poniedziałek, 21 marca 2016

Krzemionki Opatowskie. Niczym w wehikule czasu

Podziemne trasy turystyczne to jak na polskie realia atrakcja dość powszechna. A na pewno, jeśli się mieszka w szeroko pojętej Polsce południowej. Sudety, Tatry i Jura Krakowsko-Częstochowska oferują dostęp do wielu jaskiń, na Śląsku i pod Krakowem można odwiedzić liczne kopalnie, w okolicach Wałbrzycha - pohitlerowskie sztolnie, zaś w niektórych miastach, takich jak Kłodzko, Sandomierz, czy Chełm - stare piwnice o wielu zakamarkach. Wydawałoby się, że w tej kwestii nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Na Kielecczyźnie kryje się jednak pewne miejsce, które nie dość że jest pod ziemią, to jeszcze jest oryginalne. Mowa oczywiście o Krzemionkach Opatowskich.
Korytarze w Krzemionkach Opatowskich.
Przed wieloma tysiącami lat, gdy obszar dzisiejszej Polski zamieszkiwany był przez wiele różnego rodzaju plemion, grupujących się w rozmaite kultury, okolice obecnych wsi Sudół i Magonie były już wykorzystywane górniczo. W miejscu tym wydobywano niezwykle rzadki krzemień pasiasty. Na przestrzeni wielu stuleci utworzono tam całe mnóstwo niewielkich kopalni. Później kopalnie te podupadły, zostały zdeformowane, zasypane, zarośnięte roślinnością i zapomniane przez potomków dawnych górników. Na nowo odkryto je dopiero w 1922 roku. Prowadzone od tego czasu badania wykazały obecność w tym miejscu niemalże 3000 szybów górniczych. Kwestią czasu pozostawało zbudowanie na tej bazie interesującej atrakcji turystycznej.

I rzeczywiście taka powstała. Co prawda nie jest ona jeszcze jakoś strasznie popularna, ale ściągnięcie do Krzemionek Opatowskich większej liczby turystów jest tylko kwestią czasu. Tym bardziej, że istnieje dosyć spore prawdopodobieństwo, iż zostaną one w ciągu najbliższych lat wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. A jeżeli już zostaną wpisane, to będę niezmiernie szczęśliwy, że udało mi się je zobaczyć nim najadą je hordy turystów z całego świata. ;)
Krzemionki 20150519 6496
Krzemionki Opatowskie.
Zaraz po podjechaniu na parking w Krzemionkach rzuca nam się w oczy całkiem spory, niedawno wzniesiony budynek. Oprócz biur mieści się w nim także muzeum, a w nim liczne - nierzadko interaktywne - ekspozycje, przedstawiające historię regionu. Wystrój wnętrz we wspaniały sposób łączy historię z teraźniejszością, a czytając wyświetlane na licznych ekranach dotykowych ciekawostki można naprawdę zapomnieć o upływającym czasie.
Budynki biurowo-muzealne w Krzemionkach Opatowskich.
Wnętrze muzeum.
Jeśli podczas przeglądania muzealnych ekspozycji nie zapomnimy o czasie na tyle, by nie zamienić się w skamielinę, możemy ruszać dalej, tym razem już z przewodnikiem. Początkowo mamy do przejścia kilkaset metrów typowo leśnej ścieżki, na której raczej nie spotkamy żadnych jaskiniowców. Ale już niebawem sytuacja ta ulegnie zmianie. A to dlatego, że wejdziemy na obszar pokryty licznymi zagłębieniami w ziemi, przypominającymi nieco lejki. A zagłębienia te to nic innego, jak pozostałości po dawnych, prymitywnych kopalniach.

Pierwsza część trasy turystycznej wiedzie po powierzchni ziemi. A właściwie to nad powierzchnią ziemi, bo miast łazić po piaszczystym gruncie mamy okazję przejść się specjalnym pomostem. Na obu jego końcach zlokalizowano niewielkie, drewniany chatki, w których zaprezentowano na przykładzie makiet i modeli pracę górnika sprzed kilku tysięcy lat.
Makiety górników sprzed tysięcy lat w jednej z chatek.
Gdy już przywitamy się z kilkoma przedstawicielami Polski prehistorycznej czeka nas wyprawa pod ziemię. Po wąziutkich schodkach schodzimy na poziom 5-6 metrów pod powierzchnię ziemi. Tak, to naprawdę nie jest głęboko. Ale tak na chłopski rozum, przed trzema tysiącami lat ludzie nie mieli czasu, chęci ani możliwości kopania do poziomu kilkuset metrów, nieprawdaż?

Początkowo ścieżka wije się wąziutkimi, krętymi, klaustrofobicznymi korytarzykami, ale już po kilkudziesięciu metrach wchodzimy do strefy niewielkich wprawdzie, lecz całkiem estetycznych komór. Idziemy ścieżką wykutą w skale, a komory owe rozpoczynają się gdzieś na poziomie naszego pasa. Musimy w tym miejscu uważać, by gdzieś nieopatrznie nie zboczyć z trasy, by nie trafić na jakiś ślepy zaułek. Jednocześnie spoglądając w prawo lub w lewo natrafimy na figurki kopiących górników. Podziemna trasa liczy ok. 500 metrów długości, a po jej przebyciu wychodzimy ponownie na powierzchnię, po czym rozpocząć możemy spokojny marsz w kierunku punktu wyjścia, czyli budynku muzealnego.
Początek ścieżki podziemnej.
Ścieżka podziemna nieco dalej.
I jeszcze nieco dalej... ;)
Makieta przedstawiająca górnika sprzed wieków.
Krzemionki Opatowskie to z całą pewnością jedna z moich ulubionych atrakcji turystycznych na Kielecczyźnie. Może dlatego, że jest tam tak cicho i spokojnie? Że nie ma zbyt wielu turystów? Może. A czy Wy słyszeliście już o Krzemionkach? A może kiedyś odwiedziliście to piękne miejsce? :)

Zobacz też:
1.  Moszna. Podopolski Disneyland
2. Co nowego w Opolu?
3. Salto Angel: Wodospad do Nieba

niedziela, 13 marca 2016

10 najwyższych budynków... za 10 lat

Ludzie od zawsze ze sobą rywalizowali. Niektórzy oddawali się przyjemnościom wynikającym ze zwykłej, powszedniej rywalizacji dotyczącej wyników osiąganych na uczelni, wysokości zarobków, czy najlepiej upieczonego ciasta. Niektórym jednak to nie wystarczało i nadal nie wystarcza, więc podejmują rywalizację w dziedzinach nieco bardziej oryginalnych. Jedni prześcigają się w odkrywaniu nowych pierwiastków (o czym nie tak dawno pisałem w artykule Gdy odkrywamy nowe pierwiastki), inni próbują wymyślić lepszy od rywali sposób na produkcję taniej energii. Jeszcze inni starają się imponować monstrualnością tworzonych przez siebie budowli. Ledwie siedem lat temu, w 2009 roku, najwyższym budynkiem świata stał się Burj Khalifa w Dubaju, o ponad 300 metrów prześcigając dotychczasowego lidera - Taipei 101 na Tajwanie. Co ciekawe, dziś tajwański wieżowiec nie jest wcale drugim najwyższym na świecie. W ciągu ostatnich kilku lat został bowiem wyprzedzony jeszcze przez sześć innych budynków! Nietrudno więc zgadnąć, że w ciągu najbliższych 10 lat lista najwyższych drapaczy chmur będzie się przedstawiać zupełnie inaczej. Spójrzmy na to, jak mogłaby wyglądać.

10. Rama IX Super Tower
Budowa dziesiątego najwyższego budynku na świecie za dziesięć lat rozpocznie się w ciągu kilku miesięcy, a zakończy w 2021 roku. Przynajmniej, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Domem dla tego wieżowca będzie Bangkok w Tajlandii. 
Pathumwan rd and Siam area
Krajobraz Bangkoku, póki co bez 600-metrowego wieżowca. Ale do czasu...
9. Al-Aman World Capital Centre, Colombo
Tak się jakoś utarło, że najwyższe wieżowce powstają w krajach średnio rozwiniętych, choć bardzo bogatych. Sri Lanka to jednak nowość w tej materii. W największym mieście tego wyspiarskiego państwa powstać ma Al-Aman World Capital Centre. Budynek ma mieć wysokość 625 metrów, a w jego wnętrzu znaleźć się mają - jak to zwykle bywa - biura i hotele. Stworzenie budowli zaproponowano w zeszłym roku, zaś prace budowlane - jeśli tylko wszystko wypali - ruszą jeszcze w tym roku. Zakończenie robót planowane jest na rok 2020. Co ciekawe, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Al-Aman World Capital Centre przewyższy trzykrotnie najwyższy jak dotąd budynek na Sri Lance.
Colombo City, Sri Lanka
A tak wygląda Colombo na Sri Lance...
8. Shanghai Tower
Pamiętacie ten wysoki wieżowiec z charakterystyczną dziurą niemalże na samym szczycie? Jeśli nie, to zobaczyć go możecie na zdjęciu poniżej. Nazywa się on Shanghai World Financial Center i do niedawna był wizytówką Szanghaju i najwyższym budynkiem w Chinach. Ale już nie jest. Nieopodal powstał bowiem prawdziwy gigant, przewyższający go o niemalże 150 metrów. Shanghai Tower, bo o nim mowa, powstał w 2015 roku i aktualnie piastuje stanowisko drugiego co do wysokości budynku na świecie. Tak, drugiego. Na miłośników ekstremalnych wrażeń czeka hotel usytuowany pomiędzy piętrami 84 a 110. Warto także wspomnieć, że najwyższy budynek Szanghaju może się poszczycić również jednymi z najszybszych wind na świecie - a konkretnie, stu sześcioma windami rozpędzającymi się do 64 km/h.
Lujiazui tallest buildings
Trzy wielkoludy z Szanghaju. Po prawej wspominany Shanghai World Financial Centre, po środku
nieco niższy Jin Mao Tower, po prawej Shanghai Tower. Z tego ujęcia nie dostrzegamy znacznej
różnicy w wysokości, ale...
Shanghai Skyline, Dec2014
... tutaj już tak ;).
7. Wuhan Greenland Center
Ten kolejny znajdujący się właśnie w trakcie budowy chiński wieżowiec będzie miał 636 metrów wysokości i stanie się najwyższym budynkiem Chin... oczywiście do czasu ;). Ukończenie jego budowy planuje się na rok 2018, a prace remontowe już trwają. Już same zdjęcia z placu budowy pokazują skalę realizowanego projektu.
Wuhan Greenland Center on Dec 27 2014 2
Budowa Wuhan Greenland Centre w 2014 roku.
6. Signature Tower Jakarta
Dżakarta to ośmiomilionowe miasto w Indonezji, które wielkie wieżowce buduje od lat. Żaden z nich nie powala swoją wysokością jeśli mielibyśmy porównać go do wyżej opisywanych kolosów. Najwyższy mierzy "zaledwie" 350 metrów wysokości. Ale w przyszłości w stolicy Indonezji może powstać coś o wiele bardziej imponującego. Signature Tower Jakarta ma osiągnąć 638 metrów wysokości, a prace mają się rozpocząć jeszcze w tym roku. Ich ukończenie planuje się na rok 2021.
WsaragihJakarta
Dżakarta nocą.
5. KL 118 Tower
Kuala Lumpur było niegdyś domem dla najwyższego budynku na świecie. Bliźniacze wieże Petronas Tower dzierżyły ten tytuł w latach 1998-2004, po czym przewyższył je o 50 metrów drapacz chmur Taipei 101 na Tajwanie. W ostatnich latach wieże spadły na siódmą pozycję w światowym rankingu, a w najbliższym czasie zostaną zapewne wypchnięte z czołowej dziesiątki. Władze Malezji mają jednak plan na powrót do światowej czołówki. Wieżowiec KL118 ma się charakteryzować nie tylko irracjonalnym kształtem, ale też wysokością dochodzącą do 644 metrów.
KLCCpark-fountain
Kuala Lumpur. Jak myślicie, jak będzie wyglądało z KL 118? ;)
4. Dubai One
Każdy, kto spodziewał się na tej liście prawdziwej dominacji Dubaju, musiał się nieco zawieść. Już nadrabiamy jednak zaległości, bo oto i wieżowiec Dubai One, którego wykończenie planowane jest na rok 2021. Budowla ma mieć wysokość 711 metrów. Ale nie to jest jednak najistotniejsze. W przeciwieństwie do pozostałych budynków na naszej liście, w Dubai One nie mają powstać biura i hotele. Nie, w środku znajdziemy tylko i wyłącznie mieszkania. A jak dotąd najwyższym budynkiem rezydencjonalnym jest nowojorski wieżowiec 432 Park Avenue o wysokości... 425,5 metra. Prawdziwa deklasacja, prawda?

3. Suzhou Zhongnan Centre
Znowu Chiny. Tylko tym razem żaden Pekin ani Szanghaj, tylko miasto, o którym przeciętny zjadacz bigosu nigdy nie słyszał... Suzhou, zwane podobno Wenecją Wschodu, może się pochwalić póki co wyłącznie wieżowcami, których wysokość nie przekracza 300 metrów. Szeroko zakrojony plan rozwoju przewiduje jednak powstanie wielu znacznie wyższych drapaczy chmur, w tym wielkiego Suzhou Zhongnan Centre o wysokości 729 metrów. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, budowa zostanie ukończona w 2021 roku. Nie wiem jak Was, ale mnie rok 2021 już trochę nudzi...
Overcast Suzhou March 2009
Suzhou w roku 2009.
2. Burj Khalifa
Dubaj jest miastem, w którym każdy architekt może spełnić swoje marzenia, a żaden pomysł nie jest na wstępie eliminowany. Dowodem na to twierdzenie jest sam fakt, że od dobrych kilku lat istnieje tam najwyższy budynek na świecie, który za dziesięć lat zapewne nadal będzie na podium. Burj Khalifa ma 828 metrów i jest swego rodzaju wizytówką Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Dubai skyline 2015
Panorama Dubaju wraz z najwyższym budynkiem świata... na razie.
1. Jeddah Tower
Gdy Burj Khalifa został ukończony trudno było znaleźć kogokolwiek, kto rzuci wyzwanie architektom z Dubaju. Jedynym państwem, które mogło podjąć rywalizację o najwyższy budynek na świecie była Arabia Saudyjska. I oczywiście podjęła. Jeddah Tower już powstaje, zaś ukończenie jego budowy planowane jest na 2018 rok. Konstrukcja ma mieć nieco ponad kilometr wysokości. Na wstępie trzeba jednak zaznaczyć, że architekci troszkę oszukują, ponieważ najwyższe piętro zlokalizowane będzie na wysokości 630 metrów, a wszystko, co powyżej, to już tylko wysoka szpica mająca zapewnić przekroczenie kosmicznej bariery. Najbardziej interesujący element znajdować się będzie jednak nieco powyżej ostatniego piętra. Na wysokości 637,5 metra umieszczony zostanie... taras widokowy z przeszkloną podłogą. Wejście na niego to już wyzwanie dla prawdziwych śmiałków! :)
KT Building Progress 07-Jun-2015 02
Początki budowy Jeddah Tower (zwróćcie uwagę na krajobraz) ;)
Zapewne zauważyliście, że wyżej zaprezentowana lista ogranicza się w zasadzie do Azji. Nie jest to oczywiście moim błędem, a tylko i wyłącznie obecnymi trendami w budownictwie. Wydaje się, że szeroko pojęty Zachód zrozumiał, że budowa wielkich konstrukcji nie opłaca się zbytnio i miast stawiać kilkusetmetrowe drapacze chmur lepiej jest zainwestować w kilka mniejszych budynków. Azja natomiast od lat toczy intensywną walkę o prestiż i sławę. Niemniej warto będzie wrócić do tej listy w 2026 roku i przekonać się, czy jestem dobrym wróżbitą. ;) Prawda?

Zobacz też:
1. Gwiazdy na Ziemi, czyli o energii przyszłości 
2. Życie na Grenlandii
3. Państwo w państwie czyli o enklawach

sobota, 20 lutego 2016

Liebster Blog Award... numer dwa

Podczas pisania mojego pierwszego w pełni chemicznego artykułu (przy okazji zachęcam do przeczytania - Gdy odkrywamy nowe pierwiastki) zostałem mile zaskoczony kolejną już nominacją do nagrody Liebster Blog Award. Szczerze powiedziawszy, z początku nie byłem wielkim entuzjastą wypełniania długiego formularza po raz wtóry, lecz gdy zobaczyłem pytania przygotowane przez Monikę Szostek, nie mogłem się po prostu oprzeć odpowiedzeniu na nie. Dziękuję bardzo za nominację i - nie przedłużając - przechodzimy do sedna, czyli do odpowiedzenia na konkursowe pytania :D.
Dziś maraton zdjęć - zapychaczy. Najsampierw uroki Saskiej Szwajcarii. ;)
Punkt numer 1. Odpowiedzi.

1. Dostałeś właśnie darmowy bilet na podróż na księżyc, ale zauważasz, że jest tylko w jedną stronę. Co robisz?
Wbrew pozorom jest to dla mnie bardzo łatwe pytanie. Nie lecę. Nie chodzi o to, że życie nie jest mi niemiłe, ale na pokład czegokolwiek co lata nie wsiądę. I tyle. Blokada psychiczna. :) Więc nawet gdyby bilet był w obie strony, pewnie oddałbym go dobremu przyjacielowi ;).
2. Siedzisz w barze i pijesz właśnie trzecie piwo. Przysiadają się do Ciebie Vladimir Putin, szkielet Tolkiena i piękna Włoszka. Każdemu możesz zadać po jednym pytaniu. O co zapytasz?
Pytanie dla Putina: Kogo wolisz - Gerarda Depardieu, czy Leonarda DiCaprio? (jeśli nie wiesz o co chodzi, sprawdź najnowsze wiadomości filmowe ;) ).
Pytanie dla szkieletu Tolkiena: Jak ci się podoba "Hobbit" Petera Jacksona?
Pytanie do pięknej Włoszki: Eeeee.... ;)

3. Gdybyś mógł żyć tysiąc lat, jak wykorzystałbyś cały ten czas?
Hmmm... Pewnie bym się dużo nudził. Ale z drugiej strony, ile artykułów można by przez ten czas napisać? :D

4. Co byś wybrał: aby przez dwie sekundy usiadł na Tobie słoń czy trzygodzinną rozmowę z Kaczorem Donaldem na temat zmian konstytucyjnych II RP?
Pewnie co niektórych nie zaskoczę, ale jak dla mnie druga opcja jest całkiem kusząca. Zmiany konstytucyjne II RP są dla mnie - jako dla miłośnika historii - całkiem interesujące. A Kaczor Donald zbyt dużo pewnie o nich nie wie, więc byłaby to okazja do promocji dziejów Polski w świecie :).
5. Kot z jednym okiem czy pies bez ogona? Uzasadnij wybór.
Pies bez ogona. Jak dla mnie obecność wszystkich części ciała nie ma jakiegoś wielkiego znaczenia, a psy lubię znacznie bardziej od kotów ;).
Dwa lemury w opolskim zoo - w sumie czworo oczu i dwa ogony ;).
6. Możesz odwiedzić trzy kraje w trzy dni. Gdzie jedziesz?
No to jak już, to spełniamy marzenia. :) Po pierwsze, Francja z Luwrem, Wersalem, Lazurowym Wybrzeżem i zamkami nad Loarą. Po drugie, Wielka Brytania z Big Benem, Tower, Projektem Eden i klifami w Dover. Po trzecie, Wenezuela z Tepui i wodospadem Salto Angel. :)

7. Znajdujesz na ulicy kupon Toto-Lotka, który trafia szóstkę. Wygrywasz miliard. Następnego dnia osoba, której bardzo nie lubisz skarży ci się (nie wiedząc o twojej wygranej), że zgubiła kupon Toto-Lotka z trafioną szóstką. Co robisz?
To pytanie wymaga drobnego rozpisania się. To nie jest tak, że pieniądze szczęścia nie dają. Dają, i to dużo. Ale z drugiej strony, tyle samo szczęścia odbierają - przede wszystkim tego, które wynika z motywacji, ambicji, dążenia do kolejnych celów. Oddałbym więc wygraną wrogowi. Niech się sam z nią męczy ;).......... Ale jak zaoferowałby mi drobne znaleźne, to bym pewnie nie odmówił ;).

8. Złoto czy srebro? Dlaczego?
Srebro. Bo mowa jest srebrem, a milczenie złotem. A ja wolę gadać :).

9. Możesz podbić oko jednej postaci historycznej. Komu i z jakiego powodu?
To najtrudniejsze pytanie z zestawu. Podbić oko najlepiej byłoby jakiemuś wielkiemu zbrodniarzowi. Tyle że żaden zbrodniarz nie został zbrodniarzem tylko ze względu na własne pragnienie. Jego wola do bycia takim a nie innym wiązała się też z wszelkiego rodzaju czynnikami zewnętrznymi, nastrojami społecznymi, procesami zachodzącymi od lat i zwykłym przypadkiem. Gdyby nie było Hitlera, na scenie pojawiłby się z całą pewnością ktoś inny, równie zbrodniczy, ale o innych motywach, celach i ambicjach. I historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej - kto wie, gorzej czy lepiej? Ale jako że Hitler był, ten ktoś dopełnił swoich dni zapomniany, nieposądzany nawet o bycie najczarniejszą postacią w historii... Ale jako że pytanie padło, to na kogoś wskazać muszę. I nie będzie to w takim razie zbrodniarz. Dajmy na to, Spartakus. To w końcu dobry wpis do CV, że pobiło się takiego mocarza, czyż nie? ;)

10. Twój przyjaciel przywiązuje cię do fotela i każe oglądać na raz jedną ze sławnych filmowych trylogii: "Matrix", "Władca Pierścieni" lub "Gwiezdne Wojny". Co wybierasz?
Oczywiście "Władca Pierścieni". Nigdy nie lubiłem "Matrixa", "Gwiezdne Wojny" uważam za kultowe i wspaniałe, ale "Władca Pierścieni" z jej muzyką (!), efektami specjalnymi, charakteryzacją, grą aktorską, przemyślanym scenariuszem, zdjęciami itd. nie pobije nic! :D
11. Którą książkę czytasz najczęściej?
Nawiązując do poprzedniego pytania, "Władcę Pierścieni" J. R. R. Tolkiena. :D
Edmund Osmańczyk na Wzgórzu Uniwersyteckim w Opolu. Tak wyglądałem, gdy zobaczyłem pytania ;).
Punkt numer 2. Moi nominowani.
No to teraz ja muszę wskazać kilku spośród tych nieszczęśników, którzy tym razem odpowiedzą na moje pytania ;). Tym razem nominuję następujące blogi:

1. Amelii podróże duże i małe - Ostatnio dostałem nominację właśnie od tego bloga. Ale nie jest to rewanż. Jak napisałem wówczas, chętnie nominowałbym tego właśnie bloga, gdyby nie to, że zostałem przez niego nominowany. :) Teraz mam więc okazję ;).
2. Maszyny okiem dziewczyny - blog niezwykle oryginalny, którego autorka pełna jest nowych pomysłów, a każdy kolejny wpis wciąga mnie jeszcze bardziej ;).
3. Matka Puchatka -  bardzo interesujący blog, na którym duże znaczenie odgrywają ukochane przeze mnie książki. Nierzadko jest dla mnie inspiracją dla poszukiwania kolejnych lektur (choć nieczęsto udaje mi się je przeczytać :) ).
4.  Kino dla Ciebie - blog o tematyce filmowej, w którym znaleźć mogę zawsze recenzje najnowszych filmów, które często przekonują mnie do obejrzenia niektórych pozycji :).
5. TropiMy Przygody - blog podróżniczy, który jak dla mnie odznacza się niezwykłą estetyką wpisów i przepięknymi zdjęciami. Im muszę przyznać, że opisywane na nim podróże są nieraz tak odległe, że bardzo jego twórcom zazdroszczę. ;)
6. Ogrodniczka w podróży - blog bardzo wyprofilowany, z czego wynika w dużej mierze jego urok. Wspaniałe opisy ogrodów w całej Polsce (i nie tylko) są dla standardowego czytelnika bardzo przyjemnym doświadczeniem. :)
7. Travelling Rockhopper -  gratulacje dla twórcy, bo pomysł na bloga jest genialny. Oryginalność, regularność i wspaniałe zdjęcia sprawiają, że za każdym razem z uśmiechem na ustach wracam do czytania kolejnych postów :D.
8. Rydwanik Historyczny - No chyba nie myśleliście, że zabraknie jakiegoś bloga historycznego? A już na pewno takiego! :)  Duża pomysłowość i wychodzenie poza schemat to główne z jego mnóstwa zalet ;).
9. Viennese breakfast - Dobrze jest jeśli blog traktuje o stosunkowo wąskim temacie (czego oczywiście nie można powiedzieć o moim blogu ;)), ale prowadzenie całego bloga tylko i wyłącznie o Wiedniu, jest dla mnie czymś nie do pojęcia. Ale się udaje. :D
10. Wolnym krokiem -  blog pełen niespodzianek. Przez lato to jeszcze myślałem sobie: "Bardzo dużo podróży, ale w granicach rozsądku". Ale gdy zacząłem czytać o zimowych wypadach autorki, szczególnie tych górskich, to zacząłem się zastanawiać, jak napięty musi mieć ona grafik. :) Dużo zdjęć, barwne opisy, piękne krajobrazy - nic, tylko czytać i oglądać. :D
Zamek w Książu - nie ma żadnego powiązania z tym artykułem, ale wygląda ładnie, prawda? :D
Punkt numer 3. Moje pytania.
Nareszcie nadeszła chwila, w której to ja zadam innym kilka pytań. Już raz je zadawałem i nie chcę, żeby zabrzmiały tak jak poprzednio. Więc trochę pokombinuję i postaram się być równie oryginalny, co moja poprzedniczka. ;)

1. Zaprzyjaźniona firma chce opłacić Ci dwumiesięczne wakacje. Jedynym warunkiem jest to, że przez cały czas ich trwania nie wyjedziesz poza wybraną przez siebie miejscowość. Które miejsce wybierzesz i dlaczego?
2. Co byś wolał/a: stanąć na szczycie Mount Everestu, czy popłynąć na dno Rowu Mariańskiego?
3. Przegrałeś zakład i za karę musisz wstąpić do fanklubu jakieś postaci historycznej. W okolicy działają fankluby Juliusza Cezara, Winstona Churchilla i - co nie jest oczywiście przypadkiem - Sulejmana Wspaniałego. Który z nich wybierzesz?
4. Gdybyś miał/a wolny wybór na którym z tych uniwersytetów chciałbyś/-abyś studiować: na Harvardzie, w Cambridge, czy na Jagiellonce?
5. Jakie zwierzątko wybrałbyś/-abyś na stanowisko domowego pupilka, gdybyś do wyboru miał/a wszystkie poza psem i kotem?
6. Z jakim politykiem zjadłbyś wystawny obiad i dlaczego?
7. Ludzie opracowali właśnie technikę podróży z prędkością kilkadziesiąt razy wyższą niż prędkość światła. Firmy turystyczne oferują tanie podróże w różne zakątki Układu Słonecznego i Drogi Mlecznej. Gdzie najchętniej byś się wybrał/a?
8. Możesz wybrać dowolnego sportowca i dowolną dyscyplinę sportową, w której się z nim zmierzysz. Kogo i co wybierzesz?
9. Który film spośród wszystkich, które obejrzałeś/-aś, uważasz za najlepszy?
10. Co robisz, gdy nie chce ci się nic robić?
11. Czy widzisz w tych pytaniach jakąś regułę? (podpowiedź: przewiń nieco w górę) ;)
 
Wieża na Biskupiej Kopie - przynajmniej raz od dołu. :)
Wszystkich nominowanych zachęcam do poświęcenia kilku chwil na odpowiedzenie na moje - całkiem nie takie proste - pytania i nominowanie kolejnych osób. Z doświadczenia wiem, że to niezła frajda. :)

Zobacz też:
1. Liebster Blog Award po raz pierwszy ;).

Gdy odkrywamy nowe pierwiastki

Ostatnio dość często zdarza mi się pisać o najnowszych odkryciach naszych kreatywnych naukowców. Tak będzie i tym razem, choć muszę przyznać, że dzisiaj prezentowana przeze mnie nowinka ze świata nauki jest tylko okazją do opowiedzenia nieco szerszej historii. A tematem dzisiejszego artykułu są zupełnie nowiutkie pierwiastki chemiczne, których odkrycie zostało nie tak dawno potwierdzone. Co to za indywidua? Jak je "odnaleziono"? I co zrobić, by do katalogu pierwiastków dorzucić coś jeszcze? Na te pytania odpowiemy sobie za chwilkę.
Elektronskal 118
Schemat budowy ununoctium (pierwiastek 118). We wnętrzu znajduje się jądro atomowe
złożone z protonów i neutronów, zaś wokół niego istnieje siedem powłok elektronowych
z elektronami ukazanymi w postaci mniejszych kuleczek.
Pierwsze pierwiastki ludzie odkryli już kilka tysięcy lat temu. Aż do epoki oświecenia odkrycia te nie były jednak jeszcze zakrojone na jakąś szczególnie szeroką skalę. Rozwój chemii ruszył z kopyta dopiero w połowie XVIII wieku. W ciągu ostatnich dwóch stuleci udało się zarejestrować niemalże sto nowych pierwiastków, dobijając z ich liczbą do 118. Cztery z nich, o numerkach 113, 115, 117 i 118, zostały uznane przez Międzynarodową Unię Chemii Czystej i Stosowanej w pierwszych dniach stycznia tego roku.

Periodic Table Armtuk3
Układ okresowy pierwiastków w wersji z czterema nowoodkrytymi pierwiastkami oraz pierwiastkiem
ununonium (119), którego odkrycia jeszcze nie potwierdzono.
Warto zaznaczyć, że odkrywanie jako takie zakończono w roku 1940. Wszystkie odkryte później pierwiastki nie występowały już w przyrodzie, więc trzeba je było wyprodukować. Z każdym kolejnym "odkrytym" pierwiastkiem produkcja jest jednak coraz trudniejsza (o czym jeszcze opowiem), więc w ostatnich latach na rynku ich poszukiwania wystąpiła znacząca specjalizacja. W latach 90. prym w tej materii wiódł niemiecki Instytut Badań Ciężkich Jonów w Wixhausen. Począwszy od roku 1999 niemalże wszystkie kolejne pierwiastki odkryli naukowcy reprezentujący rosyjski Zjednoczony Instytut Badań Jądrowych w Dubnej i amerykański Lawrence Livermore National Laboratory. Ich zasługą są także pierwiastki numer 115, 117 i 118. Pierwiastek 113. odkryli natomiast badacze z japońskiego instytutu Riken.
LLNL Aerial View
Lawrence Livermore National Laboratory z lotu ptaka. Robi wrażenie, prawda? ;)
Pewnie zastanawiacie się, jakie nazwy noszą nowoodkryte pierwiastki. Już spieszę zaspokoić Waszą ciekawość. Otóż są to kolejno: ununtrium, ununpentium, ununseptium oraz ununoctium. Niezbyt proste do zapamiętania, prawda? Nie martwcie się jednak o to, gdyż nazwy te nie zagrzeją na długo miejsca w układzie okresowym. Są to bowiem jedynie imiona przejściowe, obowiązujące do momentu, kiedy nie wymyśli się czegoś lepszego. Podobne nazwy nosiły niegdyś dzisiejsze roentgen, kopernik, czy też liwermor. A jak można nowe pierwiastki nazwać? Od pewnego czasu utartą regułą jest nadawanie nazw związanych ze słynnymi postaciami świata nauki, bądź miejscami ściśle z nauką powiązanymi - co zobaczyć możecie chociażby na trzech powyższych przykładach.

Electron shell 112 Copernicium - no label
Schemat przedstawiający budowę atomu kopernika.
Na koniec trzeba jeszcze wyjaśnić, jakie mamy perspektywy na wyprodukowanie kolejnych pierwiastków. Jak zapewne zauważyliście, zapełniliśmy już siódmy okres w tablicy Mendelejewa i kolejne pierwiastki będą już stanowić okres ósmy. Oczywiście wiele instytutów badawczych rozpoczęło już wyścig o odkrycie numerów 119, 120, a nawet dalszych. Tyle że, jak już wcześniej wspominałem, nie będzie to zbyt łatwe. Każdy kolejny pierwiastek jest bowiem coraz mniej trwały. Ununoctium (118) był sobą przez 0,0001 sekundy, po czym zaczął się gwałtownie rozpadać na pierwiastki o mniejszej liczbie atomowej, czyli opatrzone niższym numerkiem. Warto też dodać, że sam proces "produkcji" nie polega tylko na wymieszaniu ze sobą dwóch substancji i poczekaniu na efekty. Nie. Nowe pierwiastki tworzy się poprzez zderzanie jąder atomowych pierwiastków znacznie lżejszych. Prędkość musi być jednak ogromna, zbliżona do prędkości światła. A takie prędkości mogą zapewnić praktycznie tylko akceleratory cząstek, takie jak słynny szwajcarski Wielki Zderzacz Hadronów, i inne im podobne urządzenia.
CERN Aerial View
Wielki Zderzacz Hadronów, największy akcelerator cząstek na świecie. Na zdjeciu lotniczym przy
pomocy kolorowych linii przedstawiono jego położenie (znajduje się on pod ziemią). Ten akcelerator
nie zajmuje się jednak bezpośrednio poszukiwaniem nowych pierwiastków.
No dobra. Tylko skoro to takie trudne, a tworzone pierwiastki nie istnieją nawet przez mgnienie oka, to po co ich poszukujemy? Po kiego grzyba poświęcamy tyle czasu, pieniędzy i energii na uzyskanie atomu, który i tak przestanie istnieć zanim pomyślimy "Udało się"? Działania te wynikają z pewnej hipotezy, która jest dość popularna w środowisku badaczy. Wielu naukowców jest bowiem przekonanych, że gdzieś tam, hen daleko, znajduje się swego rodzaju wyspa stabilności, grupa nieznanych nam jeszcze pierwiastków, które będą w stanie utrzymać się przez kilka godzin, miesięcy, a może nawet i lat. Według niektórych koncepcji takie pierwiastki są już tylko na wyciągnięcie ręki, według innych - daleko nam jeszcze do ich odkrycia. Niemniej jeżeli je już odkryjemy, to z całą pewnością będziemy mogli je w jakiś kreatywny sposób wykorzystać.
Island of Stability
Schemat obrazujący koncepcję o wyspie stabilności. Kolorowe słupki przedstawiają stabilność izotopów
różnych pierwiastków. W lewym dolnym rogu mamy pierwiastki już poznane, zaś "wysepka" w prawym
górnym rogu do nasz cel. Ze względu na fakt, że wyspa stabilności jest póki co jedynie teorią, schemat
nie jest zbyt dokładny, a podane wartości mogą nie oddawać w pełni rzeczywistości.
No i co o tym wszystkim myślicie? Czy uda nam się zapełnić ósmy okres tablicy Mendelejewa? Czy uda nam się znaleźć tą przesławną wyspę stabilności? Zachęcam do wypowiedzenia się na ten temat w komentarzach! :)

Zobacz też:
1. Gwiazdy na Ziemi, czyli o energii przyszłości
2. Wikipedia, Spotify, Firefox - skąd te nazwy?
3. Muzea nie z tego świata

środa, 17 lutego 2016

O tym, jak Czesi wyrzucali ludzi z okien

Defenestracja to termin historyczny, który na pozór wydaje się bardzo trudny do zapamiętania i brzmi nieco zbyt naukowo, by się nim zajmować. Prawda jest oczywiście inna. Nazwa ta została bowiem zapożyczona od łacińskiego "de fenestra" ("z okna") i oznacza ni mniej ni więcej, jak wyrzucenie z okna. Jest to dość wyszukany sposób na pokazanie swojemu rywalowi, że łatwo mu z nami nie będzie, a jako metoda walki nie był zbyt często wykorzystywany. Jest jednak w Europie pewien kraj, w którym defenestracja była stosowana tak często, że urosła do rangi swego rodzaju sportu narodowego. A krajem tym jest nasz sąsiad - Czechy.
Początki tradycji wyrzucania z okien sięgają w Czechach XV wieku, a konkretnie - roku 1419. Czechy znajdowały się wówczas w przededniu wielkiej zawieruchy, którą określano później mianem wojen husyckich. Husyci byli ukształtowanym kilka lat wcześniej odłamem chrześcijaństwa, którego twórcą był wielki reformator Jan Hus. Nietrudno zgadnąć, że katolicy z husytami nie za bardzo się lubili, a i papieżowi było trochę nie w smak, że w całkiem sporym kraju w środku Europy panoszy się herezja. Oliwy do ognia dolało podstępne aresztowanie i spalenie na stosie Jana Husa w 1415 roku. Od tego czasu nastroje w Czechach zaczęły się gwałtownie radykalizować, co nieuchronnie prowadziło do eskalacji konfliktu.

30 lipca 1419 roku ulicami Pragi przeszła husycka manifestacja pod przewodnictwem duchownego Jana Żeliwskiego. Jednym z punktów pochodu stał się ratusz Nowego Miasta. Tam doszło do małej różnicy zdań pomiędzy protestującymi a miejskimi radnymi. Mała różnica zdań niebawem przerodziła się w nieco większą różnicę zdań, a ta - w pokaźnych rozmiarów bójkę. Sytuację miał jeszcze zaostrzyć kamień rzucony z okna ratusza w kierunku Żeliwskiego. Tego było już za wiele i rozgniewany tłum wypchnął z okien siedmiu katolickich rajców. Jak się później okazało, było to dobrym pretekstem do wybuchu wojen husyckich, trwających niemalże nieprzerwanie przez kolejnych 17 lat.
New town City Hall Prague
Praski ratusz, w którym w roku 1419 dokonano pierwszej defenestracji.
Staroměstská radnice, pamětní deska - Jan Želivský
Praska tablica poświęcona Janowi Żeliwskiemu.
Na pozór cała ta sytuacja wydaje się śmieszna, ale pamiętajmy, że prawda nie była zbyt różowa. Pod oknami praskiego ratusza nie rosną żadne krzaki, a ubita ziemia, czy też kostka brukowa bywają twarde. Nietrudno więc się domyślić, że los katolickich rajców był policzony. Na kolejną defenestrację nie trzeba było jednak długo czekać. Już w 1483 roku proceder powtórzono, w zasadzie z podobnych pobudek, aczkolwiek w nieco odmienionej sytuacji społecznej. Praga była wówczas bowiem nękana głodem i zarazami.

Znacznie bardziej interesująco zrobiło się natomiast w roku 1618. Całe 199 lat po pierwszej defenestracji mieszkańcy Pragi ponownie uciekli się do swojego tradycyjnego procederu. W Czechach wyznaniem dominującym był już nie tyle husytyzm, co luteranizm. Sęk w tym, że krajem władali wówczas bardzo katoliccy Habsburgowie. A trzej kolejni królowie z tego rodu, rządzący w początkach XVII wieku, a więc Rudolf II, Maciej i Ferdynand Styryjski, byli niezwykle zagorzałymi obrońcami papiestwa. Nic więc dziwnego, że na przełomie kilkudziesięciu lat Czesi podejmowali liczne próby wpłynięcia na zdecydowanie nieprzychylną im politykę monarchów.

Czara goryczy przelała się w maju 1618 roku. Ferdynand Styryjski był królem Czech od niespełna roku, lecz swoimi metodami rządzenia już zdołał poważnie zajść za skórę protestantom. Do jego ciekawszych decyzji należało wprowadzenie cenzury i wykluczenie innowierców od sprawowania co ważniejszych funkcji państwowych. 23 maja, podczas trwania zjazdu czeskich protestantów, część obradujących wyprawiła się na Zamek Królewski na Hradczanach, by pogadać na poważnie z królewskimi przedstawicielami.

Również i tym razem na pogadance się nie skończyło i niebawem z okien zamku wyfrunęło trzech urzędników: namiestnicy Vilem Slavata i Jaroslav Borita Martinitz oraz sekretarz Philipp Fabricius. Ci mieli jednak więcej szczęścia niż ich poprzednicy i wylądowali na... górze kompostu. Nie odnieśli więc nawet bardziej poważnych obrażeń. Ich "cudowne" ocalenie zostało zaś szybciutko podchwycone przez stronnictwa katolickie. Niemniej ta defenestracja praska doprowadziła do wybuchu wojny trzydziestoletniej, jednego z najbardziej wyniszczających konfliktów w historii Europy.
Defenestration-prague-1618
Defenestracja praska z 1618 roku według Matthausa Meriana, szwajcarskiego rytownika żyjącego na
przełomie XVI i XVII wieku.
Karel Svoboda Defenestrace
Defenestracja praska według Karela Svobody, czeskiego malarza XIX-wiecznego.

Prague Castle defenestration site
Fragment zamku na Hradczanach, z którego wyrzucono królewskich urzędników.
Do jeszcze jednej praskiej defenestracji dojść miało 10 marca 1948 roku, a więc w czasach odległych od opisywanych nieco wyżej. Tym razem ofiarą upadku z wysokości okazał się być Jan Masaryk, premier Czechosłowacji. Polityk reprezentował w swoim kraju stronnictwo demokratyczne, zaś do przejęcia tam władzy przez komunistów doszło ledwie kilka tygodni przed tragicznym wydarzeniem. Oficjalne śledztwo wykazało samobójstwo, lecz jak dobrze wiemy, z samobójstwami w państwach komunistycznych bywało różnie. Dlatego też nie udało się ustalić jak dotąd wersji w stu procentach prawdziwej, a zagadka pozostanie zapewne nierozwiązana.
Jan Masaryk deska
Tablica poświęcona Janowi Masarykowi, zlokalizowana w Pradze. Napis głosi: "Nastanie prawda,
ale będzie to wymagało wysiłku".
Na koniec należy jeszcze podkreślić, że defenestracje praskie nie były jedynymi, jakie kiedykolwiek miały miejsce, choć trzeba przyznać, że to właśnie stolica Czech gościła je najczęściej. Urzędnicy i arystokraci wyrzucani byli z okien także we Florencji (1478), Portugalii (1640), czy wreszcie w Kolonii (1848).

Jak Wam się podobała ta multiepokowa historyjka? Czy uważacie, że defenestracja to dobry pomysł na wypowiadanie wojny? ;)

Zobacz też:
1. To nie Kolumb odkrył Amerykę
2. O tym, jak Sobieski zdradził Polskę
3. Jak zostać królem?

czwartek, 11 lutego 2016

Przypomnienie najciekawszych postów w pierwsze urodzinki

Dziś mija pierwsza rocznica mojego blogowania. Jak dla każdego blogera, jest do i dla mnie czas na przeprowadzenie wielkich podsumowań. W ciągu ostatniego roku udało mi się "naprodukować" 111 postów, z których większość cieszyła się Waszym zainteresowaniem. Jednocześnie poznałem wiele ludzi, którzy mają takie same pasje, jak ja, cechujących się wielkim zamiłowaniem do blogowania. Znajomości te są dla mnie bardzo wartościowe i już na samym wstępie muszę Wam, drodzy towarzysze w profesji, bardzo podziękować. ;)
Gdy rok temu zaczynałem moją przygodę z blogowaniem, wątpiłem, że uda mi się dotrwać chociażby do połowy tego czasu, który od tamtej pory minął. Jak dotąd niemalże wszystkie zajęcia szybko mi się bowiem nudziły i koniec końców z nich rezygnowałem. Ale nie tym razem. Okazało się, że prowadzenie bloga popularnonaukowego może przynieść każdego dnia zupełnie nowe materiały i zupełnie nowe odkrycia, co sprawiło, że nie popadłem w wewnętrzną rutynę i nie ogarnęło mnie znużenie.

Muszę się też Wam przyznać, że rok temu nie myślałem, iż aż tak bardzo rozwinę swoją działalność. Uważałem wówczas, że zaglądanie na Google+ całkowicie mi wystarczy, bo przecież każde medium społecznościowe jest dokładnie takie samo. Ale nie. Społeczności na Google+ dały mi możliwość pochwalenia się ciekawymi zdjęciami, ładnymi ujęciami, a także wymiany refleksji na różne tematy. Na założonej później stronie na Facebooku mam możliwość komentowania najnowszych odkryć naukowych oraz dzielenia się interesującymi faktami, które w nieco inny sposób pokazują otaczający nas świat. Z kolei Twitter dał mi możliwość prowadzenia dyskusji na tematy najbardziej aktualne, wiążące się nie tylko z nauką, lecz także z polityką, kinem, literaturą, czy muzyką. Przy okazji - w ramach małej autoreklamy - zachęcam Was do zajrzenia na profile Niezwykłej Planety w wyżej wymienionych serwisach (linki możecie znaleźć na pasku bocznym). ;)

Przejdźmy jednak do sedna, czyli do przypomnienia tych najbardziej interesujących artykułów. Tych spośród moich postów, z których jestem najbardziej zadowolony, a także tych, które zyskały największą sympatię z Waszej strony, drodzy czytelnicy :). Zapraszam Was na krótką podróż w czasie. Zaczynajmy!

Z tym artykułem nierozerwalnie związany jest pewien sentyment. Bo to był artykuł numer 1. Gdy dziś na niego spoglądam, dostrzegam całą masę mankamentów, drobnych błędów, do których dziś już z całą pewnością bym nie dopuścił, a o których istnieniu jeszcze wówczas kompletnie nie zdawałem sobie sprawy. I choć od tamtego czasu radykalnie zmieniłem charakter moich wpisów, stwierdziłem, że w tych starszych nic nie będę modyfikował. Chcę widzieć je takie jakie były na początku.
Ms zanoyskich introMój pierwszy artykuł historyczny. Pomysł na niego zrodził się podczas lektury Kroniki Polskiej Galla Anonima. Zauważyłem wówczas, że ten średniowieczny kronikarz w sposób bardzo przemyślany podróżuje po polskiej historii, a wydarzenia opisane w jego dziele są w znacznej mierze prawdziwe, choć potraktowane bardzo wybiórczo. I dlatego też postanowiłem ukazać go nie w sposób tradycyjny - jako tajemniczym literacie posługującym się barwnym językiem - lecz jako o sprytnym manipulatorze, którego celem jest przekazanie potomnym historii prawdziwej, ale nie pełnej.

3. Bochnia czy Wieliczka?
To był eksperyment. Ale w moim przekonaniu eksperyment udany. Chciałem pokazać główne różnice między najsłynniejszymi i często wrzucanymi do jednego worka kopalniami w Polsce, a z drugiej strony zrehabilitować nieco uważaną dość powszechnie za gorszą żupę bocheńską. Niczym mecz siatkówki, rozpisałem rywalizację na pięć setów, z których każdy kończył się zwycięstwem jednej bądź drugiej kopalni. Efekt wyszedł całkiem niezły :). Aha. Jest to również post o tyle ważny dla mnie, że to właśnie pod nim pojawiły się pierwsze na moim blogu komentarze. A autorem tego najpierwszego była Agnieszka, autorka bloga "Wolnym Krokiem" ;).

Pisanie artykułów o sporcie nie jest zbyt łatwe. Zazwyczaj ograniczają się one do informacji na temat dziejów różnych dyscyplin, co może zainteresować, ale nie powala. Dlatego też bardzo zadowolony jestem z tego, że od czasu do czasu znajduję tematy takie jak ten. Bo wszystkie dziwne zwyczaje związane z trzecią odsłoną Wielkiego Szlema powodują, że nie jeden raz uniesiemy mimowolnie kąciki warg. ;)


Francois I Suleiman5. Muzułmanie w Tulon, czyli o tym, jak Europa podlizywała się Turkom
No dobra, tytuł trochę prowokacyjny. ;) Ale w treści nie znajdziemy niczego, co byłoby młodsze niż 400 lat. Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie lektura książki Rogera Crowleya - "Morskie Imperia", w której autor poświęcił kilka stron opisowi sojuszu turecko-francuskiego. Po nieco głębszych studiach udało mi się zebrać nieco więcej informacji na ten temat i zredagować kilka akapitów, z których - nie ukrywam - byłem bardzo zadowolony :).

A3 (Romania)6. 10 rzeczy, których mogłeś nie wiedzieć o ruchu drogowym
To było wyzwanie. Wymyśliłem sobie, że napiszę artykuł, w którym ukażę te najdziwniejsze sfery polskiego kodeksu drogowego. Tyle że były to w zdecydowanej większości detale, którymi normalny człowiek w ogóle się nie interesuje. Nie pozostawało mi więc nic innego jak tylko... przeczytać kodeks drogowy! I udało się, choć łatwo nie było ;). A kilka przepisów, na jakie natrafiłem, jest wziętych naprawdę nie z tego świata. :)

Ten wpis był przełomowy pod dwoma względami. Po raz pierwszy pisałem pod wpływem chwili, korzystając z aktualnej sytuacji. A sytuacja była taka, że słupki sięgnęły wówczas, a więc w lipcu, 40 stopni Celsjusza. Ponadto, nigdy wcześniej nie sięgałem blogując po tak dużą dawkę ironii. Rezultat był całkiem udany. Udało mi się nawet sprowokować niewielką dyskusję pod postem ;).



Na mojej liście nie mogło zabraknąć kolarstwa! To artykuł pisany również w upałach, ledwie dwa dni po wyżej zaprezentowanym. I tu również sięgnąłem po coś nowego, bo po radykalny subiektywizm. Samolubnie wybrałem najciekawsze miejsca, w jakich rozpoczynający się wówczas Tour de France bywał w ostatnich latach i elegancko ułożyłem je w swego rodzaju ranking. Efekt zadowolił mnie i dość sporą liczbę czytelników. ;)


9. Książ
Tytuł się podoba? Bardzo skomplikowany, nieprawdaż? ;) W sposób dość kompleksowy opisałem jeden z piękniejszych zamków Dolnego Śląska, stosując ponownie całkiem sporo ironii. Chyba zostało jej we mnie trochę po tych upałach... ;) Ale to, że przez cały akapit rozwodziłem się nad kwestią parkingu nie ma przecież znaczenia. Czy ma? :D Niemniej artykuł ten przyciągnął bardzo wielu czytelników i sprowokował wiele osób do podzielenia się swoją opinią w komentarzu. Samolubnie poczytuję to sobie za sukces :D.

Warsaw - Royal Castle Square10. Czy będzie w Polsce więcej zabytków UNESCO?
Jak ja mogłem oprzeć połowę wpisu na wypunktowaniu kilku podstawowych elementów? Nie do pomyślenia! Rok temu by to nie przeszło. Ale pół roku temu już tak. Kilka miesięcy blogowania pozwoliło mi zrozumieć, że czasem trzeba wychodzić poza schemat i sięgać po niekonwencjonalne metody. No i tak było w tym artykule. Gdybym napisał go bez wyliczanek, byłby z całą pewnością mniej czytelny, niż teraz ;).

Earth-moon11. O odległościach w kosmosie
W sferze nauki mam trzy wielkie pasje: geografię, historię i astronomię. Z myślą o pierwszej z nich powstał cały blog. Po jakimś miesiącu blogowania zacząłem także tworzyć artykuły dotyczące tej drugiej. Najdłużej na swój czas czekać musiała astronomia. Ten artykuł jako pierwszy traktuje wprawdzie o kosmosie, ale pisząc go nie myślałem jeszcze, by tak na serio zająć się sprawami wykraczającymi poza Ziemię. Ale post "O odległościach w kosmosie" był już swego rodzaju pośrednikiem i może to właśnie dzięki niemu udało mi się później rozwinąć nieco i tą sferę moich zainteresowań. :)

12. 8 rzeczy, których mogłeś nie wiedzieć o Konkursie Chopinowskim
Jakow Zak1937Konkurs Chopinowski to wydarzenie dość istotne dla miłośnika muzyki klasycznej. Odbywa się przecież raz na pięć lat, a więc rzadziej niż igrzyska olimpijskie. Nie mogło go w takim razie zabraknąć na moim blogu. Kiedy znowu będę miał okazję o nim cokolwiek napisać w momencie trwania rywalizacji konkursowej? No dobra, za pięć lat. ;) Ale to i tak szmat czasu. Post ten cieszył się również sporym zainteresowaniem z Waszej strony, drodzy czytelnicy i stąd wynika w dużej mierze jego miejsce na dzisiejszej liście.

Parisgesch113. Najdziwniejsze pomysły I wojny światowej
Przy mało którym poście miałem więcej frajdy, niż przy tym. Wszystko zaczęło się jeszcze w lecie ubiegłego roku, kiedy pochłonęła mnie lektura "Samobójstwa Europy" Andrzeja Chwalby. W książce tej natrafiłem na tyle irracjonalnych - jakby się wydawało - pomysłów na pokonanie wroga, że po prostu musiałem poszukać dalej, a potem to wszystko opisać. Efekt całkiem fajny :).

14. Do Opola na rowerze
Ten post odwiedzaliście najczęściej ;). Nie wiem dlaczego. Jak dla mnie, nie różni się jakoś szczególnie od pozostałych artykułów turystycznych. Niektóre cenię znacznie bardziej, niż ten. A i temat jest dość wąski i - powiedzmy sobie szczerze - nietypowy. Ale czasem tak jest, że nie dostrzegamy rzeczy, które innych przyciągają. ;)


15. Kim są tegoroczni laureaci Nagrody Nobla?
The Daya Bay Antineutrino Detector (8056998030)To dla mnie bardzo ważny post. Wtedy pierwszy raz zostałem niejako zmuszony by napisać coś, co dotyczy w całości nauk ścisłych. Mowa oczywiście o kilkuakapitowym wykładziku o neutrinach. Nie ukrywam, że nie było łatwo również i mnie to wszystko zrozumieć, a co dopiero przedstawić to Wam, tak żebym został zrozumiany. Ale koniec końców się udało. I zacząłem nabierać przekonania, że mógłbym pisać także o tematach czysto fizycznych, czy też chemicznych. Od tego czasu udało mi się popełnić kilka takowych, a z każdym kolejnym napotykam na coraz mniejsze trudności. No i fajnie ;).


Kamieniec Szalejow Gorny road16. Najdziwniejsze artykuły Wikipedii
To było... dziwne. Począwszy od tego, że najpierw przez dwa dni przeglądałem kategorie polskiej wersji internetowej encyklopedii, by odszukać te spośród artykułów, których tytuły brzmią najbardziej irracjonalnie. Ale efekt wart był tego trudu. Jak dla mnie, to jeden z bardziej interesujących artykułów, które napisałem. Spotkał się także z dużym zainteresowaniem z Waszej strony, z czego niezmiernie się cieszę ;).


Planet-Nine-in-Outer-Space-artistic-depiction 17. Czy objawi nam się planeta numer 9?
Tego jeszcze nie było. Po raz pierwszy pisałem o zupełnie świeżym odkryciu naukowym. I chciałbym to robić znacznie częściej, co zapewne zauważyliście już ze względu na artykuł dotyczący przeprowadzenia w Niemczech fuzji termojądrowej, który pojawił się na blogu jakiś tydzień temu. Zwrócić muszę jeszcze uwagę na fakt, iż to właśnie ten artykuł był przez Was najchętniej komentowany - pojawiło się pod nim aż 10 komentarzy! ;)

Koniec. 17 artykułów spośród 111. Niby duży odsetek, ale i tak trudno było mi wybrać. Najchętniej opisałbym tu każdy z moich postów, bo z każdym wiążę się pewna mniej lub bardziej interesująca historia. No ale trudno. ;) Na koniec chciałbym jeszcze bardzo, bardzo podziękować wszystkim moim czytelnikom, komentującym, zainteresowanym tym, co piszę na blogu. Bez Waszego wsparcia, zamieszczanych przez Was komentarzy, czy wreszcie zwykłych słówek "Podobało mi się. Fajnie piszesz", które tak często padały, pewnie nie wytrwałbym tak długo w blogowaniu. Ale teraz będzie już tylko z górki. Wtłoczyłem się przez ostatni rok w tryby blogowania i teraz już pewnie z nich nie ucieknę. ;) Tak więc - do zobaczenia przy podobnym wpisie za rok! :D.