sobota, 18 lutego 2017

Witajcie w świecie siedmiu kontynentów

W ostatnich dziesięcioleciach uczeni zapadli na jakąś dziwną formę megalomanii. Nie pierwszy raz słyszymy już bowiem, że czegoś jest więcej. Ni stąd ni zowąd rośnie nam liczba pierwiastków (o czym więcej dowiecie się w artykule Gdy odkrywamy nowe pierwiastki). Nagle próbuje się nas przekonać, że planet w Układzie Słonecznym jest więcej, niż wcześniej sądziliśmy. Teraz okazuje się, że będziemy musieli zrewidować nasze poglądy na temat liczby kontynentów. Do ich grona dołączyła bowiem Zelandia.
ISS-42 New Zealand in Sunglint, large resolution
Zdjęcie Nowej Zelandii wykonane w przestrzeni kosmicznej.
Niektórzy z Was mogą być zaskoczeni faktem, że w tytule widnieje cyfra "siedem". W szkole uczyli nas przecież, że właśnie tyle mamy kontynentów! A skoro w szkole uczyli nas źle, to na liczniku powinna się teraz pojawić piękna "ósemka". Musimy jednak pamiętać, że to co zawsze mieliśmy, mamy i mieć będziemy za dwa kontynenty - Europę i Azję - z geologicznego punktu widzenia jest jednym kontynentem - Eurazją, a podział został wprowadzony do użytku ze względu na rozbieżności w rozwoju kulturowym i historycznym obu regionów. Idąc tym tropem komplet niedawno obowiązujących kontynentów możemy zamknąć w zbiorze: Eurazja, Ameryka Południowa, Ameryka Północna, Afryka, Australia i Antarktyda.
.
Co zatem decyduje o tym, że jakiś kontynent możemy nazwać kontynentem? Według najprostszej definicji jest to płat ziemi otoczony ze wszystkich stron wodą. Najprostsze definicje zazwyczaj składają się jednak w trzech czwartych z niedopowiedzeń - i tak też jest w tym przypadku. Po pierwsze, kontynent nie musi być ze wszystkich stron otoczony wodą, by być kontynentem. Może on posiadać niezbyt znaczące połączenie z innym kontynentem - tak jak jest to w przypadku Afryki i Azji oraz Ameryki Północnej i Ameryki Południowej.
 .
Po drugie, nie każdy ląd otoczony wodą musi być kontynentem. Brytania to przecież wyspa, a mimo to zalicza się ją do kontynentu, jakim jest Eurazja. Dzieje się tak, ponieważ w geologii za formalną granicę kontynentu uważany jest stok kontynentalny, a więc miejsce, w którym płytki szelf kontynentalny gwałtowanie spada w kierunku głębin oceanicznych. Wyspy Brytyjskie leżą w całości w obrębie szelfu i gdybyśmy obniżyli nieznacznie poziom wody w światowych oceanach, to uzyskałyby one lądowe połączenie z resztą Europy. Dlatego musimy przyjąć, że Brytyjczycy - czy tego chcą, czy nie - mieszkają w Europie.
 .
O ile moglibyśmy się spodziewać wyschnięcia kanału La Manche, o tyle na pewno nigdy nie stanie się tak z Kanałem Mozambicki, który oddziela Madagaskar od Afryki, a którego głębokość dochodzi do 3 kilometrów! Nikt jednak nie ma wątpliwości, że Madagaskar sam w sobie nie stanowi osobnego kontynentu. A to dlatego, że wyspa ta jest zdecydowanie za mała by ją kontynentem nazwać. Dla tego typu przypadków ukuto tytuł mikrokontynent. Takim właśnie mikrokontynentem była też niegdyś Nowa Zelandia. Ale już nie jest.
Elevation.jpg
Mapa świata, na której jasnoniebieskim kolorem oznaczono szelfy
kontynentalne. Jak widzicie, w ich obrębie znajduje się między innymi
Wielka Brytania, a także Nowa Gwinea (względem Australii).
W wyniku przeprowadzonych w ostatnich latach badań udało się ustalić, że Nowa Zelandia wcale nie stanowi malutkiego kompleksu dwóch wysp zagubionych gdzieś na południowym Pacyfiku. Sama Nowa Zelandia wydaje się być jedynie częścią znacznie większego obszaru rozciągającego się aż do położonej daleko na północy Nowej Kaledonii. Aż 94% tego obszaru znajduje się pod wodą, lecz głębokości są tam na tyle małe, że możemy mówić o istnieniu tam swego rodzaju rozległego szelfu kontynentalnego. Co ważniejsze, szelf ten nie jest trwale połączony z Australią. Pomiędzy ojczyzną kangurów a najbardziej do niego zbliżoną, północno-zachodnią częścią interesującego nas obszaru, istnieje bowiem wyróżniający się w ukształtowaniu terenu przesmyk, który moglibyśmy porównać do "zatopionej Cieśniny Gibraltarskiej".

Zealandia topography
Mapa Zelandii, na której jasnoniebieskim kolorem
oznaczono płytki ocean. W lewym, górnym rogu
mapy widoczne jest niepełne połączenie z
szelfem australijskim.
Zelandia - bo tak naukowcy nazwali nowy kontynent - ma też wystarczającą powierzchnię, by uznać ją za niezależny kontynent. Liczy aż 4,9 milionów kilometrów kwadratowych. To wprawdzie znacznie mniej niż najmniejszy jak dotąd kontynent - Australia, lecz z drugiej strony kilka razy więcej niż wszystkie znane nam mikrokontynenty. O odrębności Zelandii świadczy też jej zróżnicowana budowa geologiczna.
 .
Nie istnieje co prawda żadna instytucja uprawniona do tego, by narzucić siódmy kontynent całemu naukowemu światu. Za formalne przyjęcie tego dogmatu do terminologii naukowej można jednak uznać artykuł opublikowany kilka dni temu w czasopiśmie Amerykańskiego Towarzystwa Geologicznego. Stanowi on swego rodzaju manifest, zbierający doświadczenie badawcze minionych 20 lat i podsumowujący je w jednym prostym wyrażeniu: "Mamy siódmy kontynent".

Co sądzicie o najnowszym odkryciu przesławnych amerykańskich naukowców? Czy uważacie, że Zelandia jako kontynent ma rację bytu? :)

czwartek, 16 lutego 2017

Reaktywacja

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to spotkanie po latach. Co najwyżej po miesiącach, choć w tej chwili mam wrażenie jakby od ostatniego wpisu o nowych dyscyplinach olimpijskich minęło bardzo, bardzo dużo czasu. Nie ulega jednak wątpliwości, że na moim blogu ostatnio za dużo się nie wydarzyło. Tym wszystkim, którzy zaczynali już powątpiewać, że kiedykolwiek przeczytają jeszcze jakiś mój tekst, mówię serdeczne "Oto jestem!"

Czuję się zobowiązany wytłumaczyć się moim czytelnikom z tej kilkumiesięcznej nieobecności. W moim życiu pojawiły się nowe obowiązki. Bardzo przyjemne obowiązki, bo związane z nauką, historią i samokształceniem. Muszę jednak przyznać, że o ile te nowe obowiązki sprawiały mi dużo frajdy, to zajęły zdecydowanie za dużo mojego czasu. Czasu, który mógłbym poświęcić na oglądanie seriali, czytanie powieści fantasy i pisanie na blogu. Czytać nie przestałem, oglądanie seriali poważnie ograniczyłem, a jak postąpiłem z trzecią aktywnością mieliście okazję sami się przekonać. W ciągu ostatnich miesięcy stopniowo przyzwyczajałem się do nowych obowiązków i dziś mam pewność, iż będę w stanie wygospodarować odpowiednio dużo czasu, by aktywnie i sumiennie prowadzić bloga.

Nie myślcie, że ostatnie kilka miesięcy przeznaczyłem na kompletne oderwanie się od blogowej rzeczywistości. Okres ten wykorzystałem na przemyślenie swoich priorytetów. Mogłem też zastanowić się nad tym, jak wyglądało moje blogowanie przez poprzednie półtorej roku i co bym w tym blogowaniu zmienił.

Mam nadzieję, że przebaczycie mi tą pięciomiesięczną absencję i już niebawem zaczniecie ze mną ponownie odkrywać otaczający nas świat. Tak więc na zachętę wklejam Wam opolską sówkę, a już za kilka dni będziecie mogli przeczytać zupełnie świeżutkie artykuły :).


piątek, 23 września 2016

Poznajcie nowe dyscypliny olimpijskie

Igrzyska XXXI Olimpiady, które odbywały się w tym roku w Rio de Janeiro, dobiegły końca. Na kolejne wielkie święto sportu przyjdzie nam poczekać cztery lata, aż do otwarcia Letnich Igrzysk Olimpijskich, które odbędą się tym razem w Tokio, a to, że będą wyjątkowe, wiemy już teraz. Dlaczego? Otóż Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) postanowił sprawić kibicom na całym świecie niespodziankę i podjął decyzję o włączeniu do programu igrzysk aż sześciu nowych dyscyplin. Będzie to największe rozszerzenie programu olimpijskiego od... ponad stu lat! Chcecie dowiedzieć się co nieco na temat tych nowości? Zapraszam do przeczytania dzisiejszego wpisu! :)

1. Baseball
Baseball zaliczył już przygodę z igrzyskami olimpijskimi. W latach 1992-2008 był bowiem pełnoprawną dyscypliną olimpijską. Wcześniej kilka razy pojawiał się na nich jako dyscyplina pokazowa, czyli rozgrywana bez przyznawania medali. Medale najczęściej zdobywali - wbrew pozorom - reprezentanci Kuby, którzy w pięciu startach olimpijskich trzykrotnie zwyciężali, a dwukrotnie zajmowali drugie miejsce. Po jednym złotym medalu zdobyły natomiast Stany Zjednoczone i Korea Południowa. W 2005 roku podjęto jednak decyzję, że baseball z igrzysk zostanie wycofany począwszy od 2012 roku. Działacze MKOl-u musieli jednak pożałować swojej decyzji, bo do Tokio, po 12 latach przerwy, baseball powróci.

Opisanie zasad tej popularnej za oceanem gry, która notabene jest mi kompletnie nieznana, zajęłoby jednak zbyt dużo czasu, bo rozpisywać się o tym w tym dość złożonym wpisie. Dość więc powiedzieć, że chodzi o to, by uderzyć kijem piłkę, a następnie zaliczyć jak najwięcej baz nim ta dostanie się w ręce przeciwnika. Punkty zdobywa się w przypadku, gdy któremuś z zawodników uda się zaliczyć wszystkie cztery bazy, stanowiące tak naprawdę wierzchołki całkiem sporego kwadratu. Rozgrywka podzielona jest na 9 rund, z których każda ma dwie połowy.
AT&T Park 9-28-2015
Stadion do gry w baseballa w San Francisco.
2. Softball
Baseball jest z całą pewnością niezwykle interesującą grą (dla tych, którzy lubią ją oglądać), lecz ma jedną podstawową wadę. Bardzo rzadko zdarza się, by grały w niego kobiety. A to uniemożliwia niejako przeprowadzenie rywalizacji baseballowej dla obu płci. Stąd do programu igrzysk powróci też, również po 12 latach przerwy, softball. Zasady tej gry są bardzo podobne do reguł baseballa, lecz gra odbywa się na znacznie mniejszym boisku, zaś piłka i kij są większe od tych baseballowych. Choć gra ta będzie rozgrywana na igrzyskach tylko przez kobiety, nie możemy uznać jej za kobiecą odmianę baseballu. Bo w softballa gra też wielu mężczyzn, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych.


Softball jest już konkurencją zdominowaną w praktyce przez dwie reprezentacje narodowe - Stany Zjednoczone i Japonię. Począwszy od 2002 roku we wszystkich edycjach mistrzostw świata w tej dyscyplinie do wielkiego finału dochodziły tylko i wyłącznie te dwie drużyny. Czterokrotnie rywalizację tą zwyciężyły Amerykanki, zaś dwa razy tryumfatorkami okazały się Japonki. Wydaje się że za cztery lata, w Tokio, trudno będzie się spodziewać innego wyniku. ;)
ACT vs Japan test 2 365
Gra w softballa.
3. Surfing
Decyzja o przyjęciu do elitarnego grona olimpijskich sportów surfingu była dla mnie wielką niespodzianką. Wydaje się, że jeszcze nigdy na olimpiadzie nie pojawił się sport o równie niesprecyzowanych zasadach. Zawodów w tej specjalności jest bowiem całe mnóstwo, a każde z nich rządzą się własnymi prawami. By powiedzieć co nieco na temat reguł obowiązujących w surfingu posłużymy się przykładem prestiżowego cyklu World Surf League. Zawodnicy biorący w nim udział wykonują szereg akrobacji na przybrzeżnych falach, zaś sędziowie oceniają ich w skali od 0,1 do 10. Ocena ta zależy z kolei od szeregu czynników: trudności wykonywanych akrobacji, ich innowacyjności, ich różnorodności, poprawności ich wykonania, a także prędkości, z jaką zawodnik się przemieszcza.

W XXI wieku w rozgrywkach surfingowych liczyli się w zasadzie przedstawiciele trzech nacji: Brazylijczycy, Amerykanie i Australijczycy. Wprawdzie kilkukrotnie mistrzostwo świata w konkurencjach damskich zdobywała Carissa Moore, reprezentantka Hawajów, lecz jak dobrze wiemy Hawaje podlegają Stanom Zjednoczonym i podczas olimpiady tak czy siak będą występować pod amerykańskimi gwiazdkami i pasami. Niemniej dla przeciętnego polskiego kibica sportowego igrzyska w Tokio będą pierwszą okazją, by poprzyglądać się trochę surfingowej rywalizacji i dowiedzieć się co nieco na temat tego oryginalnego sportu.
Hossegor 2008
Zawody surfingowe we Francji.
4. Karate
W programie igrzysk olimpijskich w Tokio nie może zabraknąć karate, sportu wyrosłego z japońskiej tradycji i historii. Ten kto myśli, że dodanie karate do programu igrzysk olimpijskich jest zwykłym ukłonem względem japońskich sportowców, popełnia jednak błąd. Ostatnie edycje mistrzostw świata w karate pokazały bowiem, że japońska dominacja w karate poszła już w niepamięć. Azjatom dzielnie czoła stawiają przede wszystkim... Egipcjanie, ale też Francuzi, Turcy, Irańczycy czy Hiszpanie. Zastanawia mnie tylko, dlaczego akurat te narody?

Karate rozgrywane będzie na igrzyskach w dwóch stylach: kata i kumite. Kata dla niewprawionego widza jest zbliżone raczej do gimnastyki artystycznej niż sportu walki. Zawodnicy walczą bowiem... z wyimaginowanym przeciwnikiem według jednego z kilkudziesięciu zatwierdzonych programów. Innymi słowy, wykonują określoną sekwencję ćwiczeń za co otrzymują od sędziów noty adekwatne do osiąganych wyników. Kumite to już bardziej konstruktywna walka, w której celem jest przewrócenie bądź uderzenie przeciwnika przy pomocy określonych technik, punktowanych od 1 do 3.
Karate WM 2014 (2) 173
Pokaz kata podczas Mistrzostw Świata w Karate w 2014 roku.
5. Skateboarding
To już kolejna z prezentowanych dzisiaj dyscyplin, w której o wynikach w całości decydują sędziowie. Wespół z surfingiem i kate dołączy ona do olimpijskich weteranów: gimnastyki artystycznej i sportowej, skoków do wody, boksu, a także skoków na trampolinie. Dziwi mnie fakt, że tego typu dyscypliny są masowo wprowadzane do olimpijskiego programu w świetle coraz częściej popełnianych błędów sędziowskich, jakie mieliśmy w tym roku okazję oglądać chociażby w boksie. Swojej decyzji MKOl raczej nie zmieni, więc pozostaje nam mieć tylko nadzieję, że w przyszłości gremia sędziowskie będą funkcjonować znacznie lepiej.

Wracając do skateboardingu, dyscyplina ta ma być ukłonem w kierunku ludzi młodych. Oczywiście działacze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego sami pamiętają czasy, kiedy to młodych uważano za jedynych użytkowników deski, a od tego czasu niejeden młody zdążył się już zestarzeć. Stereotyp jednak pozostał ;). I dlatego też będziemy mogli już za cztery lata oglądać jak kilkudziesięciu deskorolkarzy wykonuje przeróżne akrobacje na specjalnie w tym celu przygotowanych torach i rynnach. Szczegóły póki co są bliżej nieznane.
BoardmastersVert 1
Przykładowa arena walki deskorolkarzy.
6. Wspinaczka sportowa
No i przechodzimy do prawdziwej perełki mojej dzisiejszej listy. Wspinaczka sportowa na igrzyskach olimpijskich będzie wydarzeniem bezprecedensowym. Po pierwsze dlatego, że chyba niewielu ludzi spodziewało się ją na igrzyskach zobaczyć. To dyscyplina tak oryginalna i egzotyczna, że wydawało się iż nigdy nie uda się jej wkroczyć do tego samego pokoju, w którym siedzą lekkoatletyka, pływanie i wioślarstwo. Ale jednak. I należy zaznaczyć, że choć wspinaczka sportowa może brzmieć kuriozalnie, to rywalizacja w niej jest całkiem interesująca. Zarówno panie, jak i panowie zaprezentują się w dwóch różnych konkurencjach. W jednej z nich o ostatecznym wyniku decydować będzie wytrzymałość i precyzja, zaś w drugiej - szybkość wspinaczki.


Należy odnotować jeszcze jedną drobnostkę. Otóż zazwyczaj gdy jakaś dyscyplina wchodzi do programu igrzysk, Polacy dopiero ją poznają i dopiero wtedy sport ten zaczyna się w naszym kraju dynamicznie rozwijać. W tym przypadku jest jednak inaczej. Polacy we wspinaczce sportowej już teraz stoją dość dobrze, szczególnie w konkurencjach kobiecych, gdzie możemy pochwalić się obecnością trzech Polek w ścisłej światowej czołówce. I choć ich wyniki nie mogą się jeszcze równać z osiągnięciami fenomenalnych zawodniczek i zawodników z Rosji, Ukrainy czy Chin, to po raz pierwszy od wielu lat możemy spodziewać się medalu w konkurencji debiutującej na igrzyskach.
Adam Ondra - Championnats du monde 2012 Bercy - Voie de Finale 05
Jeżeli ktoś z Was nadal nie wie, na czym to ma polegać, to spójrzcie na zdjęcie u góry. Robi wrażenie, co nie? ;)
7. I co dalej?
Międzynarodowy Komitet Olimpijski wydaje się nie zwalniać tempa i możemy się spodziewać, że za cztery lata zostanie ogłoszony kolejny pakiet nowych dyscyplin olimpijskich. Sportów jest jednak całe mnóstwo. Który z nich więc wybrać? Jak już wcześniej wspomniałem, niezbyt podobały mi się tegoroczne wybory (no, może poza tą wspinaczką). Żeby jednak tylko nie narzekać, zaproponuję pewne rozwiązania od siebie. Interesującym pomysłem byłoby na przykład wprowadzenie do igrzysk bowlingu, czyli popularnej gry w kręgle, której związek ubiegał się zresztą w tym roku o włączenie do igrzysk wespół z wyżej wymienioną szóstką.


Na olimpiadzie moglibyśmy też oglądać snookera, zbliżoną do bilarda dyscyplinę, która popularność zdobyła już na całym świecie. W najważniejszych konkursach wciąż dominują wprawdzie przedstawiciele Wielkiej Brytanii, lecz obecność snookera na igrzyskach mogłaby stanowić okazję na przebicie się dla zawodników z szeregu bardziej egzotycznych krajów. Nową jakość do igrzysk z pewnością wprowadziłyby też rozgrywki... szachów! Co o tym myślicie?

A jakie dyscypliny to Wy najbardziej chcielibyście zobaczyć na igrzyskach? Czekam na Wasze propozycje! :D

Zobacz też:
1. 7 bardzo dziwnych gier zespołowych
2. Kto wygra Euro 2016?
3. Najdziwniejsze artykuły Wikipedii

piątek, 10 czerwca 2016

Kto wygra Euro 2016?

Fantastyczna wiadomość dla wszystkich wielkich fanów futbolu. Nadszedł wreszcie ten dzień. Rozpoczynają się mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Nie muszę chyba nikomu przypominać, iż odbędą się one we Francji, a udział w nich weźmie rekordowa liczba 24 reprezentacji narodowych. I jak co cztery lata wszyscy zadają sobie bardzo istotne pytanie. Kto zostanie kolejnym mistrzem Starego Kontynentu? Oczywiście nawet największy znawca piłki nożnej nie jest w stanie tak od razu wskazać zwycięzcy. Ale kandydatów do zwycięstwa zawsze można kilku znaleźć. Przyjrzyjmy się im! :)

UEFA Euro 2016 logo
Logo mistrzostw.
Faworyt Buckmacherów
Niezwykłe wręcz przekonanie buckmacherów o nieuniknionym zwycięstwie Francji jest dla mnie co najmniej zaskakujące. I nie mówimy tu o jednym gościu, który stwierdził, że uznaje trójkolorowych za faworytów. Mówimy o 26 najbardziej renomowanych firmach buckmacherskich, które zgodnym głosem przyznają  puchar Francji. Podczas ostatnich dwóch imprez mistrzowskich (Euro 2012 i MŚ 2014) drużyna trenowana przez Didiera Deschampsa przegrała mecze ćwierćfinałowe, lecz podkreślić trzeba, iż w obu przypadkach z przyszłym tryumfatorem rozgrywek - odpowiednio: Hiszpanią i Niemcami.

Od 2014 roku Francuzi nie rozegrali żadnego meczu o stawkę, więc tak do końca nie wiemy czego się po nich spodziewać. Tym bardziej, że mecze towarzyskie grali w kratkę. Były wśród nich wspaniałe zwycięstwa nad Niemcami (2-0), Rosją (4-2), czy Hiszpanią (1-0), ale były też klęski z Anglią (0-2), Belgią (3-4), Holandią (2-3) i... Albanią (1-0). O tym, jaki obraz zaprezentują nam gospodarze tegorocznego turnieju, dowiemy się już dziś o 21:00. Trójkolorowi rozegrają wówczas mecz otwarcia z Rumunią. ;)
5 juin 2009, stade Gerland à Lyon. France - Turquie (1-0)
Mecz reprezentacji Francji w 2009 roku.
Świeży Tryumfator
Niemcy w ostatnich latach praktycznie nie schodzą z podium. Od 2002 roku na wszystkich imprezach mistrzowskich (a więc mistrzostwach świata i Europy) tylko raz odpadli przed półfinałem. I było to w 2004 roku. Do 2014 roku mimo licznych drugich i trzecich miejsc nie mogli się jednak dostać na sam szczyt. I wreszcie im się udało. I choć ostatnimi czasy reprezentacja Niemiec nie prezentowała najwyższej formy, status mistrza świata gwarantuje im pozostanie jednym z faworytów tegorocznych mistrzostw Europy. I nie ma tu żadnego znaczenia fakt, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy kadra Joachima Löwa przegrywała z Polską, Stanami Zjednoczonymi, Anglią, czy wreszcie Słowacją. Mistrzostwa Europy to zupełnie inna bajka.
Award ceremony of the World Cup in Brazil 02
Drużyna Niemiec odbiera puchar mistrzostw świata 2014 roku.
Niedawny Dominator
Reprezentacja Hiszpanii, kierowana przez Vincente del Bosque, była w latach 2008-2012 prawdziwym zjawiskiem. Zwyciężała wszystko, co tylko się dało. Ale to już przeminęło. W najbardziej niespodziewanym momencie zdarzyła się wielka klapa. Mowa oczywiście o spektakularnej klęsce podczas Mundialu sprzed dwóch lat. Wysokie przegrane z Holandią (1-5) i Chile (0-2) sprawiły, że Hiszpania pożegnała się z turniejem już po fazie grupowej.

Nie powinniśmy jednak na samym wstępie eliminować Hiszpanii z walki o kolejny tryumf w mistrzostwach Starego Kontynentu. Powinniśmy raczej potraktować wydarzenia z roku 2014 jako zwykły wypadek przy pracy. Tym bardziej, że podczas kwalifikacji do tegorocznego czempionatu Hiszpania wygrała 9 z 10 meczy, przegrywając tylko raz ze Słowacją (2-1). Warto też zauważyć, że w tym czasie rywale trafili do ich bramki ledwie 3 gole. Czyżby wielkie odrodzenie? ;)
Spain national football team Euro 2012 trophy 02
Hiszpanie cieszący się ze zwycięstwa w 2012 roku.
Zwycięzca Sprzed Lat
Jeżeli Hiszpania radziła sobie w kwalifikacjach doskonale, to Anglia wspięła się na szczyty piłkarskich możliwości. Podobnie jak reprezentacja Hiszpanii dała sobie strzelić tylko trzy gole, ale w przeciwieństwie do niej wygrała wszystkie mecze. Co do jednego. Nie dziwi więc fakt, że znalazła się wśród faworytów do zwycięstwa, którego na imprezie mistrzowskiej nie dostąpiła od Mundialu w 1966 roku. Trzeba jednak przyznać, że w meczach towarzyskich radziła sobie nieco gorzej. Przegrała między innymi z Holandią (1-2) i Hiszpanią (0-2), a także zremisowała 1-1 z Włochami. Jak to będzie na mistrzostwach - przekonamy się już wkrótce.
Post L2 Play-Off Final
Stadion Wembley, główna arena zmagań reprezentacji Anglii.
Czarny Koń
Belgia ma w kolorze flagi czerń. Pasuje to do statusu czarnego konia, który zwykło się przyznawać reprezentacji tego kraju przed tegorocznymi mistrzostwami. Wpływ na to ma zapewne świetny wynik podczas mistrzostw świata z 2014 roku, kiedy doszła do ćwierćfinału jako jedna z czterech europejskich drużyn. Trzeba jednak przyznać, że z Europejczykami Belgowie sobie zbyt dużo wówczas nie pograli. Stoczyli wówczas bowiem mecze z Rosją, Algierią, Koreą Południową, Stanami Zjednoczonymi i Argentyną. Ponadto, Belgowie nie radzili sobie zbyt dobrze podczas kwalifikacji do tegorocznych mistrzostw.
Belgium vs Korea Republic - Group H - 2014 FIFA World Cup Brazil
Mecz Belgia - Korea Południowa podczas Mundialu 2014.
Wielka Niespodzianka
Poznaliśmy jak na razie sylwetki pięciu faworytów. Ale nie można zapominać, że w mistrzostwach grają 24 drużyny. I każda ma mniejsze lub większe szanse na zwycięstwo. Tak było chociażby w 2004 roku, kiedy reprezentacja Grecji w dość niecodziennym stylu sięgnęła po końcowy tryumf. Grecy ledwo co wyszli wówczas z fazy grupowej, zdobywając w niej ledwie 4 punkty. Później strzelili jeszcze trzy gole, po jednym w każdym z meczów fazy pucharowej i w ten sposób zapewnili sobie zwycięstwo. Kto wie, czy w podobny sposób nie tryumfują w tym roku Chorwacja, Węgry, Irlandia albo Albania? A może zaskakującą siłę zaprezentuje któryś ze "średniaków" - Ukraina, Szwajcaria, Austria, Polska, Szwecja albo Turcja? No bo kto im zabroni? :D
Both teams on the pitch POL-GRE 8-6-2012
Mecz Polski z Grecją podczas Euro 2012. Grecja w tym roku nie ma już szans na zdobycie tytułu, a Polska...
Pytanie w tytule brzmiało: "Kto wygra Euro 2016?". Jak łatwo zauważyć, po przeczytaniu tego artykułu nie znaleźliście odpowiedzi innej niż: "Jedna z 24 drużyn uczestniczących." Ale to chyba dobrze. Dzięki temu emocje będą większe ;). A kogo Wy typujecie do końcowej wygranej? Kto Waszym zdaniem zasłużył na wielki tryumf? :D

Zobacz też:
1.  Krótka historia polskich piłkarzy w europejskim czempionacie
2. Poznajcie nowe dyscypliny olimpijskie

3. 7 bardzo dziwnych gier zespołowych

czwartek, 9 czerwca 2016

Moszna. Podopolski Disneyland

Opolszczyzna nie obfituje w wielkie, renomowane atrakcje turystyczne. Jest jednak pewne miejsce dzięki któremu jest o nas głośno w całej Polsce, a nawet trochę dalej. Mowa oczywiście o pałacu w Mosznej, który kilka tygodni temu znalazł się na 5. miejscu wśród zamków i pałaców w plebiscycie Top Atrakcje rozpisanym przez portal Polskie Szlaki (pełne wyniki możecie poznać tutaj). Pałac kojarzony jest przede wszystkim ze względu na swoją unikalną formę, monumentalność i ciekawe rozwiązania konstrukcyjne. No i, oczywiście, ze względu na sporych rozmiarów park pełen rododendronów.
Pałac w Mosznej od frontu.
Pałac od... nie od frontu ;).
Moszna to niewielka wioska gdzieś pomiędzy Krapkowicami a Prudnikiem, położona około 30 kilometrów na południe od Opola. Wizytę w miejscowości zaczynamy od znalezienia parkingu, co wbrew pozorom może przysporzyć wielu problemów, szczególnie jeśli ryzykujemy odbycie naszej podróży podczas trwania weekendu. We wsi znajdziemy oczywiście całe mnóstwo prywatnych parkingów, reklamowanych przez "zawodowców" na rowerach, ale i one zdają się nie zaspokajać potrzeb napływających zewsząd turystów.

Gdy już znajdziemy dogodne miejsce dla naszego samochodu, możemy podjąć krótki spacerek asfaltową drogą w kierunku zamku. Niebawem jego wieżyczki zaczną wyłaniać się spośród drzew, a w ostatecznym rozrachunku ujrzymy cały pałac w pełnej krasie. Jego najstarsze fragmenty pochodzą już z XVII wieku, lecz swoją świetność osiągnął dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Władający wówczas nad tym obszarem ród Tiele-Wincklerów celowo uposażył go w 99 wież i wieżyczek. Liczba ta jest nieprzypadkowa, bo właśnie tyloma miejscowościami ci posiadacze ziemscy dysponowali. Co więcej, nigdy nie zabiegali o setną posiadłość, gdyż jej zdobycie oznaczałoby uregulowaną prawnie konieczność wystawienia armii. Ale to chyba dobrze. Jeszcze musieliby dobudowywać kolejną wieżę! ;)
Pałac od strony drogi do niego wiodącej.
Rododendrony i pałac w tle.
Pałac od strony ogrodów.
Gdy już nacieszymy oczy wspaniałym widokiem, pora wejść do środka. Będę szczery - ono zachwyca nieco mniej, ale i tak prezentuje się wyśmienicie. Podróż z przewodnikiem po zamkowych komnatach jest wprawdzie krótka, bo składa się na nią ledwie siedem pomieszczeń, lecz każde z nich pełne jest zaskakujących elementów. Szczególnie polecam Wam przyjrzenie się zbiorom przechowywanym w bibliotece, wśród których znaleźć możecie prawdziwe perełki literatury. Dla miłośników łamigłówek na spostrzegawczość dodam jeszcze, że wśród tysięcy starych ksiąg i woluminów kryje się... seria "Millenium" Stiega Larssona. ;)

Jeśli zakończycie już trasę zwiedzania i dalej nie będzie Wam dość wrażeń, zawsze możecie wspiąć się jeszcze na dwie zamkowe wieże. Grupki liczące po kilkanaście osób wychodzą w ich kierunku co kilkanaście minut. Podczas tej krótkiej podróży można się przyjrzeć całemu zamkowi z dość nietypowej perspektywy, rzucić okiem na krajobraz południowej Opolszczyzny, a także... poznać sekret słynnego kościotrupa łypiącego okiem na turystów z jednego z okien najwyższej spośród wszystkich pałacowych wież.
Nasz przyjaciel - kościotrupek.
Widok na pałac z najwyższej wieży.
Pałacowe ogrody z wieży.
Odwiedzając Moszną nie można też zapomnieć o wielkich ogrodach, które przywitają Was wszechogarniającą zielenią. No, chyba że przyjedziecie w maju. Wówczas z całą pewnością będziecie mieli okazję nacieszyć oczy przepięknie kwitnącymi rododendronami i azaliami. Dla chwili prywatności warto zboczyć na chwilkę z szerokiej, wiecznie zatłoczonej głównej alei i skierować się w stronę wąskich, ale nie mniej urokliwych ścieżynek z licznymi mostkami. Jeden ze wspomnianych mostków zaprowadzi Was na piękną wysepkę, otoczoną ze wszystkich stron przyzamkowymi kanałami. Można na niej usiąść na ukrytej wśród zieleni ławeczce i pokontemplować otaczającą przyrodę. ;)

Na samym końcu alei głównej, rozpoczynającej się w pobliżu zamkowej fontanny, znajdziemy zaś dość interesujący zabytek. Na pierwszy rzut oka wygląda jak monument poświęcony nieznanemu żołnierzowi. Ale tak naprawdę jest tylko postumentem, na którym niegdyś umieszczony był pomnik twórcy świetności Mosznej - Huberta von Tiele-Wiencklera. Jak przeczytamy z napisu na nim umieszczonego, pomnik ten został zdewastowany w latach 50. XX wieku. Nietrudno się domyślić przez kogo...
Rododendrony w pałacowym ogródku.
Kanał w parku.
Postument po dawnym pomniku solo...
... i wraz z alejką.
I na koniec ładny rododendron z bliska. ;)
Wyprawa do Mosznej zawsze będzie udana, bez względu na warunki jej towarzyszące. Czy odwiedziliście już kiedyś to interesujące miejsce? A może w Waszej okolicy znaleźć można równie piękny pałacyk? Czekam na Wasze komentarze :).

Zobacz też:
1. Co nowego w Opolu?
2. Puławy. W cieniu wielkiego przemysłu
3. Drżyjcie kierowcy, czyli remont na A4

środa, 8 czerwca 2016

Życie na Grenlandii

W filmie Sekretne Życie Waltera Mitty, tytułowy bohater przybywa na Grenlandię i poznaje pewnego ponurego, porzuconego przez żonę mężczyznę. Radzi mu on, by nigdy nie dopuszczać się zdrady w kraju, w którym żyje 8 osób. Jego słowa nie są może zbyt wiarygodne, bo na Grenlandii mimo wszystko mieszka nieco więcej niż 8 osób, lecz w dość trafny sposób oddają realia życia na największej wyspie świata. Życia, którego przeciętny miłośnik bigosu nie potrafi sobie nawet wyobrazić. Co zrobilibyśmy, gdybyśmy mieli nagle przeprowadzić się w jedno z najbardziej niedostępnych miejsc na Ziemi?
Saqqarlersuaq-from-kullorsuaq
Niewielka wioska Kullorsuaq na zachodnim wybrzeżu Grenlandii.
Grenlandia, będąca tak naprawdę terytorium zależnym Danii, ma powierzchnię przeszło 2 milionów kilometrów kwadratowych. Tyle, co połowa Unii Europejskiej. Mieszka na niej jednak zaledwie 56 tysięcy ludzi. Tyle, co w Białej Podlaskiej. Gęstość zaludnienia wynosi więc - bagatela - 0,026 osoby na kilometr kwadratowy. Wyobraźcie sobie, że wylądowaliście w środku nieprzystępnego, pokrytego śniegiem i nagimi skałami obszaru i musicie przejść 7 kilometrów, by trafić na kogoś innego! Oczywiście jest to tylko wizualizacja, a Grenlandczycy nie muszą dreptać 7 kilometrów do swojego sąsiada, bo nie są rozłożeni równomiernie. Zdarzają się obszary o wielkości równej Polsce, na których nie znajdziemy absolutnie nikogo. Ludność koncentruje się zaś w kilkudziesięciu miastach i wsiach, zlokalizowanych przede wszystkim na południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy.

Jak łatwo się domyślić, miasta te nie należą do światowych metropolii. Największa jest stolica - Nuuk, w której mieszka całe 15 tysięcy ludzi! Populacja dwudziestego największego miasteczka nie przekracza już nawet 400 osób. Wielkość miasta nie odgrywa tam jednak zbyt dużego znaczenia. I tak wszystkie osiedla prezentują się mniej więcej tak samo. Niziutkie, drewniane, malowane w pstrokate barwy domki o niewielkich rozmiarach. Zarówno w stolicy, jak i w najdalej wysuniętej na północ wsi Siorapaluk liczącej 56 mieszkańców.
SermitsiaqFromNuuk
Nuuk, czyli stolica.
Zastanówmy się jednak nad konstrukcją wyżej wspomnianych domków. A właściwie, nad ich barwami. Dlaczego Grenlandczykom domki we wszystkich kolorach tęczy przypadły do gustu aż tak bardzo, że nie wyobrażają sobie budować czegokolwiek innego? Otóż ich historia rozpoczęła się wraz z duńską kolonizacją w XVIII wieku. Duńczycy wprowadzili zupełnie nowy system konstrukcji domów, wypierając z Grenlandii prymitywne domostwa Inuitów. Każdy z wzniesionych przez siebie budynków oznaczali specjalnie wybranym w tym celu kolorem. Sklepy były malowane na czerwono, szpitale na żółto, posterunki policji na czarno, przedsiębiorstwa komunikacyjne na zielono, zaś siedziby rybaków - na niebiesko. Z czasem do schematu przestano się stosować, lecz domy dalej malowano na różne kolory, dodając przy tym kilka zupełnie nowych barw, takich jak fiolet, róż czy też pomarańcz.

No dobrze. Zakładamy, że znaleźliśmy się już na Grenlandii, wybudowaliśmy sobie dom i poznali nielicznych sąsiadów. Teraz przydałoby się trochę pozwiedzać. Wyciągamy nasz ukochany samochód, wyjeżdżamy z wioski, przejeżdżamy jeszcze kilkaset metrów... i droga się kończy. Tak, to nie żart. Na całej Grenlandii znajdziemy zaledwie 150 kilometrów utwardzonych dróg! Duże odległości pomiędzy miastami, nieprzyjazne kierowcom ukształtowanie terenu, a także występowanie licznych fiordów, które trzeba byłoby "objeżdżać", sprawiają, że głównym środkiem transportu na Grenlandii są maszyny latające. W rożnych częściach mroźnego kraju znajduje się w sumie 14 w pełni wykwalifikowanych lotnisk, ale praktycznie w każdej, nawet najmniejszej wiosce położone jest przynajmniej jedno lądowisko dla helikopterów. Jeśli więc chcecie wybrać się do przyjaciela z sąsiedniej wioski, to musicie zaopatrzyć się w dobry helikopter. ;)
Narsarsuaq-airport-sikorsky-s61n
Lotnisko w niewielkiej miejscowości Narsarsuaq, liczącej 150 mieszkańców.
Na Grenlandii, podobnie jak wszędzie indziej, rozwija się też rzecz jasna sfera komercyjna. W 2012 roku otwarto w Nuuk pierwsze na wyspie centrum handlowe. Znajdziemy w nim aż 27 sklepów o łącznej powierzchni 2,5 hektara. Nuuk Center, bo tak się ten kolos nazywa, jest największym budynkiem na Grenlandii, zaś wysoka na 10 pięter wieżyczka z powierzchniami biurowymi czyni z niego również najwyższy budynek w kraju. Na Grenlandii działa także jedna stacja radiowa i telewizyjna o wspólnej nazwie KNR. Firma zatrudnia 100 osób. Jeśli więc czujecie, że sprawdzilibyście się w show-biznesie, to możecie robić karierę!

Najpierw zadbajcie jednak o wykształcenie. Możecie je zdobyć na jedynym na Grenlandii uniwersytecie, położonym rzecz jasna w Nuuk. Nosi on chlubną nazwę Uniwersytetu Grenlandzkiego, a w jego murach możecie podjąć kształcenie na czterech kierunkach: ekonomii, języku grenlandzkim, historii oraz teologii. Czeka tam już na Was 14 wykładowców. Inną zaletą jest fakt, że na uczelni studiuje jednorazowo 100 osób, więc będziecie mogli na luzie poznać wszystkich kolegów z rocznika ;).
Nuuk bus
Autobus na jednej z ulic w Nuuk.
Mamy więc za sobą podróż na Grenlandię. Czy myślicie, że bylibyście w stanie porzucić swój dom, miasto, bigos i sylwester w Polsacie i przeprowadzić się do tego - bądź co bądź - egzotycznego miejsca? :)

Zobacz też:
1.  Stany Zjednoczone. Kraj, który lubi wprowadzać w błąd
2. Kilka rzeczy, których nie wiedziałeś o Andorze
3. O tym, jak człowiek się przystosowuje

wtorek, 7 czerwca 2016

Czasem warto zostać w kinie na napisach

Premiera wielkiego widowiska filmowego. 300 widzów siedzi na sali kinowej i z zachwytem ogląda wspaniałą scenę finałową. Gdy już akcja dobiegnie końca wszyscy podnoszą się ze swoich foteli jakby byli zaprogramowani specjalnie na tą jedną chwilę. Następnie spokojnie kierują się do wyjścia ignorując wyświetlające się na ekranie napisy. Nie ignorują jednak tylko i wyłącznie informacji o twórcach filmu, ale też dobywającą się ze wszystkich głośników muzykę. Nierzadko lepszą od całego filmu. I takim wyjątkowym utworom będzie poświęcony dzisiejszy wpis. Chciałbym Wam przedstawić 12 pojawiających się przy napisach piosenek (i nie tylko), które z całą pewnością zachęcają do tego, by zbyt wcześnie kina nie opuszczać. ;)
座席
12. Still Alice
Dwa lata temu powstał opowiadający o chorobie Alzheimera film Still Alice z wyśmienitą rolą Julianne Moore, za którą zresztą aktorka zainkasowała Oscara. Wspaniałomyślna szkoła polskiego tłumaczenia przekonwertowała tytuł na Motyl Still Alice. Pozwólcie więc, że pozostaniemy przy oryginale ;). Nie chcę Wam zbytnio zdradzać zakończeniu filmu wiedząc, że niekoniecznie mieliście z filmem do czynienia. Dość jednak powiedzieć, że możemy je przeżyć na różne sposoby. Możemy z niego wyciągnąć równie wiele optymizmu, co pesymizmu. I każdy z nas pewnie odczytałby przesłanie zupełnie inaczej. I w tej niepewności pozostawia nas też końcowa piosenka zaśpiewana przez brytyjską wokalistkę Karen Elson. If I Had a Boat jest bowiem utworem bardzo spokojnym, w którym radość zdaje się mieszać ze smutkiem. Ładnie koresponduje to z całym filmem i jest pewnie jednym z czynników, które skłaniają do przemyśleń po seansie.

11. Sędzia
Tym razem bez obaw korzystam z polskiego tytułu. Nie przenosimy się jednak zbyt daleko w czasie, bo Sędzia również powstał w 2014 roku. Specyficzny film o powrocie do korzeni i życiu na amerykańskiej prowincji został opatrzony równie specyficzną piosenką finałową - coverem utworu The Scientist zespołu Coldplay. Wykonawcą jest w tym przypadku amerykański muzyk country Willie Nelson, który zdążył już okryć się legendą. Zaprezentował on widzom i słuchaczom ciekawą aranżację, czyniąc ze wspaniałego kawałka inny wspaniały kawałek, który jednak - w przeciwieństwie do oryginału - doskonale wpisuje się w ogólny nastrój panujący w filmie.

10. Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część 1
Muzyka to ewidentnie jedna z mocniejszych stron trzeciej części młodzieżowej serii science-fiction. W końcu skomponował ją nie kto inny, jak James Newton Howard. I pewnie napisałbym w tej części mojego artykułu co nieco na temat niezwykle nastrojowej piosenki The Hanging Tree, gdyby nie fakt, że pojawia się ona w połowie filmu. Końcówkę skradła natomiast inna gwiazda światowego formatu - Lorde. Yellow Flicker Beat zdaje się jednak pasować bardziej do nowozelandzkiej wokalistki niż do filmu. I tak jest wspaniały, lecz ze względu na tą rozbieżność nie mogę go wywindować w moim zestawieniu na pozycję wyższą niż dziesiąta ;).


9. Alicja w krainie czarów
W przypadku najnowszej wersji wiecznie żywej Alicji w krainie czarów autorstwa Tima Burtona pojawia się drobny problem. Do napisów dołączono bowiem dwa utwory. Pierwszy to bardzo krzykliwa, hurraoptymistyczna piosenka zupełnie niewpisująca się moim zdaniem w cały film. Ale jeśli uda nam się przez nią przebrnąć, otrzymamy coś znacznie bardziej sensownego. A mianowicie, tajemniczą, mroczną kompozycję, w której pierwsze skrzypce odgrywają smyczki i specyficzny chór. Efekt znakomity.

8. Opowieści z Narnii: Książę Kaspian
Trzeba przyznać, że twórcom serii ekranizacji książek C. S. Lewisa wyszła przede wszystkim muzyka. Soundtrack do pierwszej części był już nadzwyczajny, ale kulminacja nadeszła wraz z końcem części drugiej. Długo by szukać piosenki filmowej tak bardzo pasującej do ostatnich kadrów filmu. The Call, bo o niej mowa, został wykonany przez niezbyt rozpoznawalną, ale za to doświadczoną już Reginę Spektor.
7. Grawitacja
Grawitacja to film wyjątkowy pod wieloma względami. Jego akcja niemalże w całości rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej, wiele ujęć zostało nakręconych przy użyciu zupełnie nowych technik, zaś na ekranie zobaczymy twarze ledwie dwóch aktorów. Jednak najciekawszym elementem filmu pozostaje muzyka. Cała ścieżka dźwiękowa jest w zasadzie oparta na jednym motywie, który przemyka niemalże niezauważony przez kolejne sceny, zaś na sam koniec poznajemy go w pełnej krasie. A wrażenie jakie po sobie pozostawia ma siłę, która z całą pewnością wpływa na ogólny odbiór filmu.


6. Gladiator
Gladiator to już klasyka. Podobnie jak klasyką jest muzyka pojawiająca się przy jego zakończeniu. Utwór Now We Are Free został skomponowany przez Hansa Zimmera. Słyszymy w nim głos australijskiej wokalistki Lisy Gerrard. Co ciekawe, tekstu piosenki nie da się dokładnie przetłumaczyć z żadnego języka. Może dlatego zakończenie Gladiatora jest tak niepowtarzalne...


5. Leon Zawodowiec
Wyruszamy teraz w podróż do lat 90. Spotkamy tam film niezapomniany, kolejny klasyk. Leon Zawodowiec został dodatkowo wzbogacony piosenką Shape Of My Heart, która w fantastyczny sposób włącza się jeszcze w trakcie trwania filmu, gdy kamera zaczyna wznosić się w górę i pokazuje nam krajobraz Manhattanu. Idealnie wpasowana sprawia, że nasze emocje związane z przepięknym zakończeniem zostają przedłużone o kilka kolejnych minut.


4. Królewna Śnieżka i Łowca
Czasem zdarza się i tak, że niezbyt udany film może pochwalić się całkiem udaną muzyką. Tak jest w przypadku Królewny Śnieżki i Łowcy, który miał swoją premierę w 2012 roku. Do wykonania piosenki przy napisach została zaproszona popularna brytyjska wokalistka Florence Welch wraz ze swoją maszyną. I oczywiście podołała zadaniu. Breath of Life zaskakuje swoją złożonością. Pierwsze miejsce zajmują w nim oczywiście perfekcyjny wokal Florence i bębny. Gdzieniegdzie usłyszymy jednak smyczki, gdzie indziej klawisze, chór i całą gamę instrumentów, które zidentyfikuje zapewne tylko prawdziwy znawca muzyki. Wydawałoby się, że piosenka powinna być tak naładowana tym wszystkim, że powinna stanowić zwykłą papkę, z której nic nic nie wynika. Ale tak nie jest. Wszystko łączy się w idealną całość. ;)

3. To nie jest kraj dla starych ludzi
Nie boję się użyć stwierdzenia, że To nie jest kraj dla starych ludzi to jeden z najlepszych filmów XXI wieku. Każdy jego element jest doprowadzony niemalże do perfekcji, w tym również muzyka. Tyle że muzyki prawie w ogóle w nim nie ma. I wbrew pozorom, stwarza to niepowtarzalny klimat, tak bardzo pasujący do przedstawionej w filmie rzeczywistości. Ale na sam koniec twórcy obrazu postanowili wprowadzić jednak kilka instrumentów. Wykonali to oczywiście bezbłędnie. Podczas napisów usłyszymy bowiem spokojną muzykę rodem z pogranicza Stanów Zjednoczonych i Meksyku, w której czai się jednak jakaś niepewność, czy nawet - o zgrozo - zgroza. Nie muszę chyba dodawać, że ta zgroza idealnie wpisuje się w konwencję filmu, prawda? ;)


2. Władca Pierścieni: Powrót Króla
Into the West zaśpiewane przez wielką Annie Lennox jest piosenką całkiem udaną, ale nie może się jak dla mnie równać z niektórymi kawałkami, które sklasyfikowałem znacznie niżej. Mimo to właśnie jej przyznaję drugie miejsce. Sukces piosenki tkwi bowiem w momencie, w którym mamy okazję ją usłyszeć. Dziewięciogodzinna przygoda ze światem Śródziemia nieuchronnie dobiega końca wraz z końcem trzeciej części Władcy Pierścieni. Dla każdego miłośnika Tolkiena i jego twórczości jest to moment pełen nostalgii. I wtedy, wraz z napisami, pojawia się Into the West, potęgując dodatkowo przeżycia związane z końcem wielkiej trylogii.


1. Atlas Chmur
Atlas Chmur to film, który potrafi wzbudzić skrajne emocje. Jedni są nim zachwyceni, inni mieszają go z błotem. Jest to całkowicie zrozumiałe, niemniej należę do tej pierwszej grupy. Porywająca jest szczególnie muzyka, która z początku wydaje się bardzo niemrawa, potem z każdą sceną rozkręca się coraz bardziej, aż do zjawiskowego finału i napisów, podczas których usłyszymy ośmiominutowy, przepiękny utwór. I z tym utworem jest dokładnie tak samo, jak z muzyką w całym filmie. Zaczyna się powoli, a potem powoli przeradza się w arcydzieło. I bezsprzecznie przypomina o tym wszystkim, co zobaczyliśmy już w filmie. Musicie przyznać, że jest to nie lada osiągnięciem... ;)

Pewnie zauważyliście, że w moim zestawieniu 3/4 filmów pochodziło z ostatnich pięciu lat. Nie jest to oczywiście przypadek. Chciałem bowiem pokazać Wam, że rynek muzyki filmowej wcale nie wymiera, jak to niektórzy sądzą. Wciąż kompozytorzy mają ogromne możliwości i - co ważniejsze - ogromny talent. I są zdolni do tworzenia wielkich rzeczy.

A Wy jakie filmy umieścilibyście jeszcze w tym zestawieniu? Jaka muzyka dołączona do napisów podobała się Wam najbardziej? Czekam na komentarze :).

Zobacz też:
1. 11 najlepszych albumów muzycznych 2015 roku
2. Wikipedia, Spotify, Firefox - skąd się wzięły te nazwy?
3. Kilka rzeczy, których nie wiedziałeś o Eurowizji