Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 maja 2016

O tym, jak Sobieski zdradził Polskę

Jan Tricius - Portrait of John III Sobieski (ca. 1680) - Google Art Project
Jan III Sobieski według Jana Triciusa.
Pisałem niedawno o najgorszych władcach Polski. Stanąłem wówczas w obronie jednych z najmniej lubianych postaci w historii naszego kraju. Tym razem posunę się jednak jeszcze troszkę dalej. Bo zdyskredytuję tego, którego wszyscy uważamy za wzór. No, może słowo "zdyskredytuję" jest tutaj lekkim nadużyciem, ale gdyby Jan III Sobieski miał okazję ten tekst przeczytać, to z pewnością nie byłby zadowolony. Tylko jakiego haka miałbym znaleźć na jednego z najświetniejszych bohaterów w historii Polski, na którego panowanie przypada ostatni okres świetności Rzeczpospolitej? Jak się okazuje, nie trzeba długo szukać.
_
Jest bowiem w historii Polski taki moment, w którym współczynnik zachowań nieobywatelskich sięgnął chyba swego szczytu. Jest moment, w którym prawie cały naród poddał się innemu narodowi... prawie bez walki. Potop szwedzki. Gdy w 1655 roku armia króla Karola X Gustawa przemierzała Pomorze, polskie pospolite ruszenie zgromadziło się pod Ujściem. Polscy szlachcice nie kwapili się jednak do wojaczki. Gdy tylko Szwedzi podeszli pod ich obóz, stwierdzili, że lepiej zawrzeć porozumienie. Koszty porozumienia okazały się nadzwyczaj srogie, gdyż w praktyce oddawało ono cały kraj pod zarząd najeźdźcy ze Skandynawii. A wśród szlachty polskiej zgromadzonej pod Ujściem znajdował się i Jan III Sobieski.
Anonymous Triumph of Charles X Gustavus
Tryumf Karola X Gustawa nad Rzeczpospolitą, obraz anonimowego autora z połowy XVII wieku.
Młody jeszcze wówczas magnat został wcielony do armii szwedzkiej i przez kilka miesięcy służył jej z oddaniem. Wielu historyków niepotrafiących wyobrazić sobie, że jeden z najświetniejszych władców Polski mógł w swej młodości dopuścić się zdrady, usprawiedliwiało go dość kolokwialnym stwierdzeniem: "Przecież wszyscy przechodzili wtedy na stronę szwedzką". Dwa proste argumenty przeczą jednak z całą mocą temu stwierdzeniu. Po pierwsze, nie wszyscy przechodzili na stronę szwedzką. Był sobie na przykład niejaki Jan Sobiepan Zamoyski, który nigdy nie porzucił króla Jana Kazimierza i przez cały okres potopu wiernie walczył w obozie obrońców niepodległości państwa polskiego. Odbiło się to później zresztą negatywnie na losach samego Sobieskiego. Po zakończeniu szwedzkiego najazdu Sobieski i Zamoyski zaczęli się bowiem starać o rękę dwórki królowej Ludwiki Marii, słynnej Marysieńki. Rywalizację tę wygrał właśnie Zamoyski, gdyż - w przeciwieństwie do Sobieskiego - w czasie potopu pozostał wierny dworowi. Sobieski musiał zaś odłożyć ślub z Marysieńką aż do śmierci swego konkurenta. ;)

No i wreszcie drugi argument. Sobieski - o dziwo! - pozostał w obozie szwedzkim wyjątkowo długo, bo do marca 1656 roku. W czasie, gdy Sobieski pozostawał w armii najeźdźcy, zdążyła się już zawiązać antyszwedzka konfederacja tyszowiecka. Do Polski zdążył już powrócić z wygnania król Jan Kazimierz. Większość szlachty zdążyła już powrócić pod rozkazy swego prawowitego władcy. A Sobieski pozostawał wierny Karolowi X Gustawowi. Można powiedzieć, że do swego króla powrócił wraz z ostatnim dzwonkiem.

Zrobiło się trochę gorzko, prawda? Osłódźmy więc atmosferę. Trzeba bowiem zaznaczyć, że pobyt u boku Szwedów nie poszedł Sobieskiemu na marne. Miał wówczas okazję zetknąć się z jedną z najlepiej zorganizowanych armii na kontynencie europejskim. Poznał nieznane mu dotąd techniki walki i przyjrzał się z bliska sprzętowi, o którym przeciętny mieszkaniec Rzeczpospolitej mógł tylko pomarzyć. Trudno nie zgodzić się z tezą, że jego późniejsze sukcesy na polach bitewnych mogły być źródłem właśnie tego, niezbyt pomyślnego okresu. Świadczy to tylko o tym, że historia rzeczywiście lubi się dobrze bawić. ;)
Lemke Skirmish with Polish Tatars
Utarczka Karola X Gustawa z Tatarami polskimi w bitwie pod Warszawą, 29 lipca 1656 r., obraz
autorstwa Johana Filipa Lemke z 1684 roku.
Na koniec odpowiedzieć trzeba na dość istotne pytanie. Jaki miałem cel w dyskredytowaniu Jana III Sobieskiego? Bo przecież nie była to jakaś moja prywatna złość na postać, której - notabene - jestem fanem. Otóż artykuł ten miał pokazać, że nawet najwięksi bohaterowie w swojej przeszłości mogli popełniać różne błędy. I to właśnie nauka z tych błędów płynąca czyniła z nich później bohaterów. I to właśnie te błędy i umiejętność wyciągnięcia z nich wniosków czyniła z nich wielkie postacie. A tym wszystkim, którzy w tych słowach doszukują się aluzji do tematów bardziej aktualnych, mam do powiedzenia tylko jedno. Słusznie. ;)

Zobacz też:
1.  To nie Kolumb odkrył Amerykę
2. Jak powstał Przełom Dunajca? 
3. Tragiczna wyprawa w Australii

środa, 14 października 2015

Kim są tegoroczni laureaci Nagrody Nobla?

Nagrody Nobla przyznane! Po raz 112. szwedzkie komitety (i jeden norweski!) zdecydowały komu należy się złoty medal z wizerunkiem Alfreda Nobla oraz równowartość prawie 4 milionów polskich złotych. Rozdanie nagród nastąpi jak zwykle 10 grudnia, lecz już teraz warto poznać sylwetki tegorocznych laureatów najbardziej prestiżowych nagród naukowych na świecie.

1. Fizyka: Kajita/McDonald
Art McDonald 2008
Profesor Arthur B. McDonald.
Nagroda Nobla w dziedzinie fizyki została przyznana w tym roku dwóm naukowcom, których dzieli praktycznie wszystko. Takaaki Kajita jest 56-letnim pracownikiem Uniwersytetu Tokijskiego. Z kolei Arthur B. McDonald to emerytowany, choć wciąż aktywny, profesor Uniwersytetu Queen's w Kanadzie. Łączy ich jedno, wyjątkowe odkrycie - dowiedzenie, że neutrina mają masę.
Stop. W tym momencie konieczne są pewne wyjaśnienia. Po pierwsze, czymże takim są neutrina? Otóż są one niezwykle fascynującymi cząstkami elementarnymi, czyli czymś w stylu budujących atomy protonów, neutronów i elektronów. W odróżnieniu od wyżej wymienionych, neutrina charakteryzują się niezwykłą wprost przenikalnością. Tworzą się na okrągło w wyniku rozmaitych reakcji jądrowych, zachodzących między innymi na Słońcu, w elektrowniach jądrowych, czy nawet w naszych ciałach (choć w minimalnych ilościach). Następnie podróżują z niewiarygodną szybkością i nic nie jest w stanie ich zatrzymać. Dosłownie. Są w stanie bez najmniejszego problemu "przelecieć" na wylot chociażby przez naszą planetę. Gdziekolwiek teraz byście nie byli i cokolwiek byście nie robili, z całą pewnością wokół Was i przez Was przelatują miliardy neutrin. Nieco straszne, ale jednocześnie interesujące, prawda?

Problem w tym, że neutrin nie da się ot tak sobie zauważyć. Są do tego potrzebne niezwykle precyzyjne i zaprojektowane specjalnie w tym celu detektory, z których część znajduje się właśnie w Japonii i Kanadzie. Na podstawie badań prowadzonych niezależnie przez Kajitę i McDonalda udało się ustalić, że do Ziemi nie docierają wszystkie neutrina, które "wyprodukuje" Słońce. To z kolei oznacza, że gdzieś po drodze cząsteczki te ulegają przekształceniom. A to jest niezbitym dowodem na fakt, iż neutrina - w przeciwieństwie do tego, co dotąd sądziliśmy - posiadają masę, choć niewielką. Dla naukowców jest to nie lada problemem, lecz równocześnie także i nowym wyzwaniem. Jeśli bowiem neutrina mają masę, to należy znacząco przekształcić nasze (a raczej ich) wyobrażenia o oddziaływaniu na siebie poszczególnych cząstek we Wszechświecie, czyli ponownie odpowiedzieć na pytanie: "Jak to wszystko się trzyma kupy i nie rozlatuje w drobny proch?" ;).

The Daya Bay Antineutrino Detector (8056998030)
Detektor neutrin w Daya Bay, w pobliżu Hongkongu.
2. Chemia: Lindahl/Modrich/Sancar
Laureatów w dziedzinie chemii mamy w tym roku aż trzech. Są to Szwed Tomas Lindahl, emerytowany dyrektor brytyjskiej organizacji Cancer Research UK; Amerykanin Paul Modrich, profesor Uniwersytetu Duke'a w Karolinie Północnej; oraz Turek Aziz Sancar, profesor na Uniwersytecie Karoliny Północnej. Do ich głównych zasług należą badania nad ludzkim DNA, które pozwoliły - i pozwalają nadal - na rozwijanie możliwości walki z nowotworami i poszerzanie naszej wiedzy o tej chorobie.

Ale o co dokładnie chodzi? Otóż w każdej z naszych komórek znajduje się niezwykle długa nić DNA, będąca zlepkiem miliardów cząsteczek różnych związków chemicznych i jednocześnie jedną wielką, ogromną cząsteczką. Podczas podziału komórki, który jest konieczny dla naszego rozwoju, nić ta musi zostać powielona. Innymi słowy, nim z jednej komórki naszego organizmu zrobią się dwie, z jednej nici DNA również muszą powstać dwie. Proces tworzenia takiej kopii naszej informacji genetycznej jest niezwykle skomplikowany. Wszakże do dopasowania jest miliony milionów różnych elementów. Nasze komórki koniec końców muszą więc być wspaniałymi inżynierami! Sęk w tym, że jak każdym inżynierom, również i naszym komórkom zdarzają się wpadki. Do błędów dochodzi niemalże stale. A każdy taki błąd mógłby nas poważnie uszkodzić, żeby nie powiedzieć więcej.

Konieczne stało się więc wykształcenie rozmaitych mechanizmów obronnych, które mają na celu naprawę naszego DNA zarówno gdy dojdzie do błędu podczas jego kopiowania, jak i wówczas, gdy zostanie naruszone przez czynniki zewnętrzne, takie jak promieniowanie UV, czy zbyt wysokie stężenie niepożądanych substancji (związanych na przykład z paleniem papierosów). Każdy z trzech tegorocznych laureatów Nagrody Nobla odkrył po jednym sposobie na walkę z błędami genetycznymi, które stosują nasze komórki. Dzięki temu będziemy być może w przyszłości w stanie lepiej walczyć z powstawaniem nowotworów, które są spowodowane na tyle dużymi błędami w kodzie genetycznym, że komórka nie może sobie z nimi poradzić. Może uda nam się kiedyś jej dopomóc...

DNA replication split horizontal
Schemat pokazujący proces reprodukcji ludzkiego DNA.
3. Fizjologia i medycyna: Campbell/Omura/Youyou
Nagroda w dziedzinie medycyny została w tym roku podzielona na pół. Pierwszą z jej części otrzymała Chinka Youyou Tu, profesor Akademii Chińskiej Medycyny Tradycyjnej. Prawie pół wieku temu, w latach 70. prowadziła ona badania na chińskiej wyspie Hajnan, gdzie starała się odnaleźć lek na malarię. Udało się tego dokonać w 1972 roku, kiedy w wyciągu z bardzo powszechnej na całym świecie bylicy rocznej znalazła artemeter, który okazał się skuteczny w leczeniu malarii, choroby co roku zabijającej kilka milionów osób.

Dwóch pozostałych laureatów to Irlandczyk William C. Campbell, badacz na Drew University w New Jersey, w USA, oraz Japończyk Satoshi Omura, emerytowany profesor na japońskim Uniwersytecie Kitasato. Panowie ci wsławili się dzięki odkryciu leku avermectin. Środek ten pozwala na leczenie chorób o pochodzeniu pasożytniczym.
Anopheles albimanus mosquito
Komar z gatunku Anopheles albimanus przenoszący zarodźce malarii.
Artemisia annua detail
Bylina roczna.
4. Literatura: Aleksijewicz
Nagroda Nobla w dziedzinie literatury trafiła w tym roku do zdecydowanej faworytki noblowskiego wyścigu. Jej zwycięstwo typowali wszyscy - od buckmacherów, przez specjalistów, po krytyków. Mowa o Białorusince Swiatłanie Aleksijewicz. Mimo że wybór komisji przyznającej nagrodę nie był wielkim zaskoczeniem, decyzja ta wydaje się być pewnym ewenementem. Aleksijewicz jest bowiem reportażystką, a więc reprezentuje profesję niezbyt docenianą jak dotąd przez ekspertów od Nagrody Nobla.

W oficjalnym komunikacie podano, że Aleksijewicz otrzymała Nobla za "polifoniczny pomnik dla cierpienia i odwagi w naszych czasach". Jeśli rozumiecie sens tego wyrażenia, to przyjmijcie moje gratulacje. Jeżeli nie - nie martwcie się, jak też nie wiem o co chodzi. ;) Niemniej należy wspomnieć co nieco na temat wybitnej twórczości białoruskiej literatki, w której dominującą rolę zajmują pozycje odnoszące się do niesprzyjających realiów życia w krajach postradzieckich, a także książki przedstawiające wydarzenia z czasów Związku Radzieckiego. Do najbardziej rozpoznawalnych i cenionych dzieł Białorusinki należą "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" prezentująca życie podczas II wojny światowej z punktu widzenia kobiet, "Krzyk Czarnobyla" na temat katastrofy atomowej na północy Ukrainy oraz "Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka" o problemach, jakie napotykają mieszkańcy byłego ZSRR po upadku ich wielkiego kraju.
Sara Danius in 2015-6
Ogłoszenie nazwiska laureatki tegorocznej literackiej Nagrody Nobla. Na pierwszym planie
Sara Danius, szwedzka profesor, która w tym roku ogłosiła nazwisko laureata.
5. Pokojowa NN: Tunezyjski Kwartet na rzecz Dialogu Narodowego
Odznaczanie różnego typu organizacji Pokojową Nagrodą Nobla jest ostatnimi czasy popularnym procederem. Stosunkowo niedawno do grona laureatów dołączyły między innymi ONZ, Unia Europejska, czy Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej. Tym razem zwycięzcą jest jednak organizacja wyjątkowa, bo powiązana z pokojem bezpośrednio, stworzona w celu osiągnięcia i utrzymania pokoju, a nie wypełniająca szereg rozmaitych funkcji (jak wyżej wymienione), z których tylko część odnosi się do działań pacyfistycznych.

Tunezyjski Kwartet na rzecz Dialogu Narodowego powstał w 2013 roku w niespokojnej z powodu arabskiej wiosny ludów Tunezji. W skład owego kwartetu weszły - jak można się domyślić - cztery organizacje: Tunezyjska Konfederacja Przemysłu, Handlu i Rzemiosła; Powszechna Tunezyjska Unia Pracy; Tunezyjska Liga Praw Człowieka oraz Narodowe Stowarzyszenie Tunezyjskich Prawników. Dzięki działalności owego komitetu, Tunezji udało się wyjść wyjątkowo szybko z chaosu, który w takich krajach jak Egipt, Syria, czy Jemen trwa nadal. Ba! Udało się nawet wkroczyć na drogę demokratyzacji kraju, powołać Rząd Tymczasowy i komitet wyborczy.

Oczywiście, jak to zwykle bywa, tegoroczna nagroda pokojowa ma swoje drugie dno. Jest ona wyrazem poparcia dla ruchów demokratycznych w państwach afrykańskich. Zwraca uwagę na fakt, iż pokój i demokracja mogą być zaprowadzone w ogarniętych rewolucją państwach arabskich, a narody zamieszkujące rejon Bliskiego Wschodu i północnej Afryki są zdolne do samostanowienia. Przeciwstawia się jakoby wszelkim ruchom terrorystycznym, które ten porządek w Tunezji starają się zburzyć poprzez organizację takich zamachów jak ten z marca tego roku.
Front populaire Tunisie
Protesty w Tunezji w 2013 roku.
6. Ekonomia: Angus Deaton
Dziedzina ta jest dość kontrowersyjna, bo ustanowiona nie przez Alfreda Nobla, a Bank Szwecji aż pół wieku po śmierci wielkiego naukowca. Niemniej warto wspomnieć o tegorocznym laureacie w tej dziedzinie. Został nim Angus Deaton, brytyjsko-amerykański wykładowca Uniwersytetu Princeton. Jego prace dotyczyły zagadnień konsumpcji, ubóstwa i dobrobytu.

Co sądzicie o tegorocznych laureatach Nagrody Nobla? Którzy spośród nich najbardziej według Was przyczynili się do rozwoju naszej wiedzy o świecie i naszych postaw? Które osiągnięcia w największym stopniu mogą wpłynąć na nasze życie? ;)

środa, 1 lipca 2015

Generała Pattona młodzieńcze przygody

W świecie historii panuje ostatnio moda na Pattona. Nie tak dawno miała premiera książki Billa O'Reilly'ego i Martina Dugarda o złowieszczym tytule Zabić Pattona (w oryginale Killing Patton). W kolejnych czasopismach publikowano artykuły dotyczące amerykańskiego generała. Doszukując się przyczyn takiego stanu rzeczy, można wspomnieć choćby o tym, iż w tym roku przypada 130. rocznica urodzin Pattona i 70. rocznica jego śmierci. Ja również przyłączam się do owej mody, choć nie będę opisywać tego, co w przypadku ekscentrycznego generała jest najszerzej komentowane i rozpowszechnione. Chciałbym natomiast przybliżyć Wam młodość Pattona.

George Smith Patton - 1944
Generał Patton w 1943 roku.
Na początek przybliżymy sobie jednak sylwetkę generała. Otóż George Smith Patton Jr. był jednym z najwybitniejszych generałów II wojny światowej. Niestety, jednocześnie jednym z najbardziej niedocenionych - a to ze względu na swoją ponadprzeciętną charyzmę i kontrowersyjne wypowiedzi. Na początku wojny praktycznie w ogóle go nie eksploatowano, później trenował w Kalifornii. Gdy wreszcie znalazł się w Europie, a konkretnie we Włoszech, musiał walczyć o względy u zwierzchników z Bernardem Law Montgomery, którego szybko znienawidził. Później został generałem... atrapy obozu, która miała przekonać Niemców o planowanym ataku aliantów na Calais. Podczas inwazji na Normandię trwał bezczynnie z dala od frontu. Dopiero przy okazji ofensywy w Ardenach objął dowodzenie nad 3. Armią. I tym razem dowództwo go jednak powstrzymywało - był po prostu za szybki w stosunku do reszty wojska. No i chciał się tłuc z nadchodzącymi z drugiej strony wojskami radzieckimi. Uznawał Związek Radziecki za państwo, które w przyszłości przysporzy aliantom tyle samo kłopotów, co w czasie II wojny światowej III Rzesza.

Eisenhower, Patton, Bradley, Hodges cph.3c35308
Spotkanie dowódców z okresu II wojnych światowej w marcu 1945 r. Od lewej: Eisenhower, Patton,
Bradley, Hodges.
Trudno się jednak dziwić, że Patton nie zyskał sobie sympatii wśród dowódców. Słynął on bowiem z ekscentrycznego zachowania, często wplątywał się we wszelkiego rodzaju afery i był po prostu "nieprzyjemnym człowiekiem". We Włoszech, w 1943 r. podobno nawoływał żołnierzy do zabicia jeńców, a także spoliczkował chorego na nerwicę okopową. Gdy docierał do wielkich rzek wraz ze swoim wojskiem miał natomiast w zwyczaju oddawanie do nich moczu, wzorem wielkich dowódców z przeszłości (dosyć zamierzchłej). Nie świadczy to tylko o jego zachowaniu, lecz także o dosyć wysokim mniemaniu o samym sobie. Być może to wszystko sprawiło, iż zginął w niejasnych okolicznościach po wypadku samochodowym. Historycy od wielu już lat doszukują się w tym wydarzeniu zamierzonej ingerencji osób trzecich.

Przejdźmy już jednak do sedna. Patton urodził się w Kalifornii i tam też się wychował. Co ciekawe, w pierwszych latach nauki miał całkiem spore trudności z przyswojeniem sobie sztuki czytania i pisania. Dziś nazwalibyśmy to dysleksją. Było to tym bardziej problemowe, że Patton lubił czytać - w zasadzie tylko pozycje związane z historią i wojskowością, ale jednak. Ostatecznie wszelkim kłopotom udało się jednak przeciwdziałać i gdy w wieku 11 lat przyszły generał wkraczał w progi Szkoły Stephena Clarka dla chłopców, był już w stanie otrzymywać całkiem przyzwoite noty.

Patton od zawsze chciał zostać tylko i wyłącznie żołnierzem. Korespondowało to z jego zainteresowaniem historią i militariami. W wieku 17 lat wysłał podanie o wstęp na akademię West Point. Tam jednak kazano mu przejść przez egzamin wstępny. Pamiętając o swojej dysleksji przyszły generał z obawy o kiepski rezultat zrezygnował na razie z renomowanej uczelni i rozpoczął dalsze poszukiwania. Ostatecznie przyjęto go do Virginia Military Institute (Instytut Wojskowy Wirginii). Po roku nauki podszedł wreszcie do egzaminu na West Point, w którym osiągnął całkiem niezły wynik, co pozwoliło mu na wstąpienie w progi słynnej uczelni.

Patton at VMI 1907
Patton w 1907 roku.
Początki nie były jednak łatwe. Patton musiał powtarzać pierwszy rok ze względu na to, że nie zdał matematyki. Później poszło już jednak z górki, dzięki czemu jego kształcenie opóźniło się tylko o 12 miesięcy. W 1909 r. opuścił mury West Point z 46. wynikiem na 103 nowych absolwentów. Przeciętnie, ale mogło być gorzej.

Istotną rolę dla Pattona odgrywał sport. Przyszły generał uwielbiał jeździectwo od najmłodszych lat życia. Będąc studentem najpierw wstąpił do drużyny piłkarskiej, później trenował szermierkę i lekkoatletykę. Jako przyszły żołnierz musiał także - rzecz jasna - dobrze strzelać. To wszechstronne wykształcenie sportowe sprawiło, iż w 1912 r. Patton stał się członkiem reprezentacji Stanów Zjednoczonych na Igrzyska Olimpijskie w Sztokholmie. Konkurencją, którą miał się zająć był pięciobój nowoczesny.

Startowało 42 zawodników. W strzelectwie Patton był dopiero 21. Później poszło już lepiej. Siódmy w pływaniu, czwarty w szermierce, szósty w jeździectwie, trzeci w biegu. Ostatecznie zajął piątą lokatę, a wyprzedzili go wyłącznie reprezentanci gospodarzy. Jak to w zwyczaju Pattona, nie obyło się bez afery. Młody żołnierz stwierdził bowiem, że podczas feralnego strzelania jeden z jego naboi wszedł w pole tarczy, które już zostało odstrzelone. Sędziowie tymczasem uznali ten strzał za nietrafiony. Oczywiście nie było wtedy możliwości challengu, lecz można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, iż rację miał Patton. Bądź co bądź, wśród doświadczonych strzelców nieczęsto zdarzają się tak fatalne pudła. Co gorsza, gdyby strzał Pattona zostałby uznany, w całym turnieju zająłby pozycję medalową...

1912 fencing patton and mas latrie
George Patton walczy podczas Igrzysk Olimpijskich 2012 z reprezentantem Francji, De Mas Latrie.

Sztokholm był jednym z ostatnich przejawów młodości Pattona. Później zaczęła się już aktywna służba wojskowa na różnych frontach, szczególnie podczas dwóch wojen światowych.

wtorek, 26 maja 2015

Co nam wzięli Szwedzi, czyli o Potopie

25 lipca 1655 roku. Szwedzi od kilku dni operują na ziemiach polskich. Od wschodu do Rzeczpospolitej wkracza Magnus de la Gardie, od zachodu - Arvid Wittenberg. Perspektywy na najbliższe tygodnie również nie nastrajają dobrze. Już niebawem do Polski przedostanie się wielka armia pod wodzą szwedzkiego króla, Karola X Gustawa. Pod Ujściem zbiera się pospolite ruszenie - niemalże piętnaście tysięcy zbrojnych pod wodzą wojewody poznańskiego, Krzysztofa Opalińskiego. Szwedzi nie będą mieli łatwo. Wróć. Będą mieli bardzo, bardzo łatwo...
Przesławna bitwa pod Ujściem skończyła się po kilkunastu godzinach. Straty po obu stronach były minimalne, a mimo to Opaliński wraz z wojewodą kaliskim Andrzejem Karolem Grudzińskim podpisali kapitulację. Dlaczego? Powodem była panika w obozie polskim. Legenda polskiego pospolitego ruszenia już chyba przestała być tak żywa, jak niegdyś. Po dotkliwych klęskach podczas kozackiego powstania Chmielnickiego, wywołanych głównie niesubordynacją szlachty, przeciwnik po raz kolejny nie musi się zbytnio wysilać, aby zwyciężyć Polaków. Lecz tym razem przeciwnicy ci mają łatwiej niż kiedykolwiek. Bez trudu zdobywają kolejne miasta, a właściwie do nich wkraczają, bo o oblężeniu mowy w tych przypadkach być nie może. W Kiejdanach Krzysztof Radziwiłł, znany m. in. z sienkiewiczowskiego "Potopu", poddaje im za jednym zamachem całą Litwę. Ba! Nawet większość szlachty przechodzi na stronę najeźdźcy. To bezsprzecznie była jedna z najłatwiejszych kampanii w historii Szwecji. Wydawałoby się, że za taką "pomoc" okazaną przez Polaków, Szwedzi się nam odpłacą. I odpłacili się, a dokładniej "odpłacili się". Potop szwedzki okazał się jednym z największych kataklizmów dla kultury polskiej.
Dahlbergh Bitwa Ujscie
Bitwa pod Ujściem, 25 lipca 1655.
Przenieśmy się teraz do czasów współczesnych. Jesteśmy na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, regionie znanym z licznych ruin zamków, rozsianych wśród pól, skał i lasów. Mało kto zastanawia się jednak, dlaczego zamki owe są ruinami. Prześledźmy więc ich historię. Zaczniemy od Bobolic. Zamek ten, dziś święcący triumfy po niedawnym remoncie, został zniszczony w 1657 roku przez oddziały szwedzkie. Upadek grodu w podczęstochowskim Olsztynie wyznaczyło jego spalenie w 1656 roku. W tym przypadku Skandynawowie nie oszczędzili również pobliskiego miasta. Podobny los spotkał zamki w Rabsztynie i Bydlinie. Żywot Ogrodzieńca został natomiast przerwany aż dwukrotnie. Najpierw, w 1655 roku spalili go Szwedzi. Później został odbudowany, by w 1702 roku znów zostać puszczony z dymem, oczywiście przez Szwedów!

Ogrodzieniec gothic castle ruins
Zamek w Ogrodzieńcu.
Podobnych przypadków możemy się doszukiwać również w innych częściach Polski. W latach 1655-1660 zdewastowano w Polsce kilkaset zamków, pałaców, kościołów i innych wartościowych obiektów. Architektura to jednak nie wszystko. Do Szwecji odpłynęło z Polski tysiące rozmaitych dzieł sztuki, począwszy od obrazów, a skończywszy na książkach i dywanach. Szwedzkie "nabytki" były tak duże, że do ich eksportu używano całych wozów. Całego mnóstwa wozów! Z zamku w Wiśniczu na przykład wyruszyło ich w drogę do Szwecji jakieś 150. Piękna rezydencja Lubomirskich została w praktyce ogołocona ze wszystkiego. Pod tym względem Szwedzi byli więc niezwykle skuteczni.

Grabowski Wiśnicz Castle
Zamek w Wiśniczu, ograbiony w czasie potopu szwedzkiego.
Rzecz jasna znalazło się niedawno mnóstwo "ekspertów" żądających od Szwecji zwrotu całego zagrabionego mienia. Ich wyliczenia dotyczące wartości utraconych przez Polskę dóbr kultury dochodzą do kilku miliardów złotych. Postulaty tych ludzi nie są według mnie jednak zbyt zasadne. Trudno jest rozstrzygać jakiekolwiek sprawy sporne po niemalże czterystu latach od ich zaistnienia. To co Szwedzi zabrali Rzeczpospolitej, w większości zapewne nigdy do niej nie wróci. I musimy się z tym pogodzić.

niedziela, 24 maja 2015

Kilka rzeczy, których nie wiedziałeś o Eurowizji

Wczoraj zakończył się jubileuszowy, 60. Konkurs Piosenki Eurowizji. Zwycięzcą został reprezentant Szwecji, Måns Zelmerlöw, z piosenką "Heroes". Wokół konkursu można podjąć wiele interesujących tematów, w których większość z nas wciąż pozostaje zielona. Spróbujmy więc odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących Eurowizji.

Jak doszło do powstania konkursu?
Początki konkursu - jak łatwo obliczyć - sięgają 1956 roku. Poszukiwania oryginalnego pomysłu na międzynarodowe widowisko rozrywkowe trwały od kilku lat. Jeden z takich pomysłów wysunął szwajcarski dziennikarz i zarazem przewodniczący Europejskiej Unii Nadawców, Marcel Bezençon. Pierwszy konkurs odbył się w Lugano, w Szwajcarii. Uczestniczyło w nim siedem państw: Belgia, Francja, Holandia, Luksemburg, Niemcy, Szwajcaria i Włochy.
Marcel 01
Marcel Bezencon, uznawany za twórcę Konkursu Piosenki Eurowizji.
Skąd się wzięła "Wielka Piątka"?
Obecny format konkursu nie funkcjonował rzecz jasna od jego pierwszej edycji. Początkowo odbywał się tylko jeden koncert - finał. Po rozpadzie Jugosławii i Blogu Wschodniego szybko okazało się jednak, że liczba państw ubiegających się o udział w festiwalu znacznie przekracza jego możliwości. Przez wiele lat rozważano różne opcje zmniejszenia liczby uczestników finału. Ostatecznie w 2004 roku wprowadzono zasadę organizacji półfinału. Udział w finale zapewnionych miało jednak 14 najlepszych państw z poprzedniego konkursu, przy czym w tej puli musiały znaleźć się Francja, Wielka Brytania, Niemcy oraz Hiszpania, jako państwa wkładające najwięcej funduszy w funkcjonowanie Europejskiej Unii Nadawców. W 2011 roku, kiedy rozgrywano już dwa półfinały, a do finału wstęp uzyskiwali jedynie zwycięzcy poprzedniej edycji konkursu oraz wymienione wyżej kraje, do konkursu powrócili Włosi, dopełniając automatycznie skład "Wielkiej Piątki".

Kto wygrywał najczęściej?
Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Dominatorem w tej kwestii była od dawien dawna Irlandia, która zwyciężała siedem razy. Sęk w tym, że jej ostatnie zwycięstwo miało miejsce w 1996 roku. Od tego czasu Szwecja, która jest obecnie druga na liście (6 zwycięstw) wygrała aż trzy razy - 1999, 2012 i 2015 rok. Kolejne miejsca z kolei znów zajmują kraje, które nie wygrywały od przeszło 15 lat: Wielka Brytania, Francja, Luksemburg, Holandia, Izrael. Wiele z nich, tak jak Wielka Brytania, dużą liczbę tryumfów zawdzięcza pierwszym latom Eurowizji, kiedy liczba uczestników wahała się w okolicach dziesięciu. Gdybyśmy zatem uznali, że ważne są wyniki osiągnięte po rozpadzie Jugosławii i Bloku Wschodniego, a więc po 1993 roku, wyszłoby na to, że pierwsza jest Szwecja (3), następnie Dania (2), a potem szereg państw z jednym zwycięstwem na koncie.
Лорин
Loreen, szwedzka zwyciężczyni Eurowizji z 2012 roku.
Spróbujmy jeszcze podzielić kraje na kilka bloków: Europa Zachodnia (Francja, Hiszpania, Monako, San Marino, Wielka Brytania, Malta, Irlandia i Portugalia), Skandynawia, Beneluks i kraje niemieckojęzyczne, Europa Środkowa (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, państwa bałtyckie), Bałkany i okolice (była Jugosławia, Albania, Bułgaria, Turcja, Grecja, Izrael i Cypr), Wspólnota Niepodległych Państw i okolice (Rosja, Armenia, Azerbejdżan, Gruzja, Mołdawia, Ukraina, Białoruś). W tym przypadku licząc wszystkie 60 edycji pierwsza będzie z 22 zwycięstwami Europa Zachodnia przed Beneluksem i krajami niemieckojęzycznymi (16). Ta sama Europa Zachodnia po 1993 r. nie wygrała jednak kompletnie nic, a na czele figuruje Skandynawia z 8 tryumfami.

Czy język piosenki ma znaczenie?
Chyba tak. Wiadomo, że angielski jest najpopularniejszym z eurowizyjnych języków - aż 28 piosenek-zwycięzców Eurowizji była napisana właśnie w tym języku. 14 było francuskich, po 3 niderlandzkie i hebrajskie. Ostatni raz piosenka śpiewana w innym języku niż angielski wygrała natomiast w 2007 roku, czyli 8 lat temu! Była to serbska "Molitva" Mariji Serifović.

Czy wprowadzenie do Eurowizji jurorów miało znaczenie?
To będzie bardzo subiektywna ocena, lecz na to pytanie trudno odpowiedzieć inaczej. Jurorzy zostali wprowadzeni w 2009 roku, czyli podczas Eurowizji w Rosji. Niemal natychmiast dało się zaobserwować zmianę eurowizyjnego trendu. W konkursie zaczęły się pojawiać piosenki bardziej uznane, bardziej ambitne i wykonywane przez szerzej rozpoznawalnych artystów. I - co chyba najważniejsze - przestała się w praktyce liczyć oprawa graficzna, ilość efektów specjalnych, czy po prostu przeciętność, mainstreamowość piosenek. Szybko okazało się, że te "nowe" utwory zdobyły nie tylko sympatię jurorów, ale też widzów - zaczęły wygrywać i osiągać naprawdę wysokie miejsca - począwszy od zwycięstwa Leny ("Satellite"), a kończąc na czwartym miejscu Loïca Nottet z Belgii we wczorajszym finale.
Lena Oslo1
Lena podczas Eurowizji 2010.
Kto był najbardziej wytrwałym uczestnikiem Eurowizji?
Historia w zasadzie sprzed roku. Valentina Monetta z San Marino po raz trzeci bierze udział w Eurowizji. Nie przeszkadzają jej dwie wielkie porażki w poprzednich edycjach. A te musiały boleć. W 2012 roku co prawda od razu skazywano ją na porażkę z kawałkiem "The Social Network Song", lecz już rok później była jedną z faworytek, postaci typowanych przez wszystkich na zwycięzcę widowiska. I wystarczyło to do zajęcia 11. miejsca, ale... w półfinale! Wielkość kraju chyba w tym przypadku nie pomaga... Mimo to, Monetta wystąpiła w 2013 r. i z piosenką "Maybe" odniosła wielki sukces - awansowała do finału i zajęła... 24. miejsce. W San Marino poczytano to za powód do ogromnej radości!
ESC2014 - San Marino 01
Valentina Monetta podczas Eurowizji 2014.
Na koniec o tym, jak wydać dużo pieniędzy przy okazji konkursu Eurowizji.
Przenosimy się do Azerbejdżanu. Kraj ten gościł Eurowizję w 2012 roku, dzięki zwycięstwie duetu Ell & Nikki w poprzedniej edycji. Konkurs postanowiono zorganizować w Baku. Miał się on cechować niezwykłym - jak na Eurowizję - przepychem. Specjalnie na tą okazję zbudowano w stolicy Azerbejdżanu ogromną, mieszczącą przeszło 20 tysięcy widzów halę. Przed występem każdego z uczestników była ona podświetlana od zewnątrz flagami państw, z których pochodzili. Dodatkowo, na imprezę zaproszono poprzednich pięciu zwycięzców konkursu tylko po to, by wykonali wspólną piosenkę w jednym z półfinałów. Jak już, to na bogato!
Crystal Hall Baku Inside
Crystal Hall w Baku, Eurowizja 2012.

sobota, 14 marca 2015

Nagroda Nobla, czyli USA vs reszta świata

O Nagrodach Nobla słyszał chyba każdy. Na mocy swojego testamentu ustanowił je Alfred Nobel, szwedzki przedsiębiorca, który zdobył światową sławę dzięki swojemu wynalazkowi - dynamitowi. Od 1901 roku najwybitniejsi medycy, chemicy, fizycy oraz literaci, a także działacze na rzecz światowego pokoju, rokrocznie zostają dofinansowani pokaźną sumką (8 milionów koron szwedzkich, a więc około 3,5 miliona złotych polskich). Zapewne mało kto zastanawiał się jednak, dokąd trafiają te pieniądze. Bądź co bądź, każdy noblista reprezentuje jakieś państwo. Skąd pochodzą więc laureaci największej ilości nagród? Czy znaleźć ich możemy również w egzotycznych częściach świata?
AlfredNobel adjusted
Na początek musimy jednak coś ustalić. Załóżmy, że w naszych rozważaniach nie weźmiemy pod uwagę Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, jako tej niechcianej przez samego twórcę fundacji, a jakoby "na siłę" wciśniętej do systemu przez ambitnych działaczy.

Gdy już mamy za sobą tę drobną formalność, możemy przejść do rzeczy, a mianowicie - cofnąć się do lat 30. XX wieku. Wtedy wydawało się jeszcze, iż to europejskie państwa zdominują kolejne ceremonie rozdania Nagród Nobla. Wśród kilkudziesięciu laureatów w każdej dziedzinie, blisko połowę stanowili bowiem przedstawiciele trzech potęg - Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Chyba tylko nagroda pokojowa charakteryzowała się większą różnorodnością narodowościową. Ale i tu możemy natrafić na postaci nie tyle z Niemiec, a z... Trzeciej Rzeszy! Przy czym postać ta - Carl von Ossietzky - była więźniem obozu koncentracyjnego i - jak można przewidzieć - nie miała szans na wycieczkę do Szwecji.

Jakże różne wydają się te statystyki w porównaniu do aktualnych! Ostatnie kilkadziesiąt lat należało pod względem nauki do Stanów Zjednoczonych, co obrazuje także liczba nagrodzonych Noblem mieszkańców tego państwa. USA wydały bowiem na świat blisko 300 laureatów prestiżowej nagrody. Amerykanie po prostu zdominowali każde kolejne rozdania Nobli. Na zobrazowanie tego faktu posłuży przykład lat 1993-1998, kiedy to nagrodę w dziedzinie fizyki zdobywał każdego roku przynajmniej jeden naukowiec ze Stanów Zjednoczonych. Daleko w tyle pozostały Wielka Brytania (ok. 100 nagród), Niemcy (ok. 85), czy Francja (ok. 55).

Jednak gdy przyjrzymy się noblowskiej mapie świata, możemy łatwo spostrzec, iż nagroda wielokrotnie trafiała do regionów nieco egzotycznych. Rzecz jasna zazwyczaj takie sytuacje miały miejsce w dziedzinie pokojowej, wśród laureatów której można wymienić Liberyjki Leymah Gbowee i Ellen Johnson-Sirleaf, Jose Ramos-Hortę z Timoru Wschodniego, czy Gwatemalkę Rigobertę Tum.

Gwoli ścisłości warto jeszcze dodać, iż wśród laureatów Nagrody Nobla są dwaj specyficzni bezpaństwowcy. A mianowicie - Unia Europejska oraz Organizacja Narodów Zjednoczonych. Może więc uznamy, że laureatami zostały również wszystkie państwa członkowskie, a więc - w przypadku ONZ - wszystkie państwa świata? Wtedy wszyscy będą zadowoleni...

Zobacz też:
1. Życie na Grenlandii