sobota, 16 kwietnia 2016

Stany Zjednoczone. Kraj, który lubi wprowadzać w błąd

Stany Zjednoczone utrwaliły się w naszej podświadomości jako kraj wielu sprzeczności. Nic nie jest tam do końca pewne, nawet największe oczywistości mogą się okazać totalnym blefem. Jeżeli coś rozumie się samo przez się, jeżeli jest jak najbardziej logiczne, to możecie być pewni, że za oceanem na pewno nie ma miejsca. Stany są więc miejscem, które bardzo lubią wprowadzać w błąd. A moim zadaniem na dzień dzisiejszy jest wyprowadzić z tego błędu tych, którzy jeszcze nie dostrzegli przebiegłości Stanów Zjednoczonych. ;)
Independence Day Apparel  
1. Stolicą Stanów Zjednoczonych nie jest Waszyngton
No to zaczęliśmy z grubej rury. Jeśli spodziewaliście się jakichś dywagacji nad liczbą stanów albo kolorem amerykańskiego dolara, to musicie być zaskoczeni. Jak można przeczyć jednej z podstaw naszej wiedzy o Ameryce? Waszyngton przecież był, jest i będzie stolicą USA! Problem w tym, że na gruncie amerykańskiego prawa coś takiego jak Waszyngton w ogóle nie istnieje. No dobra, jest w Stanach kilkadziesiąt miasteczek lub wsi o chlubnej nazwie Washington, ale nie nosi jej mieścina, z którą nazwę tą zazwyczaj kojarzymy. Stolica Stanów Zjednoczonych nosi bowiem formalnie nazwę Dystrykt Kolumbii, zaś Waszyngton lub Waszyngton, D.C. to tylko nazwy potoczne. Przy okazji warto też wspomnieć o kolejnym blefie. A mianowicie, Dystrykt Kolumbii nie jest częścią żadnego z 50 stanów. Stanowi w zasadzie odrębną jednostkę administracyjną o specjalnym statusie.
WDC Capitol 1
Kapitol w Waszyngtonie.
2. Co ma Dystrykt Kolumbii do Kolumbii?
Skoro już jesteśmy przy Dystrykcie Kolumbii. Na wielu forach, gdy ktoś zapyta o to, skąd się wzięła ta nazwa, od razu jest uznawany za osławionego "gimnazjalistę" i wyśmiewany, bo "przecież jak to można Krzysztofa Kolumba nie znać?". Oczywiście osoby nabijające się powinny w tym przypadku same zostać wyśmiane. Bo, po pierwsze gimnazjaliści raczej wiedzą któż to był Krzysztof Kolumb. A po drugie, gdyby nazwa na stolicę Stanów Zjednoczonych pochodziła bezpośrednio od Kolumba, to nie byłby to Dystrykt Kolumbii, a Dystrykt Kolumba, czyż nie?

ColumbiaStahrArtwork
Columbia na plakacie propagandowym z okresu
I wojny światowej.
Musimy więc znaleźć jakiegoś pośrednika pomiędzy Kolumbem a Dystryktem Kolumbii. Oczywiście nie będzie to państwo w Ameryce Południowej (Kolumbia), bo powstało ono później niż Waszyngton. Ale co niektórzy mogliby skojarzyć, że w Stanach Zjednoczonych znajdziemy rzekę o nazwie Kolumbia! I takie myślenie byłoby jednak błędne, bo Kolumbia przepływa przez zachodnie stany USA, zaś Dystrykt Kolumbii leży na Wschodzie, nad rzeką Potomak.

Mógłbym Was zwodzić jeszcze troszkę dłużej, ale nie miałoby to większego sensu. Otóż nazwa Dystrykt Kolumbii pochodzi od imienia Columbia, które przyjęło się podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych jako personifikacja rodzącego się wówczas kraju. Postać Columbii była oczywiście piękna i młoda, przybrana w symbole narodowe Stanów. Wykorzystywano ją dość powszechnie na wszelkiego rodzaju materiałach propagandowych, przede wszystkim plakatach. Gdy zakładano więc Waszyngton, stwierdzono że idealną oficjalną nazwą dla stolicy będzie właśnie Dystrykt Kolumbii.

3. Waszyngton raz jeszcze
A słyszeliście kiedyś o stanie Waszyngton? Jak to przystało na amerykańskie standardy, jego stolicą nie jest rzecz jasna Waszyngton, czy - jak kto woli - Dystrykt Kolumbii. Rzeczą absurdalną jest jednak fakt, iż Waszyngton jest jednym z najbardziej oddalonych od stolicy stanów USA. Położony jest bowiem na północno-zachodnim krańcu wielkiego państwa, a jego stolicą jest Olympia. Odległość pomiędzy Olympią a Waszyngtonem, D.C. wynosi - bagatela - 3700 kilometrów. ;)

Zbieżność nazw nie jest jednak tak do końca przypadkowa. Terytorium Waszyngtonu, czyli późniejszy stan Waszyngton, powstało bowiem dopiero w 1853 roku, a więc ponad pół wieku po założeniu stolicy Stanów Zjednoczonych. A to oznacza, że Ci, którzy nazwę tą nadali, z całą pewnością zdawali sobie sprawę, że gdzieś tam, na wschodnim wybrzeżu funkcjonuje miasto o takiej samej (potocznej) nazwie...

4. Problemy ze stolicami
W Polsce każde z województw ma przypisaną swoją własną "stolicę", miasto, w którym mieszczą się najważniejsze urzędy. Tak jest również i w przypadku stanów w USA. Tyle że za oceanem podczas doboru stolic nie stosowano się zbytnio do uznawanego w Polsce kryterium wielkości. Stan Nowy Jork na przykład nazywa się jak nazywa, jego największym miastem jest liczący 8 milionów mieszkańców Nowy Jork, a stolicą - Albany, znacznie mniejsze nawet od Opola! I nie jest to przypadek odosobniony. Stolicą Kalifornii jest Sacramento, podczas gdy większe od niego są Los Angeles, San Diego, San Jose, San Francisco, Long Beach i Fresno. Stolicą Florydy nie są zaś wielkie Jacksonville ani Miami, a kilkukrotnie mniejsze Tallahassee. W tym ostatnim przypadku nie chodzi raczej o ułatwienie zadania dyslektykom...
Mount Adams from East Canyon Ridge
Krajobraz stanu Waszyngton. Widać róźnicę, prawda? :)
5. Język urzędowy - angielski?
Stany Zjednoczone nieodłącznie kojarzą nam się z językiem angielskim. Ale nie jest on tam językiem urzędowym. A właściwie, nie na obszarze całych Stanów Zjednoczonych. A to dlatego, że każdy stan sam ustala sobie, jaki język będzie u niego obowiązywał. Większość, w tym Kalifornia, Nebraska, czy Utah używają języka angielskiego. Kilka stanów stwierdziło jednak, że języka urzędowego nie będzie mieć w ogóle. Tak stało się na przykład w Nowym Jorku. W Luizjanie zatwierdzono natomiast dwa języki urzędowe - angielski i francuski. Na Hawajach językiem urzędowym są angielski i hawajski, a na Alasce - angielski i 19 języków używanych przez rdzennych mieszkańców regionu. Trudno się w tym połapać, prawda? ;)
Wonder Lake, Denali
Nieprzystępny krajobraz Alaski ułatwił przetrwanie wielu rdzennych języków.
Jak widzicie więc, Stany Zjednoczone lubią wprowadzać w błąd. Czy udało mi się zaskoczyć Was w paru kwestiach? A może znacie jeszcze jakieś pułapki, które czekać na nas mogą za oceanem? :)


Zobacz też:
1. 10 najwyższych budynków... za 10 lat
2. Wielkie zmiany na szczytach władzy, czyli kto kogo zastępuje?
3. Generała Pattona młodzieńcze przygody

wtorek, 12 kwietnia 2016

Dlaczego strusie nie potrafią latać?

Zamieszkujące Antarktydę (i nie tylko) pingwiny, australijskie emu, nowozelandzkie kiwi i kazuary, południowoamerykańskie nandu, zamieszkujące atlantyckie wysepki niewielkie chruścielaki karłowate. Wszystkie te ptaki łączy to, że nie potrafią latać. Tylko dlaczego? Dla każdego z wyżej wymienionych gatunków można by skonstruować osobną opowieść zawierającą odpowiedź na to pytanie. Dziś zajmiemy się jednak prawdziwymi królami wśród nielotów - strusiami.
Ostrich Ngorongoro 05
Struś w afrykańskim rezerwacie Ngorongoro.
Dlaczego strusie nie potrafią latać? Najprostszą odpowiedzią na to pytanie byłoby: "bo są za duże". Ale jak dla mnie jest to zwykłe pójście na łatwiznę, wielokrotnie powielane w różnego rodzaju polskojęzycznych źródłach. Przecież to, że strusie są duże, to ledwie czynnik towarzyszący ich niezdolności do lotu! I to niekoniecznie bezpośrednio związany z rzeczywistymi przyczynami takiego stanu rzeczy. Równie dobrze można by nawiązać do nieprzystosowania skrzydeł strusi do lotu albo nadzwyczajnej masywności ich nóg. Ale to też droga na skróty.

Aby nie iść na skróty, trzeba się cofnąć o jakieś 65 milionów lat. Ten moment w historii naszej planety zapewne kojarzycie z dość znaczącym wydarzeniem. A mianowicie, wyginięciem dinozaurów. I choć nie wiemy tak do końca co doprowadziło do zniknięcia wielkich gadów z powierzchni Ziemi, to wiemy z całą pewnością, jakie były tego skutki. Ze świata przyrody zniknęły wszystkie wielkie stworzenia, jakie wówczas żyły. W ten sposób utworzyła się ogromna wręcz nisza, w którą z biegiem czasu wkraczały inne gatunki. W ten sposób światem zawładnęły ssaki. Pamiętać jednak należy, że na wyginięciu dinozaurów skorzystały także ptaki.

Niewielkie ptaki, kryjące się wówczas w gęstych lasach, zaczęły stopniowo się zmieniać. Nie musiały już konkurować z dinozaurami o pożywienie. Miały więc go pod dostatkiem, a przez to zaczęły - kolokwialnie mówiąc - tyć. Ruszyły tryby ewolucji i na przestrzeni kilku, a może kilkunastu milionów lat niektóre ptaki zeszły na ziemię, wielokrotnie powiększyły swe rozmiary i same zaczęły stanowić zagrożenie dla innych zwierząt. Im większe jednak były, tym trudniej im było latać. Ponadto, latanie stało się dla nich zupełnie niepraktyczne. Po co było marnować energię na pełne wykształcenie skrzydeł i umiejętność lotu, skoro wszystko można było osiągnąć nie odrywając stóp od ziemi?
Confuciosornis
Konfuciuzornis, ptak żyjący w okresie wczesnej
kredy, mający rozmiary ok. 20-30 centymetrów.

Dixi-Diatryma
Gastornis, ptak żyjący już po wymarciu dinozaurów, 56-40 mln lat temu.
Przez pewien czas piastował tytuł największego zwierzęcia lądowego świata.


No i jeszcze jedna kwestia. To, co skłania ptaki do lotu, to często konieczność uniknięcia pożarcia przez innego zwierza. Ucieczka. Łatwiej uciekać na skrzydłach niż na nogach. Tymczasem kilkadziesiąt lat temu przodkowie strusi nie mieli okazji na znalezienie zbyt wielu powodów do ucieczki. Nie było po prostu zwierząt na tyle dużych, by mogły ze strusiami zadrzeć. I to stało się kolejnym powodem, dla którego strusie zatraciły umiejętność latania.

No to już ustaliliśmy skąd się wzięła u strusiów niezdolność do lotu. Musimy jednak w takim razie odpowiedzieć na jeszcze jedno frapujące pytanie. Skoro nie potrafią latać, to po kiego grzyba im skrzydła?! Dlaczego przez 40 milionów lat te niepraktyczne - jak by się wydawało - części ciała nie zanikły? Otóż natura znalazła dla nich inne zastosowanie. Po pierwsze, silnie opierzone skrzydła pozwalają strusiom przetrwać w trudnych, afrykańskich warunkach. W upalne dni skutecznie chronią ich skórę przed słońcem, zaś w niezwykle mroźne noce zapobiegają nadmiernym utratom ciepła. Samce zaś wykorzystują je podczas tańców godowych. Przecież jakoś trzeba zaimponować potencjalnej partnerce, czyż nie? ;)
Ostrich in the crater
I jeszcze raz struś w obecnym wydaniu.
No to dowiedzieliśmy się już czym takim zasłużyły sobie strusie, że nie potrafią latać. Czy znaliście odpowiedź na to pytanie już wcześniej? A może udało mi się czymś Was zaskoczyć? :)

Zobacz też:
1.  Mamut znowu żywy
2. Kto wygra Euro 2016?

3. O Polaku, który chciał przesiedlić naród do Oceanii

niedziela, 10 kwietnia 2016

Co krąży wokół Ziemi?

Oglądaliście film Grawitacja Alfonso Cuaróna? Jeśli nie, to macie co nadrabiać. ;) A jeśli tak, to zapewne zauważyliście bogactwo różnego rodzaju rzeczy na ziemskiej orbicie. Na początku filmu są to dosyć spore rzeczy, takie jak satelity i stacje kosmiczne. Z czasem jednak na ekranie pojawiać się zaczynają elementy coraz mniejsze, a mimo to nadzwyczaj niebezpieczne. Raz na półtorej godziny oblatują całą Ziemię dookoła i przysparzają sporo problemów głównej bohaterce, w którą wcieliła się Sandra Bullock. Akcja Grawitacji to rzecz jasna stuprocentowa fikcja, lecz to, w jaki sposób film przedstawia tą najbliższą Ziemi część kosmosu, wydaje się być nadzwyczaj prawdziwe. Nigdy nie pomyślelibyście bowiem, co takiego możemy znaleźć na ziemskiej orbicie... I nigdy nie pomyślelibyście, że wszystko, co tam znajdziemy, może być ostatnią rzeczą, jaką zobaczymy w życiu...
Debris-GEO1280
Ziemia i kilkanaście tysięcy śledzonych obiektów krążących wokół niej.
Zacznijmy od rzeczy najbardziej trywialnej, która jednak doprowadzi nas do rzeczy znacznie bardziej zaskakującej. Nie od dzisiaj wszyscy zapewne wiecie, że jedynym naturalnym satelitą Ziemi jest nasz kochany Księżyc, który co jakiś czas zagląda nam w okna naszych pokoi. Sęk w tym, że nie jest. Jest co prawda największym z naszych naturalnych satelitów i krąży wokół Ziemi najdłużej ze wszystkich, ale to nie znaczy, że jest sam jeden. W 2014 roku naukowcy stwierdzili na przykład istnienie niewielkiej asteroidy, której nadano nazwę 2014 OL339. Asteroida ta okrąża Ziemię od mniej więcej 750 lat i nie pożegna się z nami jeszcze przez jakieś 150 lat. Później według przewidywań tęgich głów po prostu odleci sobie w przestrzeń kosmiczną. Naukowcy zaznaczają także, że wokół Ziemi stale krążą także swego rodzaju "księżyce przechodnie", malutkie ciała niebieskie, które nasza planeta przechwytuje na jakiś czas, by po kilku dniach, miesiącach, a czasem i latach, wypuścić w dalszą podróż.
Moon Monster2
Księżyc nad San Diego.
Wszystkie naturalne satelity w porównaniu z tym co wokół Ziemi nawywijał człowiek to jednak małe piwo. Ludzie od wielu dziesięcioleci wynosili i nadal wynoszą na orbitę sztuczne satelity. Najważniejszymi i najbardziej monumentalnymi z nich są stacje kosmiczne, czyli satelity tak skonstruowane, by permanentnie mogli w nich przebywać ludzie. Pierwszy taki satelita zaczął krążyć wokół Ziemi 19 kwietnia 1971 roku, a był to radziecki Salut 1. Z czasem powstawały kolejne, lecz te poprzednie były stopniowo niszczone. Obecnie na orbicie znajdują się dwie stacje - pozostająca nadal w budowie Międzynarodowa Stacja Kosmiczna i znajdująca się już u kresu swego funkcjonowania chińska stacja Tiangong 1. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna prezentuje się naprawdę imponująco, a w jej budowie uczestniczą Rosja, Stany Zjednoczone, Kanada, Japonia, Brazylia i Europejska Agencja Kosmiczna.
STS132 undocking iss2
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna w 2010 roku.
Kibo PM interior
Wnętrze jednego z kilkunastu segmentów Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. W tym przypadku
mamy do czynienia z częścią japońską.
Innym rodzajem sztucznych satelitów Ziemi są wielkie teleskopy. Z całą pewnością słyszeliście o teleskopie Hubble'a, który jest najstarszym nadal użytkowanym teleskopem kosmicznym. Nie jest jednak jedynym. Obecnie w kosmosie przebywa ich jeszcze siedem , z których cztery orbitują wokół Ziemi. Wszystkie mają różne parametry i pozwalają na wiele sposobów zaglądać w najdalsze zakątki wszechświata.
Hubble 01
Teleskop Kosmiczny Hubble'a.
JWST Full-Scale Model on Display in Germany
Model Teleskopu Kosmicznego Webba, który opuści Ziemię w 2018 roku.
Ponadto, wokół Ziemi krąży także całe mnóstwo innych satelitów, używanych do badań, nawigacji, telekomunikacji, transmisji danych i całego szeregu innych rzeczy. A mówiąc mnóstwo nie mam wcale na myśli kilkudziesięciu, ani nawet kilkuset. Nie. Na orbicie znaleźć można kilka tysięcy pełnoprawnych satelitów, z których około 1200 pozostaje aktywnych! Jeszcze jakieś 15 lat temu posiadaniem satelitów mogły się pochwalić tylko największe potęgi z dziedziny podboju kosmosu, takie jak Rosja, Stany Zjednoczone, czy Wielka Brytania. Dzisiaj jednak ma je całe mnóstwo egzotycznych państw i państewek, między innymi Estonia, Peru, Boliwia, Irak i Turkmenistan. Oczywiście w tym "elitarnym" gronie nie zabrakło i satelitów rodem z Polski. A konkretnie, trzech satelitów. Pierwszy był wystrzelony w 2012 roku PW-Sat. Później przyszedł czas na "Heweliusza" i "Lema". Jak dobrze pójdzie, to w ciągu najbliższych kilku lat dorobimy się jeszcze kilku kilogramów żelastwa na orbicie ;).
Polish satellite BRITE Heweliusz model in Gdansk 19.8.2014
A ta malutka skrzyneczka to jeden z polskich satelitów, "Heweliusz". Nie wygląda, prawda? ;)
Skoro już mówimy o żelastwie... Wokół Ziemi krążą dziesiątki tysięcy obiektów dużo, dużo mniejszych od przeciętnej satelity. Przez ostatnie 50 lat ludzie trochę naśmiecili, przez co dzisiaj mają tylko problemy. Otóż gdzieś tam, na orbicie, przez cały czas utrzymują się takie rzeczy, jak nieczynne satelity lub ich kawałki, śmieci zrzucane przez 15 lat z radzieckiej stacji Mir, pogubione przez astronautów części garderoby (na przykład rękawice!), a nawet... krople farby i moczu. Wszystkie te cząsteczki przemierzają przestrzeń kosmiczną z prędkością większą od prędkości ledwo co wystrzelonego pocisku. Każde spotkanie z nimi może się więc spotkać dla statystycznego astronauty tragicznie. A za każdym razem, gdy dwa kosmiczne śmiecie spotkają się ze sobą, dojdzie do kolizji, dzięki której powstanie ich jeszcze więcej. Gdy w 2009 roku zderzyły się na przykład nieczynne satelity Iridium 33 i Kosmos 2251, powstało około 600 nowych kosmicznych odłamków. Wydaje mi się, że powinniśmy zaczynać powoli sprzątać. No, ale to już zupełnie inna historia... ;)
Debris-LEO1280
NASA śledzi około 19 tysięcy krążących wokół Ziemi odłamków kosmicznego gruzu. Według najpopularniejszych
szacunków odłamków tych jest obecnie około 500 tysięcy.
No to co sądzicie o tych naszych kosmicznych śmieciach? Udało mi się Was zaskoczyć w pewnych kwestiach? ;) Czy myślicie, że uda nam się posprzątać kosmiczne żelastwo? :)

Zobacz też:
1. Gwiazdy na Ziemi, czyli o energii przyszłości
2. Czy objawi nam się Planeta numer 9?
3. Szwajcaria referendum stoi

sobota, 9 kwietnia 2016

Bronimy najgorszych władców Polski

Zauważyliście może moją dwutygodniową (z okładem) nieobecność. Wszystkich zaniepokojonych uspokajam jednak, że żadnego rodzaju wypalenie zawodowe nie miało jak na razie miejsca i mam nadzieję, że nigdy nie nadejdzie. W ciągu ostatnich kilkunastu dni miałem okazję trochę poudzielać się historycznie i skłonić moje komórki nerwowe do nieco większego niż zazwyczaj wysiłku. Dlatego też na tapetę weźmiemy sobie dzisiaj zagadnienie stricte historyczne. A mianowicie, najgorsi władcy Polski. A właściwie, najgorsi władcy Polski według powszechnej opinii. Bo tak naprawdę zazwyczaj oceniamy ich z punktu widzenia epok, w których żyli, i wydarzeń, które podczas ich rządów miały miejsce. Wielu z nich jest tak naprawdę ofiarami swych poprzedników, poddanych, a czasem też następców. Spróbujmy więc obronić ich przed dziejową niesprawiedliwością! :)

1. Stanisław August Poniatowski
Jak na doświadczonych badaczy historii przystało, zaczniemy od końca. Czyli od przesławnego króla Stasia, do którego zasług zwykło nam się zaliczać rozbiory i utratę przez Polskę niepodległości. Oczywiście myślenie takie nie jest do końca prawidłowe. Głównym inicjatorem rozbiorów był bowiem nie on, a trzy mocarstwa z naszym krajem sąsiadujące - Rosja, Prusy i Austria. Rzeczpospolita popadła zaś w zależność od swych sąsiadów na kilkadziesiąt lat nim Poniatowski wstąpił na tron, bo w czasie, gdy polski tron zajęty był przez Sasów - Augusta II Mocnego i Augusta III. Można mieć wprawdzie sporo wątpliwości co do polityki króla Stasia w ostatnich latach jego rządów, lecz nie można zapominać, że przez prawie cały okres swego panowania był wielkim reformatorem, dążącym do odzyskania przez Polskę dawnej świetności. Założył Szkołę Rycerską, Mennicę Warszawską, Teatr Narodowy w Warszawie, był jednym z inicjatorów wydawania propagującego zmiany pisma "Monitor"... I tak dalej, i tak dalej.
Lesseur - Portret Stanisława Augusta z klepsydrą
Portret Stanisława Augusta Poniatowskiego autorstwa Wincentego de Lesseur.
2. Mieszko II Lambert
Nad Mieszkiem II miałem już się okazję zastanawiać jakiś czas temu. Niemniej warto przypomnieć jego tragiczną historię. Tron objął w 1025 roku po śmierci swego ojca, Bolesława Chrobrego. Odziedziczył niestety po nim konflikty praktycznie z wszystkimi sąsiadami ówczesnej Polski. A na dodatek popadł w konflikt ze swoimi braćmi. Doprowadziło to do cesarsko-ruskiego najazdu na jego państwo, okresowego pozbawienia go tronu i początku długiego kryzysu na ziemiach polskich. A przecież Mieszko II nie zrobił nic, co w sposób drastyczny odbiegałoby od poczynań jego ojca!
Mieszko II by Aleksander Lesser
Portret Mieszka II Lamberta autorstwa Aleksandra Lessera.
3. Władysław Herman
Panowanie Władysława Hermana było już znacznie dłuższe od Mieszka II. Piast ten nigdy nie przyjął wprawdzie tytułu królewskiego, ale na tronie książęcym przesiedział 23 lata - począwszy od roku 1079, a skończywszy na 1102. Gdy siadał na nim po raz pierwszy wydawał się być jednak bardziej zaskoczony niż usatysfakcjonowany. Przez pół swego życia był bowiem przekonany, iż zaszczyty takie nigdy nie staną się jego udziałem. Władzę w kraju umacniał tak naprawdę jego brat - Bolesław Szczodry - a jego schedę mieli objąć jego synowie.  I - co dziwne - Władysław Herman nie wykazywał żadnych chęci na obalenie brata. Zaszył się w swej siedzibie w Płocku, nie knuł, nie spiskował, po prostu "cieszył się życiem". Aż dziwne jak na Piasta, prawda? ;) Niespodziewanie jednak został siłą wtłoczony do wielkiej polityki. Bolesław został obalony i wygnany z kraju, a jego następcą uczyniono właśnie Władysława. Ten jednak nie zmienił swoich zapatrywań i praktycznie rzecz biorąc pozwolił na podejmowanie najważniejszych decyzji możnowładcy palatynowi Sieciechowi, podczas gdy sam ograniczył swój udział w sprawowaniu władzy do roli figuranta. Nie zjednał sobie tym oczywiście sympatii ani swych poddanych, ani swej rodziny, ani oceniających go prawie tysiąc lat później historyków.
Władysław I Herman by Aleksander Lesser
Portret Władysława Hermana autorstwa Aleksandra Lessera.
4. Konrad Mazowiecki
To imię okryło się złą sławą z jednego bardzo prostego powodu. To przecież ten książę sprowadził do Polski Krzyżaków! Jego niemalże 50-letnia kariera polityczna została tak łatwo przyćmiona przez jeden brzemienny w skutki błąd. Musimy jednak przy jego ocenie zwrócić uwagę na realia epoki. Konrad Mazowiecki był jednym z całego mnóstwa książątek władających niewielkimi państewkami na obszarze ziem ich wielkich przodków. Książątka te toczyły ze sobą liczne wojny i na okrągło kombinowały jakby tu zawładnąć dobrami swoich braci i kuzynów. Konrad miał o tyle utrudnione zadanie, że jego posiadłości - a więc Mazowsze i Kujawy - graniczyły od północy z ziemiami pogańskich Prusów i Jaćwingów, którzy nękali swych sąsiadów licznymi łupieżczymi wyprawami. To właśnie z ich powodu w 1226 roku Konrad sprowadził do Polski członków Zakonu Krzyżackiego, którzy mieli zmienić tę sytuację. Jak się okazało, zmienili. Niestety, na gorsze.
Konrad I Mazowiecki
Konrad Mazowiecki według Jana Matejki.
5. Jan I Olbracht
"Za króla Olbrachta wyginęła szlachta". Na pewno spotkaliście już się z tym ponadczasowym przysłowiem, lecz zapewne nie wiecie skąd się wzięło. Jak się okazuje, szlachta nie miała zbyt dużo czasu na "wyginięcie", bo Jan I Olbracht rządził Polską tylko dziewięć lat - od 1492 do 1501 roku. Czym podpadł aż tak bardzo swym poddanym w tak krótkim czasie? Według dość popularnych teorii tym, że zorganizował w roku 1497 wyprawę na Mołdawię, w której wzięło udział 40 tysięcy polskich szlachciców, a która zakończyła się kompletną klęską. Tyle że zginęło wówczas niewiele ponad 5 tysięcy polskich żołnierzy, a więc nawet nie 1/8 spośród tych, którzy wyruszyli. Wydaje się więc, że przysłowie nie odnosi się zbytnio do wyprawy mołdawskiej, a raczej do najazdów tatarskich, które po niej nastąpiły. Oczywiście nie spowodowały i one wymarcia stanu szlacheckiego, ale powiedzenie się przyjęło.
Aleksander Lesser, Jan Albert
Jan Olbracht autorstwa Aleksandra Lessera.
6. Henryk Walezy
Henryk Walezy okrył się szczególnie złą sławą choć przebywał na tronie polskim zaledwie przez kilka miesięcy. Jego głównym problemem była jednak nieznajomość polskich realiów i kompletny brak zainteresowania sprawami polskimi. Nie jest to oczywiście zbyt dobra metoda obrony, ale zawsze jakaś ;). Bądź co bądź, to nie wina Henryka Walezego, że właśnie w okresie jego panowania w Polsce ważyły się losy jego panowania we Francji. A panowanie w swej ojczyźnie stawiał on zdecydowanie na pierwszym planie. I nic w tym dziwnego, że jak tylko zmarł jego brat, król Francji Karol IX, podjął decyzję o natychmiastowej ucieczce nad Sekwanę.
Grottger Escape of Henry of Valois
Ucieczka Henryka Walezego z Polski, obraz autorstwa Artura Grottgera.
7. Michał Korybut Wiśniowiecki
I w tym miejscu muszę przyznać, że nie wiem co powiedzieć. Bo jedyną możliwością usprawiedliwienia krótkich rządów Michała Korybuta Wiśniowieckiego jest to, że królem w ogóle zostać nie powinien. Szlachta wybrała go przez wzgląd na jego małe zaplecze polityczne, a także dziedzictwo jego wielkiego ojca, Jaremy Wiśniowieckiego, który wsławił się między innymi podczas powstania Chmielnickiego na Ukrainie. Michał Korybut Wiśniowiecki był wprawdzie człowiekiem wykształconym, ale jego rządy były nadzwyczaj nieudolne. Nie mógł on sobie poradzić z silną opozycją wymierzoną przeciwko niemu, a podczas najazdu tureckiego nie podjął środków wystarczających do konstruktywnej obrony ojczyzny. Słuszne wydają się być słowa wybitnego historyka Władysława Konopczyńskiego, który stwierdził, że Michał Korybut "mówił ośmiu językami, ale w żadnym z nich nie miał nic ciekawego do powiedzenia".
Michał Korybut Wiśniowiecki
Michał Korybut Wiśniowiecki według Jana Matejki.
Przebrnęliśmy w ten sposób przez żywota siedmiu niezbyt lubianych przez potomnych władców Polski. Czy dodalibyście kogoś do powyższej listy? Czy zgadzacie się z moją argumentacją? A może znaleźliście sposób na wybronienie Michała Korybuta Wiśniowieckiego? :) Czekam na wasze komentarze. ;)



Zobacz też:
1. Opowieść o Dymitrze, który wcale nie był Dymitrem
2. Najdziwniejsze artykuły Wikipedii 
3. Najdziwniejsze pomysły I wojny światowej

poniedziałek, 21 marca 2016

Krzemionki Opatowskie. Niczym w wehikule czasu

Podziemne trasy turystyczne to jak na polskie realia atrakcja dość powszechna. A na pewno, jeśli się mieszka w szeroko pojętej Polsce południowej. Sudety, Tatry i Jura Krakowsko-Częstochowska oferują dostęp do wielu jaskiń, na Śląsku i pod Krakowem można odwiedzić liczne kopalnie, w okolicach Wałbrzycha - pohitlerowskie sztolnie, zaś w niektórych miastach, takich jak Kłodzko, Sandomierz, czy Chełm - stare piwnice o wielu zakamarkach. Wydawałoby się, że w tej kwestii nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Na Kielecczyźnie kryje się jednak pewne miejsce, które nie dość że jest pod ziemią, to jeszcze jest oryginalne. Mowa oczywiście o Krzemionkach Opatowskich.
Korytarze w Krzemionkach Opatowskich.
Przed wieloma tysiącami lat, gdy obszar dzisiejszej Polski zamieszkiwany był przez wiele różnego rodzaju plemion, grupujących się w rozmaite kultury, okolice obecnych wsi Sudół i Magonie były już wykorzystywane górniczo. W miejscu tym wydobywano niezwykle rzadki krzemień pasiasty. Na przestrzeni wielu stuleci utworzono tam całe mnóstwo niewielkich kopalni. Później kopalnie te podupadły, zostały zdeformowane, zasypane, zarośnięte roślinnością i zapomniane przez potomków dawnych górników. Na nowo odkryto je dopiero w 1922 roku. Prowadzone od tego czasu badania wykazały obecność w tym miejscu niemalże 3000 szybów górniczych. Kwestią czasu pozostawało zbudowanie na tej bazie interesującej atrakcji turystycznej.

I rzeczywiście taka powstała. Co prawda nie jest ona jeszcze jakoś strasznie popularna, ale ściągnięcie do Krzemionek Opatowskich większej liczby turystów jest tylko kwestią czasu. Tym bardziej, że istnieje dosyć spore prawdopodobieństwo, iż zostaną one w ciągu najbliższych lat wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. A jeżeli już zostaną wpisane, to będę niezmiernie szczęśliwy, że udało mi się je zobaczyć nim najadą je hordy turystów z całego świata. ;)
Krzemionki 20150519 6496
Krzemionki Opatowskie.
Zaraz po podjechaniu na parking w Krzemionkach rzuca nam się w oczy całkiem spory, niedawno wzniesiony budynek. Oprócz biur mieści się w nim także muzeum, a w nim liczne - nierzadko interaktywne - ekspozycje, przedstawiające historię regionu. Wystrój wnętrz we wspaniały sposób łączy historię z teraźniejszością, a czytając wyświetlane na licznych ekranach dotykowych ciekawostki można naprawdę zapomnieć o upływającym czasie.
Budynki biurowo-muzealne w Krzemionkach Opatowskich.
Wnętrze muzeum.
Jeśli podczas przeglądania muzealnych ekspozycji nie zapomnimy o czasie na tyle, by nie zamienić się w skamielinę, możemy ruszać dalej, tym razem już z przewodnikiem. Początkowo mamy do przejścia kilkaset metrów typowo leśnej ścieżki, na której raczej nie spotkamy żadnych jaskiniowców. Ale już niebawem sytuacja ta ulegnie zmianie. A to dlatego, że wejdziemy na obszar pokryty licznymi zagłębieniami w ziemi, przypominającymi nieco lejki. A zagłębienia te to nic innego, jak pozostałości po dawnych, prymitywnych kopalniach.

Pierwsza część trasy turystycznej wiedzie po powierzchni ziemi. A właściwie to nad powierzchnią ziemi, bo miast łazić po piaszczystym gruncie mamy okazję przejść się specjalnym pomostem. Na obu jego końcach zlokalizowano niewielkie, drewniany chatki, w których zaprezentowano na przykładzie makiet i modeli pracę górnika sprzed kilku tysięcy lat.
Makiety górników sprzed tysięcy lat w jednej z chatek.
Gdy już przywitamy się z kilkoma przedstawicielami Polski prehistorycznej czeka nas wyprawa pod ziemię. Po wąziutkich schodkach schodzimy na poziom 5-6 metrów pod powierzchnię ziemi. Tak, to naprawdę nie jest głęboko. Ale tak na chłopski rozum, przed trzema tysiącami lat ludzie nie mieli czasu, chęci ani możliwości kopania do poziomu kilkuset metrów, nieprawdaż?

Początkowo ścieżka wije się wąziutkimi, krętymi, klaustrofobicznymi korytarzykami, ale już po kilkudziesięciu metrach wchodzimy do strefy niewielkich wprawdzie, lecz całkiem estetycznych komór. Idziemy ścieżką wykutą w skale, a komory owe rozpoczynają się gdzieś na poziomie naszego pasa. Musimy w tym miejscu uważać, by gdzieś nieopatrznie nie zboczyć z trasy, by nie trafić na jakiś ślepy zaułek. Jednocześnie spoglądając w prawo lub w lewo natrafimy na figurki kopiących górników. Podziemna trasa liczy ok. 500 metrów długości, a po jej przebyciu wychodzimy ponownie na powierzchnię, po czym rozpocząć możemy spokojny marsz w kierunku punktu wyjścia, czyli budynku muzealnego.
Początek ścieżki podziemnej.
Ścieżka podziemna nieco dalej.
I jeszcze nieco dalej... ;)
Makieta przedstawiająca górnika sprzed wieków.
Krzemionki Opatowskie to z całą pewnością jedna z moich ulubionych atrakcji turystycznych na Kielecczyźnie. Może dlatego, że jest tam tak cicho i spokojnie? Że nie ma zbyt wielu turystów? Może. A czy Wy słyszeliście już o Krzemionkach? A może kiedyś odwiedziliście to piękne miejsce? :)

Zobacz też:
1.  Moszna. Podopolski Disneyland
2. Co nowego w Opolu?
3. Salto Angel: Wodospad do Nieba

niedziela, 13 marca 2016

10 najwyższych budynków... za 10 lat

Ludzie od zawsze ze sobą rywalizowali. Niektórzy oddawali się przyjemnościom wynikającym ze zwykłej, powszedniej rywalizacji dotyczącej wyników osiąganych na uczelni, wysokości zarobków, czy najlepiej upieczonego ciasta. Niektórym jednak to nie wystarczało i nadal nie wystarcza, więc podejmują rywalizację w dziedzinach nieco bardziej oryginalnych. Jedni prześcigają się w odkrywaniu nowych pierwiastków (o czym nie tak dawno pisałem w artykule Gdy odkrywamy nowe pierwiastki), inni próbują wymyślić lepszy od rywali sposób na produkcję taniej energii. Jeszcze inni starają się imponować monstrualnością tworzonych przez siebie budowli. Ledwie siedem lat temu, w 2009 roku, najwyższym budynkiem świata stał się Burj Khalifa w Dubaju, o ponad 300 metrów prześcigając dotychczasowego lidera - Taipei 101 na Tajwanie. Co ciekawe, dziś tajwański wieżowiec nie jest wcale drugim najwyższym na świecie. W ciągu ostatnich kilku lat został bowiem wyprzedzony jeszcze przez sześć innych budynków! Nietrudno więc zgadnąć, że w ciągu najbliższych 10 lat lista najwyższych drapaczy chmur będzie się przedstawiać zupełnie inaczej. Spójrzmy na to, jak mogłaby wyglądać.

10. Rama IX Super Tower
Budowa dziesiątego najwyższego budynku na świecie za dziesięć lat rozpocznie się w ciągu kilku miesięcy, a zakończy w 2021 roku. Przynajmniej, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Domem dla tego wieżowca będzie Bangkok w Tajlandii. 
Pathumwan rd and Siam area
Krajobraz Bangkoku, póki co bez 600-metrowego wieżowca. Ale do czasu...
9. Al-Aman World Capital Centre, Colombo
Tak się jakoś utarło, że najwyższe wieżowce powstają w krajach średnio rozwiniętych, choć bardzo bogatych. Sri Lanka to jednak nowość w tej materii. W największym mieście tego wyspiarskiego państwa powstać ma Al-Aman World Capital Centre. Budynek ma mieć wysokość 625 metrów, a w jego wnętrzu znaleźć się mają - jak to zwykle bywa - biura i hotele. Stworzenie budowli zaproponowano w zeszłym roku, zaś prace budowlane - jeśli tylko wszystko wypali - ruszą jeszcze w tym roku. Zakończenie robót planowane jest na rok 2020. Co ciekawe, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Al-Aman World Capital Centre przewyższy trzykrotnie najwyższy jak dotąd budynek na Sri Lance.
Colombo City, Sri Lanka
A tak wygląda Colombo na Sri Lance...
8. Shanghai Tower
Pamiętacie ten wysoki wieżowiec z charakterystyczną dziurą niemalże na samym szczycie? Jeśli nie, to zobaczyć go możecie na zdjęciu poniżej. Nazywa się on Shanghai World Financial Center i do niedawna był wizytówką Szanghaju i najwyższym budynkiem w Chinach. Ale już nie jest. Nieopodal powstał bowiem prawdziwy gigant, przewyższający go o niemalże 150 metrów. Shanghai Tower, bo o nim mowa, powstał w 2015 roku i aktualnie piastuje stanowisko drugiego co do wysokości budynku na świecie. Tak, drugiego. Na miłośników ekstremalnych wrażeń czeka hotel usytuowany pomiędzy piętrami 84 a 110. Warto także wspomnieć, że najwyższy budynek Szanghaju może się poszczycić również jednymi z najszybszych wind na świecie - a konkretnie, stu sześcioma windami rozpędzającymi się do 64 km/h.
Lujiazui tallest buildings
Trzy wielkoludy z Szanghaju. Po prawej wspominany Shanghai World Financial Centre, po środku
nieco niższy Jin Mao Tower, po prawej Shanghai Tower. Z tego ujęcia nie dostrzegamy znacznej
różnicy w wysokości, ale...
Shanghai Skyline, Dec2014
... tutaj już tak ;).
7. Wuhan Greenland Center
Ten kolejny znajdujący się właśnie w trakcie budowy chiński wieżowiec będzie miał 636 metrów wysokości i stanie się najwyższym budynkiem Chin... oczywiście do czasu ;). Ukończenie jego budowy planuje się na rok 2018, a prace remontowe już trwają. Już same zdjęcia z placu budowy pokazują skalę realizowanego projektu.
Wuhan Greenland Center on Dec 27 2014 2
Budowa Wuhan Greenland Centre w 2014 roku.
6. Signature Tower Jakarta
Dżakarta to ośmiomilionowe miasto w Indonezji, które wielkie wieżowce buduje od lat. Żaden z nich nie powala swoją wysokością jeśli mielibyśmy porównać go do wyżej opisywanych kolosów. Najwyższy mierzy "zaledwie" 350 metrów wysokości. Ale w przyszłości w stolicy Indonezji może powstać coś o wiele bardziej imponującego. Signature Tower Jakarta ma osiągnąć 638 metrów wysokości, a prace mają się rozpocząć jeszcze w tym roku. Ich ukończenie planuje się na rok 2021.
WsaragihJakarta
Dżakarta nocą.
5. KL 118 Tower
Kuala Lumpur było niegdyś domem dla najwyższego budynku na świecie. Bliźniacze wieże Petronas Tower dzierżyły ten tytuł w latach 1998-2004, po czym przewyższył je o 50 metrów drapacz chmur Taipei 101 na Tajwanie. W ostatnich latach wieże spadły na siódmą pozycję w światowym rankingu, a w najbliższym czasie zostaną zapewne wypchnięte z czołowej dziesiątki. Władze Malezji mają jednak plan na powrót do światowej czołówki. Wieżowiec KL118 ma się charakteryzować nie tylko irracjonalnym kształtem, ale też wysokością dochodzącą do 644 metrów.
KLCCpark-fountain
Kuala Lumpur. Jak myślicie, jak będzie wyglądało z KL 118? ;)
4. Dubai One
Każdy, kto spodziewał się na tej liście prawdziwej dominacji Dubaju, musiał się nieco zawieść. Już nadrabiamy jednak zaległości, bo oto i wieżowiec Dubai One, którego wykończenie planowane jest na rok 2021. Budowla ma mieć wysokość 711 metrów. Ale nie to jest jednak najistotniejsze. W przeciwieństwie do pozostałych budynków na naszej liście, w Dubai One nie mają powstać biura i hotele. Nie, w środku znajdziemy tylko i wyłącznie mieszkania. A jak dotąd najwyższym budynkiem rezydencjonalnym jest nowojorski wieżowiec 432 Park Avenue o wysokości... 425,5 metra. Prawdziwa deklasacja, prawda?

3. Suzhou Zhongnan Centre
Znowu Chiny. Tylko tym razem żaden Pekin ani Szanghaj, tylko miasto, o którym przeciętny zjadacz bigosu nigdy nie słyszał... Suzhou, zwane podobno Wenecją Wschodu, może się pochwalić póki co wyłącznie wieżowcami, których wysokość nie przekracza 300 metrów. Szeroko zakrojony plan rozwoju przewiduje jednak powstanie wielu znacznie wyższych drapaczy chmur, w tym wielkiego Suzhou Zhongnan Centre o wysokości 729 metrów. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, budowa zostanie ukończona w 2021 roku. Nie wiem jak Was, ale mnie rok 2021 już trochę nudzi...
Overcast Suzhou March 2009
Suzhou w roku 2009.
2. Burj Khalifa
Dubaj jest miastem, w którym każdy architekt może spełnić swoje marzenia, a żaden pomysł nie jest na wstępie eliminowany. Dowodem na to twierdzenie jest sam fakt, że od dobrych kilku lat istnieje tam najwyższy budynek na świecie, który za dziesięć lat zapewne nadal będzie na podium. Burj Khalifa ma 828 metrów i jest swego rodzaju wizytówką Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Dubai skyline 2015
Panorama Dubaju wraz z najwyższym budynkiem świata... na razie.
1. Jeddah Tower
Gdy Burj Khalifa został ukończony trudno było znaleźć kogokolwiek, kto rzuci wyzwanie architektom z Dubaju. Jedynym państwem, które mogło podjąć rywalizację o najwyższy budynek na świecie była Arabia Saudyjska. I oczywiście podjęła. Jeddah Tower już powstaje, zaś ukończenie jego budowy planowane jest na 2018 rok. Konstrukcja ma mieć nieco ponad kilometr wysokości. Na wstępie trzeba jednak zaznaczyć, że architekci troszkę oszukują, ponieważ najwyższe piętro zlokalizowane będzie na wysokości 630 metrów, a wszystko, co powyżej, to już tylko wysoka szpica mająca zapewnić przekroczenie kosmicznej bariery. Najbardziej interesujący element znajdować się będzie jednak nieco powyżej ostatniego piętra. Na wysokości 637,5 metra umieszczony zostanie... taras widokowy z przeszkloną podłogą. Wejście na niego to już wyzwanie dla prawdziwych śmiałków! :)
KT Building Progress 07-Jun-2015 02
Początki budowy Jeddah Tower (zwróćcie uwagę na krajobraz) ;)
Zapewne zauważyliście, że wyżej zaprezentowana lista ogranicza się w zasadzie do Azji. Nie jest to oczywiście moim błędem, a tylko i wyłącznie obecnymi trendami w budownictwie. Wydaje się, że szeroko pojęty Zachód zrozumiał, że budowa wielkich konstrukcji nie opłaca się zbytnio i miast stawiać kilkusetmetrowe drapacze chmur lepiej jest zainwestować w kilka mniejszych budynków. Azja natomiast od lat toczy intensywną walkę o prestiż i sławę. Niemniej warto będzie wrócić do tej listy w 2026 roku i przekonać się, czy jestem dobrym wróżbitą. ;) Prawda?

Zobacz też:
1. Gwiazdy na Ziemi, czyli o energii przyszłości 
2. Życie na Grenlandii
3. Państwo w państwie czyli o enklawach

sobota, 20 lutego 2016

Liebster Blog Award... numer dwa

Podczas pisania mojego pierwszego w pełni chemicznego artykułu (przy okazji zachęcam do przeczytania - Gdy odkrywamy nowe pierwiastki) zostałem mile zaskoczony kolejną już nominacją do nagrody Liebster Blog Award. Szczerze powiedziawszy, z początku nie byłem wielkim entuzjastą wypełniania długiego formularza po raz wtóry, lecz gdy zobaczyłem pytania przygotowane przez Monikę Szostek, nie mogłem się po prostu oprzeć odpowiedzeniu na nie. Dziękuję bardzo za nominację i - nie przedłużając - przechodzimy do sedna, czyli do odpowiedzenia na konkursowe pytania :D.
Dziś maraton zdjęć - zapychaczy. Najsampierw uroki Saskiej Szwajcarii. ;)
Punkt numer 1. Odpowiedzi.

1. Dostałeś właśnie darmowy bilet na podróż na księżyc, ale zauważasz, że jest tylko w jedną stronę. Co robisz?
Wbrew pozorom jest to dla mnie bardzo łatwe pytanie. Nie lecę. Nie chodzi o to, że życie nie jest mi niemiłe, ale na pokład czegokolwiek co lata nie wsiądę. I tyle. Blokada psychiczna. :) Więc nawet gdyby bilet był w obie strony, pewnie oddałbym go dobremu przyjacielowi ;).
2. Siedzisz w barze i pijesz właśnie trzecie piwo. Przysiadają się do Ciebie Vladimir Putin, szkielet Tolkiena i piękna Włoszka. Każdemu możesz zadać po jednym pytaniu. O co zapytasz?
Pytanie dla Putina: Kogo wolisz - Gerarda Depardieu, czy Leonarda DiCaprio? (jeśli nie wiesz o co chodzi, sprawdź najnowsze wiadomości filmowe ;) ).
Pytanie dla szkieletu Tolkiena: Jak ci się podoba "Hobbit" Petera Jacksona?
Pytanie do pięknej Włoszki: Eeeee.... ;)

3. Gdybyś mógł żyć tysiąc lat, jak wykorzystałbyś cały ten czas?
Hmmm... Pewnie bym się dużo nudził. Ale z drugiej strony, ile artykułów można by przez ten czas napisać? :D

4. Co byś wybrał: aby przez dwie sekundy usiadł na Tobie słoń czy trzygodzinną rozmowę z Kaczorem Donaldem na temat zmian konstytucyjnych II RP?
Pewnie co niektórych nie zaskoczę, ale jak dla mnie druga opcja jest całkiem kusząca. Zmiany konstytucyjne II RP są dla mnie - jako dla miłośnika historii - całkiem interesujące. A Kaczor Donald zbyt dużo pewnie o nich nie wie, więc byłaby to okazja do promocji dziejów Polski w świecie :).
5. Kot z jednym okiem czy pies bez ogona? Uzasadnij wybór.
Pies bez ogona. Jak dla mnie obecność wszystkich części ciała nie ma jakiegoś wielkiego znaczenia, a psy lubię znacznie bardziej od kotów ;).
Dwa lemury w opolskim zoo - w sumie czworo oczu i dwa ogony ;).
6. Możesz odwiedzić trzy kraje w trzy dni. Gdzie jedziesz?
No to jak już, to spełniamy marzenia. :) Po pierwsze, Francja z Luwrem, Wersalem, Lazurowym Wybrzeżem i zamkami nad Loarą. Po drugie, Wielka Brytania z Big Benem, Tower, Projektem Eden i klifami w Dover. Po trzecie, Wenezuela z Tepui i wodospadem Salto Angel. :)

7. Znajdujesz na ulicy kupon Toto-Lotka, który trafia szóstkę. Wygrywasz miliard. Następnego dnia osoba, której bardzo nie lubisz skarży ci się (nie wiedząc o twojej wygranej), że zgubiła kupon Toto-Lotka z trafioną szóstką. Co robisz?
To pytanie wymaga drobnego rozpisania się. To nie jest tak, że pieniądze szczęścia nie dają. Dają, i to dużo. Ale z drugiej strony, tyle samo szczęścia odbierają - przede wszystkim tego, które wynika z motywacji, ambicji, dążenia do kolejnych celów. Oddałbym więc wygraną wrogowi. Niech się sam z nią męczy ;).......... Ale jak zaoferowałby mi drobne znaleźne, to bym pewnie nie odmówił ;).

8. Złoto czy srebro? Dlaczego?
Srebro. Bo mowa jest srebrem, a milczenie złotem. A ja wolę gadać :).

9. Możesz podbić oko jednej postaci historycznej. Komu i z jakiego powodu?
To najtrudniejsze pytanie z zestawu. Podbić oko najlepiej byłoby jakiemuś wielkiemu zbrodniarzowi. Tyle że żaden zbrodniarz nie został zbrodniarzem tylko ze względu na własne pragnienie. Jego wola do bycia takim a nie innym wiązała się też z wszelkiego rodzaju czynnikami zewnętrznymi, nastrojami społecznymi, procesami zachodzącymi od lat i zwykłym przypadkiem. Gdyby nie było Hitlera, na scenie pojawiłby się z całą pewnością ktoś inny, równie zbrodniczy, ale o innych motywach, celach i ambicjach. I historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej - kto wie, gorzej czy lepiej? Ale jako że Hitler był, ten ktoś dopełnił swoich dni zapomniany, nieposądzany nawet o bycie najczarniejszą postacią w historii... Ale jako że pytanie padło, to na kogoś wskazać muszę. I nie będzie to w takim razie zbrodniarz. Dajmy na to, Spartakus. To w końcu dobry wpis do CV, że pobiło się takiego mocarza, czyż nie? ;)

10. Twój przyjaciel przywiązuje cię do fotela i każe oglądać na raz jedną ze sławnych filmowych trylogii: "Matrix", "Władca Pierścieni" lub "Gwiezdne Wojny". Co wybierasz?
Oczywiście "Władca Pierścieni". Nigdy nie lubiłem "Matrixa", "Gwiezdne Wojny" uważam za kultowe i wspaniałe, ale "Władca Pierścieni" z jej muzyką (!), efektami specjalnymi, charakteryzacją, grą aktorską, przemyślanym scenariuszem, zdjęciami itd. nie pobije nic! :D
11. Którą książkę czytasz najczęściej?
Nawiązując do poprzedniego pytania, "Władcę Pierścieni" J. R. R. Tolkiena. :D
Edmund Osmańczyk na Wzgórzu Uniwersyteckim w Opolu. Tak wyglądałem, gdy zobaczyłem pytania ;).
Punkt numer 2. Moi nominowani.
No to teraz ja muszę wskazać kilku spośród tych nieszczęśników, którzy tym razem odpowiedzą na moje pytania ;). Tym razem nominuję następujące blogi:

1. Amelii podróże duże i małe - Ostatnio dostałem nominację właśnie od tego bloga. Ale nie jest to rewanż. Jak napisałem wówczas, chętnie nominowałbym tego właśnie bloga, gdyby nie to, że zostałem przez niego nominowany. :) Teraz mam więc okazję ;).
2. Maszyny okiem dziewczyny - blog niezwykle oryginalny, którego autorka pełna jest nowych pomysłów, a każdy kolejny wpis wciąga mnie jeszcze bardziej ;).
3. Matka Puchatka -  bardzo interesujący blog, na którym duże znaczenie odgrywają ukochane przeze mnie książki. Nierzadko jest dla mnie inspiracją dla poszukiwania kolejnych lektur (choć nieczęsto udaje mi się je przeczytać :) ).
4.  Kino dla Ciebie - blog o tematyce filmowej, w którym znaleźć mogę zawsze recenzje najnowszych filmów, które często przekonują mnie do obejrzenia niektórych pozycji :).
5. TropiMy Przygody - blog podróżniczy, który jak dla mnie odznacza się niezwykłą estetyką wpisów i przepięknymi zdjęciami. Im muszę przyznać, że opisywane na nim podróże są nieraz tak odległe, że bardzo jego twórcom zazdroszczę. ;)
6. Ogrodniczka w podróży - blog bardzo wyprofilowany, z czego wynika w dużej mierze jego urok. Wspaniałe opisy ogrodów w całej Polsce (i nie tylko) są dla standardowego czytelnika bardzo przyjemnym doświadczeniem. :)
7. Travelling Rockhopper -  gratulacje dla twórcy, bo pomysł na bloga jest genialny. Oryginalność, regularność i wspaniałe zdjęcia sprawiają, że za każdym razem z uśmiechem na ustach wracam do czytania kolejnych postów :D.
8. Rydwanik Historyczny - No chyba nie myśleliście, że zabraknie jakiegoś bloga historycznego? A już na pewno takiego! :)  Duża pomysłowość i wychodzenie poza schemat to główne z jego mnóstwa zalet ;).
9. Viennese breakfast - Dobrze jest jeśli blog traktuje o stosunkowo wąskim temacie (czego oczywiście nie można powiedzieć o moim blogu ;)), ale prowadzenie całego bloga tylko i wyłącznie o Wiedniu, jest dla mnie czymś nie do pojęcia. Ale się udaje. :D
10. Wolnym krokiem -  blog pełen niespodzianek. Przez lato to jeszcze myślałem sobie: "Bardzo dużo podróży, ale w granicach rozsądku". Ale gdy zacząłem czytać o zimowych wypadach autorki, szczególnie tych górskich, to zacząłem się zastanawiać, jak napięty musi mieć ona grafik. :) Dużo zdjęć, barwne opisy, piękne krajobrazy - nic, tylko czytać i oglądać. :D
Zamek w Książu - nie ma żadnego powiązania z tym artykułem, ale wygląda ładnie, prawda? :D
Punkt numer 3. Moje pytania.
Nareszcie nadeszła chwila, w której to ja zadam innym kilka pytań. Już raz je zadawałem i nie chcę, żeby zabrzmiały tak jak poprzednio. Więc trochę pokombinuję i postaram się być równie oryginalny, co moja poprzedniczka. ;)

1. Zaprzyjaźniona firma chce opłacić Ci dwumiesięczne wakacje. Jedynym warunkiem jest to, że przez cały czas ich trwania nie wyjedziesz poza wybraną przez siebie miejscowość. Które miejsce wybierzesz i dlaczego?
2. Co byś wolał/a: stanąć na szczycie Mount Everestu, czy popłynąć na dno Rowu Mariańskiego?
3. Przegrałeś zakład i za karę musisz wstąpić do fanklubu jakieś postaci historycznej. W okolicy działają fankluby Juliusza Cezara, Winstona Churchilla i - co nie jest oczywiście przypadkiem - Sulejmana Wspaniałego. Który z nich wybierzesz?
4. Gdybyś miał/a wolny wybór na którym z tych uniwersytetów chciałbyś/-abyś studiować: na Harvardzie, w Cambridge, czy na Jagiellonce?
5. Jakie zwierzątko wybrałbyś/-abyś na stanowisko domowego pupilka, gdybyś do wyboru miał/a wszystkie poza psem i kotem?
6. Z jakim politykiem zjadłbyś wystawny obiad i dlaczego?
7. Ludzie opracowali właśnie technikę podróży z prędkością kilkadziesiąt razy wyższą niż prędkość światła. Firmy turystyczne oferują tanie podróże w różne zakątki Układu Słonecznego i Drogi Mlecznej. Gdzie najchętniej byś się wybrał/a?
8. Możesz wybrać dowolnego sportowca i dowolną dyscyplinę sportową, w której się z nim zmierzysz. Kogo i co wybierzesz?
9. Który film spośród wszystkich, które obejrzałeś/-aś, uważasz za najlepszy?
10. Co robisz, gdy nie chce ci się nic robić?
11. Czy widzisz w tych pytaniach jakąś regułę? (podpowiedź: przewiń nieco w górę) ;)
 
Wieża na Biskupiej Kopie - przynajmniej raz od dołu. :)
Wszystkich nominowanych zachęcam do poświęcenia kilku chwil na odpowiedzenie na moje - całkiem nie takie proste - pytania i nominowanie kolejnych osób. Z doświadczenia wiem, że to niezła frajda. :)

Zobacz też:
1. Liebster Blog Award po raz pierwszy ;).