Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolny Śląsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolny Śląsk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 sierpnia 2015

Książ, cz. 2

Jakieś dwa tygodnie temu miałem okazję przedstawić Wam przepiękny zamek Książ (więcej tutaj). Pozostajemy na razie w wysuniętej na północ dzielnicy Wałbrzycha, gdzie nadal czekają na nas rozmaite atrakcje, będące pewnym dopełnieniem zwiedzania starego zamku o burzliwej historii.

Podróż tym razem zaczynamy spod budynku bramnego rezydencji Książ. Naszym pierwszym celem jest w tym przypadku punkt widokowy, zlokalizowany jakieś dziesięć minut drogi z miejsca, w którym stoimy. Droga całkiem przyjemna, asfaltowa, nieco wznosząca się pod górę, lecz nie aż tak, by ktokolwiek musiał rezygnować z wędrówki (a właściwie "wędróweczki"). Niebawem będziemy musieli skręcić z życzliwego szlaku, po czym czeka nas króciutkie zejście w dół szeroką, lecz wyboistą ścieżką.

Czekać na nas już tam będzie miejsce obserwacyjne na zamek i jego okolice. Widoki stąd są doprawdy cudowne. Dostrzeżemy stąd bez najmniejszego trudu cały zamek Książ, wraz z tarasami i podzamczem. Żadnego wyciągania głów ponad rdzenną roślinność, żadnego wyglądania zza wysokich skał... Jedyną przeszkodą mogą być pojawiające się tu tabuny turystów, oczekujących niekiedy w całkiem długiej kolejce na zrobienie pamiątkowego zdjęcia.
Punkt widokowy wraz zamkiem Książ.
I nieco bliżej...
Po przyjrzeniu się Książowi z daleka, warto udać się w kierunku parkingu, a stamtąd do słynnych stajni, promowanych za pomocą słów Stado Ogierów Książ. Wstęp do obiektu mieści się w cenie biletu do zamku, chyba że przypadkowo spacerowaliście po zamkowych korytarzach z przewodnikiem - wówczas w stajniach trzeba po raz kolejny uiścić opłatę. Tych, którzy będą się zastanawiać nad pozbyciem się kolejnych kilku złotych, zachęcam by nie powstrzymywali się od sięgnięcia ręką do kieszeni. Naprawdę warto!

Zachwyca już sama architektura stajennych budynków. Nie jestem znawcą architektury, więc mój opis nie będzie zapewne zbyt dokładny. Znaczna część budynków została wzniesiona w stylu przypominającym mur pruski. Mamy tu do czynienia z licznymi wieżyczkami i innymi urozmaiceniami konstrukcji, które sprawiają, że to wszystko wygląda tak... inaczej.
Stajnia Książ.
W licznych budynkach gospodarczych zobaczyć możemy przedmioty bezpośrednio związane z hodowlą koni - uprzęże, bryczki, a także przeszkody przydające się podczas imprez jeździeckich. Szczególną uwagę przyciąga umieszczona na lekkim uboczu ogromna, zamknięta ujeżdżalnia. Wielką, zabudowaną przestrzeń, możemy oglądać z umieszczonego nieco powyżej gruntu obszernego podestu. Wrażenie jest doprawdy niesamowite!
Pojazdy konne prezentowane na jednej z ekspozycji.
Jeśli przystosujecie oczy do kiepskiej jakości zdjęcia, za którą przepraszam, dojrzycie materiały na zawody.

Ujeżdżalnia.
Oczywiście poza tym wszystkim w stajniach przebywają także konie. Nie zawsze w takiej samej liczbie, zależnie od odbywających się akurat zawodów i aury na zewnątrz. Zawsze przy boksach czekają na nas jednak etykiety z imionami "wychowanków" stajni.

Muszę w tym miejscu zwrócić uwagę na rzecz zgoła przykrą. A mianowicie, gdy tylko turysta podnosi nieco aparat fotograficzny w celu wykonania zdjęcia, wszystkie konie nauczone doświadczeniem chowają swoje łby za ogrodzeniem. Świadczy to o niezbyt stosownym zachowaniu kilku (o ironio!) osłów, używających wobec zwierząt fleszu. Do takich szanownych indywiduów - weźcie sobie aparat i pstryknijcie lampą błyskową prosto w oczy. Przyjemnie, prawda?

Wychowankowie stajni z daleka...
... i z bliska.
Wychodząc ze stajni nierzadko natknąć się można na korzystające akurat z uroków letniej lub wiosennej pogody, stado. Mój pobyt w Książu związany był z narastającymi upałami, w związku z czym mądre konie ekonomicznie wykorzystały cień rzucany przez stojące na wybiegu drzewa. Jak widzimy na załączonym obrazku, z mądrości czworonogów przykład wzięli kierowcy parkujący na pobliskim parkingu.
O końskiej mądrości...
... w wydaniu parkingowym.
Do obejrzenia pozostaje teraz jeszcze jedno miejsce - palmiarnia, założona jakieś sto lat temu, co czyni ją jedną z najstarszych w Polsce. Na całkiem sporej przestrzeni umieszczono tu rośliny z całego świata. Szczególną uwagę przyciągają rosnące w północnym skrzydle krzaki mandarynek, cytryn, pomarańczy i innych egzotycznych owoców, a także całkiem spora "kolekcja" kaktusów. W jednej ze szklarni są nawet organizowane wystawy czasowe. Ja trafiłem akurat na prezentację drzewek bonsai.






Gdy już wyjdziemy z palmiarni, możemy powiedzieć, że cały Książ mamy już w jednym palcu, choć nie z czystym sumieniem. Wciąż do zobaczenia pozostają przecież ruiny znane pod nazwą Stary Książ. Mimo planów, nie udało mi się dotrzeć do owej budowli, w związku z czym pozostaje to moją dość poważną zaległością. Jest w tej sytuacji jednak pewien pozytyw - dzięki temu będę musiał kiedyś powrócić do Książa. Już nie mogę się doczekać... :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Książ

Książ jest traktowany jako jedna z największych atrakcji Dolnego Śląska. Wszędzie, gdzie się da podkreślana jest jego wartość historyczna, artystyczna, krajoznawcza... Trudno wyobrazić więc sobie - zgodnie z tymi powszechnymi opiniami - miejsce równie bogate i równie zjawiskowe. A ja jestem zmuszony przyznać, że w tych wypowiedziach jest naprawdę sporo prawdy.
Dziedziniec Zamku Książ.
Zacznijmy jednak od początku. Pierwsze spostrzeżenie - administracja zamku Książ dba o naszą kondycję fizyczną. W pobliżu zabytkowego kompleksu wyznaczono bowiem dwa parkingi, ni mniej, ni więcej. Jeden jest położony plus minus kilometr od zamkowej bramy - na nim za zaparkowanie pojazdu zapłacimy jednorazowo 10 złotych. Dla tych, którzy nie lubią spacerować (nawet na tak krótkich dystansach) czeka oczywiście drugi parking, bezpośrednio przed zamkiem. Jest tylko jeden drobny haczyk. Postój w tym miejscu kosztuje 15 złotych... za godzinę.

Niewątpliwie wybieramy więc niezbyt długi spacerek przyjemną, szeroką, asfaltową drogą. Tu i ówdzie pojawiają się rabatki kwiatowe, kwitnące krzewy i różnego rodzaju pomniczki, a zza drzew powoli wyłania się główna atrakcja rejonu - monumentalny, ogromny, przepiękny zamek Książ. Natychmiast rzuca się w oczy różnorodność stylów, jaką budowla prezentuje. Wszakże powstawała na przestrzeni całego ubiegłego tysiąclecia, więc składać się musi z fragmentów przynależnych poszczególnym epokom. I tak, elewacja południowa wraz z wieżą jest wytworem średniowiecznym, część północna reprezentuje wiek XVII, a więc coś pomiędzy renesansem i barokiem. Od wschodu, czyli w różowym segmencie, uwidacznia się już barok w pełnej krasie. Część zachodnia powstała natomiast dopiero sto lat temu.
Zamek Książ od strony podzamcza.
Do zamku wchodzi się przez budynek bramny, równie uroczy, co pozostałe obiekty kompleksu. Od południa porasta go gruba warstwa bluszczu, dodająca mu jeszcze więcej piękna. Za bramą znajdują się dawne budynki gospodarcze, w których zorganizowano prawdziwe zaplecze turystyczne. Czegóż tu nie znajdziemy! Kawiarnie, restauracje, hotele (w liczbie mnogiej), pensjonaty... i sto tysięcy budek z lodami... Wydaje się, że miejsce to jest na tyle samowystarczalne, iż wytrwały turysta nie musiałby stąd wychodzić przez dwa tygodnie!
Budynek bramny wraz z zabudową turystyczną.
Widok na budynek bramny od strony wejścia do zamku.
Gdy już przedrzemy się przez zwarty kordon knajpek, barów etc., znajdziemy się na głównym dziedzińcu. Dziś stanowi go sporej wielkości trawnik, otoczony przez niziutkie, starannie przystrzyżone żywopłoty. Wokół ustawiono bogate, dynamiczne pomniki, przedstawiające zwierzęta, postaci ludzkie (być może również mitologiczne), uzupełnione o motywy roślinne. Najważniejsze jest jednak to, co za tymi pomnikami. Dziedziniec, podobnie jak i cały zamek, położony jest bowiem na wzniesieniu, a właściwie w miarę płaskim obszarze otoczonym z trzech stron przez głęboki wąwóz. Sprawia to, iż rozciągają się stąd wspaniałe widoki na okoliczne tereny.
Widok z zamkowego dziedzińca.
Pomniki na zamkowym dziedzińcu na tle zamku.
Gdy już napatrzymy się temu wszystkiemu, możemy bezkarnie przystąpić do zwiedzania zamku. W środku umieszczono wiele interesujących wystaw. Szczególną uwagę przyciągają Metamorfozy zamku Książ, w ramach których w kilku mniejszych bądź większych pomieszczeniach urządzono staromodne salony. W największej z nich, Sali Maksymiliana, podziwiać można piękny widok na okolicę zamku. Jeśli dobrze trafimy, być może uda nam się nawet posłuchać prób zamkowej orkiestry, przygotowującej się do wieczornych koncertów.
Salon biały.
Szafa zakupiona przez administrację zamku w 2012 r.
Sufit w jednym z pomieszczeniem zamku.
Inne ekspozycje umieszczono już w średniowiecznej części zamku. Wśród nich wymienić warto ekspozycję gościnną, przygotowaną przez Muzeum Gross Rosen, na temat nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Rogoźnicy, a także wystawę przybliżającą przedstawicieli największych rodów powiązanych w jakichś sposób z zamkiem Książ. A wśród nich znaleźć można postaci o światowej sławie - od Piastów, przez Habsburgów, po Hohenzollernów. Prawdziwe osobistości!
Wystawa dotycząca dynastii powiązanych z zamkiem Książ.
Wieża z małego dziedzińca.
Nie obędzie się jednak tym razem bez odrobinki dziegciu. Wnętrza zamku sprawiają bowiem bardzo oryginalne, skomercjalizowane wrażenie. Podczas spaceru zamkowymi korytarzami nie raz napotkamy na tabliczki typu "Sprzedaż antyków", czy "Średniowieczny sklepik", co niezbyt wpisuje się w klimat, jaki powinien się w takim miejscu roztaczać. Mistrzostwem świata są z kolei... banery sponsorów, rozmieszczone w co bardziej widocznych, reprezentacyjnych fragmentach muzeum. Z wizyty w Książu dowiemy się więc nie tylko, że zamek zbudowali Piastowie, ale też, że jakaś lokalna firma wyprodukowała cukierki o smaku chałwy...
Sprzedaż antyków, czyli gdzieś pomiędzy wystawą Metamorfozy zamku Książ a tą, dotyczącą dynastii.
Wróćmy jednak do zwiedzania. Żadnemu turyście, który się na zamku Książ pojawił, nie umknęło zapewne, iż poza zwiedzaniem standardowym, może wybrać trasę turystyczną z przewodnikiem. Plusem takiego rozwiązania jest to, iż zobaczyć możemy w ten sposób kilka bonusowych atrakcji. Pierwszą jest piętro trzecie zabytkowej budowli. Piętro owe nie prezentuje jednak sobą niczego specjalnego. W praktyce zobaczyć tam możemy kilkanaście całkowicie pustych sal, przeznaczanych standardowo na cele konferencyjno-szkoleniowe...
Piętro trzecie zamku Książ.
Dlaczego więc warto wyruszyć do zamkowych wnętrz z przewodnikiem? Ze względu na bonus numer dwa. A bonusem tym jest przejście zlokalizowanym pod zamkiem tunelem. Do tunelu tego, zbudowanego za czasów II wojny światowej, wchodzi się z poziomu zamkowych tarasów. Nie jest on długi - ma jakieś 100-200 metrów długości, lecz jest naprawdę interesującym punktem na planie zamkowego kompleksu.
U wejścia do tunelu...
Tunel pod zamkiem Książ. Wybaczcie za jakość, wywołaną słabym oświetleniem.
I jeszcze jedno. Zachęcam wszystkich chętnych, posiadających dobrą kondycję, do wybrania się na zamkową wieżę. Wiedzie na nią przeszło 300 stopni - licząc od pułapu podziemnego tunelu - lub około 200 stopni - licząc od poziomu parteru budowli. Tak czy siak, z całą pewnością się zmęczymy. Na górze nie ma zbyt dużo miejsca. Widoki są jednak wspaniałe. Przy dobrej widoczności zobaczyć można nawet przedmieścia Wrocławia! A od pewnego czasu również i przy gorszej aurze, znad horyzontu sterczy wysoki Sky Tower.
Widok z wieży na wschód. Gdybyśmy patrzeli na to okiem ludzkim, a nie okiem aparatu, zobaczylibyśmy
Sky Tower mniej więcej w centrum fotografii.
Widok z wieży na zachód.
Odwiedziny na zamku Książ można więc zaliczyć na plus. Oczywiście nie jest to jeszcze koniec zwiedzania. Do zobaczenia pozostają tarasy zamkowe, punkt widokowy, stajnie i palmiarnia. Ale o tym następnym razem... :)

Zobacz też:
1. Co nowego w Opolu?

piątek, 5 czerwca 2015

Na południe od Wrocławia, czyli auta, konie i ogrody

Co jest na południe od Wrocławia? Odpowiedź jest oczywista. Bielany Wrocławskie! Na okrągło rozbudowujące się centrum handlowe, hale produkcyjne LG, Toshiby, Wedla etc. Ale pośród tych wszystkich zakładów znajdziemy kilka perełek, miejsc, które warto zobaczyć. Nasze oczy odciągamy więc teraz od sklepów i fabryk, a kierujemy na dwie niewielkie miejscowości - Ślęzę i Galowice.

Zaczniemy od Ślęzy (nie mylić ze Ślężą :)). W sercu wsi znajdziemy piękny zespół zamkowo-parkowy, wyremontowany i zrewitalizowany kilka lat temu. Do miejsca tego przyciągnęła mnie wiadomość o tym, że znajdę tu Muzeum Motoryzacji. I rzeczywiście, w jednym z budynków, który niegdyś miał zapewne przeznaczenie gospodarcze, dziś możemy oglądać stare, zabytkowe samochody.

Muzeum Motoryzacji w Ślęzy, w tle po prawej zamek Topacz.
Wizyta w muzeum jest bardzo dobrym sposobem na zdobycie wiedzy o historii motoryzacji. Prezentowane są tu okazy wręcz kultowe, takie jak Ford Model T, coraz rzadziej u nas spotykany fiat 126p, czyli popularny maluch, Skoda Octavia z lat 60., czy ZSD Nysa. Ponadto, spotkamy tu modele unikatowe, których liczba egzemplarzy jest mniejsza niż palców u jednej ręki. Na ścianach zawieszono różne "ciekawostki" - znaki drogowe sprzed kilkudziesięciu lat, tablice rejestracyjne, odznaczenia etc.
Fiat 126p w Muzeum Motoryzacji.
Najstarsze eksponaty Muzeum Motoryzacji. W środku legendarny Ford Model T.

Muzeum Motoryzacji to jednak nie wszytko, co w Ślęzy zobaczymy. A jako że obiekt jest otoczony tą całą resztą, to szukać nie będziemy musieli długo. Od strony muzeum zobaczyć już możemy oddalony o kilkadziesiąt metrów zamek Topacz. Zamek, który jest teraz remontowany. To plus. A minus? Po remoncie będzie tu hotel i restauracja. W tym momencie warto rozejrzeć się dookoła. Kompleks składa się bowiem z kilkunastu budynków. Nie licząc tego, w którym umieszczono stare samochody, każdy z nich został przerobiony na obiekt noclegowy lub gastronomiczny. Szkoda, że to samo dzieje się teraz z perełką kompleksu. Bo zamek doprawdy prezentuje się świetnie, znakomicie komponuje się z otaczającą go roślinnością. Aż chciałoby się wejść do środka i zobaczyć jego bogato wystrojone wnętrza. Ale to niestety niemożliwe, chyba że mamy głęboką kieszeń...
Zamek Topacz.
Wróćmy jednak do realnego świata. Wraz z zamkiem, budynkami gospodarczymi i wszystkim, co miało w okolicy cztery ściany i dach, "wyremontowano" także park zamkowy. W jego centrum znajdziemy piękne jeziorko z przystanią i niewielką plażą, które możemy obejść dookoła ukrytą wśród roślinności ścieżką. Znad drzew otaczających zbiornik wodny dostrzec możemy wieżę zamku, która wyłaniając się z morza liści wygląda doprawdy wspaniale. W pobliżu jeziora znajdziemy też pole golfowe i korty tenisowe.
Jezioro w pobliżu zamku Topacz.
Rododendrony w zamkowym parku.
Teraz przenosimy się do oddalonych o jakieś dziesięć kilometrów Galowic. W tej niewielkiej wiosce znajdziemy muzeum wyjątkowe. A mianowicie, Muzeum Powozów. Wszystkie eksponaty pochodzą z prywatnej kolekcji pasjonata. Na trzech piętrach zobaczymy tutaj rozmaite rodzaje powozów, dyliżansów, karet, sań, bryczek. Natrafimy na różne elementy uprzęży, siodła, a także stare narzędzia.
Muzeum w Galowicach - piętro "wiejskie".
Muzeum zostało umieszczone w pięknym, starym, wyremontowanym spichlerzu. Jest on zbudowany z drewna, w stylu podobnym do tego znanego z Kościołów Pokoju w Świdnicy i Jaworze. Dzięki temu odznacza się w okolicy, a wewnątrz panuje przyjemna atmosfera. Drewniana konstrukcja doskonale komponuje się ze zgromadzonymi wewnątrz eksponatami.
Spichlerz w Galowicach, siedziba Muzeum Powozów.

Na koniec wspomnę jeszcze o jednym elemencie, nadającym piękna okolicznemu krajobrazowi. Otóż gdziekolwiek byśmy nie byli, czy to w parku zamkowym Topacz, czy obok Muzeum Powozów w Galowicach, czy na drodze pomiędzy oboma obiektami, niezmiennie towarzyszyć nam będzie Ślęża (tym razem nie mylić ze Ślęzą :)). Wielka, wyróżniająca się w okolicy góra, majestatycznie spoglądająca na całą okolicę. I tym miłym akcentem kończymy.

niedziela, 31 maja 2015

Drżyjcie kierowcy, czyli remont na A4

Już jutro rozpocznie się na A4 wielki, zakrojony na szeroką skalę remont. Robotnicy wyjdą na autostradę gdzieś pomiędzy Opolem a Wrocławiem. Następne w kolejce będą odcinki na Śląsku i w Małopolsce. Nie trudno zgadnąć, iż roboty drogowe (czy raczej "autostradowe") staną się prawdziwym utrapieniem dla kierowców. To także dobra okazja, by zastanowić się nad celem takich remontów oraz przyjrzeć się historii autostrady A4.
2011-06 Autostrada A4 1
Autostrada A4 w okolicach Opola.
A4 to jedna z najstarszych i zdecydowanie najdłuższa z polskich autostrad. Jej pierwsze odcinki pochodzą jeszcze sprzed II wojny światowej. Powstały jednak nie tyle za Mościckiego, co za Hitlera - bo to Trzecia Rzesza była odpowiedzialna za ich budowę. Kolejne oddawano do użytku w latach 90., 2003 i 2005 roku, wreszcie z ogromnym natężeniem na krótko przed i po Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej 2012. I w ten sposób dziś możemy przejechać prawie całą drogę od granicy z Niemcami w Zgorzelcu po granicę z Ukrainą w Korczowej. Prawie całą, bo gdzieś za Rzeszowem pojawia się drobny zgrzyt w postaci 40-kilometrowego odcinka nadal w budowie...
A4 biezanow-wegrzce wielkie
Autostrada A4 w budowie, okolice Krakowa.
Wróćmy jednak do remontu. Od jutra rozpocznie się on w województwie opolskim, pomiędzy węzłami Przylesie oraz Prądy, czyli na długości około 30 kilometrów. Później drogowcy wejdą także na odcinek Krajków - Przylesie w województwie dolnośląskim, na fragmenty autostrady w Rudzie Śląskiej, a także na część obwodnicy Krakowa. Cała inwestycja ma zakończyć się w przeciągu siedmiu miesięcy.

Nasuwa się jednak pytanie. Po co to wszystko? Autostrada o której mowa została oddana do użytku 10-12 lat temu i obecnie jest jeszcze w naprawdę dobrym stanie. Jest na niej co prawda trochę łatek, które jednak w najmniejszym stopniu nie zakłócają jazdy. Na stronie oficjalnej GDDKiA (Główna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad) przeczytamy, że autostrada remontowana jest w celu poprawy komfortu podróży, wprowadzenia ulepszeń technicznych i zmniejszenia zagrożenia wypadkami. I rzeczywiście, w spisie zadań na najbliższe miesiące są takie pozycje, jak wymiana uszkodzonych instalacji i uzupełnienie nawierzchni.

Na zakończenie warto jeszcze przypomnieć wszystkim kierowcom o dwóch kwestiach. Po pierwsze, pamiętajmy aby przestrzegać przepisów na remontowanym odcinku i zwolnić do tych 80 km/h, gdyż ze względu na roboty łatwiej o niebezpieczeństwo na drodze. Po drugie, nie działajmy tylko na własną korzyść i nie omijajmy z lewej kolumny pojazdów zmierzających ku zwężeniu, by znaleźć się o pięć minut przed resztą.

niedziela, 3 maja 2015

Śnieżne Kotły: natura robi swoje

Śnieżne Kotły to bez wątpienia największa atrakcja Szklarskiej Poręby. Trudno się temu dziwić. Znad krawędzi kotłów rozciąga się niezapomniany widok na całą okolicę, a same zagłębienia prezentują się doprawdy nieziemsko. To miejsce po prostu trzeba zobaczyć, a gdy się już zobaczy - nazwać prawdziwym cudem natury.
Wielki Śnieżny Kocioł od wschodu
Jednym z największych wyzwań przed wyprawą na Śnieżne Kotły jest wybór szlaku, którym się tam dostaniemy. Te wielkie formy polodowcowe leżą bowiem na styku mnóstwa tras, wiodących - praktycznie rzecz biorąc - z każdej strony. Tak więc możemy tam przywędrować z czeskiego Harrahova, z okolicy Wodospadu Kamieńczyka, z centrum Szklarskiej Poręby, czy wreszcie z Karpacza. Ja rekomenduję tą drugą opcję, przy czym niezbyt wytrawni wędrowcy mogą przebyć połowę drogi za pomocą kolejki linowej na Szrenicę.

Trasa wiodąca od Wodospadu Kamieńczyka jest wyjątkowo stroma, a przy tym wybrukowana. Może to sprawić turyście wiele kłopotów, choć odczuje je dopiero w drodze powrotnej. Podczas marszu stopniowo wynurzamy się z lasu, a naszym oczom ukazują się piękne widoki. Od momentu gdy dotrzemy do schroniska na Hali Szrenickiej, będziemy mieć już stale na oku wierzchołek Szrenicy. Na wierzchołku owym zlokalizowano kolejne schronisko, co czyni z niego znakomity punkt orientacyjny.
Droga na Szrenicę, schronisko na Hali Szrenickiej
Po przybyciu na Szrenicę kierujemy się dalej na wschód, by niebawem minąć piękne ostańce skalne - Trzy Świnki i Twarożnik, powstałe w wyniku działania wiatru i grawitacji, zbudowane z twardych granitów. Na szczególną uwagę zasługuje Twarożnik, z którego rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na Szrenicę.
Twarożnik, w tle Szrenica
Wędrówka trwa dalej szeroką, niezbyt stromą drogą, wiodącą szczytem grzbietu górskiego. Po lewej stronie momentami naszym oczom ukazuje się Szklarska Poręba, po prawej - rozproszone zabudowania w czeskich dolinkach. Po kilkudziesięciu minutach od momentu opuszczenia Szrenicy docieramy do rozdroża. Możemy w tym miejscu na jakiś czas zboczyć z wyznaczonej sobie drogi, by przyjrzeć się źródłom Łaby. Warto jednak zaznaczyć, iż miejsce to nie robi takiego wrażenia, jak inne obiekty tego typu - ot, okrągła studnia, z której wypływa woda.

Kontynuując swoją wędrówkę, docieramy do Łabskiego Szczytu. Na ten wierzchołek nie możemy jednak wejść - jest to surowo zabronione - więc obchodzimy go półkolem od południa. Dostrzec stąd już można budynek telewizyjnej stacji przekaźnikowej, położonej nad krawędzią Śnieżnych Kotłów. Teraz pozostaje nam pokonanie już tylko jednego obniżenia terenu, po czym zawędrujemy do celu naszej wyprawy.
Łabski Szczyt i stacja przekaźnikowa nad Śnieżnymi Kotłami
Z licznych punktów widokowych mamy okazję podziwiać tylko Wielki Kocioł Śnieżny. Ten mniejszy jest bowiem przesłonięty przez tzw. Grzędę. Naszym oczom ukazuje się ogromny dół z licznymi jeziorkami na dnie. Ten imponujący cud natury powstał w czasie ostatniego zlodowacenia, a więc mniej więcej 50 tys. lat temu. Jest on świadectwem istnienia w tym miejscu przed wieloma laty niewielkiego lodowca górskiego.
Wielki Śnieżny Kocioł
Po nacieszeniu naszych oczu malowniczym widokiem stajemy przed możliwością wyboru. Możemy wrócić do punktu wyjścia tą samą drogą, którą przybyliśmy na Śnieżne Kotły. Możemy również znacząco obniżyć pułap i dotrzeć żółtym szlakiem do Hali pod Łabskim Szczytem, a następnie zielonym - ponownie do Śnieżnych Kotłów, tylko tym razem od dołu. Jest to jednak wyprawa czasochłonna, co wymusiłoby na nas nadmierny pośpiech. Tak więc lepiej jest odłożyć sobie ten punkt programu na inny dzień i "zaatakować" go od innej strony, na przykład od centrum Szklarskiej Poręby.

Droga powrotna będzie już znacznie łatwiejsza, choć nasze kolana i łydki mogą dokuczać po ostrym zejściu w kierunku Wodospadu Kamieńczyka. W połowie drogi możemy się też zatrzymać na ciepły posiłek w szrenickim schronisku.

środa, 29 kwietnia 2015

Poznać Halę Stulecia

Hala Stulecia to jedna z największych atrakcji Wrocławia. Powstała w 1913 roku z okazji Wystawy Stulecia. W 1962 została wpisana do rejestru zabytków, w 2006 na listę UNESCO. W 2012 roku udostępniono ją do zwiedzania. W tym kalendarium brakuje jeszcze jednej daty: kiedy ludzie się o tym dowiedzą?
Żyrafy z wrocławskiego ZOO na tle Hali Stulecia
W kilku spośród sal przylegających do hali zorganizowano niewielkie muzeum, które otrzymało chlubną nazwę Centrum Poznawcze. Mimo że jego powierzchnia nie jest większa niż wybieg dla świń rzecznych w sąsiednim ogrodzie zoologicznym (o którym więcej tutaj), to potrafi zająć odwiedzającego na dobre kilkadziesiąt minut. Mamy tam okazję zobaczyć film dotyczący budowy Hali Stulecia, przyjrzeć się starym zdjęciom w wersji 3D, przejrzeć gazety sprzed stu lat, czy wreszcie przyjrzeć się zdigitalizowanym makietom i mapom Wrocławia z różnych okresów historycznych.

W jednym z kącików czekają na nas telefony, po których podniesieniu usłyszymy relacje osób związanych z Halą Stulecia lub rozmaite utwory muzyczne. Młodszym przybyszom spodoba się zapewne tworzenie trójwymiarowych modeli za pomocą kartki papieru i ekranu, a także nauka "Marsza Weselnego" Feliksa Mendelssohna. Po zwiedzeniu muzeum czeka nas natomiast wizyta na trybunach Hali Stulecia, co jest okazją do przyjrzenia się jej bez tłumu kibiców sportowych lub melomanów.

Centrum Poznawcze posiada jednak pewien poważny mankament - nie jest wypromowane. Na oficjalnej stronie miasta Wrocławia, w zakładce "atrakcje turystyczne" znajdziemy wyłącznie notkę o istnieniu hali (czego nie trudno się domyślić). Nieco przydługawy artykuł wyświetlający się po kliknięciu w tęże notkę zawiera co prawda informację na temat udostępnienia obiektu do zwiedzania, ale niezbyt rozbudowaną i umieszczoną dopiero na jego końcu, w miejscu, do którego nie dotrze 9 na 10 czytelników.

Podobnie sytuacja wygląda w świecie realnym - możemy przejechać cały Wrocław wzdłuż i wszerz, a jedyne co zobaczymy to znaki nakierowujące na "Halę Stulecia". Dopiero gdy zaparkujemy na parkingu obok obiektu, a następnie podejdziemy do zamkniętych (!) drzwi muzeum, naszym oczom ukaże się plakacik informujący o istnieniu ekspozycji.

Władzom Wrocławia należą się mimo to oklaski za udostępnienie zwiedzania tak interesującego budynku, jakim jest Hala Stulecia. Miejmy nadzieję, że takich pomysłów pojawi się znacznie więcej w innych częściach Polski, na przykład w niereformowalnych Katowicach...

Zobacz też:
1. Czasem warto zostać w kinie na napisach