poniedziałek, 23 listopada 2015

Liebster Blog Award

Witam serdecznie! Dzisiaj wpis ponadprogramowy. ;) Miło mi poinformować, że zostałem nominowany do Liebster Blog Award. O nagrodzie tej pisało już wielu moich poprzedników, więc wytłumaczę tylko dla tych, którzy z nazwą stykają się po raz pierwszy, iż jest to pewien rodzaj blogowej zabawy. Każdy nominowany przekazuje nominację innym lubianym przez siebie blogom (sztuk 5-11), a ich autorzy robią to samo... i tak koło się toczy. Przy okazji mamy również prawo zadania 11 pytań naszym wybrańcom.

W tym miejscu powinienem zapewne napisać coś od siebie. Trochę się nad tym zastanawiałem. Chciałem, żeby tekst, który wstawię w to miejsce był oryginalny zważywszy na fakt, że zabawa ta krąży już jakiś czas po sieci. I wtedy doszedłem do wniosku, że rzeczą najbardziej oryginalną będzie napisanie właśnie tego :D. I tak też zrobiłem.

Dodajmy jeszcze, że nagrodę otrzymałem od Marzeny, autorki bloga Amelii podróże małe i duże. Jest to istotne pod tym względem, że gdybym nominację dostał od kogokolwiek innego, pewnie sam bym ją nominował ;).
To jest pewien mankament tego typu postu. Wypadałoby wrzucić jakieś zdjęcia, ale nie masz pojęcia, jakie.
Dlatego zachęcam do obejrzenia lemurów katta z opolskiego zoo. ;)
Ale przejdźmy już do rzeczy. Muszę się teraz zmierzyć z 11 pytaniami, które wymyśliła dla mnie moja poprzedniczka. A więc do dzieła!

1. Co zainspirowało Cię do prowadzenia bloga?
Na pomysł bloga wpadłem jakiś rok temu. Od zawsze (no, prawie zawsze ;)) byłem i jestem pasjonatem historii i geografii, a przez to także uwielbiam podróżować. Stwierdziłem, że chciałbym w jakiś sposób zachęcić innych do zgłębiania wiedzy o świecie, jak również przedstawić im moje własne przemyślenia na temat różnych miejsc, kultury i tego co nas otacza. I w ten sposób zrodził się pomysł blogowania.
2. Jak rodzina i znajomi przyjęli fakt, że jesteś blogerem?
Na początek - nic o tym nie wiedzieli :D. A gdy już im o tym powiedziałem, wyrazili swoje zainteresowanie i dzisiaj są jednymi z moich czytelników ;).
3. Czy zanim zacząłeś prowadzić bloga, wśród Twoich znajomych byli jacyś "blogujący"?
Nie, a przynajmniej nie miałem wiadomości o takowych.
4. Czy przykładasz wagę do zachowania prywatności w blogowaniu?
Tak. I da się to zauważyć. Nie publikuję swoich zdjęć, ani nie zamieszczam nigdzie mojego nazwiska. Cenię swoją prywatność i nie chcę, żeby to o czym piszę zostało przesłonięte przez moje własne życie. Co oczywiście nie oznacza, że nie wyrażam swoich opinii, bo to jest - zgodnie z socjologią - motorem rozwoju zaangażowania w sprawy publiczne :D.
5. Co najbardziej podoba Ci się w blogowaniu?
Blogowanie daje mi szeroko pojętą możliwość samorealizacji. Cieszę się, gdy coś napiszę i ktoś stwierdzi, że rzeczywiście było to interesujące i że przyciągnęło to jego uwagę. :D
6. Czy masz jakieś inne hobby oprócz prowadzenia bloga?
Całe mnóstwo. :D Oczywiście zalicza się do nich zgłębianie tajników geografii i historii, przy czym z tą drugą wiążę dosyć mocno moją przyszłość, w związku z czym trudno nazwać to już zwykłym hobby ;). Poza tym uwielbiam muzykę (przede wszystkim rocka i alternatywę), filmy (i ich ocenianie na filmwebie :)), książki fantasy, sport (głównie w telewizji, ale nie pogardzę też wypadem na pływalnię). Aha, jeszcze jedno. Kocham jedzenie (nie mylić z gotowaniem ;)).
7. Czy planujesz jakieś zmiany dotyczące treści bloga?
Bardzo interesujące pytanie. Na pewno dalej będę skupiał się na podróżach, geografii i historii, przy jednoczesnym udziale kultury i sportu. Jednocześnie jednak bardzo chciałbym - w miarę możliwości - zwrócić swoją uwagę na nauki ścisłe, których tak do końca nadal nie rozumiem. Ale przecież w życiu trzeba podejmować wyzwania! Jednym z takich wyzwań było chociażby pisanie o neutrinach przy okazji artykułu o tegorocznych noblistach. ;) W ramach kryptoreklamy dodać mogę jeszcze, że przygotowuję już serię artykułów podsumowujących ten nasz 2015 rok, które ukażą się zapewne gdzieś pomiędzy świętami, a Sylwestrem ;).
8. Co Cię rozśmiesza?
Gdybym zaczął wymieniać, pewnie nie starczyłoby mi miejsca na serwerach Google :). Dlatego powiedzieć najłatwiej, że rozśmiesza mnie wszystko poza kilkoma wyjątkami, wśród których znaleźć można czarny humor.
9. Jaki jest twój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu?
To zależy. Wieczorem, gdy na dworze jest już ciemno, zazwyczaj oglądam książkę lub włączam telewizor, po czym pogrążam się w "kulturze". Kiedy indziej - oczywiście poza blogowaniem - uwielbiam podróże i śledzenie imprez sportowych ;).
10. Twoje 3 życzenia do Złotej Rybki.
1. Zdrowia, bo bez zdrowia nie ma się żadnych życzeń.
2. Żebym zawsze mógł robić to, co mi się najbardziej w danej chwili podoba.
3. Żebym znowu złowił Złotą Rybkę :D.
11. Za rok o tej porze będę...
... nadal człowiekiem :D. Mam nadzieję...
I jeszcze jedno wyjście z trudnej sytuacji. Wąwóz św. Jadwigi w Sandomierzu :).
Teraz nadejszła pora, w której kandydatów muszę przedstawić ja. Oto więc i oni:
1. Ale Piękny Świat - blog z jednej strony podróżniczy, a z drugiej kształtujący światopoglądowo. Za każdym razem, gdy czytam posty na tym właśnie blogu, zostaję skłoniony do kolejnych rozmyślań.
2. Henryków Blog  - Jakże nie mógłbym nominować bloga traktującego o historii? :) A ten jest naprawdę świetnie przemyślany i energicznie prowadzony.
3. LKedzierski - blog o podróżach i nie tylko, w przypadku którego urzekły mnie wspaniałe opisy różnych zakątków świata i fenomenalne zdjęcia (mam nadzieję, że nazwa jest właściwa, w przeciwnym razie proszę o poprawkę ;)).
4. Globtroterek - blog o podróżach z nieco innej perspektywy, na którym znalazłem już wielokrotnie interesujące opisy miejsc zarówno bliskich, jak i tych bardziej dalekich.
5. T&M Podróżniczo - blog podróżniczy, na którym - poza spotkaniem z interesującymi, wyjątkowymi miejscami - dowiedzieć się możemy także sporo o świecie, co niezwykle cenię ;).

No i oczywiście pytania, żeby moi wybrańcy nie mieli zbyt łatwo:
1. Na początek standardowo, czyli co skłoniło Cię do pisania bloga?
2. Czy podczas pisania bloga korzystasz z jakiś materiałów pomocniczych, a jeśli tak, to jakich?
3. W jaki sposób starasz się rozwijać swoje pasje?
4. Czy zdarza Ci się przeżywać swego rodzaju "wypalenie zawodowe" podczas blogowania, ze względu na które musisz sobie zrobić trochę przerwy?
5. Jak reagujesz na komentarze zamieszczane pod Twoimi postami?
6. Czy poszukujesz innych blogów o profilu podobnym do Twojego, a jeśli tak to w jaki sposób?
7. Jakie książki najbardziej lubisz czytać?
8. Jakie filmy najbardziej lubisz oglądać?
9. Gdzie najchętniej spędzasz wakacje?
10. Co byś wrzucił do kapsuły czasu, która miałaby zostać otwarta po 500 latach?
11. Czy byłbyś w stanie skończyć z blogowaniem?

Jak widzicie jestem wredny, ale mam nadzieję, że się tym nie zrazicie i spróbujecie podjąć wyzwanie :D.

sobota, 21 listopada 2015

Puławy. W cieniu wielkiego przemysłu

Puławy to miasteczko nie takie małe, bo liczące prawie 50 tysięcy mieszkańców. Gdy słyszymy tą nazwę na myśl przychodzą nam jednak przede wszystkim Zakłady Azotowe Puławy. Szczególnie, jeśli mieszkamy na drugim końcu Polski. W zasadzie trudno się temu dziwić. Wszakże Puławy istnieją w dużej mierze dzięki przemysłowi. Z drugiej strony, jest to miejsce o znacznie bogatszej historii i kulturze. Zarówno w miejscowości, jak i w pobliżu zlokalizowanych jest wiele interesujących atrakcji turystycznych.
Pulawy-poland-john-paul-2-monument
Puławy. Pomnik Jana Pawła II.
Zanim przejdziemy do dzisiejszego obrazu Puław, zaproponuję Wam pewną ciekawostkę. Czy zastanawialiście się kiedyś skąd taka oryginalna nazwa, jak Puławy? Na przestrzeni wieków powstało - rzecz jasna - wiele koncepcji, które odpowiedzieć miały na to pytanie. Specjaliści szybciutko powiązali słowo "Puławy" z całym mnóstwem wyrażeń funkcjonujących w starej polszczyźnie. Na przykład "pulwy" to lasy rosnące nad Wisłą (bardziej fachowa nazwa to łęgi), "pławy" to przeprawa przez rzekę, "pława" to mielizna, a "pławia" - prąd rzeczny. Trudno się w tym połapać, prawda? Z ratunkiem przychodzi nam jednak fenomenalna kultura ludowa, która daje znacznie bardziej przystępne i prostsze wyjaśnienie nazwy. Otóż zgodnie z pewną legendą, w okolice, w których dziś znajdują się Puławy, przybyć miał nie kto inny, jak Zawisza Czarny. Postanowił się tam zatrzymać na odpoczynek, wszedł do karczmy, usiadł na ławie... a ta się pod nim urwała! Zaskoczony wykrzyknął więc: "A niech to będzie pół ławy!". I mamy Puławy. ;)

Nie sposób przy okazji nie wspomnieć również o tych okrytych wielką sławą Zakładach Azotowych Puławy. Ten wielki ośrodek przemysłowy powstał w latach 60. Wtedy też rozpoczęto gruntowną rozbudowę mikroskopijnego wręcz miasteczka, która powiązana była z wyburzaniem starych budynków i wznoszeniem na ich miejscu nowych, PRL-owskich bloków. W zakładach produkuje się nawozy azotowe. Jeśli przyjrzymy się mapie Polski, to fabryk o podobnym profilu znajdziemy jeszcze kilka, z których największe zlokalizowane są w Policach koło Szczecina i Kędzierzynie-Koźlu. Miasta te mają zaskakująco zbliżony do Puław charakter. Czemuż się jednak dziwić, skoro wszystkie są dziełem Polski Ludowej?
Zakłady Azotowe "PUŁAWY" S.A.
Zakłady Azotowe Puławy.
Pora już nam przejść to rzeczy znacznie bardziej interesujących dla potencjalnych turystów. Aby to uczynić, przenieść się musimy do ścisłego centrum Puław. Znajduje się tam miejsce, które zupełnie nie pasuje do przemysłowego charakteru miasta, jedna z nielicznych pozostałości po czasach dawno minionych. A mianowicie, Pałac rodu Czartoryskich wraz z rozległym parkiem krajobrazowym. Okazałą budowlę wzniesiono w XVII wieku, a po kilku remontach przybrała ona dzisiejszy, klasycystyczny wygląd. Pałac ma kształt podkowy, a pomiędzy jego skrzydłami zorganizowano piękny placyk ze stawkiem i fontanną. Podczas spaceru wokół niego przyjrzeć się można dokładnie okazałej elewacji dawnej magnackiej rezydencji.
Pałac Czartoryskich.
Pałac Czartoryskich w trakcie burzy.
Tych, którzy spodziewają się długiego zwiedzania zamkowych komnat i wystawnych salonów, muszę jednak zawieść. Zamek nie jest w zasadzie udostępniony do zwiedzania, gdyż znaczną jego część zajmują takie specyficzne instytucje, jak... Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa. Turyści mogą odwiedzić zaledwie jedno pomieszczenie, w którym stworzono niewielką wprawdzie, ale całkiem interesującą wystawę. Dowiemy się na przykład przy okazji jej podziwiania co nieco na temat działalności artystycznej Izabeli Czartoryskiej. Księżna ta pod koniec XVIII wieku założyła w tym miejscu całkiem sprawnie funkcjonujący ośrodek sentymentalizmu, nurtu literackiego opozycyjnego względem klasycyzmu. Na dworze Czartoryskiej tworzyły wówczas takie znakomitości, jak Julian Ursyn Niemcewicz, Jan Piotr Norblin oraz Franciszek Dionizy Kniaźnin.

Z postacią księżnej Izabeli związane jest także powstanie parku krajobrazowego w pobliżu zamku. Dawniej był tam park w stylu francuskim, lecz Czartoryska przekształciła go w stylowy park angielski z dużą ilością rozmaitych budyneczków, pomników i innych monumentów. Do najbardziej znanych i najpiękniejszych należy Świątynia Sybilli uchodząca za pierwsze polskie muzeum narodowe. Budowla w kształcie rotundy wznosi się nad wysoką skarpą i jest otoczona przez kolumny mające postać zbliżoną do tych starogreckich. Zainteresowanie wzbudza również znajdujący się kilkanaście metrów dalej Dom Gotycki z czerwonej cegły. Zarówno do jednej, jak i drugiej budowli nie mamy wprawdzie wstępu, lecz i tak warto stanąć w ich cieniu i przyjrzeć się znakomitym detalom architektonicznym.
Dom Gotycki i Świątynia Sybilli (w tle).
Świątynia Sybilli od dołu skarpy.
Świątynia Sybilli podczas zmierzchu.
Wieża ciśnień w puławskim parku.
Nie jest to jednak wszystko. Warto przejść na przeciwległą stronę parku. W dół, w kierunku jeziora, schodzi tam interesująca konstrukcja zwana Pasażem Angielskim. Trudno tak do końca rozstrzygnąć, czym to jest, niemniej spacer pod ceglanymi łukami potrafi sprawić przyjemność. Wspomnieć jednak należy, iż obiekt traci sporo ze swego uroku ze względu na szczególne umiłowanie miłośników trunków mocniejszych do oddawania się swojej ulubionej rozrywce właśnie w tym miejscu, o czym świadczy wiele leżących na ziemi, rozbitych, szklanych butelek.
Schody Angielskie w Puławach
Pasaż Angielski.
Park stanowi również świetne miejsce na obserwację przyrody. Oczywiście pod warunkiem, że nie trafimy akurat na moment, w którym każdy, nawet najmniejszy postój, będzie się wiązał z przekazaniem odrobiny krwi setkom maleńkich komarów. Bliskość Wisły i szeroko pojętych terenów podmokłych robi niestety swoje... Gdy jednak komary nie przeszkadzają, z całą pewnością uda nam się przyjrzeć z bliska jakiemuś pięknemu reprezentantowi ptactwa. A gdy i to zakończy się niepowodzeniem, zawsze przejść się możemy w bezpośrednie pobliże zamku, gdzie czekać już na nas będą pawie, prawdziwa ozdoba puławskiego kompleksu.
Przyroda w dolnej części parku, u stóp Świątyni Sybilli.
Paw w pobliżu zamku.
Paw w pobliżu zamku.
Gdy już uznamy, że mamy dość sentymentalizmu, angielskich ogrodów i XVIII wieku, przejść się możemy nad Wisłę, gdzie zlokalizowano atrakcję znacznie bardziej funkcjonalną i o jakieś kilkaset lat młodszą od pałacu Czartoryskich. Mowa o stalowym moście im. Ignacego Mościckiego z 1934 roku. Składa się on z siedmiu przęseł, a przejażdżka nim dostarcza wrażeń zgoła wyjątkowych.
Most im. Ignacego Mościckiego.
Pora już pożegnać się z Puławami. Jest to miejsce może i niezbyt przez Polaków poznane, lecz warte odwiedzenia. Jeśli jeszcze tam nie byliście, serdecznie polecam Wam wycieczkę w tą okolicę. :)

wtorek, 17 listopada 2015

Kilka rzeczy, których nie wiedziałeś o Andorze

Andora jest jednym z najmniejszych krajów Europy. Ta miniaturka wciśnięta pomiędzy Francję i Hiszpanię może się wydawać miejscem niezbyt ciekawym i mało urozmaiconym. No bo co można powiedzieć o kraju, który w ciągu jednego dnia można przemierzyć wzdłuż i wszerz? Andora pozostaje miejscem skrajnie niepoznanym dla standardowego obserwatora, którego oczy uciekają przeważnie nieco na południe, ku Barcelonie, czy też nieco na północ, ku Paryżowi. A szkoda, bo jest to kraik o niezwykle interesującej polityce, geografii, społeczeństwie, prawie, czy też historii. Przyjrzyjmy się więc kilku najciekawszym zagadnieniom z Andorą związanym!
Andorra la Vella and Escaldes-Engordany 2
Andorra la Vella, stolica Andory licząca 20 tysięcy mieszkańców.
1. Nie taka mała
Myśląc o Andorze zazwyczaj stosujemy pewnego rodzaju uogólnienie. A mianowicie, pakujemy ją do jednego koszyka z innymi europejskimi mikropaństwami - Watykanem, Monako, Liechtensteinem i San Marino. Praktyki te są jednak co najmniej niepoprawne. Andora ma bowiem "aż" 450 kilometrów kwadratowych, co oznacza, że jest prawie 3 razy większa od Liechtensteinu, 7 razy większa od San Marino, 200 razy większa od Monako i jakieś 1000 razy większa od Watykanu! Co ciekawe, mniejsza od Andory, choć nieznacznie, jest także Malta. Również i poza Europą znajdziemy kilka krajów, które Andora swoją wielkością wprost deklasuje, w tym Seszele, Barbados, Malediwy i Nauru. Aby nie popadać w skrajności zaznaczmy jednakże, że Andora mimo wszystko pozostaje mniejsza od... Warszawy.
Andorra topographic map-en
Mapa Andory.
2. Głowa państwa z innego państwa
Andora ma zgodnie z najnowszymi danymi nieco ponad 76 tysięcy mieszkańców. Głową państwa nie jest jednak żaden z nich. Co więcej, funkcję tą pełnią aż dwie osoby o randze współksiążąt. Pierwszą z nich jest biskup hiszpańskiego La Seu d'Urgell, a więc aktualnie Joan Enric Vives Sicilia. Drugim natomiast jest nie kto inny, jak prezydent Francji, czyli w chwili obecnej Francois Hollande. Skąd takie kuriozalne rozwiązanie? Pomysł na tego typu rządy zrodził się już w XIII wieku, kiedy to dogadali się w tej kwestii biskup Urgell oraz francuski hrabia Foix. Obecnie - rzecz jasna - władanie hiszpańskiego duchownego i francuskiego prezydenta nie oznacza utraty suwerenności. Wszakże postaci te nie mają zbytnich prerogatyw, a ich wpływ na politykę państewka jest jedynie symboliczny.
Andorran parliament interior 2015-10
Sala obrad parlamentu Andory, Rady Generalnej.
3. Z walutą ciężka sprawa...
Andora jako mikropaństwo nigdy nie mogła pozwolić sobie na posiadanie własnej waluty. W kraju tym nie funkcjonuje obecnie nawet mennica. Dlatego też Andora od dawien dawna korzysta z obcej waluty. Dawniej był nią frank francuski. Gdy ten zniknął jednak ze światowej areny gospodarczej wraz z przyjęciem przez Francję waluty euro w 2002 roku, Andora zdecydowała się na zawarcie z Unią Europejską porozumienia, dzięki któremu na swoim terytorium może używać banknotów i monet wspólnotowych. Podobne porozumienie istnieje zresztą w ramach polityki celnej. Wbrew powszechnym skojarzeniom, Andora nie należy jednak do strefy Schengen. A to oznacza, że podczas wjazdu do pirenejskiego państwa, musimy być przygotowani na kontrolę graniczną.
Andorra la Vella, center
Centrum finansowe w Andorze.
4. Zagadka ropy naftowej
Interesujące wnioski nasuwają się podczas przeglądania bilansu handlu zagranicznego Andory. Powszechnie dostępne są aktualnie dane z 2013 roku. Zgodnie z nimi aż 75% wartości wszystkich produktów, jakie opuszczają terytorium Andory,  stanowi eksport rafinowanej (czyli oczyszczonej) ropy naftowej. Aby móc takową ropę naftową produkować, potrzebny jest oczywiście surowiec pod postacią zwykłej ropy naftowej. Tymczasem Andora ani nie sprowadza go zza granicy, ani też nie ma możliwości prowadzenia wydobycia owego surowca. Skąd więc bierze się eksport paliwa na tak wysokim poziomie? Otóż Andora jest w tym przypadku jedynie pośrednikiem. Kupuje od innych państw, przede wszystkim Francji i Hiszpanii, duże ilości już przerobionej ropy naftowej, po czym zyskownie sprzedaje ją innym partnerom. A partnerzy ci są nadzwyczaj egzotyczni. Zdecydowaną większość ropy naftowej przejmuje Tanzania, natomiast całą resztę - Mozambik. Warto również dodać, że nie jest to koniec podróży surowca. Tanzania wzorem Andory eksportuje bowiem dużą część uzyskanej w ten sposób ropy do innych państw afrykańskich, w tym do RPA, Demokratycznej Republiki Konga, Ugandy i Kenii.
Tabaksveld in Sispony
Mimo niekorzystnego ukształtowania w Andorze kwitnie też rolnictwo. Na zdjęciu pole tytoniu.
5. Skąd wziąć wojsko?
Andora liczy niecałe 80 tysięcy mieszkańców. Dla porównania, armia polska składa się ze 100 tysięcy aktywnych żołnierzy. Gdyby więc pod broń powołano wszystkich mieszkańców Andory, łącznie z dziećmi, kobietami i emerytami, siły wojskowe tego mikropaństwa i tak zajęłyby dopiero 52. miejsce na świecie. Skąd więc wziąć siły potrzebne do obrony państwa? Rozwiązanie okazuje się niezwykle proste. W latach 90. Andora podpisała z Francją i Hiszpanią układ, który zobowiązuje oba całkiem spore państwa do obrony suwerenności ich malutkiego wspólnika. Sprawiło to, że armia Andorze przestała być w ogóle potrzebna i dziś stanowi ją tylko garstka ochotników pełniących funkcje czysto reprezentacyjne. Na wypadek palącej potrzeby władze Andory mają jednak prawo powołać pod broń każdego dorosłego mieszkańca kraju. Jest to przepis bardzo mało znaczący zważywszy na to, że ostatnio Andorczycy sprawdzali się na polu bitwy... 700 lat temu!

6. Raj kolarski
Andora - jak to już wcześniej kilkukrotnie wspominałem - leży w całości na terytorium Pirenejów. Fakt ten wymusił na jej mieszkańcach budowę niezwykle krętych dróg o dużych nachyleniach. Na potwierdzenie tych słów wspomnieć należy, że spośród czterech głównych dróg wjazdowych do państwa, aż trzy prowadzą przez wysokogórskie przełęcze, a większość tras wewnętrznych o mniejszym znaczeniu wznosi się na jeszcze wyższe wysokości. Ten stan rzeczy wykorzystują przede wszystkim kolarze, zarówno amatorzy, jak i zawodowcy. Andorę szczególnie często odwiedzają organizatorzy i uczestnicy wielkich imprez kolarskich. W tym roku odbył się tam w całości jeden z etapów prestiżowej Vuelta a Espana, szybko okrzyknięty jednym z najtrudniejszych w historii cyklu. Już w przyszłym roku natomiast, w Andorze trzy dni spędzą kolarze startujący w jeszcze bardziej prestiżowym Tour de France.
Pas de la case
Pas de la Casa, przełęcz na granicy z Francją.
Andora okazuje się więc być całkiem interesującym skrawkiem ziemi... No dobra, skraweczkiem. Czy udało mi się Was zaciekawić niektórymi elementami z nią związanymi? Czy coś Was zaskoczyło? A może o czymś wiedzieliście już od dawna? ;)

niedziela, 8 listopada 2015

Kryzys Mieszka czy Bolesława?

W latach 1031-39 trwał w państwie pierwszych Piastów jeden z największych kryzysów w tysiącletniej historii Polski i zdecydowanie największy od powstania kraju aż po powstanie kozacki bunt Chmielnickiego w 1648 roku. Przeciwko władcom z Gniezna sprzysięgło się całe mnóstwo nieprzyjemnych okoliczności i wydarzeń. Zaczęło się od ataków ruskiego księcia Jarosława Mądrego i cesarza Konrada II. Później przyszły utrata insygniów koronacyjnych, rodzinne walki o władzę, utrata terytoriów, usamodzielnienie się Mazowsza i Pomorza Zachodniego, łupieżczy najazd księcia Czech - Brzetysława, powstanie ludowe, upadek struktur kościelnych i powrót ludności do pogaństwa. Można by rzec, że Piastowie rozbili wówczas bank. Każdy z wymienionych wyżej czynników mógł trwale zdestabilizować nawet najsilniejszą monarchię, a ich idealne wręcz zgranie w czasie sprawiło, że powrót do normalności trwał przez następne kilkadziesiąt lat. O wszystkie te niepowodzenia oskarżany bywa nader często panujący u progu owego kryzysu Mieszko II Lambert, drugi król Polski i syn wielkiego Bolesława Chrobrego. Niektórzy historycy prześcigają się wręcz w ciskaniu gromów w nieszczęsnego Mieszka. Inni litościwie, a do tego słusznie, zauważają jednak, że zaistniała sytuacja może być nie tyle winą niesławnego Lamberta, co jego nad wyraz cenionego ojca!
Wojciech Gerson-Kazimierz Odnowiciel
Kazimierz Odnowiciel wracający do Polski, Wojciech Gerson
Chwila moment. Jak to? Ten wielki, zdecydowany, waleczny Bolesław Chrobry, którego zasługi dla państwa polskiego są nieocenione, miałby być winny jednemu z największych kryzysów w historii swojej ojczyzny? Aby rozwiać wszelkie wątpliwości przyjrzyjmy się długiemu panowaniu pierwszego polskiego króla z nieco innej perspektywy.

Państwo Bolesława Chrobrego miało w chwili, gdy wkraczał on na tron, a więc w 992 roku, sześciu zasadniczych sąsiadów: Prusy, Ruś Kijowską, Węgry, Czechy, Niemcy i Związek Wielecki. Na początku rządów piastowskiego księcia, Polskę łączyły wyjątkowo dobre stosunki z Niemcami, a właściwie Świętym Cesarstwem Rzymskim. Świadectwem tego był zjazd gnieźnieński z roku 1000, podczas którego cesarz Otton III dał wyraz poparcia dla planów Chrobrego dotyczących umocnienia roli Piastów w środkowej Europie. Przyjaźń ta popsuła się jednak nadzwyczaj szybko, bo niemalże natychmiast po śmierci Ottona. Nowy władca - Henryk II - nie był już tak przychylnie nastawiony do Polski, tym bardziej że Bolesław Chrobry, wykorzystując zamęt związany z przejściem władzy w cesarstwie, zajął Miśnię, Milsko i Łużyce. Między innymi z tego powodu toczyła się w latach 1002-1018 wojna polsko-niemiecka.
Koronacja pierwszego króla (Koronacja Chrobrego. Jan Matejko)
Koronacja Bolesława Chrobrego według Jana Matejki.
W międzyczasie Bolesław zaczął coraz śmielej poczynać sobie w Czechach. Najpierw, w 1003 roku, osadził na tamtejszym tronie swojego protegowanego - Bolesława Rudego. Już kilka miesięcy później nagle zmienił zdanie, pozbawił i oślepił Rudego, po czym sam zasiadł na tronie czeskim. Wprawdzie panowanie Chrobrego w Pradze nie trwało długo - zaledwie do 1004 roku, lecz w tym czasie udało się przyłączyć do Polski Słowację i Morawy, co razem z kolejnym terytorium spornym, jakim był Śląsk, czyniło relacje polsko-czeskie wyjątkowo nieprzyjemnymi.

Za panowania Chrobrego równie interesująco przedstawiały się stosunki Polski z Rusią. Do głównych inicjatyw polskiego władcy w tym rejonie należała wyprawa kijowska z 1018 roku, która miała na celu przywrócenie na tron w Kijowie zięcia Bolesława, Świętopełka. Kampania zakończyła się pełnym powodzeniem, a w drodze powrotnej Chrobry przyłączył do terytorium swojego państwa Grody Czerwieńskie. Wydawałoby się, że wszystko układa się pomyślnie. Świętopełk nie wytrzymał jednak na kijowskim tronie zbyt długo. W praktyce już w 1019 roku Jarosław Mądry pozbawił go władzy. Nowy książę ruski unormował wprawdzie stosunki z tronem polskim, lecz pamięć o interwencji Chrobrego i zagrabieniu Grodów Czerwieńskich pozostała.

Smokowski Entry of Boleslaus the Brave into Kiev
Wjazd Bolesława Chrobrego do Kijowa, Wincenty Smokowski
Z tych wydarzeń wyłania się dosyć jasny i klarowny obraz. Otóż Polska w momencie, gdy Mieszko II przejmował tron po ojcu nie miała realnych możliwości sojuszniczych. Spośród pozostałych trzech sąsiadów Prusowie byli bowiem poganami i bratanie się z nimi było niegodne szanującego się władcy, Węgrzy żywili nadzieje na odebranie Piastom Słowacji, a Wieleci nie dysponowali siłami, które byłyby w stanie w jakikolwiek sposób zmienić sytuację polityczną w regionie. Koniec końców klęska była więc nieunikniona.

Dużą rolę w zaistnieniu kryzysu z lat 30. XI wieku miała polityka Bolesława Chrobrego, jak również fakt, że Mieszko II nie starał się jej zbytnio modyfikować. Jest to niezwykle interesujący przykład na to, że historia wcale nie musi być tak oczywista, jak nam się wydaje. ;)

środa, 14 października 2015

Kim są tegoroczni laureaci Nagrody Nobla?

Nagrody Nobla przyznane! Po raz 112. szwedzkie komitety (i jeden norweski!) zdecydowały komu należy się złoty medal z wizerunkiem Alfreda Nobla oraz równowartość prawie 4 milionów polskich złotych. Rozdanie nagród nastąpi jak zwykle 10 grudnia, lecz już teraz warto poznać sylwetki tegorocznych laureatów najbardziej prestiżowych nagród naukowych na świecie.

1. Fizyka: Kajita/McDonald
Art McDonald 2008
Profesor Arthur B. McDonald.
Nagroda Nobla w dziedzinie fizyki została przyznana w tym roku dwóm naukowcom, których dzieli praktycznie wszystko. Takaaki Kajita jest 56-letnim pracownikiem Uniwersytetu Tokijskiego. Z kolei Arthur B. McDonald to emerytowany, choć wciąż aktywny, profesor Uniwersytetu Queen's w Kanadzie. Łączy ich jedno, wyjątkowe odkrycie - dowiedzenie, że neutrina mają masę.
Stop. W tym momencie konieczne są pewne wyjaśnienia. Po pierwsze, czymże takim są neutrina? Otóż są one niezwykle fascynującymi cząstkami elementarnymi, czyli czymś w stylu budujących atomy protonów, neutronów i elektronów. W odróżnieniu od wyżej wymienionych, neutrina charakteryzują się niezwykłą wprost przenikalnością. Tworzą się na okrągło w wyniku rozmaitych reakcji jądrowych, zachodzących między innymi na Słońcu, w elektrowniach jądrowych, czy nawet w naszych ciałach (choć w minimalnych ilościach). Następnie podróżują z niewiarygodną szybkością i nic nie jest w stanie ich zatrzymać. Dosłownie. Są w stanie bez najmniejszego problemu "przelecieć" na wylot chociażby przez naszą planetę. Gdziekolwiek teraz byście nie byli i cokolwiek byście nie robili, z całą pewnością wokół Was i przez Was przelatują miliardy neutrin. Nieco straszne, ale jednocześnie interesujące, prawda?

Problem w tym, że neutrin nie da się ot tak sobie zauważyć. Są do tego potrzebne niezwykle precyzyjne i zaprojektowane specjalnie w tym celu detektory, z których część znajduje się właśnie w Japonii i Kanadzie. Na podstawie badań prowadzonych niezależnie przez Kajitę i McDonalda udało się ustalić, że do Ziemi nie docierają wszystkie neutrina, które "wyprodukuje" Słońce. To z kolei oznacza, że gdzieś po drodze cząsteczki te ulegają przekształceniom. A to jest niezbitym dowodem na fakt, iż neutrina - w przeciwieństwie do tego, co dotąd sądziliśmy - posiadają masę, choć niewielką. Dla naukowców jest to nie lada problemem, lecz równocześnie także i nowym wyzwaniem. Jeśli bowiem neutrina mają masę, to należy znacząco przekształcić nasze (a raczej ich) wyobrażenia o oddziaływaniu na siebie poszczególnych cząstek we Wszechświecie, czyli ponownie odpowiedzieć na pytanie: "Jak to wszystko się trzyma kupy i nie rozlatuje w drobny proch?" ;).

The Daya Bay Antineutrino Detector (8056998030)
Detektor neutrin w Daya Bay, w pobliżu Hongkongu.
2. Chemia: Lindahl/Modrich/Sancar
Laureatów w dziedzinie chemii mamy w tym roku aż trzech. Są to Szwed Tomas Lindahl, emerytowany dyrektor brytyjskiej organizacji Cancer Research UK; Amerykanin Paul Modrich, profesor Uniwersytetu Duke'a w Karolinie Północnej; oraz Turek Aziz Sancar, profesor na Uniwersytecie Karoliny Północnej. Do ich głównych zasług należą badania nad ludzkim DNA, które pozwoliły - i pozwalają nadal - na rozwijanie możliwości walki z nowotworami i poszerzanie naszej wiedzy o tej chorobie.

Ale o co dokładnie chodzi? Otóż w każdej z naszych komórek znajduje się niezwykle długa nić DNA, będąca zlepkiem miliardów cząsteczek różnych związków chemicznych i jednocześnie jedną wielką, ogromną cząsteczką. Podczas podziału komórki, który jest konieczny dla naszego rozwoju, nić ta musi zostać powielona. Innymi słowy, nim z jednej komórki naszego organizmu zrobią się dwie, z jednej nici DNA również muszą powstać dwie. Proces tworzenia takiej kopii naszej informacji genetycznej jest niezwykle skomplikowany. Wszakże do dopasowania jest miliony milionów różnych elementów. Nasze komórki koniec końców muszą więc być wspaniałymi inżynierami! Sęk w tym, że jak każdym inżynierom, również i naszym komórkom zdarzają się wpadki. Do błędów dochodzi niemalże stale. A każdy taki błąd mógłby nas poważnie uszkodzić, żeby nie powiedzieć więcej.

Konieczne stało się więc wykształcenie rozmaitych mechanizmów obronnych, które mają na celu naprawę naszego DNA zarówno gdy dojdzie do błędu podczas jego kopiowania, jak i wówczas, gdy zostanie naruszone przez czynniki zewnętrzne, takie jak promieniowanie UV, czy zbyt wysokie stężenie niepożądanych substancji (związanych na przykład z paleniem papierosów). Każdy z trzech tegorocznych laureatów Nagrody Nobla odkrył po jednym sposobie na walkę z błędami genetycznymi, które stosują nasze komórki. Dzięki temu będziemy być może w przyszłości w stanie lepiej walczyć z powstawaniem nowotworów, które są spowodowane na tyle dużymi błędami w kodzie genetycznym, że komórka nie może sobie z nimi poradzić. Może uda nam się kiedyś jej dopomóc...

DNA replication split horizontal
Schemat pokazujący proces reprodukcji ludzkiego DNA.
3. Fizjologia i medycyna: Campbell/Omura/Youyou
Nagroda w dziedzinie medycyny została w tym roku podzielona na pół. Pierwszą z jej części otrzymała Chinka Youyou Tu, profesor Akademii Chińskiej Medycyny Tradycyjnej. Prawie pół wieku temu, w latach 70. prowadziła ona badania na chińskiej wyspie Hajnan, gdzie starała się odnaleźć lek na malarię. Udało się tego dokonać w 1972 roku, kiedy w wyciągu z bardzo powszechnej na całym świecie bylicy rocznej znalazła artemeter, który okazał się skuteczny w leczeniu malarii, choroby co roku zabijającej kilka milionów osób.

Dwóch pozostałych laureatów to Irlandczyk William C. Campbell, badacz na Drew University w New Jersey, w USA, oraz Japończyk Satoshi Omura, emerytowany profesor na japońskim Uniwersytecie Kitasato. Panowie ci wsławili się dzięki odkryciu leku avermectin. Środek ten pozwala na leczenie chorób o pochodzeniu pasożytniczym.
Anopheles albimanus mosquito
Komar z gatunku Anopheles albimanus przenoszący zarodźce malarii.
Artemisia annua detail
Bylina roczna.
4. Literatura: Aleksijewicz
Nagroda Nobla w dziedzinie literatury trafiła w tym roku do zdecydowanej faworytki noblowskiego wyścigu. Jej zwycięstwo typowali wszyscy - od buckmacherów, przez specjalistów, po krytyków. Mowa o Białorusince Swiatłanie Aleksijewicz. Mimo że wybór komisji przyznającej nagrodę nie był wielkim zaskoczeniem, decyzja ta wydaje się być pewnym ewenementem. Aleksijewicz jest bowiem reportażystką, a więc reprezentuje profesję niezbyt docenianą jak dotąd przez ekspertów od Nagrody Nobla.

W oficjalnym komunikacie podano, że Aleksijewicz otrzymała Nobla za "polifoniczny pomnik dla cierpienia i odwagi w naszych czasach". Jeśli rozumiecie sens tego wyrażenia, to przyjmijcie moje gratulacje. Jeżeli nie - nie martwcie się, jak też nie wiem o co chodzi. ;) Niemniej należy wspomnieć co nieco na temat wybitnej twórczości białoruskiej literatki, w której dominującą rolę zajmują pozycje odnoszące się do niesprzyjających realiów życia w krajach postradzieckich, a także książki przedstawiające wydarzenia z czasów Związku Radzieckiego. Do najbardziej rozpoznawalnych i cenionych dzieł Białorusinki należą "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" prezentująca życie podczas II wojny światowej z punktu widzenia kobiet, "Krzyk Czarnobyla" na temat katastrofy atomowej na północy Ukrainy oraz "Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka" o problemach, jakie napotykają mieszkańcy byłego ZSRR po upadku ich wielkiego kraju.
Sara Danius in 2015-6
Ogłoszenie nazwiska laureatki tegorocznej literackiej Nagrody Nobla. Na pierwszym planie
Sara Danius, szwedzka profesor, która w tym roku ogłosiła nazwisko laureata.
5. Pokojowa NN: Tunezyjski Kwartet na rzecz Dialogu Narodowego
Odznaczanie różnego typu organizacji Pokojową Nagrodą Nobla jest ostatnimi czasy popularnym procederem. Stosunkowo niedawno do grona laureatów dołączyły między innymi ONZ, Unia Europejska, czy Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej. Tym razem zwycięzcą jest jednak organizacja wyjątkowa, bo powiązana z pokojem bezpośrednio, stworzona w celu osiągnięcia i utrzymania pokoju, a nie wypełniająca szereg rozmaitych funkcji (jak wyżej wymienione), z których tylko część odnosi się do działań pacyfistycznych.

Tunezyjski Kwartet na rzecz Dialogu Narodowego powstał w 2013 roku w niespokojnej z powodu arabskiej wiosny ludów Tunezji. W skład owego kwartetu weszły - jak można się domyślić - cztery organizacje: Tunezyjska Konfederacja Przemysłu, Handlu i Rzemiosła; Powszechna Tunezyjska Unia Pracy; Tunezyjska Liga Praw Człowieka oraz Narodowe Stowarzyszenie Tunezyjskich Prawników. Dzięki działalności owego komitetu, Tunezji udało się wyjść wyjątkowo szybko z chaosu, który w takich krajach jak Egipt, Syria, czy Jemen trwa nadal. Ba! Udało się nawet wkroczyć na drogę demokratyzacji kraju, powołać Rząd Tymczasowy i komitet wyborczy.

Oczywiście, jak to zwykle bywa, tegoroczna nagroda pokojowa ma swoje drugie dno. Jest ona wyrazem poparcia dla ruchów demokratycznych w państwach afrykańskich. Zwraca uwagę na fakt, iż pokój i demokracja mogą być zaprowadzone w ogarniętych rewolucją państwach arabskich, a narody zamieszkujące rejon Bliskiego Wschodu i północnej Afryki są zdolne do samostanowienia. Przeciwstawia się jakoby wszelkim ruchom terrorystycznym, które ten porządek w Tunezji starają się zburzyć poprzez organizację takich zamachów jak ten z marca tego roku.
Front populaire Tunisie
Protesty w Tunezji w 2013 roku.
6. Ekonomia: Angus Deaton
Dziedzina ta jest dość kontrowersyjna, bo ustanowiona nie przez Alfreda Nobla, a Bank Szwecji aż pół wieku po śmierci wielkiego naukowca. Niemniej warto wspomnieć o tegorocznym laureacie w tej dziedzinie. Został nim Angus Deaton, brytyjsko-amerykański wykładowca Uniwersytetu Princeton. Jego prace dotyczyły zagadnień konsumpcji, ubóstwa i dobrobytu.

Co sądzicie o tegorocznych laureatach Nagrody Nobla? Którzy spośród nich najbardziej według Was przyczynili się do rozwoju naszej wiedzy o świecie i naszych postaw? Które osiągnięcia w największym stopniu mogą wpłynąć na nasze życie? ;)

wtorek, 13 października 2015

Krótka historia polskich piłkarzy w europejskim czempionacie

Kilkanaście godzin temu polskim piłkarzom udało się po raz trzeci zakwalifikować na Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej. Dodajmy, że po raz trzeci z rzędu, przy czym raz kwalifikować się nie musieli. Europejski czempionat został już jednak zorganizowany po raz piętnasty. A to oznacza, że reprezentacja Polski nie wystąpiła na nim nawet wtedy, gdy była u szczytu formy, za trenerów Górskiego i Piechniczka... Zacznijmy jednak od początku.
Players getting on the pitch
Mecz Polska - Grecja podczas Euro 2012.
Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej wystartowały po raz pierwszy w 1960 roku. W pierwszych dwóch turniejach finałowych, które odbyły się we Francji i w Hiszpanii, uczestniczyły jednak zaledwie cztery drużyny. Aby dostać się do tego elitarnego grona należało przejść przez kilkuetapowe, rozgrywane systemem pucharowym eliminacje. W obu przypadkach reprezentacja Polski przegrała dość łatwo już w pierwszej rundzie. W 1960 roku z kwitkiem odprawili naszych piłkarzy Hiszpanie (7:2 w dwumeczu), a cztery lata później - futboliści z Irlandii Północnej (4:0).

Pod koniec lat 60. i na początku lat 70. wszystko zaczęło wskazywać na to, że pierwszy awans na Euro jest już coraz bardziej osiągalny dla polskiej drużyny. Po pierwsze, gra naszym piłkarzom układała się coraz lepiej. Zaczęli regularnie meldować się w stawce głównej Mistrzostw Świata, a nawet zajmować na owej imprezie wysokie miejsca, takie jak pozycja trzecia w 1974 i 1982 roku. Poza tym, poszerzono liczbę zespołów występujących na czempionacie europejskim do ośmiu. Pozwalało to polskim kibicom na żywienie sporych nadziei w związku z występem ich ulubieńców na najwyższym szczeblu rozgrywek Starego Kontynentu. Rzeczywistość okazała się jednak mniej kolorowa.

Od 1968 roku eliminacje rozgrywane były w czterozespołowych grupach, z których awans uzyskiwała tylko i wyłącznie ta najlepsza ekipa. Na początek Polska reprezentacja zaprezentowała się z całkiem dobrej strony, przyjmując co prawda baty od Francji, ale wygrywając efektownie z silną Belgią. Ostatecznie o odpadnięciu z dalszej rywalizacji i zajęciu dopiero trzeciego miejsca w grupie zadecydował niespodziewany remis z Luksemburgiem.

W kolejnych trzech edycjach nie było już czegoś takiego jak porażka z Luksemburgiem. Wówczas zabrakło jednak szczęścia. Za każdym razem Polacy trafiali do grupy z naprawdę silnym przeciwnikiem - najpierw z Niemcami Zachodnimi, a potem dwa razy z Holandią - i choć walczyli dzielnie, ostatecznie i tak zajmowali nieszczęsne drugie miejsce. Szczególnie szkoda było kwalifikacji z 1976 roku, kiedy o awansie naszego grupowego rywala - Holandii, a nie nas, zadecydowała różnica dwóch strzelonych bramek.


A taka okazja, jak w latach 70. nie przytrafiła się Polakom nigdy później w XX wieku. W latach 1984-1992 zajmowali oni przedostatnie miejsca w grupowej rywalizacji. Nie pomogło również kolejne powiększenie elity - tym razem do 16 zespołów, jakie dokonało się w 1996 roku. Polski futbol nie był już wówczas tym samym, co jeszcze 15 lat wcześniej. W 1996 r. zajęliśmy czwarte miejsce w tabeli (na 6 zespołów), w 2000 r. miejsce trzecie (na 5 zespołów), wreszcie w 2004 r. miejsce trzecie (również na 5 zespołów).

I tak nastał przełomowy rok 2008. Polska w kwalifikacjach do tychże mistrzostw grała w liczącej aż osiem drużyn grupie. Zakończyła ją na wspaniałym pierwszym miejscu, wyprzedzając o punkt Portugalię. W samych mistrzostwach nie poszło już tak dobrze. O ile nikt nie spodziewał się fajerwerków w grupowym meczu z Niemcami (0:2), o tyle remis z Austrią (1:1) mógł już być nie lada zaskoczeniem. Porażka z Chorwacją 0:1 zadecydowała o ostatnim miejscu w grupie polskich zawodników.
Klagenfurt Euro 2008
Mecz Polska - Chorwacja podczas Euro 2008.
Z równie dobrymi nastrojami, co w 2008 roku, przystępowaliśmy do domowych mistrzostw świata 2012 roku. Przeciwnicy grupowi byli co prawda wymagający, ale nie aż tak jak cztery lata wcześniej. No i graliśmy u siebie. I znów musieliśmy przełknąć gorycz porażki. Dwa remisy - z Rosją (1:1) i Grecją (1:1) - oraz niespodziewana klęska z Czechami (0:1) sprawiły, że znów byliśmy na końcu.

Jak łatwo więc zauważyć, na Mistrzostwach Europy polscy piłkarze nie wygrali jak dotąd meczu. Miejmy nadzieję, że ulegnie to zmianie już w czerwcu przyszłego roku!

sobota, 10 października 2015

Do Opola na rowerze

Opole rajem dla kolarzy nie jest. Miłośnicy dwóch kół, pedałów i kierownicy, którzy chcą odpocząć choć na chwilę od zgiełku miasta, mieli do niedawna do wyboru tylko dwie opcje: robić rundki po wyspie Bolko albo udać się na dłuższy rajd w mniej zbadane okolice. Od kilku lat istnieje w mieście jednak ścieżka rowerowa z prawdziwego zdarzenia, którą z całą pewnością warto choć raz przejechać. Wspominana trasa powstała w 2010 roku i mierzy nieco ponad trzy kilometry długości. Wydawałoby się, że to niewiele, ale dobre i to. W ostateczności można się nią przejechać jeszcze raz, w drugą stronę, nieprawdaż? Tym bardziej, że ścieżka wiedzie po okolicy przyjemnej zarówno dla oka, jak i dla ucha.
Początek ścieżki od strony kąpieliska.
Szlak rozpoczyna się w pobliżu mostu na ulicy Spacerowej, łączącego wyspę Bolko w Pasieką. Dla wszystkich tych, którzy nie posiadają własnych rowerów lub nie są w stanie sprowadzić ich do Opola, w miejscu tym umieszczono jedną ze stacji miejskiej wypożyczalni rowerów. Aby skorzystać z jej usług należy zalogować się w specjalnie przygotowanym w tym celu serwisie i postępować zgodnie z instrukcjami. Więcej na ten temat możecie przeczytać na oficjalnej stronie "zakładu".
Wypożyczalnia rowerów w pobliżu mostku na ul. Spacerowej.
Gdy już posiadamy rower, powinniśmy skierować się na wschód, wzdłuż rzeki Odry. Po jakiejś minutce znajdziemy się na śluzie wlotowej do Kanału Młynówka. Obiekt ten został zbudowany po strasznej dla Opola powodzi z 1997 roku. W razie wystąpienia podtopień w przyszłości, śluza ta zostanie zamknięta, podobnie jak jej odpowiedniczka u wylotu kanału, chroniąc tym samym zabytkowe centrum miasta przed wodą. System ten zdał już pierwszy egzamin - podczas powodzi z 2010 roku okazał się na tyle skuteczny, że Opole w porównaniu do innych miast w regionie ucierpiało w najmniejszym stopniu.
Śluza na Młynówce.
Kanał Młynówka.
Po przejechaniu przez mostek na śluzie skręcamy w prawo i jedziemy przez kilka chwil drogą o nawierzchni z drobnego kruszywa, biegnącej bezpośrednio nad Odrą. Rozciąga się z niej piękny widok na opuszczony przez nas niedawno most na ulicy Spacerowej oraz Wyspę Bolko z wyraźnie zarysowującymi się na niej budynkami należącymi do opolskiego ogrodu zoologicznego.
Odra, most na ul. Spacerowej i Wyspa Bolko.
Gdy zjedziemy już na ścieżkę z kostki chodnikowej, Odra będzie towarzyszyć nam nadal, choć tym razem odgrodzona przez szpaler wysokich i rozłożystych wierzb. Są one pozostałością po niegdyś w tym miejscu rosnących lasach łęgowych, które w większym stopniu zachowały się po drugiej stronie rzeki. Dla lasów tych charakterystyczne są - oprócz wierzby - takie drzewa, jak olcha, topola, wiąz, czy jesion.
Wierzby oddzielające ścieżkę od Odry.
Liście wierzb.
Wierzby na trasie.
Póki co jedziemy jeszcze w bezpośrednim pobliżu zabudowań i zakładów przemysłowych, lecz już po kilku minutach powinniśmy pożegnać się z nimi i wjechać na obszar mniej przekształcony przez człowieka. Niebawem opuścimy na jakiś czas Odrę, podjeżdżając pod niezbyt wysokie wzniesienie po naszej lewej stronie. Oddalenie od Odry będzie jednak oznaczało zbliżenie do jeziora Bolko.
Ścieżka oddala się od Odry.
Wody zbiornika wodnego ukażą się naszym oczom już po kilkudziesięciu sekundach. Jezioro ma charakter poprzemysłowy. Dawniej znajdowało się w tym miejscu potężne wyrobisko margli, które jednak po zaprzestaniu wydobycia wypełniło się nieodpompowywaną wodą. Jezior takich w Opolu jest całe mnóstwo - część z nich znajduje się w bezpośrednim pobliżu Bolko, inne na północy i wschodzie miasta.
Jezioro Bolko i ścieżka nad nim wiodąca.
Ścieżka wiedzie teraz bezpośrednio nad jeziorem, mającą kilka metrów wysokości skarpą. Rozciąga się stąd piękny widok na cały zbiornik i to, co znajduje się po jego drugiej stronie. Widoczne są tam pozostałości po nieczynnej od dawna cementowni Bolko. Na przestrzeni wieków działało w Opolu dziewięć obiektów tego typu, z czego cztery po II wojnie światowej. Po cementowni Groszowice nie zostało do dzisiaj nic. Cementownia Piast została po części zburzona, a po części przerobiona na inne zakłady. Cementownia Odra pracuje nadal, natomiast niszczejącą cementownię Bolko miasto stara się stopniowo przekształcać w coś innego. W pobliżu dawnej cementowni zlokalizowano póki co kąpielisko, będące popularnym celem letnich wycieczek Opolan.
Pozostałości po cementowni Bolko i znajdujące się pod nimi kąpielisko.
Po kilku minutach ponownie zjeżdżamy w kierunku Odry, by niedługo potem rozpocząć dość długą wspinaczkę pod najwyższe wzniesienie na trasie. Gdy już je osiągniemy będziemy mieli do wyboru zjechać nieco w dół, do wspomnianego wcześniej kąpieliska, wrócić do Opola tą samą trasą, którą przyjechaliśmy, bądź dostać się na przebiegającą w pobliżu uczęszczaną przez samochody drogę nr 423, przy pomocy której możliwy stanie się powrót w okolice Wyspy Bolko w nieco inny sposób.
Ostatnie metry ścieżki.
Nadodrzańska ścieżka rowerowa dostarcza mieszkańcom Opola możliwości spędzenia wolnego czasu w aktywny i przyjemny sposób. Co sądzicie o pomysłach wytyczania tego typu tras? Czy w Waszych miejscowościach istnieją już takie szlaki? ;)