary nie przeszkadzają, z całą pewnością uda nam się przyjrzeć z bliska jakiemuś pięknemu reprezentantowi ptactwa. A gdy i to zakończy się niepowodzeniem, zawsze przejść się możemy w bezpośrednie pobliże zamku, gdzie czekać już na nas będą pawie, prawdziwa ozdoba puławskiego kompleksu.
Przyroda w dolnej części parku, u stóp Świątyni Sybilli.
Paw w pobliżu zamku.
Paw w pobliżu zamku.
Gdy już uznamy, że mamy dość sentymentalizmu, angielskich ogrodów i XVIII wieku, przejść się możemy nad Wisłę, gdzie zlokalizowano atrakcję znacznie bardziej funkcjonalną i o jakieś kilkaset lat młodszą od pałacu Czartoryskich. Mowa o stalowym moście im. Ignacego Mościckiego z 1934 roku. Składa się on z siedmiu przęseł, a przejażdżka nim dostarcza wrażeń zgoła wyjątkowych.
Most im. Ignacego Mościckiego.
Pora już pożegnać się z Puławami. Jest to miejsce może i niezbyt przez Polaków poznane, lecz warte odwiedzenia. Jeśli jeszcze tam nie byliście, serdecznie polecam Wam wycieczkę w tą okolicę. :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Książ

Książ jest traktowany jako jedna z największych atrakcji Dolnego Śląska. Wszędzie, gdzie się da podkreślana jest jego wartość historyczna, artystyczna, krajoznawcza... Trudno wyobrazić więc sobie - zgodnie z tymi powszechnymi opiniami - miejsce równie bogate i równie zjawiskowe. A ja jestem zmuszony przyznać, że w tych wypowiedziach jest naprawdę sporo prawdy.
Dziedziniec Zamku Książ.
Zacznijmy jednak od początku. Pierwsze spostrzeżenie - administracja zamku Książ dba o naszą kondycję fizyczną. W pobliżu zabytkowego kompleksu wyznaczono bowiem dwa parkingi, ni mniej, ni więcej. Jeden jest położony plus minus kilometr od zamkowej bramy - na nim za zaparkowanie pojazdu zapłacimy jednorazowo 10 złotych. Dla tych, którzy nie lubią spacerować (nawet na tak krótkich dystansach) czeka oczywiście drugi parking, bezpośrednio przed zamkiem. Jest tylko jeden drobny haczyk. Postój w tym miejscu kosztuje 15 złotych... za godzinę.

Niewątpliwie wybieramy więc niezbyt długi spacerek przyjemną, szeroką, asfaltową drogą. Tu i ówdzie pojawiają się rabatki kwiatowe, kwitnące krzewy i różnego rodzaju pomniczki, a zza drzew powoli wyłania się główna atrakcja rejonu - monumentalny, ogromny, przepiękny zamek Książ. Natychmiast rzuca się w oczy różnorodność stylów, jaką budowla prezentuje. Wszakże powstawała na przestrzeni całego ubiegłego tysiąclecia, więc składać się musi z fragmentów przynależnych poszczególnym epokom. I tak, elewacja południowa wraz z wieżą jest wytworem średniowiecznym, część północna reprezentuje wiek XVII, a więc coś pomiędzy renesansem i barokiem. Od wschodu, czyli w różowym segmencie, uwidacznia się już barok w pełnej krasie. Część zachodnia powstała natomiast dopiero sto lat temu.
Zamek Książ od strony podzamcza.
Do zamku wchodzi się przez budynek bramny, równie uroczy, co pozostałe obiekty kompleksu. Od południa porasta go gruba warstwa bluszczu, dodająca mu jeszcze więcej piękna. Za bramą znajdują się dawne budynki gospodarcze, w których zorganizowano prawdziwe zaplecze turystyczne. Czegóż tu nie znajdziemy! Kawiarnie, restauracje, hotele (w liczbie mnogiej), pensjonaty... i sto tysięcy budek z lodami... Wydaje się, że miejsce to jest na tyle samowystarczalne, iż wytrwały turysta nie musiałby stąd wychodzić przez dwa tygodnie!
Budynek bramny wraz z zabudową turystyczną.
Widok na budynek bramny od strony wejścia do zamku.
Gdy już przedrzemy się przez zwarty kordon knajpek, barów etc., znajdziemy się na głównym dziedzińcu. Dziś stanowi go sporej wielkości trawnik, otoczony przez niziutkie, starannie przystrzyżone żywopłoty. Wokół ustawiono bogate, dynamiczne pomniki, przedstawiające zwierzęta, postaci ludzkie (być może również mitologiczne), uzupełnione o motywy roślinne. Najważniejsze jest jednak to, co za tymi pomnikami. Dziedziniec, podobnie jak i cały zamek, położony jest bowiem na wzniesieniu, a właściwie w miarę płaskim obszarze otoczonym z trzech stron przez głęboki wąwóz. Sprawia to, iż rozciągają się stąd wspaniałe widoki na okoliczne tereny.
Widok z zamkowego dziedzińca.
Pomniki na zamkowym dziedzińcu na tle zamku.
Gdy już napatrzymy się temu wszystkiemu, możemy bezkarnie przystąpić do zwiedzania zamku. W środku umieszczono wiele interesujących wystaw. Szczególną uwagę przyciągają Metamorfozy zamku Książ, w ramach których w kilku mniejszych bądź większych pomieszczeniach urządzono staromodne salony. W największej z nich, Sali Maksymiliana, podziwiać można piękny widok na okolicę zamku. Jeśli dobrze trafimy, być może uda nam się nawet posłuchać prób zamkowej orkiestry, przygotowującej się do wieczornych koncertów.
Salon biały.
Szafa zakupiona przez administrację zamku w 2012 r.
Sufit w jednym z pomieszczeniem zamku.
Inne ekspozycje umieszczono już w średniowiecznej części zamku. Wśród nich wymienić warto ekspozycję gościnną, przygotowaną przez Muzeum Gross Rosen, na temat nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Rogoźnicy, a także wystawę przybliżającą przedstawicieli największych rodów powiązanych w jakichś sposób z zamkiem Książ. A wśród nich znaleźć można postaci o światowej sławie - od Piastów, przez Habsburgów, po Hohenzollernów. Prawdziwe osobistości!
Wystawa dotycząca dynastii powiązanych z zamkiem Książ.
Wieża z małego dziedzińca.
Nie obędzie się jednak tym razem bez odrobinki dziegciu. Wnętrza zamku sprawiają bowiem bardzo oryginalne, skomercjalizowane wrażenie. Podczas spaceru zamkowymi korytarzami nie raz napotkamy na tabliczki typu "Sprzedaż antyków", czy "Średniowieczny sklepik", co niezbyt wpisuje się w klimat, jaki powinien się w takim miejscu roztaczać. Mistrzostwem świata są z kolei... banery sponsorów, rozmieszczone w co bardziej widocznych, reprezentacyjnych fragmentach muzeum. Z wizyty w Książu dowiemy się więc nie tylko, że zamek zbudowali Piastowie, ale też, że jakaś lokalna firma wyprodukowała cukierki o smaku chałwy...
Sprzedaż antyków, czyli gdzieś pomiędzy wystawą Metamorfozy zamku Książ a tą, dotyczącą dynastii.
Wróćmy jednak do zwiedzania. Żadnemu turyście, który się na zamku Książ pojawił, nie umknęło zapewne, iż poza zwiedzaniem standardowym, może wybrać trasę turystyczną z przewodnikiem. Plusem takiego rozwiązania jest to, iż zobaczyć możemy w ten sposób kilka bonusowych atrakcji. Pierwszą jest piętro trzecie zabytkowej budowli. Piętro owe nie prezentuje jednak sobą niczego specjalnego. W praktyce zobaczyć tam możemy kilkanaście całkowicie pustych sal, przeznaczanych standardowo na cele konferencyjno-szkoleniowe...
Piętro trzecie zamku Książ.
Dlaczego więc warto wyruszyć do zamkowych wnętrz z przewodnikiem? Ze względu na bonus numer dwa. A bonusem tym jest przejście zlokalizowanym pod zamkiem tunelem. Do tunelu tego, zbudowanego za czasów II wojny światowej, wchodzi się z poziomu zamkowych tarasów. Nie jest on długi - ma jakieś 100-200 metrów długości, lecz jest naprawdę interesującym punktem na planie zamkowego kompleksu.
U wejścia do tunelu...
Tunel pod zamkiem Książ. Wybaczcie za jakość, wywołaną słabym oświetleniem.
I jeszcze jedno. Zachęcam wszystkich chętnych, posiadających dobrą kondycję, do wybrania się na zamkową wieżę. Wiedzie na nią przeszło 300 stopni - licząc od pułapu podziemnego tunelu - lub około 200 stopni - licząc od poziomu parteru budowli. Tak czy siak, z całą pewnością się zmęczymy. Na górze nie ma zbyt dużo miejsca. Widoki są jednak wspaniałe. Przy dobrej widoczności zobaczyć można nawet przedmieścia Wrocławia! A od pewnego czasu również i przy gorszej aurze, znad horyzontu sterczy wysoki Sky Tower.
Widok z wieży na wschód. Gdybyśmy patrzeli na to okiem ludzkim, a nie okiem aparatu, zobaczylibyśmy
Sky Tower mniej więcej w centrum fotografii.
Widok z wieży na zachód.
Odwiedziny na zamku Książ można więc zaliczyć na plus. Oczywiście nie jest to jeszcze koniec zwiedzania. Do zobaczenia pozostają tarasy zamkowe, punkt widokowy, stajnie i palmiarnia. Ale o tym następnym razem... :)

Zobacz też:
1. Co nowego w Opolu?

piątek, 3 lipca 2015

Park w Pokoju: gdzie mieszają się epoki

Stobrawski Park Krajobrazowy jest jednym z najpiękniejszych, jakie miałem okazję zobaczyć. Być może w tym osądzie jest sporo lokalnego patriotyzmu, lecz obszar pomiędzy Opolem a Namysłowem doprawdy serwuje nam wiele wspaniałych pejzaży. A prawdziwą perełką regionu jest zabytkowy park w Pokoju, miejsce gdzie wprost mieszają się różne epoki, począwszy od zamierzchłej, geologicznej przeszłości, aż po czasy obecne.

Spacer trwający jakąś godzinkę rozpocząć warto w centrum miejscowości Pokój, położonej mniej więcej 30 minut drogi od Opola. Centrum owo stanowi sporej wielkości rondo wraz z rozchodzącymi się od niego promieniście ulicami. Niestety, nie znajdziemy tutaj parkingu, który by na parking wyglądał - w praktyce trzeba będzie zatrzymać się na poboczu. I dodatkowo - nie znajdziemy też bardziej reprezentatywnego wejścia do parku, które by na wejście do parku wyglądało. Stanowi je bowiem wyłącznie zasypany ziemią fragment rowu i wyrwa w parkowym murze. Jest to efekt zaniedbania parku na przełomie ostatnich dziesięcioleci. Urząd Gminy Pokój już wiele lat zbiera środki na przeprowadzenie renowacji, lecz niezbyt mu to wychodzi.

Historia obszaru rozpoczyna się po prawdzie w XVIII wieku. Od tego czasu okolice te należały do kolejnych niemieckich arystokratów, którzy stopniowo tworzyli tu swoje zacisze na trudne i łatwe czasy. Na początek drewniany zameczek, później pałac (który do dziś się jednak nie zachował), park francuski, park angielski, altanki, pomniczki, monumenty, aleje, sztuczne jeziora, wyspy na sztucznych jeziorach, obeliski, podziemne korytarze... Kompleks był naprawdę ogromny, a park w Pokoju to tylko jego najbardziej wewnętrzna część.

Zaraz po przekroczeniu wspomnianej wyżej wyrwy w murze zobaczymy pierwszy ślad bytności niemieckich posiadaczy ziemskich na tym terenie. Po lewej stronie stoi bowiem głaz narzutowy. Głaz przytargany tutaj w 1915 roku z miejscowości położonej kilkanaście kilometrów dalej, z okazji 100. rocznicy urodzin księżnej Aleksandry Matyldy, będącej niegdyś jedną z posiadaczek okolicznych dóbr. Na głazie narzutowym wykuta jest dedykacja, a wokół niej zobaczymy niestety przesłanie dzisiejszej młodzieży dla przyszłych pokoleń...

Idziemy dalej na południe. Nie ujdziemy daleko, a już zobaczymy piękną budowlę na wyspie. Jest to Salon Wodny, zwany błędnie Herbaciarnią. Powstał w XVIII wieku, lecz szybko się zawalił z powodu błędów konstrukcyjnych, po czym wyburzono prowadzące do niego mosty. Dziś zarasta już powoli roślinnością. Nie jest to jednak ujma dla niego. Wręcz przeciwnie, stary zabytek wspaniale komponuje się z otaczającą go roślinnością.


Nieco dalej zobaczyć można stary pomnik śpiącego lwa. Jest to symbol pokoju, jaki nastał po pokonaniu Napoleona w roku 1815. Pomnik lwa wygląda najlepiej wiosną, kiedy kwitną otaczające go rododendrony. Trudno wówczas znaleźć lepsze miejsce do pobawienia się aparatem fotograficznym. Póki co nie mam jeszcze możliwości opublikowania zdjęć wiosennych, lecz zrobię to w najbliższej przyszłości :).


Na obszarze całego parku możemy zabawić się też w tropicieli. Wśród drzew ukrytych jest bowiem kilka pomników - jedne ustawiono na widoku, za innymi trzeba się rozejrzeć. Na liście znajdziemy Wenus, Germanię, Apollina, Dianę oraz Minerwę.


W miejscu, gdzie park wydaje się już kończyć, przechodzić w prawdziwy las, znaleźć możemy jeszcze najbardziej okazały "zabytek" parku z sekcji roślin. Rośnie tam bowiem licząca sobie przeszło 200 lat, najstarsza w Polsce sosna wejmutka. Drzewo ma 20 metrów wysokości i ponad 5 metrów w obwodzie.

Park w Pokoju to jeden z najładniejszych, ale nie jedyny obiekt warty zobaczenia w Stobrawskim Parku Krajobrazowym. O tych innych spróbuję napisać już niebawem :).

Zobacz też:
1. Chrząszcz imieniem Chewbacca

sobota, 13 czerwca 2015

Opole festiwalowe

Jestem mieszkańcem Opola, więc nie mam możliwości odgadnięcia, z czym kojarzy się ono w innych regionach Polski. Mogę jednak z niemałą dozą pewności stwierdzić, iż najczęściej myślicie o nim w kontekście Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki, imprezy o przeszło pięćdziesięcioletniej tradycji, sięgającej 1963 roku. Opole w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat stało się prawdziwą stolicą polskiej piosenki, co podkreśla się tutaj w wielu miejscach, nie tylko na obszarze amfiteatru.
Wieża Piastowska, Urząd Wojewódzki w Opolu i wielki afisz KFPP.
Ale i tak od amfiteatru zaczniemy. Obiekt powstał na krótko przed festiwalem i specjalnie dla umożliwienia jego organizacji. Inicjatorem powstania budowli, podobnie jak i całego KFPP, był burmistrz Opola, Karol Musioł. W ostatnich latach przeszła ona gruntowną przebudowę, przy okazji której wzniesiono również nowoczesną siedzibę Narodowego Centrum Polskiej Piosenki. Teoretycznie działa tutaj także Muzeum Polskiej Piosenki. W praktyce problemy z przetargami sprawiły, że wystawy stałej wciąż mu brakuje.

Amfiteatr umieszczono w dosyć malowniczym miejscu. Z jednej strony mamy charakterystyczną Wieżę Piastowską, na którą warto się wspiąć, by przyjrzeć się Narodowemu Centrum Polskiej Piosenki z góry. Z drugiej strony płynie Odra, z trzeciej widzimy remontowane obecnie lodowisko Toropol. Widownia ma dwa poziomy. Ten górny, umieszczony na balkonie przyciąga uwagę, lecz nie radzę Wam wybierać go jako swojej siedziby na czas jakiegokolwiek koncertu - widok na scenę skutecznie zasłonią Wam wówczas barierki.
Amfiteatr z Wieży Piastowskiej.
Nieopodal amfiteatru znajdziemy Stawek Barlickiego. Również i on przeszedł w ostatnich latach remont i dziś odbywają się na nim interesujące pokazy. W określone dni o godzinie 12:00 i 18:30 odgrywanych jest po pięć utworów w towarzystwie "tańczącej" fontanny. Podczas dodatkowego spektaklu o godzinie 21:30 pojawiają się również różnokolorowe światła. Wśród prezentowanych obecnie utworów znajdziemy Nic nie może więcej trwać Anny Jantar, Byłaś serca biciem Andrzeja Zauchy, czy Bałkanicę zespołu Piersi.
Stawek Barlickiego i Wieża Piastowska.
Stawek Barlickiego od północy.
Kierujemy się teraz na wschód. A na wschód od amfiteatru znajdziemy rynek. Funkcjonuje tam stale poszerzana Aleja Gwiazd Festiwalu Polskiej Piosenki. W brukowane podłoże wbitych jest kilkadziesiąt już tablic z symbolem gwiazdy, podpisami artysty bądź artystów, imieniem wykonawcy lub zespołu oraz logo KFPP. Jako pierwsi swoje tablice odsłoniła Ewa Demarczyk i - pośmiertnie - Czesław Niemen. Od tego czasu co roku przybywa po kilka gwiazd. W tym roku do honorowego grona dołączyli Kasia Kowalska, Czerwone Gitary, Jacek Cygan, Andrzej Zaucha i Helena Majdaniec. Liczba gwiazd zbliża się już powoli do 50, co sprawia, że w najbliższych latach z Alei Gwiazd zrobią się dwie Aleje Gwiazd bądź owa aleja wykroczy poza rynek.
Aleja Gwiazd, część "świeża".

Gwiazda 2+1 z 2012 roku.
Rynek w Opolu w czasie trwania festiwalu.
I wreszcie ostatni akt festiwalu w Opolu. Jeśli wespniemy się na Wzgórze Uniwersyteckie, naszym oczom ukaże się szereg rzeźb polskich artystów, w piękny sposób rozmieszczonych na terenie niewielkiego skweru. Znajdziemy tu siedzących na ławeczkach Marka Grechutę, Jeremiego Przyborę, Jerzego Wasowskiego, zamyśloną Agnieszkę Osiecką, ukrytego w cieniu drzew Czesława Niemena, czy wreszcie spoglądającego w niebo Jerzego Grotowskiego. Po schodach wiodących do uniwersytetu wspina się natomiast Jonasz Kofta, a na tyłach uczelni zobaczymy nowo odsłonięty pomnik, niezbyt związanego z muzyką Edmunda Osmańczyka.
Jerzy Grotowski, w tle Czesław Niemen.
Agnieszka Osiecka i Marek Grechuta.

Marek Grechuta, w tle budynek Uniwersytetu.
Marek Grechuta, w tle Czesław Niemen.
Jonasz Kofta na schodach uniwersytetu.
Edmund Osmańczyk.
Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski.
Opole żyje festiwalem. Stara się w każdy możliwy sposób podkreślać swój niezaprzeczalny związek z historią polskiej muzyki. I dobrze.