Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lutego 2016

Salto Angel: wodospad do nieba

Mam dla Was dzisiaj bojowe zadanie. Znajdźcie samotne drzewo, słup albo inny punkt orientacyjny położony na otwartej przestrzeni. Później odejdźcie od niego na odległość kilometra w linii prostej. Gdy już tego dokonacie, odwróćcie się i odszukajcie wzrokiem miejsce, z którego wyruszaliście. I patrząc na ten wasz punkt orientacyjny wyobraźcie sobie, że spoglądacie nie przed siebie, a prosto do góry. Dziwne byłoby to uczucie, prawda? Śmiem twierdzić, że niewielu z Was spoglądało kiedyś od dołu na przepaść wysoką na kilometr. A zapewne jeszcze mniej było takich, którzy przypatrywali się, jak z takowej przepaści bezwładnie spływa woda. A jeśli już mieliście okazję doświadczyć czegoś takiego, to z całą pewnością odwiedziliście wenezuelski Park Narodowy Canaima. I patrzyliście na wodospad Salto Angel.
Canaima 110514-6
Salto Angel wśród chmur.
16 listopada 1933 amerykański lotnik Jimmie Angel sunął wraz ze swym samolotem nad ogromnymi połaciami wenezuelskich lasów deszczowych. Nagle jego oczom ukazał się widok wprost niezwykły. Z niezwykle wysokiego urwiska, którego zbocza w dużej mierze pokryte były wdzierającą się wszędzie roślinnością, spływała potężna struga wody. Nie wiemy, w jaki sposób Angel zareagował na to dziwo. Odkryty wodospad musiał go jednak zaciekawić, gdyż w kilka lat później powrócił w to miejsce wraz ze swoją żoną. Niebawem podał również swoje odkrycie do wiadomości publicznej, zapisując się tym samym złotymi literami na kartach historii. Nie miało znaczenia, że wodospad był już prawdopodobnie kilka razy odkrywany, w tym raz na przełomie XVI i XVII stulecia. To nazwisko Jimmiego Angela utrwaliło się jako nazwa wenezuelskiego cudu.
Jimmy Angel´s plane
Samolot, którym Jimmie Angel przyleciał w rejon wodospadu po raz drugi, dziś stoi u wejścia na
lotnisko w wenezuelskim Ciudad Bolivar.
Salto Angel ma wysokość ok. 979 metrów i jest najwyższym wodospadem świata. Coś takiego nie mogło się jednak wytworzyć ot tak sobie. Jak to możliwe, że wodospad o wysokości niemalże kilometra w ogóle istnieje?! Sekret tkwi w specyficznym ukształtowaniu powierzchni Wenezueli. Całą południowo-wschodnią część kraju pokrywają bowiem niezwykle wysokie formy zbliżone kształtem do gór stołowych. Naukowcy wciąż nie wiedzą, dlaczego powstały. Według jednej z najpopularniejszych teorii, miało do tego dojść w wyniku oddzielenia się Ameryki Południowej od Afryki wiele milionów lat temu. Dziś formacje te noszą nazwę Tepui. Większość z nich dzięki wręcz idealnie płaskim szczytom, jest gęsto porośnięta roślinnością. Co więcej, roślinność ta ze względu na wysokie i strome zbocza tkwi w swego rodzaju izolacji od całej reszty świata, co skutkuje występowaniem na tym terenie wyjątkowych, niespotykanych nigdzie indziej gatunków roślin i zwierząt.
Tepuis en Canaima-Venezuela13
Krajobraz w Parku Narodowym Canaima.
Tepui mają różne rozmiary. Niektóre są naprawdę niewielkie, lecz to, które jest głównym bohaterem dzisiejszego artykułu, jest prawdziwym gigantem. Auyantepui, bo o nim mowa, jest największą tego typu formą i ma powierzchnię około 700 kilometrów kwadratowych. Bez trudu zmieściłaby się więc na nim cała Warszawa. Na tak wielkim obszarze pojawić się musiało kilka źródeł, z których wypływa całkiem sporo wody, mknącej później ku krawędziom wielkiej płyty. A gdy już do nich dotrze, spływa w dół licznymi wodospadami. Wysokość tych wodospadów zależy rzecz jasna od tego, jak wysokie są zbocza w danym miejscu. Większość z nich waha się w okolicach 400 metrów. Z Salto Angel jest jednak inaczej.
Audan Tüpü (Auyantepuy)
Auyantepui...
Desfiladero Auyantepui
... i Auyantepui z lotu ptaka.
Rzeka, na której odcinku znajduje się wodospad, nosi nazwę Rio Kerepacupai albo po prostu Gauja. Którą nazwę wolicie? ;) Rzeka nie jest tworem nazbyt dużym. Już w kilka kilometrów po spłynięciu z tepui jej wody wpadają do Rio Churun, który z kolei jest dopływem trzeciego stopnia rzeki Orinoko, jednej z głównych wenezuelskich rzek.

Jeśli już mówimy o wodospadzie, to zwrócić musimy uwagę na jeszcze jedną jego dość istotną cechę. A mianowicie, wodospad nie składa się wyłącznie z jednej części, z którą zazwyczaj go utożsamiamy. Ten zasadniczy jego fragment, w którym woda bezwładnie spływa z pionowej półki skalnej, ma wysokość "zaledwie" 807 metrów. Resztę stanowi natomiast nieco bardziej łagodny spływ w niższych partiach zbocza, z licznymi kaskadami.
Salto Angel desde la Poza
Salto Angel z dołu...
Angel Falls in Venezuela
... i z góry.
Salto Angel to bez wątpienia prawdziwy cud natury. Zobaczenie go musi być niezapomnianym przeżyciem, które dla wielu - również i dla mnie - pozostaje wyłącznie marzeniem. Ale wzorem pewnego bohatera pixarowskiej bajki - marzenia trzeba spełniać :D.
Zobacz też:

sobota, 10 października 2015

Do Opola na rowerze

Opole rajem dla kolarzy nie jest. Miłośnicy dwóch kół, pedałów i kierownicy, którzy chcą odpocząć choć na chwilę od zgiełku miasta, mieli do niedawna do wyboru tylko dwie opcje: robić rundki po wyspie Bolko albo udać się na dłuższy rajd w mniej zbadane okolice. Od kilku lat istnieje w mieście jednak ścieżka rowerowa z prawdziwego zdarzenia, którą z całą pewnością warto choć raz przejechać. Wspominana trasa powstała w 2010 roku i mierzy nieco ponad trzy kilometry długości. Wydawałoby się, że to niewiele, ale dobre i to. W ostateczności można się nią przejechać jeszcze raz, w drugą stronę, nieprawdaż? Tym bardziej, że ścieżka wiedzie po okolicy przyjemnej zarówno dla oka, jak i dla ucha.
Początek ścieżki od strony kąpieliska.
Szlak rozpoczyna się w pobliżu mostu na ulicy Spacerowej, łączącego wyspę Bolko w Pasieką. Dla wszystkich tych, którzy nie posiadają własnych rowerów lub nie są w stanie sprowadzić ich do Opola, w miejscu tym umieszczono jedną ze stacji miejskiej wypożyczalni rowerów. Aby skorzystać z jej usług należy zalogować się w specjalnie przygotowanym w tym celu serwisie i postępować zgodnie z instrukcjami. Więcej na ten temat możecie przeczytać na oficjalnej stronie "zakładu".
Wypożyczalnia rowerów w pobliżu mostku na ul. Spacerowej.
Gdy już posiadamy rower, powinniśmy skierować się na wschód, wzdłuż rzeki Odry. Po jakiejś minutce znajdziemy się na śluzie wlotowej do Kanału Młynówka. Obiekt ten został zbudowany po strasznej dla Opola powodzi z 1997 roku. W razie wystąpienia podtopień w przyszłości, śluza ta zostanie zamknięta, podobnie jak jej odpowiedniczka u wylotu kanału, chroniąc tym samym zabytkowe centrum miasta przed wodą. System ten zdał już pierwszy egzamin - podczas powodzi z 2010 roku okazał się na tyle skuteczny, że Opole w porównaniu do innych miast w regionie ucierpiało w najmniejszym stopniu.
Śluza na Młynówce.
Kanał Młynówka.
Po przejechaniu przez mostek na śluzie skręcamy w prawo i jedziemy przez kilka chwil drogą o nawierzchni z drobnego kruszywa, biegnącej bezpośrednio nad Odrą. Rozciąga się z niej piękny widok na opuszczony przez nas niedawno most na ulicy Spacerowej oraz Wyspę Bolko z wyraźnie zarysowującymi się na niej budynkami należącymi do opolskiego ogrodu zoologicznego.
Odra, most na ul. Spacerowej i Wyspa Bolko.
Gdy zjedziemy już na ścieżkę z kostki chodnikowej, Odra będzie towarzyszyć nam nadal, choć tym razem odgrodzona przez szpaler wysokich i rozłożystych wierzb. Są one pozostałością po niegdyś w tym miejscu rosnących lasach łęgowych, które w większym stopniu zachowały się po drugiej stronie rzeki. Dla lasów tych charakterystyczne są - oprócz wierzby - takie drzewa, jak olcha, topola, wiąz, czy jesion.
Wierzby oddzielające ścieżkę od Odry.
Liście wierzb.
Wierzby na trasie.
Póki co jedziemy jeszcze w bezpośrednim pobliżu zabudowań i zakładów przemysłowych, lecz już po kilku minutach powinniśmy pożegnać się z nimi i wjechać na obszar mniej przekształcony przez człowieka. Niebawem opuścimy na jakiś czas Odrę, podjeżdżając pod niezbyt wysokie wzniesienie po naszej lewej stronie. Oddalenie od Odry będzie jednak oznaczało zbliżenie do jeziora Bolko.
Ścieżka oddala się od Odry.
Wody zbiornika wodnego ukażą się naszym oczom już po kilkudziesięciu sekundach. Jezioro ma charakter poprzemysłowy. Dawniej znajdowało się w tym miejscu potężne wyrobisko margli, które jednak po zaprzestaniu wydobycia wypełniło się nieodpompowywaną wodą. Jezior takich w Opolu jest całe mnóstwo - część z nich znajduje się w bezpośrednim pobliżu Bolko, inne na północy i wschodzie miasta.
Jezioro Bolko i ścieżka nad nim wiodąca.
Ścieżka wiedzie teraz bezpośrednio nad jeziorem, mającą kilka metrów wysokości skarpą. Rozciąga się stąd piękny widok na cały zbiornik i to, co znajduje się po jego drugiej stronie. Widoczne są tam pozostałości po nieczynnej od dawna cementowni Bolko. Na przestrzeni wieków działało w Opolu dziewięć obiektów tego typu, z czego cztery po II wojnie światowej. Po cementowni Groszowice nie zostało do dzisiaj nic. Cementownia Piast została po części zburzona, a po części przerobiona na inne zakłady. Cementownia Odra pracuje nadal, natomiast niszczejącą cementownię Bolko miasto stara się stopniowo przekształcać w coś innego. W pobliżu dawnej cementowni zlokalizowano póki co kąpielisko, będące popularnym celem letnich wycieczek Opolan.
Pozostałości po cementowni Bolko i znajdujące się pod nimi kąpielisko.
Po kilku minutach ponownie zjeżdżamy w kierunku Odry, by niedługo potem rozpocząć dość długą wspinaczkę pod najwyższe wzniesienie na trasie. Gdy już je osiągniemy będziemy mieli do wyboru zjechać nieco w dół, do wspomnianego wcześniej kąpieliska, wrócić do Opola tą samą trasą, którą przyjechaliśmy, bądź dostać się na przebiegającą w pobliżu uczęszczaną przez samochody drogę nr 423, przy pomocy której możliwy stanie się powrót w okolice Wyspy Bolko w nieco inny sposób.
Ostatnie metry ścieżki.
Nadodrzańska ścieżka rowerowa dostarcza mieszkańcom Opola możliwości spędzenia wolnego czasu w aktywny i przyjemny sposób. Co sądzicie o pomysłach wytyczania tego typu tras? Czy w Waszych miejscowościach istnieją już takie szlaki? ;)

niedziela, 28 czerwca 2015

Jak powstał Przełom Dunajca?

Kiedy byłem dzieckiem i znalazłem się razu pewnego w Pieninach, w mojej głowie zaświtało pytanie. Jak powstał Przełom Dunajca? Pierwsze wyobrażenie na ten temat było dosyć proste i niezbyt realistyczne. Oto całkiem spora rzeka nagle miałaby zacząć płynąć i nagle natrafić na przeszkodę w postaci gór. Wody zbierało się coraz więcej i więcej, aż jej napór stał się tak duży, że przerwała się ona przez górskie szczyty i popłynęła dalej. Cóż, trudno to zaliczyć nawet do fantastyki naukowej. A co będzie z kolei czymś więcej niż owa fantastyka? Jaka jest prawda o powstaniu Przełomu Dunajca?

Przełom Dunajca a12
Na początek należy zaznaczyć, że wyróżniamy wiele rodzajów przełomów. Mądrzy naukowcy, którym z całą pewnością się nudzi, zapewne i w tej chwili wymyślają nowe typy, z tych istniejących wydzielają podtypy, a nad zasadnością innych typów solidnie się zastanawiają. Podręcznikowych gatunków przełomów, takich o niezaprzeczalnym charakterze, jest jednak tylko (i aż!) cztery. Pierwszy - odziedziczony - oznacza, że rzeka płynie przez dolinę ukształtowaną już wcześniej, na przykład przez lodowiec. Drugi - przelewowy - powstaje poprzez przełamanie przez napierającą wodę wału ją spiętrzającego. Trzeci - regresyjny - to przełom powstały poprzez stopniowe cofanie się źródła rzeki (co nazwiemy erozją wsteczną).

W tym momencie interesuje nas typ czwarty, niezbyt przyjemny ze względu na trudną nazwę. Jest to przełom atecedentny. I jego opis można już bez obaw zaprezentować na przykładzie Dunajca. Wyobraźcie sobie sytuację sprzed kilkudziesięciu milionów lat. W później kredzie i na początku trzeciorzędu w miejscu dzisiejszych Pienin nie było jeszcze strzelistych szczytów górskich. Ale była rzeka. Był już wtedy Dunajec lub jego protoplasta.

Przełom Pieniński a1
I wtedy, na początku trzeciorzędu, rozpoczęły się w tym miejscu procesy górotwórcze. Innymi słowy, zaczęły powstawać góry, stopniowo podnosiła się w tym miejscu wysokość nad poziomem morza. Wypiętrzanie to przebiegało jednak bardzo wolno. Na tyle wolno, że rzeka nadążała z erozją, z wcinaniem się w to, co się podniosło. To tak jakby podnosił się cały obszar, tylko nie dolina rzeki, gdzie woda zdzierała kolejne warstwy ziemi i skał.

A to jeszcze nie były ostatnie ruchy górotwórcze w tym regionie. Ta zasadnicza faza nadeszła dopiero na przełomie paleogenu i neogenu, a więc kilkadziesiąt milionów lat po wspomnianych wyżej procesach. Rzeka miała więc naprawdę bardzo dużo czasu na przeciwdziałanie wypiętrzaniu się gór, przynajmniej na jej terytorium...

Powstanie Przełomu Dunajca było więc zjawiskiem długotrwałym, jak i bardzo interesującym. Ważne jest w zasadzie jednak tylko jedno - że dzięki tym milionom lat procesów rzeźbotwórczych, dziś możemy podziwiać takie cudy natury, jak właśnie pieniński przełom.

sobota, 30 maja 2015

Dwa oblicza Kazimierza Dolnego

Kazimierz Dolny nad Wisłą jest uważany za jedną z najchętniej odwiedzanych przez turystów atrakcji w Polsce. Wielu podkreśla jego piękno, niezwykłe usytuowanie oraz bliskość natury. Rzeczywiście, to lubelskie miasto ma w sobie pewien urok. Urok ten nie ujawnia się jednak - przynajmniej według mnie - przez cały pobyt w nadwiślańskim miasteczku.

Głównym plusem Kazimierza są wzgórza go otaczające. Można ich wymienić kilka, a z każdego rozciąga się niezapomniany widok na rynek, kamienice, Wisłę i wszystko to, co ją otacza. Zacznijmy od Wzgórza Trzech Krzyży, jako tego najbardziej rozpoznawalnego. Jak sama nazwa wskazuje, na jego szczycie znajdziemy trzy krzyże, postawione tam na początku XVIII wieku w celu upamiętnienia ofiar zarazy. Na wzgórze wiedzie stromy, lecz naprawdę krótki szlak, rozpoczynający się w okolicach rynku.
Kazimierz Dolny ze Wzgórza Trzech Krzyży.
Wzgórze Trzech Krzyży.
Drugie ze wzgórz, położone nieco na północ od trzech krzyży, jest w znacznej mierze zagospodarowane. Pod nazwą "zagospodarowane" mam jednak na myśli tą bardzo przyjemną dla turystów formę zagospodarowania, a mianowicie - ruiny zamku z wysuniętą nieco dalej basztą. Ruiny, które doskonale komponują się z otoczeniem, płynącą poniżej Wisłą i widocznymi po jej drugiej stronie łąkami oraz lasami.
Ruiny zamku w Kazimierzu.
I wreszcie trzecie ze wzgórz, znajdujące się po drugiej stronie rynku, z klasztorem oo. Reformatów i Kościołem Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie na szczycie. Do celu wiodą tym razem piękne, obudowane schody z XVIII wieku. I tym razem mamy okazję przyjrzeć się rynkowi Kazimierza oraz Wiśle, choć już z innej perspektywy.
Kazimierz Dolny od strony wzgórza klasztoru Reformatorów.
Będąc w Kazimierzu warto również zwiedzić bogato wyposażony kościół pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja. Świątynia ta została wzniesiona w XVI wieku w stylu renesansowym i od wewnątrz prezentuje się równie pięknie, co z zewnątrz.
Kościół św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja od strony rynku.
Nie powala mnie natomiast rynek Kazimierza. Owszem, ma niespotykany nigdzie indziej, unikalny charakter. Z tym że jego styl nie jest zbyt jednoznaczny. Ze starymi, sfatygowanymi kamienicami przeplatają się zupełnie nowe budynki, restauracje, kawiarnie itd. Nie jest to oczywiście afront w stosunku do przejawów przedsiębiorczości mieszkańców miasteczka - powstanie punktów gastronomicznych w takim miejscu, jak rynek Kazimierza Dolnego, to naturalna kolej rzeczy. Niemniej, po tak wielu zasłyszanych opiniach o wspaniałości owego rynku, poczułem pewien niedosyt.
Rynek w Kazimierzu - strona wschodnia.
Rynek w Kazimierzu.
Aby nie kończyć w tak nieprzyjemny sposób, wspomnę jeszcze o Muzeum Przyrodniczym w Kazimierzu. Muzeum, które okazało się obiektem interesującym i potrafiącym wzbudzić uznanie. W kilku salach prezentowane są tu niestandardowe wystawy, poruszające takie tematy jak gatunki drzew czy życie w wodach Wisły. A wszystko to w pasującej do ekspozycji scenografii.
Kazimierz Dolny Muzeum Przyrodnicze P815 2009-09-04
Muzeum Przyrodnicze.

środa, 22 kwietnia 2015

Niesforna Huang He

Huang He, czyli Żółta Rzeka, jest jedną z najdłuższych w Chinach i w Azji. Co prawda ustępuje Jangcy zarówno w długości, jak i powierzchni dorzecza, lecz historia pokazała, że wiąże się z nią znacznie bardziej niszczycielska siła, niż z jakąkolwiek inną rzeką na świecie.

Huang He nie bez powodu nazywana jest żółtą. Mniej więcej w połowie swojego biegu przepływa bowiem przez lessową, suchą Wyżynę Ordos, z której pobiera mnóstwo drobnego materiału skalnego. Dlatego gdy wraca na bardziej zaludnione obszary, jest już bardzo zamulona, a jej barwa przypomina żółtą. I dlatego też podczas wylewów na obszar doliny nanosi mnóstwo osadów, co użyźnia tamtejszą ziemię i sprzyja rolnictwu.

HukouWaterfall3
Wodospady Hukou w prowincji Shanxi

W czym zatem tkwi problem? Otóż ze względu na swoje zamulenie Huang He bardzo często zmienia swój bieg. Jest to skutkiem nadmiernego osadzania materiału we względnie płytkiej dolinie, co blokuje rzece drogę w taki sposób, że musi sobie poszukać nowej. Niebezpieczne jest już samo podcinanie brzegów - w ten sposób domy jeszcze do niedawna położone z dali od wody, mogą się rychło znaleźć pod nią. Znacznie gorsze są jednak zmiany nagłe i - co za tym idzie - niespodziewane...

Takie zmiany zdarzają się plus minus raz, dwa razy na sto lat. Za każdym razem pociągają jednak mnóstwo ofiar. Ich zasięg jest naprawdę ogromny. Podobno były takie okresy, w którym wody Huang He docierały aż do rzeki Jangcy i razem z nią uchodziły do Morza Żółtego! Jeden z ostatnich przypadków zmiany biegu rzeki miał miejsce w 1931 r. i spowodował śmierć przeszło 3 milionów ludzi. To tak jakby z powierzchni ziemi zniknęła cała populacja aglomeracji warszawskiej! Biorąc pod uwagę gęstość zaludnienia Niziny Chińskiej, taka liczba ofiar jest jednak jak najbardziej uzasadniona.

Jak się okazuje, siła Huang He znalazła również zastosowanie podczas działań militarnych. Mowa o roku 1938, kiedy to Japończycy w niebywałym tempie zdobywali ogromne połacie Chin. Ze względu na krytyczną sytuację przywódca obrońców, Czang Kaj-szek, postanowił wywołać sztuczną powódź na Żółtej Rzece w celu zatrzymania japońskiej ofensywy. Poddani mu żołnierze zatamowali odpływy Huang He, co doprowadziło do jej wystąpienia z brzegów. Japończycy zostali zatrzymani, lecz Czang Kaj-szek okupił ten sukces olbrzymim kosztem - rzeka zabrała kilkaset tysięcy cywilów.

1938 June Yellow River
Powódź z 1938 roku.
Żółta Rzeka jest więc jednocześnie wielkim dobroczyńcą mieszkańców Niziny Chińskiej i zarazem ich wielkim prześladowcą. Pozwala Chińczykom uzyskać urodzajne plony i zapewnia im dostęp do wody i żywności. Jest jednak tylko kwestią czasu, kiedy upomni się o spłatę rachunku.

sobota, 7 marca 2015

Nil vs Amazonka: (niezbyt) odwieczny problem

Od kiedy tylko pamiętamy, uczono nas, że najdłuższą rzeką świata jest Nil. Amazonka tymczasem zadowalała się tytułem tej największej. Od kilku lat coraz częściej do naszych uszu docierają jednak pogłoski o detronizacji dotychczasowego lidera wśród najdłuższych rzek. Wielu specjalistów uznaje obecnie za rekordzistkę w tej materii Amazonkę, inni wciąż nie zmieniają swoich przekonań. Skąd wynika ten problem i jakie jest jego rozwiązanie?

 Delta Nilu
Delta i dolny odcinek Nilu
Zacznijmy od krótkiego przedstawienia obu rzek. Nil, jak zapewne wiecie wije się przez pół Afryki aż do okolic Aleksandrii, gdzie uchodzi do Morza Śródziemnego. Miejsce, w którym znajdziemy jego źródła, a przez to również jego rzeczywista długość, przez wieki pozostawały trudne do ustalenia. Dziś wiemy już, iż ten największy dobrodziej Egiptu przepływa przez ogromne Jezioro Wiktorii, a na powierzchnię ziemi wypływa kilkaset kilometrów na południe od zbiornika, pod nazwą Kagery. W sumie Nil liczy ok. 6 650 kilometrów.

Amazonka natomiast jest od wielu dziesięcioleci znana jako prawdziwy gigant wśród rzek, o powierzchni dorzecza przeszło półtora razy większej, niż powierzchnia Unii Europejskiej. Uchodzi do Atlantyku ogromną deltą, rozpoczynającą się na wiele kilometrów przed oceanem. Prawdziwym problemem są natomiast jej źródła, zlokalizowane gdzieś w Andach.

Amazonas - Encontre das Aguas
Amazonka w okolicach Manaus
Istotą konfliktu pomiędzy Nilem i Amazonką są bowiem dwie peruwiańskie rzeki - Ukajali i Maranon, łączące się na granicy z Brazylią i tworzące Amazonkę. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że na początku Amazonka posiada nazwę Maranon, to jej dlugość wynosi 6 400 kilometrów, a więc o ok. 250 km mniej od długości Nilu. Jeśli natomiast uznamy Ukajali za matkę największej z rzek, to długość Amazonki wzrośnie do przeszło 7 000 kilometrów.

Niektórzy natychmiast znaleźliby rozwiązanie problemu. Czemu po prostu nie uznać tej dłuższej, za pierwowzór Amazonki, a tą krótszą okrzyknąć dopływem? Przykładu obalającego tą teorię możemy szukać na własnym podwórku - bądź co bądź Bug jest dopływem Narwi, mimo iż jest niemalże dwukrotnie dłuższy.